Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
agdybytakumrzec

agdybytakumrzec - przemyślenia własne

Rekomendowane odpowiedzi

Siema.

Zgodnie z obietnicą w wątku gdzie się witałem, chciałem Wam opisać swoje objawy. Objawy, które nie ustępują. Wręcz ostatnimi czasy się nasilają. Nie umiem sobie z nimi poradzić. Już dawno myślałem o jakiejś formie pomocy, ale wtedy przeszło mi więc zrezygnowałem. Teraz jest gorzej i sam już nie wiem co myśleć i co robić.

Ale po kolei. Z dziwnych i niepokojących mnie objawów widzę:

- niechęć do życia

- wciąż myślę kategoriami, że się nie uda, że coś się spieprzy, pytanie tylko kiedy

- problemy ze snem

- wieczne zmęczenie

- wiecznie mi zimno i mam dreszcze

- rozkojarzenie

- ociężałość taką umysłową

- brak radości z dotychczasowych hobby

- wieczne poczucie, że nie spełniam oczekiwań innych

- mam wrażenie, że nie mam przyjaciół, znajomych, jestem odrzucony i na nikim nie mogę polegać

- niezadowolenie z własnych osiągnięć

Nie wiem, czy to wszystko już wystarczy, żeby powiedzieć że mam depresję? Czy może tylko jestem przemęczony?

Dużo też myślałem o śmierci, nie zawsze w kategorii samobójstwa, ale częściej na zasadzie "przecież nic się nie stanie, jak mnie nie będzie".

Myślę, że cały mój stan spowodowany jest tylko i wyłącznie pracą. I od razu mówię, że nie mam możliwości jej zmienić i zostawić. Jedynym wyjściem byłby urlop, chociaż na tą chwilę też nie mogę sobie na niego pozwolić.

Chyba na razie tyle. Jakby coś, to dopiszę.

A co Wy o tym myślicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

myślę, że suplementacja, zdrowe odżywianie i jakieś pasje do tego

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jaką suplementację masz na myśli?

Zdrowe odżywianie. No w sumie źle się nie odżywiam ;) Czasami mam wrażenie, że troszkę za dużo jem i to tyle ;)

I co? Myślisz, że przesadzam? Że tylko zmiana stylu życia pomoże?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Z egoistycznego punktu widzenia śmierć byłaby dobra dla bardzo wielu osób takich jak my, cierpiących na depresję. Ja bym chciał umrzeć, bo moje życie kręci się wokół nieustannego bólu fizycznego i psychicznego, niemożności realizowania swoich pasji spowodowanych nieodwracalną kontuzją kręgosłupa, niemożności podjęcia wymarzonej pracy. Codziennie żałuje swoich błędnych decyzji z przeszłości które doprowadziły mnie do tego bagna w którym teraz jestem. Codziennie tęsknię za jedyną dziewczyną którą w życiu kochałem i którą straciłem na własne życzenie. Mam żal do rodziców że w domu rodzinnym nie zaznałem wsparcia i miłości tylko alkoholizm i awantury. Nie mam żadnego źródła szczęscia, motywacji, tylko ból. Dla mnie to już nie ma żadnego sensu, nie widzę nadzieji.

Ale samobójstwo to zbyt duże konsekwencje społeczne dla osób z mojego otoczenia. Co, koledzy z którymi mieszkam znajdą mnie wiszącego w pokoju? Dziewczyna która mnie zostawiła do końca życia będzie żyła z przekonaniem, że powiesiłem się w dużej mierze przez nią? Całe życie mojej matki stanie się jedną wielką porażką i męką bo jej syn się powiesił? Nie można tego zrobić, trzeba się męczyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nie przesadzasz, doskonale wiem, że w pewnym stanie psychofizycznym ma się takie nastawienie do świata i jeśli trawa ono sporo to jest bardzo destrukcyjne, chodzi o to, że to tylko biochemia mózgu ciała i można ją zmienić.

 

gdybyś nagle przywalił odpowiednie specyfiki, mdma itp. to nagle niechęć do świata zmieniła by się w miłosć do świata, wiadomo że to też skrajność w dodatku pewnie nielegalna, ale przykład na to, że ile zależy od chemii.

 

najlepszym wypośrodkowaniem wydaje mi się odpowiednia suplementacja i higieniczny tryb życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Codziennie żałuje swoich błędnych decyzji z przeszłości które doprowadziły mnie do tego bagna w którym teraz jestem. Codziennie tęsknię za jedyną dziewczyną którą w życiu kochałem i którą straciłem na własne życzenie. Mam żal do rodziców że w domu rodzinnym nie zaznałem wsparcia i miłości tylko alkoholizm i awantury. Nie mam żadnego źródła szczęscia, motywacji, tylko ból. Dla mnie to już nie ma żadnego sensu, nie widzę nadzieji.

Jakbym siebie czytał! Wyraziłeś to lepiej ode mnie.

Ja też żałuję, że pewnej dziewczynie pozwoliłem odejść, choć w przeciwieństwie do Ciebie mam taką cichą nadzieję, że znajdę inną. Chociaż miłość mojego życia mi umknęła :(

U mnie w domu chyba gorzej, bo wydawało by się z zewnątrz, że to szczęśliwa rodzina. Nie piją, nie biją. Ale tego wsparcia psychicznego brakowało.

Różni mnie też od Ciebie, że mój kręgosłup ma się dobrze i to mnie nie ogranicza. Choć moja wymarzona praca stała się moim przekleństwem. Zderzenie z rzeczywistością. Niestety.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi sie ze 2 lata temu posypało absolutnie WSZYSTKO, na czym się opierało moje satysfakcjonujące wtedy życie. Straciłem zdrowie fizyczne, musiałem odrzucić sport który towarzyszył mi pół życia, pod wpływem emocji rzuciłem dobre studia przez to, że za dużo pyskowałem i miałem konkretną spinę z jednym z najbardziej wymagających prowadzących, straciłem dziewczynę. Wszystko jebło na raz. I żyje w tej porażce już 2 lata. Po prostu to ciągnę, bo muszę. Wódka, paczka papierosów dziennie, mam wszystko w dupie, pracowałem w jakichś gównorobotach, teraz mam drugie podejście do studiów ale biorąc pod uwagę mój stan psychiczny to wcale się nie zdziwie, jak odpadnę po 1 roku. Kiedys miałem końskie zdrowie i zajebistą sylwetkę a teraz w brzuchu jestem szerszy niż w klacie. Wszystko się posypało, czy coś się kiedyś odmieni? Nie mam pojęcia, ale przeżywam teraz lata, które powinny być w moim życiu najlepsze, a są najgorsze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No to tutaj trochę nas różni. Ja studia skończyłem, nie piję (choć żałuję, chyba pora zacząć), bardzo rzadko palę.

A jak sobie z tym wszystkim radzisz? Jakieś wskazówki i porady masz, jak przeżyć kryzys i mieć siłę dnia następnego wstać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Naprawde nie masz mozliwosci zmiany pracy? Moze jednak jest jakies wyjscie?

Nie warto tkwic w czyms co nas niszczy.

Ja nabawilam sie w ciagu 12 lat nerwicy i zakonczylam mega depresja, przez prace wlasnie.

Zawsze jest jakies wyjscie, nawet jak sie wydaje ze go nie ma:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Naprawde nie masz mozliwosci zmiany pracy? Moze jednak jest jakies wyjscie?

Nie. Powiedzmy, że moje szkolenia i kursy mnie bardzo ukierunkowały. I gdybym chciał zaczynać, to musiałbym zaczynać od zera wszystko, czyli to co mam (a pracowałem na to kilkanaście lat) musiało by pójść się je**ć.

Także zmiana pracy i etatu nie wchodzi w grę. A przynajmniej było by to tak drastyczne posunięcie, że nie wiem czy byłbym w stanie zaczynać "od zera".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Siema.

Ale po kolei. Z dziwnych i niepokojących mnie objawów widzę:

- niechęć do życia

- wciąż myślę kategoriami, że się nie uda, że coś się spieprzy, pytanie tylko kiedy

- problemy ze snem

- wieczne zmęczenie

- wiecznie mi zimno i mam dreszcze

- rozkojarzenie

- ociężałość taką umysłową

- brak radości z dotychczasowych hobby

- wieczne poczucie, że nie spełniam oczekiwań innych

- mam wrażenie, że nie mam przyjaciół, znajomych, jestem odrzucony i na nikim nie mogę polegać

- niezadowolenie z własnych osiągnięć

?

 

 

Wiesz, ja emocjonalnie i w kwestiach pracy czuję się podobnie i... właśnie postanowiłam ją zmienić. W swoim zawodzie mam kilkanaście lat pracy, dodatkowe studia, szkolenia etc. jednak miejsce i ludzie z jakimi codziennie pracuję dołują mnie TOTALNIE, MĘCZĘ SIĘ TUTAJ, mam poczucie przegranej.

Postanowiłam zrobić studia podyplomowe i zmienić zawód. Bardzo boję się takiego kroku, ale... kurcze... tkwienie w obecnym bagienku do emerytury nie uśmiecha mi się...

Jestem zdecydowana w 99% na NOWE.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zazdroszczę Ci, że możesz chociażby zmienić miejsce pracy :( U mnie to nie takie proste. Też nie jestem gotowy na taką zmianę i zaczynanie od zera.

 

Za to dziś, dosłownie przed chwilą się obudziłem. I pierwszą myślą po przebudzeniu było: czemu ja żyję, ja nie chcę żyć! dajcie mi już umrzeć i tak będzie lepiej :cry::cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

''A jak sobie z tym wszystkim radzisz? Jakieś wskazówki i porady masz, jak przeżyć kryzys i mieć siłę dnia następnego wstać?''

 

Nie mam. Pije, spotykam się ze znajomymi, staram się nie myśleć o bezsensie tego wszystkiego. Ale nie da sie. Zrozumiałem też dlaczego w polskim społeczeństwie jest tylu alkoholików.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Alkohol jest dobry.

I przynajmniej nikt się na ciebie dziwnie nie patrzy, jak kupujesz go w dużych ilościach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Chyba od wczoraj jest trochę lepiej. Trochę, to nie znaczy że jest dobrze. Po prostu nie mam aż takiej niechęci do życia. Za to wciąż myślę, kiedy się coś spierdoli i wrócę do dołka psych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No i znowu jest chujowo :( Nic mnie nie cieszy, nic mnie nie bawi. Jest weekend, powinienem gdzieś wyjść do ludzi i się bawić. Ale nie mam na to sił :( A nawet gdybym wyszedł, to pewnie i tak bym nie poznał nikogo fajnego, bo nikt mnie nie lubi :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To na 100% depresja. Jak najszybciej do psychiatry...Wiem, bo sama męczę sie z tym od 7...boże od 8 juz lat. Wiem co mówię. TO NIE JEST ZWYKŁE PRZEMĘCZENIE

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Alkohol jest dobry.

I przynajmniej nikt się na ciebie dziwnie nie patrzy, jak kupujesz go w dużych ilościach.[/quote

Alkohol w depresji jest fatalny...Też to przerabiałam. Pozwala na chwilę zapomnieć i odjechać, ale na dł€ższą metę działa tak, że depresja sie pogłębia. To zaklęty i niebezpieczny krąg

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kurwa

Było ze dwa tygodnie spokoju. Jest źle. Nie chcę zasnąć, nie chcę jutro iść do pracy, nie chcę jutro odbierać telefonów, nie chcę patrzeć jak ludzie mają dobre życie, nie chcę żeby jutro nadeszło.

Po prostu nie chcę już niczego i wszystkiego w życiu żałuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wiem, że nikogo to nie obchodzi

ale czuję się beznadziejnie

świat jest beznadziejny, życie jest beznadziejne, ja jestem beznadziejny, żałuję że się dziś obudziłem

jest mi niedobrze, zimno i wszystko mnie boli, a nawet jeszcze z łóżka nie wyszedłem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

wiem że masz mnie w nosie ale ja Ciebie nie obchodzisz mnie i nie tylko mnie wielu ludzi na tym forum. nie jesteś beznadziejny mam dla Ciebie luźna propozycję zrobisz jak będziesz chciał weź zeszyt i w każdym dniu wypisz co danego dnia spotkało cię pozytywnego nawet najmniejsza rzecz np. ktoś się do Ciebie uśmiechnął lub powiedział dziękuję cokolwiek pozytywnego dobrego i zobaczysz że nie jesteś taki jaki sam siebie postrzegasz bo przecież ktoś się do Ciebie uśmiechnął itp. jesteś kimś na Tym świecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dojrzewam w ekspresowym tempie do tego, aby zdechnąć. Wiem, że każdy kolejny dzień będzie gorszy od poprzedniego. Nigdy już nie będzie lepiej. Śmierć jest najlepszym, co może mnie spotkać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Życie w ogóle jest przereklamowane. Tyle nieprzyjemności czai się na każdym kroku, w zamian za co? Nic się samo nie zakończy, może jutro będzie koniec świata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wartość jednostkowego życia jest przereklamowana. Wydaje się człowiekowi, że jest kimś ważnym dla otoczenia, a gdy się powiesi, to rodzina i znajomi przez jakiś czas sobie popłaczą, a potem wrócą do swoich codziennych radości i trosk. Prawdopodobne jest nawet, że po pewnym czasie ulży im, że przestali męczyć się z wariatem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Prawdopodobne jest nawet, że po pewnym czasie ulży im, że przestali męczyć się z wariatem.

 

Mam podobne odczucia co do własnej osoby. Chociaż ja mam akurat mocno w dupie czy to by kogokolwiek ruszyło czy nie.

 

Sek w tym, że nikt nikogo nie powiesi. Na długi sznur trzeba mieć naprawdę determinację. Oczywiście nikomu nie polecam. Przerwanie rdzenia kręgowego i umieranie we własnym g - jeśli ktoś ma determinację, to ma też sposób, a jeśli komuś jej brak - to pozostaje mu męczyć ten życiowy temat, może jeszcze znajdzie jakiś powód dla którego warto żyć.

 

Wartość jednostkowego życia jest przereklamowana

 

Każdy ma własne i nie można dysponować cudzym. Ogólnie życie wiąże się ze zbyt dużą ilością nieprzyjemności, żeby mogły je równoważyć rzekome przyjemności. Za wielu ludzi cierpi żeby instytucja życia mogła mi się podobać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×