Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
annoyed

czy to powołanie??

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć. Mam problem nie chce mi się juz żyć jestem na skraju wyczerpania. Choruje na nerwice natręctw odkąd pamiętam ale leczyłam się przez 2 lata i od zakończenia minęło już ok 2 lat. (Byłam w stanie już normalnie zyc)

W czasie choroby bardzo doświadczyłam Boga. Chciałam mu się poświęcić, zżyć tylko dla Niego. Jednak chyba tylko dlatego ze odczuwałem fajerwerki w tej miłości Jego, myślałam że mam powołanie. . Później jak emocje opadły myśli o zakonie przestały mnie ccieszyć i pociągac. Zakon stał się dla mnie czymś co budziło we mnie tylko bezpieczeństwo. Bo tam będę dobra, nie będzie groziło mi odejście od Boga itp. Ale teraz jak juz jestem strasza bardziej poznałam siebie, poznałam przyjaciół. I ccały czas przez te 3 łata chodziły za mną te myśli ze ja i tak będę w zakonie. Rok temu zdałam sobie sprawę ze cchciałabym mieć męża, rodzinę ale te myśli mi na to nie pozwoliły wpadłam w histerię i nie cchciało mi się żyć nic rrobić bo i tak ją będę w zakonie. Od jakiegoś czasu odczuwam ze Bóg pozwolił mi poznać ze małżeństwo to piękna droga. I czuje wtedy takie ogromne szczęście jakbym była w raju taka wolna i radosna. Trwa to kilka dni i wtedy chodzę jakby nad zziemią bo jestem taka szczęśliwa ale za kilka dni znowu ze ja mam ppowołanie ize musze isc do zakonu bo tam będę szczęśliwa. Te myśli są nie do zniesienia nie umiem się modlić jestem zła na Boga a czasem wydaje mi się ze ja mam powołanie i ze chce tylko boje ssię sobie przyznać do tego ale jak już sobie uświadomić ze to powołanie to nie cgce misie żyć. Co mam robić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mozesz byc dobra, nie będac w klasztorze, to niczego nie wyklucza. Załóż rodzine i zacznij żyć. To tylko moje zdanie, zrobisz jak uwazasz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zaloz rodzine, chodz do kosciola, modl sie , badz dobra dla innych .

Moze Twoim powolanism jest urodzic dziecii i sprawic by pokochali Boga tak jak Ty?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Skoro nie chcesz iść do zakonu, to nie masz powołania. To tylko natrętne myśli, staraj się je ignorować. Poczytaj ten wątek: powo-anie-t12929-224.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo wam dziekuje za pomoc, zawsze jak te mysli wracja to staram sie je przeanalizowac czy to napewno nie powolanie i tak tocze bledne kolo... Dziekuje wam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Bo tam będę dobra, nie będzie groziło mi odejście od Boga itp.

Na razie czujesz się tak słaba i zagubiona, że potrzebujesz oparcia w kimś/czymś solidnym z braku wiary we własne siły. Jeśli kochasz Boga i jeśli zależy Ci na relacji z Nim, to przede wszystkim szukaj miłości w sobie: kontempluj nad sobą, rozwijaj się, rozmawiaj z Bogiem, stwórz własny system wartości oparty na tym, co dla Ciebie istotne, dostrzegaj dobro w sobie i w innych. To powinno pomóc.

 

A rodzina to piękna rzecz, nie wyrzekaj się jej. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuje wam za pomoc brdzo, ale mam wrażenie, ze jak poświęce się Bogu i będę dla Niego cierpieć i żyć w klasztorze to będę szczęśliwa bo On mi wtedy da swoją miłość która będzie lepsza od małżeństwa, i że będe taka święta i wgl :( ale ja chce nromalnie życ, bo te mysli sprawiaja ze chce sie zabic i nie chce mi sie nic robic. Mam nadzieje że to nie jest takie cichy głos Boga tylko moje natręctwa, tak bardzo bym tego chciała żeby to była tylko nerwica :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

annoyed, powołanie nie polega na tym, że masz się poświęcać i cierpieć. Jeśli tak to odbierasz, to na pewno nie powinnaś iść do zakonu.

Bierzesz jakieś leki? Chodzisz na terapię?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Biorę Setaloft 50 mg, terapię skończyłam już kilka lat temu. Boję się że jak nerwica mi minie to zachcę iśc do zakonu, czasami wydaje mi się, że chcę podświadomie mimo ze nie chcę, tylko dlaczego kiedys takie zycie mi sie podobalo? mogla to byc chwilowa fascynacja? a co jesli to wroci i znowu będe chciala? Mam już takie fazy, ze kilka dni jest ok jestem najszczęśliwsza na świecie, wtedy chce zyc, rozwijać się, marzę o dzieciach i mężu i wgl i azchce mi sie kazdego przytulac z tej radosci i uwazam ze to cos najpiekniejszego ze moglam otrzymac taki dar. Tylko ze mi sie wydaje ze ja kiedys chcialam ize to moze faktycznie powolanie, ze teraz mam faze na malzenstwo i tez mi minie i znow wroci fascynacja zakonem... Michellea, dziękuję że chcesz mi pomóc, jesteś kochana, widzę na tym wątku, który radziłaś mi przeczytać ze też przechodziłaś przez tą męczarnię.. Jest Ci już lepiej czy chcesz być zakonnicą? :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mogła to być chwilowa fascynacja, ale też nie każdy, kto nie chce iść do zakonu musi czuć wobec "zawodu" zakonnicy jakąś niechęć. Ja widzę w tym piękną drogę, tylko nie dla mnie ;)

Nie polegaj na chwilowych odczuciach w ocenie tego jaką drogą chcesz pójść. Odpowiedz sobie na pytanie czego chcesz, co byś wybrała tu i teraz.

Tak, już mi minęło, teraz wkręcam sobie inne rzeczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście ze małżeństwo, i mam nadzieję że jak wyleczeasię z nerwicy to nie będę chciała mimo że takze uważam ze to piękna droga zarówno jak i małżeństwo. :))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bóg jest Miłością. Spróbuj sobie uświadomić, że On Ciebie nie skrzywdzi. Zaufaj Mu.

Niewątpliwie problemy tkwią w Twojej nerwicy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Dziekuje wam za pomoc brdzo, ale mam wrażenie, ze jak poświęce się Bogu i będę dla Niego cierpieć i żyć w klasztorze to będę szczęśliwa bo On mi wtedy da swoją miłość która będzie lepsza od małżeństwa, i że będe taka święta i wgl :( ale ja chce nromalnie życ, bo te mysli sprawiaja ze chce sie zabic i nie chce mi sie nic robic. Mam nadzieje że to nie jest takie cichy głos Boga tylko moje natręctwa, tak bardzo bym tego chciała żeby to była tylko nerwica :(

 

Bóg kocha Cię już teraz. Nie musisz zasłużyć na jego miłość... Co więcej, jak to powiedział pewien mądry ksiądz, nie ma takiego grzechu, który sprawiłby, że Bóg przestanie kochać człowieka.

 

Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości w kwestii miłości Boga, to może warto porozmawiać z jakimś mądrym księdzem. Ja miałam sporo wątpliwości dotyczących Boga (i piekła) i taka rozmowa baaardzo mi pomogła. Tak bardzo, że następnego dnia zapomniałam wykonać 2 rytuały, a jak wiadomo, o takich rzeczach się nie zapomina ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje, juz ostatnio bylo mi lepiej, ale nadal się boję, że przestanę marzyć o małżeństwie i zachce mi się iść do zakonu, i zapomne o tym jak bardzo chciałam być zonąi matką. Ja strasznie kocham Boga i jestem z nim cały czas w relacji, ale męczą mnie myśli że może ja chcę być zakonnicą ale o tym nie wiem? i wtedy zaczynam analizować całe moje życie, wyobrażać sie w klasztorze i sprawdzać co czuje, czy chce itp to jest masakra :( Czasami mam tak że przestaję już sie bać tych myśli i klasztoru i wtedy się boję, że może ja jednak chcę, ale czytałam już na tym forum że dużo osób miało taki problem i mam takie SAME objawy co oni i to przynosi mi wielką ulgę. Ehhh :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×