Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Jeśli nie wstrzeliłam w dział lub zdublowałam temat, przepraszam.

Wczoraj zmarła bardzo bliska mi osoba. Dowiedziałam się o tym nie będąc w domu. Drogi do domu prawie nie pamiętam, cała twarz mnie potem piekła. Czuję się, jakby umarła część mnie.

Mam pytanie do Wszystkich, którzy przechodzą lub przechodzili żałobę: Jak sobie z nią radzicie lub poradziliście? Do tych, co ją przeszli - ile u Was trwało poczucie, że dotykacie Piekła?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pierwsze tygodnie są najgorsze. Tak się składa, że idę dziś na pogrzeb, nie byłem przywiązany do tej osoby, więc nie odczuwam smutku.

Co do radzenia sobie - jak kompletnie nie możesz sie pozbierać, to pomoc psychiatryczna i farmakologia.

Nie można się też izolować się od pozostałej części rodziny, jak masz odwagę to wyjdź z inicjatywą wspólnego porozmawiania i spotkania, oni też mają ciężko i też nie do końca

wiedzą jak się zachować.

 

Co do samej "procedury" żałoby to posłużę się tekstem:

- Czy można mówić konkretnie o jakichś fazach, etapach żałoby?

- Oczywiście w literaturze odnajdujemy różne próby określenia etapów żałoby. Zasługują one na naszą uwagę, abyśmy w kontakcie z osobami osieroconymi przynajmniej starali się zrozumieć ich obecny stan. Występują zatem rozmaite, zazwyczaj pięciostopniowe podziały tych etapów. Najbardziej przejrzyste i zrozumiałe wydaje się uwzględnienie trzech etapów żałoby. Pierwszy to szok i zaprzeczanie, gdy w związku ze śmiercią bliskiej osoby pojawia się tendencja do ucieczki od tej szokującej informacji. Zaskoczeniu towarzyszy odrętwienie emocjonalne, poczucie pustki, brak koordynacji działań, płacz. Do tego dochodzi później wszechogarniający smutek, żal, tęsknota, gniew nierzadko połączony z zaprzeczaniem realnego odejścia bliskiej osoby z tego świata. W drugim etapie mamy do czynienia z dezorganizacją, która odznacza się jakby zablokowaniem normalnych sposobów radzenia sobie z wieloma rolami społecznymi. Ulega pewnemu zakłóceniu także odniesienie do siebie i prozaicznych zadań dnia codziennego, takich jak np. pewna nieporadność zawodowa. Dociera do osieroconego dużo wyraźniej prawda o rzeczywistej śmierci bliskiej osoby i stąd formułowane są coraz wyraźniej pytania o charakterze egzystencjalnym i religijnym.

Ostatnia faza reorganizacji oznacza czas walki, chęć wydobycia się z pewnego chaosu, jaki wprowadza szereg doświadczeń związanych z utratą bliskiej osoby. Trzeba wówczas bardziej uwierzyć w siebie, trzeba podnieść zaufanie do sposobów radzenia sobie z odmienną sytuacją psychospołeczną, jaką jest fakt bycia np. sierotą, wdowcem, wdową. Należy również powrócić do sprawnego funkcjonowania w układach interpersonalnych. Tak między innymi można opisać to zjawisko i dodać przy tym, iż nie należy unikać poszczególnych etapów powrotu do równowagi ani też przyspieszać tego procesu. Nie tak samo w każdym przypadku muszą wyglądać poszczególne etapy żałoby.

 

- Pocieszać czy nie - jak zachować się wobec osób przeżywających żałobę, jak im pomagać?

- Lepiej unikać uspokajania i dawania rad typu: „Powinieneś już czuć się lepiej” bądź „Przynajmniej została ci jeszcze matka, ojciec” itp. Dobrze jest być dostępnym dla członków rodziny i podtrzymywać z nimi kontakt. Dobre jest słuchanie ich, dawanie przyzwolenia na okazywanie smutku, a nawet buntu w obliczu niedawnej śmierci, aby mogli wyrazić to wszystko, czym chcą się w danym momencie podzielić z innymi. Warto zachęcać do rozmowy z nimi na temat poniesionej straty. Nie wahać się wyrażać akceptację, zapewniać, że ich uczucia są normalne, empatycznie wczuwać się w słowa i zachowania cierpiącej osoby. Starać się być przy tym szczerym i otwartym. Ważne jest, aby pytać się dzieci, rodziców, jakiego rodzaju wsparcia potrzebują?

 

- Ile czasu trwa żałoba?

- Jak mówiliśmy poprzednio, żałoba jest zróżnicowanym procesem. Zatem trudno jednoznacznie wskazać, jak długo będą występowały psychologiczne konsekwencje utraty bliskiej osoby. Można mówić o okresie od roku do dwóch lat, przy czym musimy cały czas pamiętać i uwzględnić stopień powinowactwa i zażyłości ze zmarłym. Mówimy tu o tzw. normalnej żałobie, ale warto wspomnieć o występowaniu także, co prawda o wiele rzadziej, o patologicznej żałobie. Charakterystyczne jest dla niej pojawianie się bardziej intensywnych, dłużej trwających przeżyć a także niechęć do bycia obecnym w momencie śmierci i widoku ciała zmarłego, unikanie miejsca pochówku, brak lub nadmiernie odczuwany żal, permanentne i stabilne odczucie żalu. Występuje przy tym obsesyjne myślenie o zmarłym i silne doświadczanie jego obecności, a także brak pozytywnych wspomnień związanych ze zmarłym. Przy długotrwałej i tak przeżywanej żałobie trzeba uwzględnić konieczność szukania pomocy u specjalisty np. psychologa.

 

http://niedziela.pl/artykul/60827/nd/Swiety-czas-zaloby

Nie wiem czy maje rady są dobre czy złe, ale spotkałem się w internecie z bardzo ch*jowymi poradami i się zastanawiam czy ktoś to zrobił specjalnie czy nieświadomie? :shock:

W żadnym wypadku nie należy w domu (ani gdziekolwiek indziej) robić ołtarzyków, miejsc kultu itp. Strasznie słabo wygląda życie osoby, która nie może się pogodzić

z odejściem kogoś bliskiego i jej życie koncentruje się tylko na modlitwach, paleniu świeczek i innego cudakowania pod ołtarzykiem.

Jeśli przyjmiemy, że jest coś po drugiej stronie, to np. z punktu widzenia ezoteryki, dla duszy jest to równie trudna sytuacja, bo taka dusza nie wie czy ma odejść, czy nie, jest zdezorientowana, ludek przy ołtarzyku nie przestaje o niej myśleć i ciągle ją przywołuje, przez co dusza nie może kontynuować swojej wędrówki, bo jest równie przywiązana do niego. Patologia duchowa :?

 

Polecam zwyczajną żałobę chrześcijańską, jako janusz ezoteryki nie uważam by było w niej coś złego, a jeśli jest naprawdę ciężko, to wsparcie specjalistów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam wsparcie specjalistów, tzn. jestem na lekach. Pomagają. Tylko poranki są koszmarne. Ale dziś nawet wyszłam z domu ze śmieciami i do sklepu, co biorąc pod uwagę mój stan i to wydarzenie, było wyczynem, dałam radę, nawet chciałam wyjść. I w żaden sposób nie chciałabym Duszy zatrzymywać przy sobie. On jest teraz szczęśliwy i zdrowy, wiem to. To mi wystarcza. A pokój i tak mam cały w Nim - jakieś rysunki, zdjęcia, nawet mój nowy komputer to Jego zasługa, bo poświęcił cały dzień na złożenie go z części, które sam wcześniej wyszukał.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

New-Tenuis, widzę, że z takim podejściem, na pewno sobie poradzisz, z początku nie będzie łatwo, ale z czasem rany będą się goić.

Pozdrawiam i składam wyrazy współczucia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właśnie próbuję puścić pranie. Jak małpa w kąpieli. Ciekawe, czy mi się uda. Czuję się, jakby mnie przeniosło do innego wymiaru i swoich ubrań dotykam jak przez jakąś niewidzialną zasłonę. Napiszę, jak odniosę sukces co do prania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

New-Tenuis,

 

Trzymaj się.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Udało mi się wczoraj zrobić pranie, ale nie czuję się sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

New-Tenuis, Aga tylko czas. Jak kogos lubimy i ta osoba umiera musimy przejśc załobe i jej fazy. Na poczatku boli najbardziej i powoli oswajamy sie z mysla ,ze ktos umarł i juz go ie będzie ból sie zmniejsza i później zostaje pogodzenie sie. Przeczytaj sobie Treny Kochanowskiego, tam jest to idealnie pokazane jak to działa i jest to czesc naszego zycia przed , która nie ma ucieczki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój tata zmarł blisko 7 lat temu a ja do tej pory nie mogę się z tym pogodzić. Może dlatego, że był alkoholikiem a ja byłam silnie współuzależniona. Może dlatego, że był jedynym rodzicem, w którym upatrywałam szansę na doświadczenie miłości, gdyż mama nie jest zdolna mi ją dać. A poza tym po jego śmierci zawaliło się do reszty całe życie rodzinne: brat popadł w alkoholizm zachorował na CHAD, mama też zaczęła pić a już wcześniej chorowała na nerwicę lękową, ja miałam zaburzenia odżywiania, które na chwilę uległy poprawie, by potem przyszło coś o wiele gorszego-depresja, wielomiesięczne epizody ciężkiej depresji i okresu lżejszego stanu. Mój drugi brat też ma nerwicę i przeżywał załamanie a moje małe siostry straciły ojca i boję się o nie. Minęło 7 lat a w moim domu jak było cierpienie tak jest, tylko dla mnie jest jeszcze gorzej. W domu jest źle, poza domem też, bo jestem zupełnie sama. W dzieciństwie spotkało mnie jeszcze wiele ciężkich doświadczeń i do tej pory nie mogę się z tego otrząsnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mnie się dzisiaj udało trochę popracować, jestem z siebie dumna. Zgadzam się, "Treny" Kochanowskiego doskonale odzwierciedlają ten stan zagubienia i przerażenia po odejściu bliskiej osoby.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podzielę się refleksją po niedawnej stracie krewnego. Mianowicie wiek tej osoby nie pozostawiał złudzeń, że prędzej czy później umrze i jej śmierć nie stanowiła dla mnie zaskoczenia, jednak poprzez silne reakcje psychosomatyczne odczuwałam ból. Na pogrzebie - głównie ze względu na reakcje uboczne spowodowane braniem leków - nie płakałam, dzięki czemu mogłam stanowić wsparcie psychiczne dla reszty rodziny, co tylko umocniło z nią moje więzi. Na stypę założyłam ulubiony biały sweter, który w naszym kręgu kulturowym nijak kojarzy się z żałobą.

Rzecz się działa kilkadziesiąt kilometrów od Wrocławia, zatem wróciwszy do domu, ochłonęłam i dopiero wówczas byłam w stanie wydać z siebie szloch. Jednak nie był to płacz wynikający ze smutku, a raczej ze szczęścia. Ze szczęścia, że miałam okazję poznać tak wspaniałego człowieka, który swoją postawą dowodził, że można żyć w zgodzie ze swoim sumieniem i z innymi, tak kochającego życie, pełnego wigoru mimo podeszłego wieku. Stała się dla mnie przełomem świadomość istnienia jego cząstki we mnie. Wówczas dotarło do mnie, czym jest nieśmiertelność i mimo że ciało tej osoby spoczywa już w grobie, jego duch tkwi w moim umyśle. Jestem mu ogromnie wdzięczna za ten dar.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coś w tym jest. Ale jest jeszcze lęk, jak będzie wyglądało dalej moje życie bez tej osoby, jak ułożą się inne relacje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

New-Tenuis, Aga tulam, cie, trzymaj sie ciepło i mocno.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Ci, że napisałaś. Na co dzień się trzymam ciepło i zaskakująco mocno (nie wiemy, jaką mamy siłę, dopóki nie spotka nas coś, co tego dowiedzie). Co jakiś czas mam przebłyski naszych rozmów, spacerów, brzmienia głosu, niepowtarzalnego poczucia humoru. Wczoraj miałam regres i płakałam, że chcę bardzo dużo przyjaciół, którzy by cały czas byli przy mnie... potem mi to przeszło, ale nie da się do końca (i chyba nie należy) uciec przed tą pustką. Choćbym nie wiem ilu ludzi spotkała, ta pustka i tak jest i czasem bardziej doskwiera, a czasem (tak jak dziś) staje się czymś melancholijno-refleksyjnym...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Współczuję, mi w zeszłym zmarła mama - nagle na ulicy padła, do dzisiaj nie do końca wiadomo na co. Na pewno pomogło mi przejść to, że byłem na lekach już od pół roku wcześniej. Rada - przebywać z ludzmi, rodziną, znajomymi, mozna gdzieś wyjść. Byle nie siedzieć samemu w domu, bo wtedy się zwariuje. Dojście do wzglednej równowagi trochę trwało - z 2 miesiace gdzieś. Potem jeszcze były inne wydarzenia, które jakoś wybijały, gdyby ostatni rok był bez zakłoceń to myslę, że już bym wyszedł z depresji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

2 miesiące to optymistyczna wizja. Ja sobie daję pół roku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

New-Tenuis, każdy przeżywa żałobę inaczej, z inną dynamiką. Kiedy zmarł mój tata "dojście do siebie" zajęło mi około tygodnia. Miałem sporo na głowie, wziąłem się w garść na siłę i rzuciłem się w wir codziennych zajęć. Teraz wiem, że to nie było dla mnie dobre. Nieprzeżyta żałoba to była jednych z rzeczy które na terapii musiałem sobie poukładać.

Daj sobie po prostu tyle czasu ile będziesz potrzebować.

Trzymaj się ciepło ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czemu to musi być takie ciężkie do dźwigania, te emocje, ta pustka...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

New-Tenuis, Normalnie w kulturze takiej ludowej tradycji uznawało sie raczej na całym swiecie ,ze załoba trwa rok i mysle ,ze to dobry czas na pogodzenie sie ze strata.U jednych moze to byc dłuzej u innych krócej ,ale ogólnie pewnie ten rok ta tak optymalnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiem, tak sobie marudzę, bo chwilami bywa masakrycznie. Dałam sobie rok już na początku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

w listopadzie zmarła moja mama. miała 46 lat. wypadek/samobójstwo, nie wiadomo do dziś w każdym razie chorowała na psyche. ludzie na około mówią, ze doskonale daje sobie z tym radę, bo nie rozpaczam i nie rozpaczałam jakos nad wyraz. ale minęło pol roku i czuje jakby coś na pewnym polu umarło i we mnie. permanentnie niepokój. związek mi sie rozpada, zobojętniałam na ludzi i wszystko chyba co mnie otacza, ledwo znoszę towarzystwo, nic mi sie nie chce. no martwica, znudzenie i rzygi. w ogole od jej śmierci przestałam myslec o seksie i tych sprawach przez co moj związek coraz bardziej podupada. biore leki, terapie przerwałam z powodów finansowych i no. chyba przeżywam to dalej na swój sposob. współczuje i rozumiem wszystkich, którzy kogoś stracili.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

barbieturan, może spróbuj porozmawiać z chłopakiem swoim o tym, jak się czujesz. O ile dobrze wiem, są takie grupy wsparcia dla osób w żałobie, gdzie za godzinę płaci się 10 zł. Znalazłam taką fundację, nie byłam tam i nie znam tych ludzi, ale wydaje się, że to coś, co może być pomocne: http://naglesami.org.pl/grupy-wsparcia.html . U mnie chyba trochę lepiej, ale miewam chwile bardzo nieprzyjemnego "ściskania w dołku", stresu społecznego, poczucia pustki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×