Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
BiełyjeRozy

Bycie sztywnym - jak się tego pozbyć?

Rekomendowane odpowiedzi

Zawsze wobec nieznanych mi osób jestem powściągliwy, sztywny, mówię oficjalnym tonem głosu. Otwieram się dopiero po czasie, a szczególnie wtedy gdy druga osoba jest do mnie przyjaźnie nastawiona.

 

Przez tą wadę mam duży problem z poznaniem kogoś bliskiego, bo kontakt się zwyczajnie urywa, bo nikt mi nie pozwala się otworzyć.

 

Na szczęście nie jest tak, że wobec każdej osoby jestem sztywny. Wobec mojego przyjaciela jestem w pełni wyluzowany, otwarty, wesoły. Tak samo gdy poczuję się bezpiecznie u psychologa, to jestem wyluzowany i otwarty.

 

Jak się pozbyć tej cholernej wady?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Przez tą wadę mam duży problem z poznaniem kogoś bliskiego, bo kontakt się zwyczajnie urywa, bo nikt mi nie pozwala się otworzyć.

 

Pozwalają Ci się otworzyć, tyle, że jak widzą Twój dystans to sami też się dystansują. Ten lęk rezonuje w obydwu osobach, więc ludzie się czasem po prostu wycofują. Z moich doświadczeń wynika, że trzeba po prostu przełamać ten lęk i otworzyć się, zdobyć się na śmiałość.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale próbuję ten dystans jakoś zmniejszać. Np. zawsze odwzajemniam uśmiechy, często sam się uśmiecham, okazuję zainteresowanie rozmową, staram się utrzymywać kontakt wzrokowy. Już aż takim bezuczuciowym kamieniem, to ja nie jestem :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale próbuję ten dystans jakoś zmniejszać.

 

To dobrze, najwyraźniej idziesz w dobrym kierunku ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ale próbuję ten dystans jakoś zmniejszać. Np. zawsze odwzajemniam uśmiechy, często sam się uśmiecham, okazuję zainteresowanie rozmową, staram się utrzymywać kontakt wzrokowy. Już aż takim bezuczuciowym kamieniem, to ja nie jestem :D

To tak nie działa. W moim przypadku gdy byłem właśnie takim bezuczuciowym kamieniem po Paroksetynie, miałem ludzi wtedy kompletnie w dupie i nie chciało mi się z nimi gadać, to ludzie wtedy do mnie lgnęli. A gdy na trzeźwo odwzajemniałem uśmiechy, okazywałem zainteresowanie czy utrzymywałem kontakt wzrokowy (oczywiście wszystko bez przesady) to ludzie się mnie bali, a ja ich się bałem. Zapytałem kiedyś o to kilka osób, z którymi miałem po czasie lepsze stosunki, zapytałem jakie sprawiam pierwsze wrażenie, dostałem odpowiedź, że agresywne i nieprzyjemne. Ludzie po prostu wyczuwają spięcie, to są takie minimalne zmiany, których nie dostrzegamy świadomie. Ludzie będą Cie lubić gdy nie jesteś spięty nawet gdy masz ich w dupie. Natomiast gdy jesteś spięty to możesz stawać na głowie, a większość i tak Cię oleje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W moim przypadku gdy byłem właśnie takim bezuczuciowym kamieniem po Paroksetynie, miałem ludzi wtedy kompletnie w dupie i nie chciało mi się z nimi gadać, to ludzie wtedy do mnie lgnęli.

 

Nie koniecznie to tak działa, czasem działa a czasem nie. Jak będziesz takim bezuczuciowym kamieniem to ludzie mogą pomyśleć, że nie chcesz kontaktu, jak zobaczą, że jesteś zbyt wyobcowany to też nie dobrze.

 

Ludzie będą Cie lubić gdy nie jesteś spięty nawet gdy masz ich w dupie.

 

Jeżeli to będzie poparte pewnością siebie i otwartością to tak, jak za bardzo będziesz miał ich w d., to mogą wyczuwać dystans jaki wytworzyłeś i nie będą chcieli kontaktu.

 

Natomiast gdy jesteś spięty to możesz stawać na głowie, a większość i tak Cię oleje.

 

Tutaj tak, zbytnie starania przynoszą czasem odwrotny skutek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pytałem trzech psychologów o to jakie sprawiam wrażenie. Powiedzieli, że po pierwszych wizytach było widać, że jestem spięty i wycofany(really? ja nawet tego nie czułem specjalnie), ale po kolejnych spotkaniach zacząłem sprawiać bardzo pozytywne wrażenie.

 

No właśnie, po kolejnych spotkaniach! Nikt mi takiej fory nie da, żebym się otworzył dopiero po 3,4 spotkaniach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
No właśnie, po kolejnych spotkaniach! Nikt mi takiej fory nie da, żebym się otworzył dopiero po 3,4 spotkaniach.

Zazwyczaj pierwsze wrażenie to już ostatnie. Jak inni zobaczą, że ktoś jest wycofany i zamknięty w sobie, to już koniec, koleś jest załatwiony. Koleś jest oceniony, mózg automatycznie wszystko ocenia. Później, aby od takiej oceny się odkleić i ją zmienić to trzeba włożyć mnóstwo wysiłku, często taka zmiana nie jest już w ogóle możliwa ponieważ otoczenie będzie cię traktowało w taki sposób w jaki odebrało cię po pierwszym spotkaniu, a z powodu tego traktowania właśnie nie pozwoli ci się zmienić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak sobie myślę czy przyczyną sztywności nie jest jakaś dystymia albo łagodna depresja. Pamiętam jak kilka lat temu chodziłem do psychologa, to byłem wesoły, wygadany i żartujący. Po jakimś czasie zacząłem stawać się coraz bardziej stonowany, nawet psycholog powiedziała, że coś się ze mną dzieje.

 

W ogóle kiedyś udzielałem się na forach i potrafiłem budować dosyć długie wypowiedzi. Teraz się w ogóle nie udzielam, bo zwyczajnie nie mam nic do powiedzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też tak kiedyś miałem (jeszcze w liceum). Po prostu nauczyłem się wchodzić w tryb "luzu".

Fakie it, till you make it.

Dzięki zmianie postawy, wszedłem w nowe interakcje i to mi pozwoliło prawdziwie "wyluzować", stało się to dla mnie bardziej naturalne, gdy poczułem się pewniej wśród innych ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oj, nawet jak brałem paroksetynę, która dodawała sporej pewności siebie w kontaktach z ludźmi, to i tak byłem sztywny na spotkaniach. Chociaż na przedostatnim spotkaniu z kimś, byłem w miarę wyluzowany, bo druga strona widać było, była mną zainteresowana.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
No właśnie, po kolejnych spotkaniach! Nikt mi takiej fory nie da, żebym się otworzył dopiero po 3,4 spotkaniach.

Zazwyczaj pierwsze wrażenie to już ostatnie. Jak inni zobaczą, że ktoś jest wycofany i zamknięty w sobie, to już koniec, koleś jest załatwiony. Koleś jest oceniony, mózg automatycznie wszystko ocenia. Później, aby od takiej oceny się odkleić i ją zmienić to trzeba włożyć mnóstwo wysiłku, często taka zmiana nie jest już w ogóle możliwa ponieważ otoczenie będzie cię traktowało w taki sposób w jaki odebrało cię po pierwszym spotkaniu, a z powodu tego traktowania właśnie nie pozwoli ci się zmienić.

To straszne ale prawdziwe

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie odwzajemniam raczej uśmiechu i na uśmiech reaguję wkurzony, mimo że sam czasami prowokuję, żeby się niewiasta uśmiechnęła. Czasami ( bardzo rzadko ) odwzajemniam uśmiech, ale podejść to już znowu wielki problem. Myślę, ze boję się zostać znowu zraniony a sam nie raz mogłem zranić przez takie wredne zachowanie. Bardzo chcę bliskości, ale coś mnie bardzo blokuje. W sumie w całym życiu, to wyznałem kilku dziewczynom, że się mnie podobają z tego jedno trafione zatopione, lecz niestety nie na długo, bo co to jest 2/3 miesiące razem ? . Kilka takich było 'Koleżanek' co było coś więcej niż tylko kolegowanie się. Seks te sprawy. Nie wyznawałem im nic. Kilka koszów dostałem i to mnie zablokowało, ze już coraz bardziej bałem się podejść do Niewiasty.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×