Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość BrakPomysluNaNick01

Utrata zdolności do płaczu po SSRI

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Dzień dobry. Ostatnio jestem w coraz głębszej anhedonii. Tracę powoli wszystkie emocje - pozytywne jak i negatywne. Mam kilka razy dziennie jakby z tej pustki próbowały wyłonić się smutek i lęk, ale nie były niestety w stanie. Chcę wtedy płakać, ale nie potrafię i nie wiem dlaczego chce mi się śmiać śmiechem rozpaczy, co akurat jestem w stanie zrobić i jest bardzo nieprzyjemne. Lęku w pełni nie odczuwam, ale mimo to często drżę i męczą mnie somaty. Ma ktoś podobnie? Jak to się leczy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To chyba dość częsty objaw, też taki mam (biorę Asentrę), znajoma (bierze Lexapro) też, niekiedy próbuję się nawet zmusić do płaczu ale nawet jedna łezka polecieć nie chce. Z jednej strony to przytłumienie emocji jest dosyć pomocne w codziennym życiu, zwłaszcza gdy miewałam okresy gdy płakałam ciągle i ciągle, w domu, w sklepie, w pracy, ze znajomymi, taka dobijająca pustka i strach. Teraz czuję się czasami jak jakiś robot. Rozumiem, że chciałabyś czasem się "wypłakać" bo to bywa oczyszczające ale chyba lepszy brak płaczu niż ciągłe wpadanie w mega doły. A długo już bierzesz te leki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Od marca 2017 roku. Wolałbym jednak płakać i prawie cały czas niż mieć uczucie jakbym się dusił emocjami, które próbują się ze mnie wydostać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wydaje mi się że leki to placebo.

Przyjmowałeś jakiekolwiek psychotropy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wydaje mi się że leki to placebo.

Przyjmowałeś jakiekolwiek psychotropy?

 

Tak albo i nie. Nie wiem, co mi dają bo nie jestem farmaceutą laborantem. Ale mogę wierzyć że leki które dostaje to faktycznie te które są opisane na opakowaniu. To ważne, bo nie można tego wykluczyć.

 

Zauważam że zażywając "leki" czuje się różnie i to niezależnie od tego czy je biorę czy nie. A jestem ciekawym przypadkiem, bo leczę się 10 lat, a nie jestem chory.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Od marca 2017 roku. Wolałbym jednak płakać i prawie cały czas niż mieć uczucie jakbym się dusił emocjami, które próbują się ze mnie wydostać.

Coś w tym jest. Czasem sobie myślę, że leki blokują emocje a potem to wszystko i tak wyjdzie jak się je przestanie brać i zaleje jeszcze mocniej. Choć z drugiej strony emocje to coś chwilowego, więc może lepiej, że nic nie czuję teraz będąc w depresji, bo pewnie już w ogóle nie wstawałabym z łóżka i szybko bym ze sobą skończyła. Myślę, że emocje mogłyby mnie zabić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Brałem kiedyś Paroksetynę, która jest antydepresantem i miałem podobnie. Wszystkie emocje zostały tak mocno przytłumione, że pomimo, iż mogłem zrobić wiele to nic mi się nie chciało, bo to właśnie emocje głównie napędzają człowieka do działania. Bez leków mogłem zrobić niewiele, ale miałem za to emocje, motywacje. Dlatego taką kurację uznałem za całkowicie nieskuteczną. Jeżeli chodzi tylko o to, abym funkcjonował w społeczeństwie i to jest celem samym w sobie, nawet kosztem własnej przyjemności z życia to po co w ogóle się leczyć? Kastracja zarówno pozytywnych jak i negatywnych emocji, poświęcenie tych pozytywnych, aby wyzbyć się negatywnych, to tak jakby podtrzymywać żywego trupa na siłę, bo nie wiadomo co z nim zrobić, a zabić przecież nie można. Pozostaje obojętność, wegetacja. Jeżeli ktoś ma ciężką depresję i go nic nie cieszy, to faktycznie taki lek może mu nawet pomóc. Jednak jeżeli ktoś ma lekką depresję lub w ogóle jej nie ma, a posiada tylko lęki i fobie, to kuracja takim lekiem jest nieporozumieniem, bo według mnie stwarza jeszcze poważniejszą szkodę czyli wypranie z emocji. Zawsze uważałem, że stępienie moich emocji będzie czymś pozytywnym ponieważ byłem zbyt wrażliwy, jednak to czego doświadczyłem po Paroksetynie pod tym względem, przerosło moje wyobrażenia. To było coś strasznego, stępienie wszystkiego do maksimum. Słowa tego nie oddadzą, to trzeba po prostu ‘zobaczyć'.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wkuuporr, właśnie, bez emocji nie ma najważniejszego czynnika, który zachęca do robienia czegokolwiek. Nic mi się nie chce i mógłbym całe dnie tylko spać, gapić się w ekran, czytać forum i tak w kółko. Mam jeszcze większą niechęć do życia, niż przed początkiem kuracji.

Jeżeli ktoś ma ciężką depresję i go nic nie cieszy, to faktycznie taki lek może mu nawet pomóc. Jednak jeżeli ktoś ma lekką depresję lub w ogóle jej nie ma, a posiada tylko lęki i fobie, to kuracja takim lekiem jest nieporozumieniem, bo według mnie stwarza jeszcze poważniejszą szkodę czyli wypranie z emocji.

Co najśmieszniejsze, ja biorę to głównie na lęki, ale jednak lęki są nadal, a przyjemności brak. Po antydepresantach jestem jeszcze bliżej ciężkiej depresji, niż przed braniem byłem do lekkiej. Jak udało Ci się z tego wyjść?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Co najśmieszniejsze, ja biorę to głównie na lęki, ale jednak lęki są nadal, a przyjemności brak. Po antydepresantach jestem jeszcze bliżej ciężkiej depresji, niż przed braniem byłem do lekkiej. Jak udało Ci się z tego wyjść?

Lekarze przypisują obecnie antydepresanty na większość problemów psychicznych ponieważ nie mają alternatywy. Miałem tak samo, po Paroksetynie lęk został obniżony, ale nie minął całkowicie, a dodatkowo dostałem poważniejszy problem w postaci wyprania emocjonalnego, co doprowadziło do braku motywacji. Życie wtedy przestało mieć dla mnie znaczenie, dlatego, aby poczuć, że żyję, uciekałem w używki. W poszukiwaniu emocji robiłem tak głupie i lekkomyślne rzeczy, że z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że dobrze, iż nic mi się nie stało. Po prostu odstawiłem lek po 6 miesiącach użytkowania, a z czasem emocje powróciły. Im dłużej bierzesz, tym może być ciężej z powrotem emocji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dzisiaj otrzymałem bardzo złą wiadomość. Niestety mimo, że chciało mi się wyć, to zamiast tego dostałem napadu śmiechu i upadłem na podłogę. Podczas tego napadu śmiechu leciały mi łzy (jest jakiś postęp), ale co z tego skoro nie umiałem ciężaru z siebie zrzucić i czułem się, jakbym się dławił moimi emocjami.

Od jutra na własną rękę rzucam Serte. Jeszcze nigdy nie miałem tak bardzo dość mojego życia jak teraz.

Brakuje mi normalnego płaczu, motywacji, radości i wszystkich czystych emocji, które nie byłyby przytępione przez uczucie pustki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja zawsze przeżywałem konflikt pomiędzy tym co mój organizm robił, a tym co uważałem, że powinienem robić. Podam kilka przykładów. Zmarł mi ojciec, uważałem, że powinienem być smutny i płakać, bo tak reagują przecież ludzie, to coś co świadczy o człowieczeństwie, jednak ja nie byłem smutny, ani nie chciało mi się płakać, a wręcz przeciwnie, czułem się dobrze, a nawet humor mi dopisywał, co skutkowało śmiechem. Nawet matka zwróciła mi uwagę na to, dlaczego się cieszę, gdy dowiedziałem się o śmierci ojca. Podobnie gdy zmarła moja babcia, na pogrzebie walczyłem z samym sobą, aby się opanować, bo humor mi tak dopisywał, że niewiele brakowało, a dostałbym śmiechawki. Jest takich sytuacji więcej, ale niektóre sytuacje, które sprawiają mi przyjemność i wywołują we mnie śmiech są tak kontrowersyjne, że pozwolę je przemilczeć. Ktoś może powiedzieć, że z jakichś powodów bolesne emocje w różnych sytuacjach zamiast poprzez smutek i płacz, wydostają się z mego organizmu poprzez radość i śmiech, no i tak faktycznie jest, jednak ja tak miałem odkąd pamiętam. Mogę powiedzieć, że od zawsze tak miałem. Poza tym te sytuacje nie są dla mnie bolesne, bo nie wywołują bolesnych emocji. Dla większości mogą być bolesne, dla mnie nie. Gdy się śmieję to odczuwam wtedy też radość wewnętrzną oraz wbitą do głowy myśl, że tak nie powinno się robić. Problemem tutaj nie jest moje zachowanie, ale wpojone co się powinno, a co nie, bo wtedy walczę z samym sobą, aby dostosować się do powinności. Smutek i ochotę na płacz przeżywam za to w innych sytuacjach, chociażby np. gdy ktoś pobije/zabije bezbronne dziecko lub znęca się nad zwierzętami. Mówią mi, że powinienem robić coś tak i tak, bo tak wypada, jednak to stwarza jeszcze większy problem, bo ja oczekuję wtedy czegoś co jest sprzeczne z moją naturą, z moim organizmem. Ja jestem po prostu inny, często śmieję się kiedy inni płaczą i płaczę kiedy inni się śmieją. Taki jestem i taki będę. Próbowałem to zmienić, ale jest to według mnie niemożliwe, bo próbuję zmienić coś co jest fundamentem mojej osoby. To tak jakby stać się inną osobą na siłę, można udawać i powstrzymywać się, ale wewnątrz siebie zawsze będzie czuło się prawdę i będzie się wiedziało kiedy udajemy, a kiedy działamy zgodnie ze sobą. Przez całe lata powtarzano mi, że muszę poznać siebie, wszyscy mi to mówili, bo nie wiedziałem kim jestem, jaki jestem, co lubię, dlaczego reaguję tak, a nie inaczej itd. Mówili, że muszę poznać siebie i zacząć żyć w zgodzie ze sobą. Wykonałem spory wysiłek, poznałem siebie i dokopałem się do strasznych rzeczy. Tylko gdy poznasz samego siebie, swoją naturę, która nie będzie pasowała do ich obrazka, do ich wymogów, do tego co się powinno, a co nie, to wtedy zaczyna się problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wkuuporr, u mnie to nie było związane z paragelią, co bardziej z nietypowym rozładowaniem negatywnych emocji. Skoro nie umiem normalnie się wypłakać, a muszę się rozładować, to zastępuję to śmiechem rozpaczy.

 

gosia17, tylko, że u mnie antydepresanty zwiększyły niechęć do życia. Wcześniej to bardziej miałem lęki, labilność itp., czyli typowe objawy dla wieku dojrzewania pomieszanego z nerwicą i Zespołem Aspergera. U mnie również główna różnica polega na tym, że ja bym nawet nie chciał wstawać z tego cholernego łóżka, ale Serta daje mi pewną przytłumioną energię, która wystarcza aby chodzić... i właściwie tylko na tyle. Nie czuję w ogóle sensu jak i potrzeby chodu, wstawania, robienia czegokolwiek, bo po co mi to, skoro nie mam do czego tak naprawdę dojść i doznać przyjemności?

 

one man show, bardzo bym chciał, aby to było placebo. Oszczędziłoby mi to sporo cierpienia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Co najśmieszniejsze, ja biorę to głównie na lęki, ale jednak lęki są nadal, a przyjemności brak. Po antydepresantach jestem jeszcze bliżej ciężkiej depresji, niż przed braniem byłem do lekkiej.
Od jutra na własną rękę rzucam Serte. Jeszcze nigdy nie miałem tak bardzo dość mojego życia jak teraz.

Brakuje mi normalnego płaczu, motywacji, radości i wszystkich czystych emocji, które nie byłyby przytępione przez uczucie pustki.

To co napisze może być sprzeczne z tym co się powszechnie uważa, ale w moim przypadku niewielkie, minimalne dawki neuroleptyków (np. olanzapina) działają lepiej od antydepresantów pod względem usuwania lęku i utrzymania emocji. Lęk zostaje praktycznie w całości usunięty, a emocje nie są, aż tak masakrycznie spłaszczone jak po chociażby Paroksetynie. Dodatkowo eliminowane są inne, bardzo poważne problemy, których Paroksetyna nawet nie musnęła, a mianowicie głębokie poczucie inności/dziwności oraz wrażenie, że inni bacznie mnie obserwują i negatywnie oceniają. A największym plusem jest to, że lek można zażywać doraźnie i od razu działa. Dodam, że mam zdiagnozowane oficjalnie zaburzenie osobowości o typie unikającym oraz psychiatra lawiruje jeszcze pomiędzy zaburzeniami lękowymi (czyli popularną nerwicą) oraz depresją. Może to będzie jakiś trop.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
one man show, bardzo bym chciał, aby to było placebo. Oszczędziłoby mi to sporo cierpienia.
ja też leczenie zaczynałem od tego leku co ty. i uwierz że później dostawałem dużo większy koktajl leków pomimo tych samych objawów. różnica w samopoczuciu wynikała z sytuacji i nastawienia, a nie leków które brałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie mogę już edytować poprzedniego postu, więc tutaj dodam to co zapomniałem. Napisałem, że na mnie lepiej działają minimalne dawki neuroleptyków, skuteczniej usuwają lęk i nie spłaszczają, aż tak emocji, że człowiek nie ma motywacji do niczego. Pisząc minimalne dawki, miałem na myśli na prawdę strasznie małe ilości. Podam taki przykład. Lek o nazwie Ranfofren (olanzapina), każda tabletka ma 5 mg. Wydaje się to niewielką ilością, ale jednak w moim przypadku taka ilość jest w dalszym ciągu o wiele za duża, taka 1 tabletka zrobi ze mnie zombie i położy do spania. 1/4 lub 1/3 takiej tabletki wystarczy w zupełności. Kombinujcie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wkuuporr, w czwartek wizyta więc zobaczymy, może mi przepisze Olanze tak jak Tobie. Tylko jednak czy neuroleptyki nie słyną przypadkiem z dużej liczby skutków ubocznych? Boję się również brania psychotropów do usranej śmierci i że nigdy już nie poczuję się naturalnie. Jutro spróbuję zmniejszyć tę Serte o połowę, tylko boję się jak zareaguje na to moja psychiatra. Jednak nawet i czekanie do czwartku to dla mnie zbyt odległa wizja. Czuję się jakby to była wieczność.

 

one man show, brzmi dosyć strasznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
różnica w samopoczuciu wynikała z sytuacji i nastawienia, a nie leków które brałem.

Tutaj całkowicie się zgadzam. W moim przypadku leki nie są kluczowe, same leki nic nie zmienią, ale bardzo często leki są niezbędne głównie po to, aby wprawić w ruch całą maszynę. Jak to u mnie działa opisałem niedawno w temacie ‘ERGOFOBIA – lęk przed pracą’, więc nie będę się tu powtarzał. Kiedy jestem już ‘w biegu’ to sobie poradzę, ale nie daj Boże, w momencie, gdy potknie mi się noga i wypadnę na chwilę z biegu, to wracam na linię startu, zaczynam wtedy od początku. Nie można sobie pozwolić na przestoje, trzeba ciągle działać. Gdy zrobię sobie przestój, np. pójdę na długi urlop, to wtedy już po mnie, jestem już wtedy załatwiony. Całą maszynę trzeba znowu wprowadzać mozolnie w ruch, trzeba od nowa wszystkiego się uczyć, bo mózg powraca do ustawień fabrycznych, a kosztuje to niewiarygodnie dużo wysiłku.

 

wkuuporr, w czwartek wizyta więc zobaczymy, może mi przepisze Olanze tak jak Tobie. Tylko jednak czy neuroleptyki nie słyną przypadkiem z dużej liczby skutków ubocznych? Boję się również brania psychotropów do usranej śmierci i że nigdy już nie poczuję się naturalnie. Jutro spróbuję zmniejszyć tę Serte o połowę, tylko boję się jak zareaguje na to moja psychiatra. Jednak nawet i czekanie do czwartku to dla mnie zbyt odległa wizja. Czuję się jakby to była wieczność.

Ja nie napisałem, że trzeba łykać Olanzapine codziennie. Ona działa również doraźnie. Kiedy jestem już ‘w biegu’, to nie muszę łykać codziennie bo maszyna sama się toczy, wtedy łykam tylko kiedy na prawdę potrzebuję. Ten sposób nie jest idealny, ale lepszego nie znalazłem. Nie odnotowałem żadnych dokuczliwych skutków ubocznych przy takim leczeniu. Niektórzy robią tak z benzo, ale na mnie benzo gorzej działa w kwestiach leczniczych, a dodatkowo działa zbyt przyjemnie, co w końcu prowadzi do odurzania się, a na końcu do uzależnienia (wtedy to już równia pochyła). To życie i tak nie jest wieczne, jeżeli lek nam pomaga, to dla mnie nie ma różnicy czy łykamy go do śmierci. Ważne, aby nam służył.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powiedz o tym lekarzowi i poproś o zmianę leku. Miałam krótki epizod na sertralinę ale jak dla mnie to był straszny lek, mimo, że niby "łagodny" a dla mnie gorszy w skutkach niż Anafranil.

A co do emocji to się nie nakręcaj - jak bierzesz na lęki to najważniejsze żeby lek na to działał. Niektóre leki lepiej działają na określone osoby, inne powodują takie objawy, ale jakiś czas po odstawieniu wraca to do normy a lęki mogą już być "wyleczone". Także grunt to się nie nakręcać i poprosić o zmianę leku. Nie odstawiaj na własną rękę tego dziadostwa, trzeba to robić bardzo łagodnie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

okularnica, dziękuję za wsparcie.

Lęki są wyleczone w emocjach, ale niestety nadal nie w somatyce (drżenia, ataksja, osłupienia, bóle itd.). Mimo wszystko staram myśleć, że wszystko będzie dobrze i że po następnej wizycie to co ustalimy zadziała idealnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Psychiatra zmieniła mi lek z Sertraliny na Escitalopram. Podobno po 10 dniach mam odczuć poprawę. Mam nadzieję, że mnie postawi na nogi, dlatego też nie zamierzam czytać na razie opinii o tym leku, aby mnie nikt negatywnie nie nastawił.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też nie umiałam płakać po SSRI. I denerwowało mnie to, że ciągle byłam radosna. Odstawiłam tabsy i zaczęłam płakać. Na reklamach xD Oglądając "Sprawę dla reportera", "Uwagę" czy inne bzdety. Ciągle szukałam okazji do wzruszeń i byłam przy tym jak mała dziewczynka. Już wolałam siebie na SSRI xD

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Też nie umiałam płakać po SSRI. I denerwowało mnie to, że ciągle byłam radosna. Odstawiłam tabsy i zaczęłam płakać. Na reklamach xD Oglądając "Sprawę dla reportera", "Uwagę" czy inne bzdety. Ciągle szukałam okazji do wzruszeń i byłam przy tym jak mała dziewczynka. Już wolałam siebie na SSRI xD

Miałem podobnie, było to spowodowane odhamowaniem emocji. SSRI spłycają emocje, więc później po powrocie do życia w trzeźwości mózg musi się przyzwyczaić. Jednak w ciągu około miesiąca wszystko wróciło do normy. Taka przesadna emocjonalność po odstawieniu antydepresantów w moim przypadku była chwilowa. W sumie nie było to takie złe, lecz ciężko byłoby żyć z takim poziomem emocjonalności na tym świecie. Było to ciekawe doświadczenie, momentami niesamowicie przyjemne, gdy wychodząc z domu zachwycałem się naturą w znanym, pobliskim parku, tak jakbym był w jakimś raju.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wkuuporr, tyle że u mnie to nie minęło :]

Nadal płaczę na takich programach, ostatnio w TV było o dziewczynce o imieniu Sara, która urodziła się niewidoma i głucha w stanie krytycznym. Jest podpięta do respiratora w domowym hospicjum, karmiona przez sondę. Taka kruszyna :( Normalnie ryczałam jak bóbr. Nie wiadomo ile dziewczynka będzie żyła (oby długo i żeby wymyślili coś ci głupi lekarze aby jej pomóc) i najgorsze, że nigdy nie zobaczy ani nie usłyszy swojej mamy!!!

Poza tym nadal podziwiam liście, ptaki i jestem taka AH ARTYSTKA. Potrafię stać i gapić się na mural 20 min bo coś w nim widzę czego inni nie.

 

A jeszcze dodam, że od dawna tak mam i SERIO CIĘŻKO MI ŻYĆ Z TAKIM POZIOMEM EMOCJONALNOŚCI NA TYM ŚWIECIE, SERIO.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
wkuuporr, tyle że u mnie to nie minęło :]

Nadal płaczę na takich programach, ostatnio w TV było o dziewczynce o imieniu Sara, która urodziła się niewidoma i głucha w stanie krytycznym. Jest podpięta do respiratora w domowym hospicjum, karmiona przez sondę. Taka kruszyna :( Normalnie ryczałam jak bóbr. Nie wiadomo ile dziewczynka będzie żyła (oby długo i żeby wymyślili coś ci głupi lekarze aby jej pomóc) i najgorsze, że nigdy nie zobaczy ani nie usłyszy swojej mamy!!!

A nie byłaś taka od zawsze? Być może jesteś, aż tak wrażliwa i emocjonalna z natury? A nie, że to jedynie efekt uboczny, który wywołał SSRI z powodu odstawienia? Przed braniem SSRI też taka byłaś? Doświadczenie mi pokazało, że co bym nie zrobił to i tak wszystko wraca po pewnym czasie do swoich fabrycznych ustawień, przynajmniej w moim przypadku.

 

Poza tym nadal podziwiam liście, ptaki i jestem taka AH ARTYSTKA. Potrafię stać i gapić się na mural 20 min bo coś w nim widzę czego inni nie.

To jest coś pięknego, ale często coś za coś. Też potrafię podziwiać piękno, jednak to o czym wcześniej wspomniałem różniło się intensywnością. Wchodząc do parku, który znałem od lat zacząłem go postrzegać jakbym był w nim pierwszy raz. Był inny, cudowny, wyglądał jak raj. Siedzieć na ławce w tym parku i płakać z powodu jego piękna to chyba już przesada. Mogę to porównać do emocjonalności jaka występuje po zażyciu psychodelików. Taką właśnie emocjonalność miałem około przez miesiąc czasu po odstawieniu Paroksetyny.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×