Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
infrared

Depresja a wyparcie.

Rekomendowane odpowiedzi

Słuchajcie...ja już nie mam na siebie siły.

Przez ostatni miesiąc, dwa, trzy, albo i więcej, czułam się źle. Zwaliło mi się dużo spraw na głowę, dużo spraw ja zawaliłam, w końcu doszłam do wniosku, że muszę iść albo w jedną, albo w drugą mańkę, w każdym razie coś muszę zrobić.

 

Jeszcze kiedy był ze mną mój chłopak (nie to, żebyśmy się rozstali, wyprowadzamy się z obecnego miejsca i on bada grunt pod nowe możliwości) tak naprawdę wewnątrz dostawałam szału, jeśli on nie szedł spać o 22.00 i nie mogłam zostać sama. Od prawie roku nie dałam mu się dotknąć, bo nie mogę zdzierżyć myśli o jakimś zbliżeniu z kimkolwiek. Przestałam czytać książki - wcześniej czytałam po kilkadziesiąt książek rocznie, od listopada przemęczyłam może z pięć. Kiedyś jeździłam na rowerze - w tym roku byłam kilka razy, a teraz - każda wymówka jest dobra. Lubiłam też gry komputerowe, teraz nawet nie próbuję włączać. Mam też świnki morskie, które przez długi czas były moją jedyną radością - wstyd mi za to, ale teraz pilnuję tyle, żeby miały co jeść, pić i sucho pod tyłkiem...Lubiłam spędzać czas ze znajomymi, wypić czasami wino, pokręcić się po mieście. Teraz nie mogę patrzeć na alkohol, brak chęci do wyjścia tłumaczę sobie zmęczeniem, przestałam się odzywać do ludzi mi cały czas bliskich, bo w sumie nie chce mi się opowiadać, co u mnie. Zaczęłam mieć problemy z jedzeniem - jedzenie "puchnie" mi w buzi i nie mogę go przełknąć, zwykłą kanapkę potrafię jeść godzinę. Po trzy razy sprawdzam, czy zamknęłąm drzwi, wyłączyłam żelazko itp. Codziennie. Jak wspominałam, postanowiliśmy się przeprowadzić, ale na samą myśl, że mam szukać pracy, mieszkania - no nie chce mi się. Żeby złożyć wypowiedzenie z obecnej pracy zbierałam się od grudnia. Zrobiłam to w czerwcu. Jako że w międzyczasie popadłam w straszne długi, miałam przebłyski, że może powinnam poszukać dodatkowej pracy, posprzedawać część staroci itp. - proces od postanowienia, że muszę coś spieniężyć, do realizacji (czyt. wystawienia ogłoszenia) trwa u mnie w granicach miesiąca. Od miesiąca też zbieram się np., żeby napisać pismo do urzędu skarbowego. Wszystko, co wykracza poza stałą rutynę, jawi mi się jako Mount Everest, może komuś kiedyś się udało, ale mi to nie pójdzie. To z takich rzeczy obiektywnych.

 

Z subiektywnych - kiedy mam wolne, robię wszystko, żeby nic nie robić. Ograniczam się do znanych czynności, chodzę do pracy (chociaż w ostatnim miesiącu notorycznie się spóźniałam, co nigdy mi się nie zdarzało) - chociaż pracuję gorzej, niż zazwyczaj, a przynajmniej takie mam wrażenie. Jestem wiecznie zmęczona. Wracając z pracy wyznaczam sobie listę zadań do zrobienia, bo wiem, że jeśli od razu się położę, to nie zrobię nic. W tygodniu jakoś funkcjonuję, w weekendy już typowo wegetuję. Miewam niekontrolowane napady nawet nie płaczu, a wycia - ostatnio nawet się dziwiłam, że żaden sąsiad nie przyszedł zwrócić mi uwagi. Nie mam myśli samobójczych, mam za to często przeświadczenie, że nie chce mi się żyć. Że to bez sensu. Spieprzyłam za dużo, nie osiągnęłam nic, z tego, co chciałam, straciłam mamę, no nie udźwignę dalej, bo i tak się nic nie zmieni. Nigdy.

 

No i zrobiłam. Zapisałam się do psychiatry. I wiecie co? Odkąd się zarejestrowałam, czyli od poniedziałku, coś się zmieniło. Wyparłam wszystkie moje jak najbardziej realne problemy, jakby ich nie było. I wszystkie moje subiektywne odczucia również. Wypierałam w swoim życiu wiele rzeczy - m. in. nerwicę ("no ale przecież ja nie mam żadnych napadów lęku" - a wracałam 5 km z pracy na piechotę, bo bałam się wsiąść w mpka ;) ), ale czuję się przedziwnie. Chyba jak w oku cyklonu. Jakbym się wyprała z emocji.

Gdyby nie te moje problemy z jedzeniem, odwołałabym tę wizytę.

Ale poszłam. Podobno mam zaburzenia nerwicowe (to wiem i znam) i objawy depresyjne.

Mam przepisane Elicea Qtab + Mirtagen (chyba od trzech lat, jak nie więcej, nie przełknęłam żadnej tabletki).

I oczywiście boję się je wziąć.

 

Czy ktoś z Was, mając depresję, miał też takie etapy wyparcia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

infrared, skoro farmakoterapia jest dla Ciebie nie do przejścia, może pomyślałabyś o psychoterapii? To też wymagałoby od Ciebie jakiegoś zdyscyplinowania, obowiązku, wiedząc, że sesje są systematycznie i nie możesz opuścić spotkania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie tyle nie do przejścia, bo psychiatra przepisal mi leki niewymagające połykania...Bardziej obawiam się początkowych skutków ubocznych, w tym momeoncie pracuję samodzielnie z klientem, nie mogę sobie pozwolić na jakąkolwiek niedyspozycję - bywa, że przez kilka godzin nie mogę odejść od biurka.

 

Co do psychoterapii, chyba w końcu się zdecyduję, ale muszę poczekać jeszcze miesiąc w związku wlasnie ze zmianą miejsca zamieszkania, zwłaszcza że dokopalam się chyba do źródła moich problemów, jakim jest syndrom DDD.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×