Skocz do zawartości
Nerwica.com

Paniczny lęk przed wścieklizna i natręctwa


AB40

Rekomendowane odpowiedzi

Witam Wszystkich Forumowiczów ;) pisze tu pierwszy raz. od kilku lat choruje na nn, na początku były to w miarę łagodne natrectwa typu sprawdzanie drzwi, wyłączenia kuchenki itp. Później pojawiły się myśli natury religijnej, po czym wielkie bum - hiv obsesja. Wpadłam w mega dół, bałam się wyjść z domu, miałam ataki paniki wszędzie widząc zagrożenie. Skończyło się na lekach, które po 3 latach spowodowały tylko mnóstwo skutków ubocznych. Owszem, było lepiej, ale nie na tyle, żeby móc znów cieszyć się życiem. Terapia u psychologa trochę pomogła, ale na krótko. Ta fobia minęła, ale pojawiła się gorsza - przy okazji wizyty u weterynarza z kotem, jak grom z jasnego nieba zaczęłam się bać wścieklizny. Oczywiście wszystko już na temat tej choroby wyczytalam, nakrecajac się jak zwykle. Efekt? Od tego czasu robi się coraz gorzej. Boję się jeździć samochodem, a codziennie pokonuje kilkadziesiąt km do pracy i z powrotem, bo zawsze na drodze pojawi się jakieś rozjechane zwierzę. Lis, pies, kot, itd. W takiej sytuacji wpadam w panike i płacz, już mam wizje, że gdzieś na oponach czy karoserii mam obryzgane tym rozjechanym zwierzęciem, boję się wysiasc, wozić cokolwiek, wsiadac, dotykać auta. Koszmar. Jeżdżąc codziennie, to się zdarza często. Potem oczywiście pranie ciuchów, które boję się założyć kolejny raz, strach przed dotykaniem czegokolwiek. Boję się otwierać okno, zwłaszcza latem, bo latają nietoperze. Boję się wychodzić po ciemku, paranoja. Jak widzę psa albo kota, przechodzę na drugą stronę ulicy. Jestem klebkiem nerwów. Widzę zagrożenie dosłownie wszędzie. Do tego kiepska sytuacja osobista. Nie wyrabiam. Do lekow nie mogę wrócić, bo ponad 2 lata po odstawieniu nadal mam duże problemy ze zdrowiem. I przytylam prawie 30kg! Mam dola, unikam ludzi, każdy dzień to walka, spokojne dni się nie zdarzają.

Proszę o poradę. Może ktoś z Was ma/miał podobnie? Co robić... Pozdrawiam. A.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jedyna opcją która jest realna to czekanie az pojawi się inne natrectwo. Oczywiście psycholog ci powie pani musi z tym walczyć blebleble. Ile razy sobie wmawialem że od jutra już nie będę niczego analizował a i tak to wróci na sto procent bo to kainowe piętno.

 

Czasem pomaga znalezienie jakiegoś mocnego argumentu nawet głupiego ale żeby się uspokoić. Np kiedyś miałem myśli że muszę iść na księdza a nie chciałem więc przeczytałem że oni i tak nie biorą osób które choć trochę maja spaczoną biografie w kontekście zdrowia psychicznego. Więc pomyśl sobie ze nawet jak zachorujesz to z twoim lękiem na pewno wcześnie zauważysz jakieś zmiany a jeśli zauważysz to szybko cię wyleczą z tej wscieklizny. Bo to jest z tą chorobą tak że przez pierwsze dni jest uleczalna, dopiero z czasem śmiertelność wynosi 100%. Musisz zatem czekać na jakieś łagodniejsze natrectwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×