Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Astowidad

Jak długo dam radę żyć?

Rekomendowane odpowiedzi

Od chwili, gdy straciłam możliwość czerpania radości z własnego istnienia zastanawiam się, jak długo dam radę żyć wyłącznie dla rodziny i bliskich. Już dawno skróciłabym swoje cierpienia, gdyby nie oni. Tylko fakt, że zrobię im wielką krzywdę trzyma mnie jeszcze przy życiu, ale jak długo tak można? Strasznie mnie to męczy i coraz częściej czuję, że brakuje mi sił.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lekkość bytu nie wymaga poczucia sensu. To co na logikę i rozum przytłacza i jest w naturze niewybaczalne, może pójść bokiem gdy górę wezmie czysta fizjologia. W końcu może przyjść znieczulenie na rzeczywistość i pomimo że nic obiektywnie się nie zmieni, to percepcja może dostosować się do życia i temat straci na ważności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Niechęć do życia i zmęczenie nim nie równa się myślom samobójczym, takim poważnym, obsesyjnym. Zabić się nie tak łatwo, wiem po sobie, bo swego czasu stanąłem oko w oko ze śmiercią i nigdy nie byłem tak przerażony. A żyć nie potrafię i też cierpię, jestem zmęczony. Nie wiem jak jest u ciebie, ale bardzo możliwym jest żyć w takim stanie długie lata, choć co to za życie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Lekkość bytu nie wymaga poczucia sensu.

Dla jednych nie wymaga (a nawet przeszkadza), a dla innych jest podstawą/powodem do istnienia.

 

W końcu może przyjść znieczulenie na rzeczywistość i pomimo że nic obiektywnie się nie zmieni, to percepcja może dostosować się do życia i temat straci na ważności.

Dla mnie właśnie to "znieczulenie" jest przyczyną utraty sensu życia. Jestem znieczulona na wszystkie emocje i sprawy. Pozostał tylko nieznośny wewnętrzny, rozdzielający ból. To chyba jest już ostatni etap.

 

Niechęć do życia i zmęczenie nim nie równa się myślom samobójczym, takim poważnym, obsesyjnym.

Czy jeśli myślę o tym codziennie, trzeźwo, bez lęku - to już myślenie obsesyjne, czy jeszcze nie?

...bardzo możliwym jest żyć w takim stanie długie lata, choć co to za życie?

No właśnie, to nie jest życie i dlatego nie ma sensu dalej kontynuować tej męki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam, jeżeli twierdzisz że to jest droga bez wyjścia, chociaż muszę temu zaprzeczyć to nic nie zrobię aby zmienić Twoje zdanie, gdy sama nie będziesz chciała tego. Mogłabyś opisać swój problem, albo pod linkować post który rzuci trochę światła na sprawę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

trudno powiedzieć ile można tak wytrzymać, ale jeśli się chce wytrzymać należy to leczyć bo to depresja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Od chwili, gdy straciłam możliwość czerpania radości z własnego istnienia zastanawiam się, jak długo dam radę żyć wyłącznie dla rodziny i bliskich. Już dawno skróciłabym swoje cierpienia, gdyby nie oni. Tylko fakt, że zrobię im wielką krzywdę trzyma mnie jeszcze przy życiu, ale jak długo tak można? Strasznie mnie to męczy i coraz częściej czuję, że brakuje mi sił.

Może to i dobrze,że brakuje sił.Samobójstwo nie jest idealnym rozwiązaniem.Przecież zostawiasz bliskich samych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Astowidad, ile masz lat? podaj chociaż przedział.

ja też odczuwam dużą niechęć do życia, nie ukrywam, że jestem niezbyt zadowolony ze się urodziłem, chyba, że to było dobre ale nawet tego nie wiem.

 

no ale jak już trzeba żyć, to warto sobie ten nastrój polepszyć czy to z pomocą specjalisty czy bez.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W depresji mamy rozne chwile zwiatpienia i rozne mysli...wiem nie jest to latwe ale warto wszystko przetrzymac...szukac pomocy.

Dobrze, ze myslisz o najbizszych i masz punkt zaczepienia. Mnie to bardzo pomagalo przetrwac najtrudniejsze chwile.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Astowidad, niektóre rzeczy leżą w sferze percepcji. Możesz być zatwardziałym nihilstą i nienawidzieć ludzkości, ale doświadczać chwil tak, że w ogóle nie będzie ci doskwierać myslenie o smierci. Można znaleźć dla siebie kompromis, miedzy przemyśleniami, faktami, logiką, emocjami i całą resztą duchowości, z których każda ze sfer będzie ciągnąć w inną stronę, ale razem zachęcą by przeżyć tyle ile biologia i los pozwoli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witam, jeżeli twierdzisz że to jest droga bez wyjścia, chociaż muszę temu zaprzeczyć to nic nie zrobię aby zmienić Twoje zdanie, gdy sama nie będziesz chciała tego. Mogłabyś opisać swój problem, albo pod linkować post który rzuci trochę światła na sprawę?

Tak, moim zdaniem to droga bez wyjścia, równia pochyła w dół. A dlaczego tak myślę? Mój problem to depresja, to ona nie pozwala mi odnaleźć sensu i radości w życiu. Walczyłam długo, tak długo jak trzeba było poświęcać się dla bliskich. Teraz już jestem wypalona, a bliscy poradzą sobie beze mnie.

 

trudno powiedzieć ile można tak wytrzymać, ale jeśli się chce wytrzymać należy to leczyć bo to depresja.

Tak, depresja endogenna. Leczę się od 12 lat. Efekty coraz słabsze.

 

Może to i dobrze,że brakuje sił.Samobójstwo nie jest idealnym rozwiązaniem.Przecież zostawiasz bliskich samych.

Źle, zrozumiałeś - brak mi sił na dalszą walkę.

 

Astowidad, ile masz lat? podaj chociaż przedział.

ja też odczuwam dużą niechęć do życia, nie ukrywam, że jestem niezbyt zadowolony ze się urodziłem, chyba, że to było dobre ale nawet tego nie wiem.

Lat mam 40+ i sporo za sobą. Dzieci mam już dorosłe a męża/rodziny nie mam już sumienia dłużej męczyć swoimi nastrojami.

 

no ale jak już trzeba żyć, to warto sobie ten nastrój polepszyć czy to z pomocą specjalisty czy bez.

Trzeba? Nie, nie trzeba. Już brak mi pomysłów na poprawianie sobie nastroju - nic nie działa, ani leki, ani psychoterapia, ani używki ani "aktywność fizyczna". NIC.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W depresji mamy rozne chwile zwiatpienia i rozne mysli...wiem nie jest to latwe ale warto wszystko przetrzymac...szukac pomocy.

Każda wytrzymałość ma swój kres.

Dobrze, ze myslisz o najbizszych i masz punkt zaczepienia. Mnie to bardzo pomagalo przetrwac najtrudniejsze chwile.

Punkt zaczepienia? Tak było przedtem, teraz to "kula u nogi" nie pozwalająca mi spokojnie odejść.

 

Astowidad, niektóre rzeczy leżą w sferze percepcji. Możesz być zatwardziałym nihilstą i nienawidzieć ludzkości, ale doświadczać chwil tak, że w ogóle nie będzie ci doskwierać myslenie o smierci. Można znaleźć dla siebie kompromis, miedzy przemyśleniami, faktami, logiką, emocjami i całą resztą duchowości, z których każda ze sfer będzie ciągnąć w inną stronę, ale razem zachęcą by przeżyć tyle ile biologia i los pozwoli.

Ale ja już nie mam żadnej percepcji. Moje wrażenia zmysłowe są bliskie zera i już dawno przestałam analizować otoczenie i świat. Jest mi on zupełnie obojętny. Jedyne co czuję, to wewnętrzny ból istnienia. Byłabym niezmiernie wdzięczna biologii i losowi, gdyby już dziś zakończył moje cierpienie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Astowidad, rozumiem, dziwna ta depresja, że taka trudna do leczenia.

 

napisałem, że trzeba żyć, bo miałem wrażenie, że czujesz, że to twój obowiązek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piszesz, że masz 40+ i dorosłe dzieci. Powiem ci, że kilka miesięcy temu osoba z mojej dalekiej rodziny popełniła samobójstwo, dorosła kobieta z dorosłymi dziećmi. Reakcja była straszna, cała rodzina przez to cierpi, a ta najbliższa została po prostu zniszczona psychicznie. Jeden syn wył na cały głos jak ją znalazł wiszącą, inny nie był w stanie na pogrzeb przyjść. I ta kobieta właśnie miała prawdziwe, obsesyjne myśli samobójcze. Zanim jej się udało to miała 5 prób samobójczych, była hospitalizowana, nic z tego. Nic do niej nie docierało, z nikim nie chciała rozmawiać, nic nie chciała robić tylko umrzeć. Każdą możliwą okazję wykorzystywała by spróbować się zabić, nic nie dało się zrobić, bo przecież nie przywiążą jej do łóżka pasami do końca życia.

 

Z tego co piszesz to raczej po prostu jesteś zmęczona życiem, chcesz mieć spokój. Wiele osób tak ma, że fantazjuje nieco o samobójstwie, bo kuszące jest nieistnienie. Też tak miałem lata temu. Oczywiście działa to tylko u ateistów. Tak czy inaczej, takie fantazje o śmierci w stylu "wreszcie będzie spokój, wreszcie sobie odpocznę, niech to się już skończy" to jedno, a rzeczywistość to drugie. Śmierć jest przerażająca tak jak życie. Z życiem masz kontakt na co dzień i je odrzucasz, ze śmiercią nie masz i o niej fantazjujesz. Ale po bliskim kontakcie z nią wiele osób ją również odrzuca. I tkwi tak w zawieszeniu, przerażeniu, niezdolna ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Patrz jak dlugo dożyłaś z tą depresją, poza tym zachorowałaś mając 30 lat więc przynajmniej se życie przed chorobą ułożylaś... A co ja mam powiedziec, jak choruję od 14 roku życia, i jeszcze się nie usamodzielniłam a mam 25 lat obecnie i nadal na lekach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Astowidad, rozumiem, dziwna ta depresja, że taka trudna do leczenia.

 

napisałem, że trzeba żyć, bo miałem wrażenie, że czujesz, że to twój obowiązek.

Tak, do niedawna tak to odbierałam, teraz zaczynam się z tego "obowiązku" zwalniać.

 

PiszePowiem ci, że kilka miesięcy temu osoba z mojej dalekiej rodziny popełniła samobójstwo, dorosła kobieta z dorosłymi dziećmi. Reakcja była straszna, cała rodzina przez to cierpi, a ta najbliższa została po prostu zniszczona psychicznie. Jeden syn wył na cały głos jak ją znalazł wiszącą, inny nie był w stanie na pogrzeb przyjść. I ta kobieta właśnie miała prawdziwe, obsesyjne myśli samobójcze. Zanim jej się udało to miała 5 prób samobójczych, była hospitalizowana, nic z tego. Nic do niej nie docierało, z nikim nie chciała rozmawiać, nic nie chciała robić tylko umrzeć. Każdą możliwą okazję wykorzystywała by spróbować się zabić, nic nie dało się zrobić, bo przecież nie przywiążą jej do łóżka pasami do końca życia.

To oczywiste, że dla rodziny to szok i cierpienie. Ale to potrwa jakiś czas, skończy się żałoba i życie popłynie swoim torem. Życie z taką osobą wydaje mi się znacznie straszniejsze - wieczny strach o nią, wieczne zamartwianie się jej nastrojami, wieczne pilnowanie... Nie chcę być przed śmiercią znienawidzona.

 

Z tego co piszesz to raczej po prostu jesteś zmęczona życiem, chcesz mieć spokój. Wiele osób tak ma, że fantazjuje nieco o samobójstwie, bo kuszące jest nieistnienie. Też tak miałem lata temu. Oczywiście działa to tylko u ateistów. Tak czy inaczej, takie fantazje o śmierci w stylu "wreszcie będzie spokój, wreszcie sobie odpocznę, niech to się już skończy" to jedno, a rzeczywistość to drugie.

Nie jestem zmęczona życiem, tylko zmuszaniem się do życia. Codziennie patrzę na świat i wyję z bólu, że nie mogę korzystać z jego uroków. Tak, chcę już pozbyć się tego bólu, który mnie codziennie dręczy.

 

Śmierć jest przerażająca tak jak życie. Z życiem masz kontakt na co dzień i je odrzucasz, ze śmiercią nie masz i o niej fantazjujesz.

Mnie śmierć nie przeraża. Uważam, że jest końcem wszystkiego.

 

Ale po bliskim kontakcie z nią wiele osób ją również odrzuca.

Jeśli nie uda mi się za pierwszym razem (w co raczej wątpię), to może się przekonam.

 

I tkwi tak w zawieszeniu, przerażeniu, niezdolna ruszyć ani w jedną, ani w drugą stronę.

To już chyba byłoby najgorsze, co może mnie spotkać.

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Patrz jak dlugo dożyłaś z tą depresją, poza tym zachorowałaś mając 30 lat więc przynajmniej se życie przed chorobą ułożylaś... A co ja mam powiedziec, jak choruję od 14 roku życia, i jeszcze się nie usamodzielniłam a mam 25 lat obecnie i nadal na lekach.

Zaczęłam się leczyć 12 lat temu, a zmagam się z nią odkąd pamiętam. Tak, jakimś cudem (w czasie remisji) udało mi się założyć rodzinę, a potem wszelkimi sposobami "zmuszać do życia" by podołać obowiązkom. Dziś czuję, że moje zasoby siły skurczyły się do minimum i zapaliła się lampka "brak paliwa".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Astowidad, a tak czysto hipotetycznie, gdyby nie daj Bóg któreś z twoich dzieci chciało od ciebie uzyskanie zwolnienia z obowiązku życia, to ty rozumiejąc te sytuacje z autopsji zgodzilabys sie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Astowidad, a tak czysto hipotetycznie, gdyby nie daj Bóg któreś z twoich dzieci chciało od ciebie uzyskanie zwolnienia z obowiązku życia, to ty rozumiejąc te sytuacje z autopsji zgodzilabys sie?

Skąd takie pytanie?

 

Uważam, że takich sytuacji nie da się rozważać "czysto hipotetycznie", ale dobrze:

każda matka chce dla swoich dzieci szczęścia, a nie skazywać je na tak wielki ból i cierpienie.

Zapewne nie byłabym wstanie dać przyzwolenia, ale przecież zabronić też bym nie mogła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Astowidad skoro Twoja sytuacja tak wygląda, nie chcesz już podejmować walki, czujesz że ogarnia Cie absolutna obojętność to dlaczego tak właściwie nie podjęłaś jeszcze decyzji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Aligheri, wklej ten link jak możesz co pisałeś, że byś wkleił ale coś tam.

ktoś inny by mógł skorzystać jeśli nie Astowidad.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Astowidad skoro Twoja sytuacja tak wygląda, nie chcesz już podejmować walki, czujesz że ogarnia Cie absolutna obojętność to dlaczego tak właściwie nie podjęłaś jeszcze decyzji?

Decyzję właściwie podjęłam, tylko termin jeszcze nieznany.

Stąd moje pytanie w tytule, jak długo (teoretycznie) tak można wegetować?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

nie da się odpowiedzieć na to pytanie, zależy jak duże jest to cierpienie, zależy od sytuacji z jakimi osoba się boryka w życiu codziennym, czy ma ciężką pracę, itp., zależy od jej osobistej odporności na cierpienie, impulsywności, relacji z otoczeniem, wiele czynników na to się nakłada. teoretycznie to są szanse, że dotrwa tak do końca życia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja tez Cie odwodze...piszesz, ze zycie z taka osoba jak Ty jest ciezarem...pomysl sobie jak bedzie wygladalo bez Ciebie. Jestem pewna, ze wcale nie lepiej a nawet gorzej...nieznienawidza Cie. Martwia sie bo Cie kochaja i jestes dla nich wazna. Piszesz o doroslych dzieciach...masz wnuki? Pomysl tez o nich a nawet jesli jeszcze nie masz to warto aby poznaly babcie. Trzymaj sie..walcz kobieto :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×