Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Naemo

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE) cz.II

Rekomendowane odpowiedzi

U mnie nieco lepiej, zrzucilam już prawie 5 kg, czuję się dzięki temu lepiej. 

Przede mną jeszcze 30 kg do zrzucenia, wierzę że tym razem wytrwam do końca. 

Miałam też 3 tygodnie przerwy od terapii i czułam się beznadziejnie, jednak teraz będę stale uczęszczać na nią. 

Trochę mam ostatnio spraw na głowie, bo podjęliśmy decyzję z mężem o zakupie własnego mieszkania, mamy dosyć ciągłego wynajmowania i płacenia dużych pieniędzy - w tym przypadku cena za wynajem wynosi 1500 zł... 

Opowiadajcie co tam u was słychać, pozdrawiam 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po ponad 2 miesiącach w dwóch szpitalach (w zasadzie to w 5, ale tylko dwa psychiatryczne) przedwczoraj w końcu wróciłam do domu - miesiąc w jednym szpitalu, 3 dni w domu, oddział chorób metabolicznych (bo dodatkowo choruję przewlekle), skąd po 3 dniach przeniesiono mnie na psychiatrię, ponad miesiąc na psychiatrii i dom. W międzyczasie raz pobyt na toksykologii, raz na intensywnej terapii. Jak ogarnąć życie? Nie wiem, czy sobie poradzę, skoro już w dniu wypisu sięgnęłam po alkohol. Biorę leki: Tranxene, Kwetaplex XR, Lamilept, Trittico CR, Asentra, Propranolol WZF. Niby jest całkiem dobrze, ale jednak nie czuję się na siłach, żeby np. wrócić do pracy - na szczęście jestem na L4. W nadchodzącym tygodniu wracam na terapię indywidualną, czym się cieszę i jednocześnie stresuję. Próbuję leczyć blizny, jakoś je zmniejszyć, rozjaśnić, chodzę w rękawkach rowerowych. Włosy wypadają mi garściami, często boli mnie głowa, dziś przespałam 12 godzin. W szpitalu przytyłam, więc teraz czeka mnie walka z dodatkowymi kilogramami, co przy zaburzeniach odżywiania jest zdecydowanie utrudnione. I teraz się zastanawiam: po co to wszystko? Po co się starać? Wydawać niemałe pieniądze na leki (bo poza proplanololem wszystko na 100%)? Nie wiem, jak żyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, nieidealna napisał:

Po ponad 2 miesiącach w dwóch szpitalach (w zasadzie to w 5, ale tylko dwa psychiatryczne) przedwczoraj w końcu wróciłam do domu - miesiąc w jednym szpitalu, 3 dni w domu, oddział chorób metabolicznych (bo dodatkowo choruję przewlekle), skąd po 3 dniach przeniesiono mnie na psychiatrię, ponad miesiąc na psychiatrii i dom. W międzyczasie raz pobyt na toksykologii, raz na intensywnej terapii. Jak ogarnąć życie? Nie wiem, czy sobie poradzę, skoro już w dniu wypisu sięgnęłam po alkohol. Biorę leki: Tranxene, Kwetaplex XR, Lamilept, Trittico CR, Asentra, Propranolol WZF. Niby jest całkiem dobrze, ale jednak nie czuję się na siłach, żeby np. wrócić do pracy - na szczęście jestem na L4. W nadchodzącym tygodniu wracam na terapię indywidualną, czym się cieszę i jednocześnie stresuję. Próbuję leczyć blizny, jakoś je zmniejszyć, rozjaśnić, chodzę w rękawkach rowerowych. Włosy wypadają mi garściami, często boli mnie głowa, dziś przespałam 12 godzin. W szpitalu przytyłam, więc teraz czeka mnie walka z dodatkowymi kilogramami, co przy zaburzeniach odżywiania jest zdecydowanie utrudnione. I teraz się zastanawiam: po co to wszystko? Po co się starać? Wydawać niemałe pieniądze na leki (bo poza proplanololem wszystko na 100%)? Nie wiem, jak żyć.

Pociesze cie,zycie jest. Zmienne raz jestes pod wozem raz na wozie.  Ja mam oprocz borderline w pakiecie choroby autoimmunologiczne xo jakis cas zapalemie stawoq i oka.i tez kiedys od szpitala do szpitala...ale uwierz mi przyjda lepsze dni tak jak u mnie teraz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, shira123 napisał:

Pociesze cie,zycie jest. Zmienne raz jestes pod wozem raz na wozie.  Ja mam oprocz borderline w pakiecie choroby autoimmunologiczne xo jakis cas zapalemie stawoq i oka.i tez kiedys od szpitala do szpitala...ale uwierz mi przyjda lepsze dni tak jak u mnie teraz.

Też mam autoimmunologiczną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@shira123wspaniale pocieszasz życie jest zmienne hmm ... samo się zmienia i same te lepsze dni przychodzą?? gdzieś to już słyszałam dawno temu i jakoś nie doczekałam się 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A może ja jestem połamaną kozą pod tym wozem i nie mogę wyjść na ! hahaha

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i moj dlugi stabilny dobry okres poszed w ch.......dzis silny kryzys w pracy tak plakalam ze pol sklepu mnie pocieszalo.....juz chcialam rzucic robote ale menager nie chcial mnie puscic..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zrobię ,nie zrobię ,dam radę, nie dam rady. I tak w kółko, Nie potrafię podjąć żadnej decyzji . Mam tego dość, czuję się wyczerpana😦 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wracam do wątku w nowym wcieleniu i z diagnozą przyklepaną przez tych od głowy.

Co u Was?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziś-u mnie dobrze.wyspana i pozytywna)ogolnie tez do przodu)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, shira123 napisał:

dziś-u mnie dobrze.wyspana i pozytywna)ogolnie tez do przodu)

 

Cieszę się 🙂

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co tam slychac drogie borderki?

 

u mnie dużo zmian-na lepsze.

zmieniłam prace której nie lubiłam.

teraz ucze angielskiego,w domu.bardzo się stresowałam na początku,teraz jest o niebo lepiej.

jestem z siebie bardzo dumna,ze przelamalam leki i dalam rade)

grunt to uwierzyć w siebie.

no i po długiej przerwie odnawiam relacje damsko meskie))jestem podekscytowana)

ogolnie-jest mega dobrze-fruwam z radości))

 

a jeszcze niedawno miałam kryzys,bylam wyczerpana nerwowo,duzo stresow.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@shira123 dobrze to czytać 🙂

 

U mnie bardzo chwiejnie, ale w dolnych rejestrach. Aktualnie czuję ulgę i spokój, rozmowa z koleżanką postawiła mnie do pionu. Bardzo dużo pracuję, ale jest mi z tym dobrze, mimo chronicznego zmęczenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie dół, spadam w dół, czarny, ciemny dół, tyle widzę. Robię szalone rzeczy i normalne życie znowu jest nie do zaakceptowania. Kiedy to się zmieni,jak to jest kiedy nie wiesz już co zrobić, na co masz ochotę, jak wyjść z siebie 😢 Autodestrukcja, źli ludzie i złe życie 😔 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

co u Was,moje drogie?

 

u mnie ostatni tydzień depresyjny.

ciagly deszcz,samotnosc bo 1 przyjaciolka nie ma czasu a druga bardzo chce się spotkać ale stwierdziłam ze jej nie lubie...niestety nie jest zbyt dobrym człowiekiem.

w pracy ok ale zycie uczuciowe lezy jak zwykle a wszyscy dookoła zakochani.

 

dwie znajome lat 50 plus poznaly ''milosc zycia''

ale cieszy mnie moja reakcja, bo już nie zazdroszczę,zycze im szczęścia i dodaje to otuchy

ze milosc można spotkać w każdym wieku)

 

dziś lepiej-bylam na cudnym jesiennym spacerze w lesie,zrobilam stroik jesienny/jeszcze dynie kupie/

rozmawiałam długo z 2 przyjaciółkami ,malowałam obraz i zrobiłam pierwszy raz

w zyciu zeberka i wyszly dobre))

 

acha i znalazłam nowa T,bo obecny średnio mi pomaga,1 spotkanie za 2 tyg. chce się skupic teraz glownie na

sprawach uczuciowych. wish me luck)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

@shira123 cieszę się, że miałaś dobry dzień 🙂

 

U mnie nowość - po kolejnym letnim epizodzie depresyjnym stabilne samopoczucie z dużą tendencją zwyżkową :D nie wiem, co dalej i jak długo to potrwa, ale jest dobrze.

 

Dodatkowo widzę, że terapia zaczyna przynosić efekty. Może nie spektakularne, ale coś się zmienia.

Edytowane przez karanfil

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam,jestem tutaj nowa. Czy zagląda tutaj jeszcze ktoś ? Czasami chciałabym pogadać z kimś kto rozumie co się we mnie dzieje,mam nadzieję że przyjmiecie mnie ciepło :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

shira123, uszanowanko

I resztę z wątku witam serdecznie, ponownie. Bo stąd się nie da odejść.

 

Ja znów jestem w doopie. Dobrze, że moje "dam sobie radę sama za wszelką cenę" działa poprawnie na najwyższych obrotach, bo gdyby nie to, siedziałabym od lipca na zamkniętym. Ale walczę. Nie wiem tylko o co. Pewnie o NAS.

Jestem w związku, w sumie trudnym, co nie jest żadną nowością. Mężczyzna jest trudny, ale czuje, kocha mnie i akceptuje. I pomaga mi jak może, chociaż wszyscy tu wiemy, że wcale nie może. I ja jestem trudna (haha sic).

Czy ktoś jedzący jakiś stabilizator może mi przybliżyć jego działanie? Brałam topamax, który był tragiczną w skutkach pomyłką i tegretol, ale za krótko by doświadczyć efektów innych niż wysypka.

U mnie klasyk, huśtawki tak upiorne, że czasem czuję się jak naspidowana, z galopującym powoli lękiem, odrealniona i wszechmocna, czasem przybita, wegetująca na granicy nieobecności i zupełnie bezradna. Lęk, przez który drżę albo wsciekłość, którą niszczę wszystkich dokoła.

Regularnie oszukana, pominięta, olana, niechciana, zaniedbana a więc niekochana i jazda.

Potrafię wierzyć w bajki sprzedawane mi przez mój umysł tak głęboko, jakby działy się naprawdę. Ale dociera to do mnie po czasie, oczywiście, jak już szaleństwo przestaje mnie całkowicie pochłaniać.

Schudłam bardzo i tak, jakby mój własny umysł mnie wykańczał, więc akcje anorektyczno/bulimiczne na razie mam z głowy.

I nie śpię, albo śpię za dużo, ale działam. Dysocjuję, okaleczam się, niszczę rzeczy i ludzi. Wiem to wszystko, mam na talerzu, w końcu moja samoświadomość po latach terapii taka wielka... i co? I nic. Płonę.

Biorę trittico i asentrę, działają na lęk. Zazwyczaj, bo są takie sytuacje i takie dni, że tylko clonazepam działa. I na myśli samobójcze działają, ucichły, wolę przeczekać, już nie piszę listów, nie zbieram tabletek.

Tak, idę do psychiatry, tylko sama siebie pytam: po co? Żeby mi ulżył? Stłumił, złagodził, ukoił, współczuł, pogadał i polecił mi wszystkie rozwiązania, które znam i które nie działają?

Chcę żyć. Chcę mieć rodzinę. Koty. Konia. Dzieci. Wykształcenie. Spokój. Kiedy? JAK?

Nie jest mi do śmiechu, nie czytuję artykułów o bpd, blogów, nie taplam się w swoim zaburzeniu. Nie mogę wstać z niego, otrząsnąć się, odkleić go znów. I znów. I znów.

Nie wiem, co jest mną, jaka jestem, gdzie się ono kończy a ja zaczynam, mam dość gapienia się w lustro i przyglądania odbiciu ze zdziwieniem, wypatrując siebie.

 

Nie oczekuję po tym poście niczego. Może ktoś jest w tym samym miejscu co ja i zbijemy smutną piątkę?

Może.

Chyba moja bezradność musiała się gdzieś wylać, a nie znalazłam miejsca lepszego niż to.

Od zawsze i na zawsze z Wami dziewczyny,

chojrakowa wita znów

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chojrakowa

 

przykro ze u ciebie gorzej...probowalas pregabaline?ona bardzo uspokaja wycisza. a chodzisz nadal na terapie?  ja tez biore trittico na sen.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 15.10.2019 o 19:27, Gabunia napisał:

Witam,jestem tutaj nowa. Czy zagląda tutaj jeszcze ktoś ? Czasami chciałabym pogadać z kimś kto rozumie co się we mnie dzieje,mam nadzieję że przyjmiecie mnie ciepło :D

Gabunia jasne ☺napisz cos o sobie.od niedawna wiesz ze masz borderline?ja jestem juz po 3 latach terapii moze cos pomoge☺trzymaj sie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×