Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
indianer

Problemy zwiazane z dziewczyna/rodzina/stresem/samotnoscia..

Rekomendowane odpowiedzi

Witam.

Mam nadzieje, ze ktos mi tu cos napisze. Licze na Was...

 

Otoz, od 6 lat mieszkam za granica. Pierwsze 24 lata mojego zycia mieszkalem z rodzicami, uczylem sie, skonczylem studia, mialem dorywcza prace i w sumie niczego mi nie brakowalo. Rodzice zaspokajali moje potrzeby, ja robilem zakupy, sprzatalem itd. Slyszalem jednak od rodzicow regularnie"bez nas zginiesz, co ty bez nas zrobisz, nie masz sprytu, nie jestes cwany, ludzie cie zawsze beda wykorzystywac." Postanowilem, ze musze sobie i im udowodnic ze jednak nie zgine. Gdy powiedzialem im o planach emigracyjnych, mama doslownie zaczela machac rekami i szyderczym glosem zaczela mnie wysmiewac "patrzcie go, synus bedzie jechal, ha, ha, ho ,ho". Wiedzialem, ze pora wyjezdzac z tego domu. Wyemigrowalem wiec do Holandii. Na poczatku nie bylo latwo, nie znalem za bardzo jezyka ale chcialem pracowac. Rodzicom od poczatku sie to nie podobalo. Na kazym kroku slyszalem zebym wracal do Polski bo to nie ma sensu. Wtedy poznalem moja dziewczyne, Holenderke, i zostalismy para. Troszczyla sie o mnie, gotowala, pomagala w nauce jezyka i sprawach urzedowych. W koncu znalazlem prace, jedna, druga, moj holenderski stal sie komunikatywny i plynny. Pojechalismy do Polski i od razu na progu uslyszalem od rodzicow "ona jest gruba, nie ma wyksztalcenia a jej praca to podcieranie d**y staruchom" (bo pracowala jako pomoc domowa u starszych ludzi - zrob zakupy, posprzataj, wyprasuj, wypierz itp). I jesli nie wiesz jak ja rzucic, to my ci wymyslimy jakis sposob. Myslalem, ze dadza spokoj ale slyszalem te zdanie srednio 8 razy na dzien, przy kazdej mozliwej okazji gdy akurat mojej dziewczyny nie bylo przy mnie bo akurat byla w drugim pokoju albo cos. Probowalem to ukryc ale moja dziewczyna wyczytala z mojej twarzy ze cos jest nie tak i po 3 dniach sie jej wygadalem. Rozpetalo sie pieklo. Rodzice nie chcieli zebym z nia byl bo nie widza dla mnie przyszlosci w Holandii z niewyksztalcona dziewczyna a poza tym to jest moj "psi obowiazek" zeby sie nimi zajac na starosc bo do domu opieki albo czyms takim to nawet nie chca slyszec. Gdy im mowilem , ze moge czesciej przyjezdzac, wysylac im pieniadze gdyby im nie starczalo, e moge dzwonic to nawet nie chcieli sluchac.

 

Wojna trwala przez caly moj pobyt, podczas ktorej mialem wiele klotni z moja dziewczyna oraz z moimi rodzicami. Probowalem i jednych i drugich przekonywac zeby sprobowali dostrzec dobre strony w sobie nawzajem - na prozno.

 

Wrocilismy do Holandii, zycie potoczylo sie dalej. Cotygodniowe rozmowy na skypie, ale mialem byc sam, moja dziewczyna nie miala prawa byc w tym samym pomieszczeniu podczas rozmowy. Moi rodzice w ogole nie chcieli mnie zrozumiec. Doslownie ze wszystkiego robili wyrzuty. Np. gdy mi sie powiedzmy pomieszaly dni bo wtorek nazwalem przypadkowo sroda od razu slyszalem "widzisz jaki dziad sie z ciebie robi, juz sklerozy dostajesz. I co? I co teraz? Glupio ci, co?" i tego typu odzywki.

 

Co do mojej dziewczyny to rzeczywiscie nie ma wyksztalcenia (jeszcze). Pyta mnie ciagle kiedy sie wyprowadzimy itd. a ja sie tego boje. Jej rodzice sa oboje na rencie inwalidzkiej, nie pracuja i nie maja pieniedzy. Inne dzieci dostawaly od rodzicow pieniadze na prawo jazdy, studia - moja dziewczyna mogla o tym pomarzyc.

Tak wiec wszystko to jest jeszcze przed nia (przed nami.)

 

W 2013 roku postanowilismy napisac list do moich rodzicow zeby przelamac ten impas. W odpowiedzi dostalem cos w stylu "jestes naszym synem i mamy plany i nikt nam w tych planach nie przeszkodzi." Gdy odeslalem im list tresci "wiec pora zebysmy przestali sie kontaktowac" od razu zmiekli i jakby nigdy nic wszystko bylo super. Rozmowy na skypie cieple i ciekawe i cieplo rodzinne az bilo od nich. W 2014 bylismy wiec oboje w Polsce i bylo dobrze. W 2015 jednak, znowu to samo. Byli niby przyjemni ale sztuczni. Mama czepiala sie o wszystko. Jak np. w ostatni dzien liczylismy polskie zlotowki to mama zapytala czemu te brazowe miedziaki liczymy. Moja dziewczyna odpowiedziala ze jest takie przyslowie w Holandii ze kto nie ceni malych groszy to nie jest godzien milionow a mama do mnie na to "ty to i tak g***o masz, jestes biedny, wiec co tu z toba gadac." Kupili mi kurtke (wcisneli na sile, bo sa moimi rodzicami a ja ich dzieckiem i zebym mial na urodziny.) Mimo, ze mowilem ze mam duzo kurtek i ze w Holandii nie mam potrzeby bo pogoda jest w miare lagodna. Ostatniego dnia, jak to bywa, probowalismy upchnac wszystko do walizki i mielismy problem zeby wszystko zmiescic. Mowie wiec spokojnie do mamy "tyle rzeczy nakupowalismy ze bedzie ciezko. to zmiescic. Kurtka siedzi dobrze ale cos bede musial chyba zostawic." Mama na to odwrzeszczala "to co za debil tyle rzeczy kupuje. Trzeba myslec glowa jak sie robi zakupy."

 

Na odchodne jeszcze od ojca uslyszalem, ze nie sa zadowoleni z tej wizyty bo nie bylo czasu pogadac (tzn. ze mna sam na sam, oczywiscie). Czas byl, bo moja dziewczyna i mama spaly a ja z ojcem ogladalem mecz w telewizji. Ojciec nawet sie wtedy, w tygodniu, slowem nawet nie odezwal a teraz mowi ze nie bylo czasu.

Tak wiec nie jezdzimy juz do Polski.

 

Moja dziewczyna poszla na studia, uczy sie bardzo pilnie, ale kosztuje ja to tyle wysilku, stresu ze i mnie sie to wszysto udziela. Probowala isc do pracy ale os razu dostala zespolu ciesni nadgrastka w obu dloniach i miala 2 operacje. Tak wiec nie mogla dorobic przed szkola.

Ja czuje sie tak jakbym to ja ciagle chodzil do szkoly razem z nia. Martwie sie kazdym jej stresem, ewentualnym niepowodzeniem, kazdym bolem w jej rekach.

 

 

 

 

Podumowujac: czuje sie samotny. Mam kochajaca dziewczyne ktora, z przyczyn obiektywnych, poza miloscia nie jest mi w stanie nic innego zaoferowac. Niby wiadomo, ze milosc to skarb, ale jak nie ma z czego zyc to i sie zyc odechciewa.

 

Mam prace, ona chce sie wyprowadzic od jej rodzicow, ale o strone finansowa bede musial zatroszczyc sie tylko ja, bo ani ona ani jej rodzina mi nie pomoga. Moi rodzice natomiast czekaja jedynie na moje kazde potkniecie. Kazdego dnia mam nadzieje, ze moja dziewczyna skonczy te studia, ze ja utrzymam moja prace (ktora lubie i ktora jest w tej chwili jedyna rzecza ktora mi sprawia przyjemnosc). Gdy wracam jednak wieczorem do domu, widze moja dziewczyne nad ksiazkami, cala zestresowana, pelna negatywnych wizji "jestem do niczego, nie zdam" a potem widze jej rodzicow-inwalidow, potem mysle o moich rodzicach i calej sytuacji i zaczyna mi pulsowac glowa z bolu i serce mi staje w gardle ze strachu, smutku i samotnosci. I tak codziennie.

 

Mysle, czy to kara boska, ze opuscilem rodzicow. Moze rzeczywiscie powinienem sie nimi zajmowac na starosc...potem jednak przychodzi mysl, ze przeciez oni nie maja dla mnie zadnego szacunku a podczas rozmow slysze jedynie oskarzenia i podejrzenia o klamstwo i ze nie moglbym z nimi zyc. Z drugiej strony, moj zwiazek z moja dziewczyna tez nie jest latwy - tak jak opisalem powyzej.

Czasem chcialbym po prostu byc sam, bez nikogo, chcialbym zniknac ale wiem ze to niemozliwe. Dla scislosci - nie mam mysli samobojczych i ich mial nie bede.

 

Co mi mozecie poradzic, powiedziec? Jak uwazacie bo ja mam pustke w glowie.

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

indianer, ja uwazam ze mieszkasz kilka spraw. Rodzine swoja olej co za roznica czy panna ma kasę o ile rzeczywiscie chce pracowac, mozna siedziec na tyłku zbjac baki i tatus utrzymuje a pozniej takie biedne toto samo nie poradzi. Kasa to jednak nie wszystko. Jestes dorosły z mamusia i tatusiem nie musisz sie kontaktowac, postaw sprawe jasno albo sie do Was nie wtracaja albo do widzenia. Dziecko sie nie wychowuje dla siebie ale do samodzielnosci i zaradnosci w zyciu. Wiadomo, owszem opiekowac itd, ale to rzucisz prace i bedziesz z nimi mieszkał, bez rodziny jako słuzacy? Co innego "zdrowa" pomoc co innego słuzalczosc bezsensowna. Teraz wracajac do tematu dziewczyny, skoro juz miala operacje/zabiegi niech szuka pracy na poł etatu, przeciez na studiach nie musi miec 5, niech sie troche usamodzielnia. W ogole odnosze wrazenie ze jestes miedzy młotem a kowadłem, rodzice ciagna w swoja strona i sączą jad, a panna w swoja. Poukladaj i te i te relacje, a panna tez powinna pracowac dla siebie, a nie opierac sie wyłącznie na facecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziekuje za odpowiedz.

Moze zle sie wyrazilem. Moja dziewczyna chce pracowac i dlatego 2 lata temu poszla do pracy w fabryce i przez to dostala zespol ciesni nadgarstka. Pomimo bolu chodzila do pracy bo chciala jak najwiecej zarobic zeby mi bylo latwiej. Chciala isc na prawo jazdy a potem do szkoly. Przez te operacje prawo jazdy diabli wzieli i zaraz jak jej sie poprawilo, poszla na studia. A co do pracy podczas studiow, nie wiem czy by sie to jej udalo. Ona musi duzo konspektow,i wypracowan pisac co do dzis dnia przynosi jej problemy (dretwienie i bol obydwu dloni) i nawet lekarz jej odradzil nadwyrezania. A na szkole przeznacza kazda wolna chwile. Jesli o to chodzi, to jestem z niej naprawde dumny. Sam jej nawet odradzalem prace i studia jednoczesnie. Za rok, dwa - inna sprawa bo jej studia beda polegaly na odbywaniu stazu alepierwsze dwa lata to doslownie kucie setek stron z ksiazki na pamiec i pisanie dziesiatek artykulow. Sam tez studiowalem, jeszcze w Polsce, ale jak mam porwnywac to studia mojej dziewczyny sa o wiele ciezsze niz moje.

Jak jej cos chce kupic to zawsze protestuje i mowi ze nie jestem jej ojcem i nie musze jej nic kupowac bo tak nie powinno byc. A na urodziny np. zawsze dostaje od niej przemyslane prezenty, ktore musiala albo sama zrobic albo gdzies zamowic w wyszukanym miejscu. Jak wracam do domu to nawet jak wraca ze szkoly 15 minut wczesniej niz ja z pracy, to obiad zawsze jest na stole.

 

Co do moich rodzicow, to to co mowisz slyszalem juz wielokrotnie od roznych osob z roznych srodowisk. Jest mi jedynie ciezko bo najzwyczajneij w swiecie chcialbym miec normalna rodzine, rodzicow do ktorych od tak mozna zadzwonic lub pogadac bez uczucia braku zaufania. A co do mojego wiazku to wiadomo ze "w zdrowi i w chorobie, poki smierc nie rozdzieli itp." z tym ,ze ja tego zdrowia i pomyslnosci jeszcze nie doswiadczylem. Wiadomo, ze zarowno w zyciu zawodowym jak i prywatnym jest sie raz na wozie a raz pod wozem i ze nie wolno sie nad soba uzalac, z tym ze ja mam wrazenie ze caly czas leze pod wozem a kazdy mily moment to jedynie okazja zeby zaczerpnac oddech przed kolejna przejazdzka pod wozem. Pare lat temu mialem jeszcze te 25-28 lat wiec jakos szlo ale w tym roku stuknie mi 30 i zaczyna mnie to meczyc. Nieraz sie lapie na tym ,ze niejako odliczam lata do smierci. Za kazdym razem jak mnie serce zaboli czy cos to od razu mi przychodzi do glowy "aha, byc moze jakis zawalik sie niebawem szykuje". Potem sie za to neinawidze ale tak to ciagle dziala w ostatnich czasach.

 

Dziekuje raz jeszcze za odpowiedz i pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

indianer, takie zycie, im starszy tym gorzej. Człowiek nie mysli co bedzie i jak bedzie a zycie jest szarzyzna. Natomiast skoro nie przeszkadza Ci ze dziewczyna nie pracuje to niech siedzi na Twoim utrzymaniu a rodzicom nic do tego. Kazdy by chciał miec fajnych rodziców, ale jak nie ma to nic nie zrobisz. Trzeba troche sie odciac od pepowiny, masz prawo podejmowac własne decyzje, a rodzice powinni to uszanowac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
indianer, takie zycie, im starszy tym gorzej. Człowiek nie mysli co bedzie i jak bedzie a zycie jest szarzyzna. Natomiast skoro nie przeszkadza Ci ze dziewczyna nie pracuje to niech siedzi na Twoim utrzymaniu a rodzicom nic do tego. Kazdy by chciał miec fajnych rodziców, ale jak nie ma to nic nie zrobisz. Trzeba troche sie odciac od pepowiny, masz prawo podejmowac własne decyzje, a rodzice powinni to uszanowac.

Właśnie. :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie no, nie tak wcale na moim utrzymaniu. Podczas studiow dostaje co miesiac zapomoge o rownowartosci polowy mojej miesiecznej pensji wiec tak tragicznie jeszcze nie jest.

Wcale nie jest tak jak zostalo ujete powyzej, ze "nie myslalem za wczasu jak bedzie i jak robic zeby bylo dobrze a teraz moje zycie to szarzyzna"

 

Jakbym gonil tylko i wylacznie za wlasnym dobrobytem to bym albo zostal z rodzicami, nawet nie myslac o wyjezdzie, albo bym dawno rzucil moja dziewczyne i zylbym sam.

Moi rodzice to tzw. "porzadni obywatele," na codzien oboje pracuja, sa dobrymi "katolikami", maja ladny samochod, dzialke...tylko, ze osobowosci, wrazliwosci i inteligencji juz kupic niestety nie mozna. Cale zycie widzialem wlasnie, ze niby sa w porzadku, niby pomagaja, niby sie usmiechaja i niby wspieraja...ale tylko do czasu i na scisle z gory okreslonych warunkach.

Mozesz im kupic ladny i drogi prezent, pogadac od serca na skypie i w ogole...ale jak nie daj Boze dwa dni pozniej nie zadzwonisz na czas na Dzien Matki to juz jestes najgorszy ze wszystkich itp. - a to jedynie jeden maly przyklad.

Dlatego tez widzialem, poza pieniedzmi, zawsze cos wiecej w czlowieku, a przynajmniej staram/staralem sie to dostrzegac.

 

Co do mojej dziewczyny. to widze, ze ona sie bardzo stara zeby nam w przyszlosci bylo lepiej, dlatego (najpierw poszla do pracy, ktora byla ponad jej sily, a teraz na studia) i nie zamierzam jej karac za dobre checi poprzez odejscie od niej. Ja mialem to szczescie ze za mnie rodzice placili w mlodosci. Nie wiem jak bym skonczyl gdybym byl w sytuacji mojej dziewczyny. Uwazam, ze sa w tym zyciu o wiele wazniejsze wartosci niz kasa i, choc to nielatwe, staram sie te wartosci dostrzegac.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pamietam tez momenty w ktorych, gdy mialem 7-8 lat, mama czasem mi mowila "zobacz jak cie ladnie ubralam. Jak bedziesz starszy to bedziesz elegancki i bedziesz zmieniac dziewczyny jak rekawiczki". Juz wtedy mi sie to wydalo dziwne. Inaczej bym tego nie zapamietal w tak mlodym wieku. Ostatnio nawet uslyszalem od nich ze doslownie "do mojej dziewczyny nie beda sie przymilac bo nie maja w tym zadnego interesu. Jakby to byla Kate Middleton albo cos, to wtedy tak." Czyli kasa, kasa, kasa.

Pamietam tez ze jak bylem juz starszy i widzialem rowiesnikow z dziewczynami i chlopakami to sobie zawsze myslalem "o kurde, jak ja bede mial kiedys dziewczyne to nie moge powiedziec moim rodzicom. Musze to utrzymac w tajemnicy bo inaczej bedzie wojna i wstyd." I wykrakalem, najwidoczniej.

 

NIe mniej jednak, smutno mi ze tak to sie wszystko uklada i nie wiem jak wyjsc z tej opresji. Nie chce skrzywdzic nikogo z mojego srodowiska. Czasem mam tylko wrazenie ze sam na tym cierpie ale nie wiem czy powinienem lub czy w ogole mam prawo postawic swoje szczescie ponad szczesciem innych osob.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
...NIe mniej jednak, smutno mi ze tak to sie wszystko uklada i nie wiem jak wyjsc z tej opresji. Nie chce skrzywdzic nikogo z mojego srodowiska. Czasem mam tylko wrazenie ze sam na tym cierpie ale nie wiem czy powinienem lub czy w ogole mam prawo postawic swoje szczescie ponad szczesciem innych osob.

Przede wszystkim masz prawo bronić się przed przemocą. Twoi rodzice stosują przemoc psychiczną. Przemoc najprawdopodobniej wynikającą z durnego przekonania, że jesteś ich własnością (podejście przedmiotowe). Niestety, w podobnych przypadkach nie ma co liczyć na zmianę/zrozumienie błędu. Pozostaje pilnowanie własnych granic. Osobiście nie pozwoliłbym sobie na podobne wyjazdy i po tekście "..jesli nie wiesz jak ja rzucic, to my ci wymyslimy jakis sposob..." oświadczyłbym, że kolejna podobna uwaga spowoduje całkowite zerwanie kontaktu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No mam niby takie prawo i, w trzezwosci umyslu, nawet je aktywnie wcielam w zycie.

Moj jedyny kontakt z rodzicami od ponad roku to tylko i wylacznie wysylanie lakonicznych e-maili. Zyczenia na urodziny i swieta - nic wiecej.

 

Wiesz, to sie tak latwo mowi, ze bys odszedl/odeszla od rodzicow jakby proponowali Ci rzucenie Twojego partnera jakims chytrym sposobem. Ja zawsze jednak wierze w dobro w czlowieku...nawet jesli praktycznie nie ma ku temu powodu. Za kazdym razem gdy ufam moim rodzicom to jednoczesnie czuje radosc, ze posluchalem serca oraz zal i nienawisc do samego siebie bo wiem ze znowu bede skrzywdzony. Raz dominuje jedno z tych uczuc a raz drugie. Zalezy od dnia. Dlatego tez postanowilem cale 2 dni dawac moim rodzicom kolejne szanse na zmiane zdania i peklem dopiero trzeciego dnia.

 

Mimo to, mam uczucie ze przez to nie jestem lojalny wobec moich rodzicow a z kolei gdy pisze do moich rodzicow te maile, nie jestem lojalny wobec mojej dziewczyny.

Czuje jakbym czynil wiele osob dookola mnie nieszczesliwymi. A przez to jestem sam nieszczesliwy.

Moje szczescie jest uzaleznione od szczescia osob ktore mnie otaczaja.

Mi do szczescia nie potrzeba wiele. Aby byla praca za normalne pieniadze, jako takie zdrowie i ogolnie normalnosc - mi nie potrzeba fajerwerkow w zyciu. Zadowole sie zwyklym cieplym rodzinnym ogniem. Osmiele sie nawet powiedziec, ze gdyby nie opisane przeze mnie problemy, to uwazalbym sie za czlowieka szczesliwego.

Niestety, codziennie mam tylko stres.

 

Obrzydza mnie is smuci moja przeszlosc i terazniejszosc z rodzicami a z kolei boje sie smiertelnie przyszlosci z moja dziewczyna, z przyczyn wyzej opisanych.

 

Tak czy siak, nie chce zebyscie pomysleli ze jestem jakims gosciem co sie nad soba uzala: ja mam prace, staram sie normalnie funkcjonowac, nie pije, nie pale, nie biore narkotykow i zawsze staram sie kierowac dobrem ogolnym podczas podejmowania decyzji. Tak wiec glowa do gory.

Pisze tutaj bo mi to wszystko zawsze lezalo na sercu a ostatnio jest jeszcze ciezej. Zauwazam u siebie male rzeczy ktore np. rok, dwa temu jeszcze nie wystepowaly. Dlatego szukam pomocy.

Jeszcze raz dziekuje za odpowiedzi :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

indianer, ale dorosłosc nie polega na trzymaniu sie rodziców a swoim zyciu i na tym sie skup.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dokladnie. Tak tez staram sie robic.

 

Boli jedynie, ze nie moge wszystkim dogodzic.

Jednak z tego co sam mysle, a takze z Waszych rad, wnioskuje ze bede sie z tym musial pogodzic. W koncu, jeszcze sie taki nie urodzil...

 

Raz jeszcze dziekuje za odpowiedzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

indianer, nie ma rodzin idealnych, zazwyczaj rodzice ciagna w swoja strone. Wiadomo ze to bolesne, ale nie mozna zatracac siebie czyims kosztem bo w konsekwencji ani Ty ani oni nie beda szczesliwi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadzam sie, z tym co mowisz.

 

Boje sie jedynie aby nie wylac dziecka z kapiela, podczas proby niezatracenia samego siebie.

Czasem dzieje sie tak, ze wytwarzamy wokol siebie tak gruby pancerz ze nie przechodza przez niego nie tylko zadne negatywne bodzce ale takze i te pozytywne. Wiem po sobie ze mam z tym problem. Albo ufam kazdemu i bezgranicznie albo w ogole i nikomu. Jednoczesnie boje sie zranic rodzicow brakiem kontaktu z mojej strony, boje sie byc zranionym przez nich a z drugiej strony nie chcialbym rowniez przegapic ewentualnych pozytywnych sygnalow z ich strony. Dlatego tez kazdy ich e-mail do mnie wywoluje we mnie dwojakie odczucia.

 

No ale fakt, zadna rodzina nie jest idealna. Ja mam jedynie odczucie, ze moja jest jeszcze bardziej nieidealna niz przecietna srednia krajowa, ze sie tak wyraze. Oczywiscie zdaje sobie sprawe ze jest wiele innych rodzin z sytuacja niewyobrazalnie gorsza od mojej (pijanstwo, kazirodztwo, przemoc domowa itp.), i tym sie pocieszam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Serio nie pojmuję jak dorosły facet może pozwalać się tak traktować. Oni Cię zupełnie nie szanują, obrażają Twoją dziewczynę, Ciebie, a Ty siedzisz z założonymi rękami. Nie zdziwie się jak dziewczyna Cię w końcu rzuci, bo jesteś dupa wołowa, nie facet.

Co zrobić? Zerwać wszelkie kontakty. To, że są rodzicami, nie sprawia, że są z automatu dobrymi ludźmi. Obcy ludzie by więcej zrobili dla Ciebie niż oni. Po co w tym tkwisz? Odetnij się raz na zawsze i zacznij nowe życie bez nich.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Otoz pozwalam sie tak traktowac bo nie chce niepotrzebnie uniesc sie honorem w momencie w ktorym byloby to, byc moze czasami, niewlasciwe.

Uniknalem w ten sposob wiele konfliktow w przeszlosci z roznymi osobami. Wlasnie dzieki niewyciaganiu pochopnych wnioskow.

 

Najlatwiej jest sie obrazic na wszystko i na wszystkich i to po grob ...a potem byc moze po latach stwierdzic, ze moze nie do konca (a przynajmniej w niektorych sytuacjach) nie mialo sie wcale racji. Moi rodzice sa jacy sa ale ja tez byc moze powiedzialem/zrobilem im kiedys cos co chociazby czesciowo moglo tlumaczyc ich zachowanie. Fakt, krzywdza mnie, ale nie wiem czy robia to specjalnie czy tez przez to ze sa zwyczajnie w swiecie glupi lub poprzez jakis splot wydarzen z ich dziecinstwa ktory rzutuje na ich dzisiejsze zachowanie. Chce wierzyc, ze to drugie.

Stac mnie na wiecej niz takie prymitywne zachowanie.

Np. jak ktos na ciebie wpada w autobusie to tez nie walisz go od razu w pysk, bo zboczeniec czy cos. Facet moze byc Bogu ducha winny a wpadl na ciebie poniewaz autobus gwaltownie ruszyl i wcale nie chcial ci zrobic krzywdy.

 

A dupa wolowa smakuje mi najlepiej podsmazana z cebulka i salatka z oliwkami. Musisz koniecznie sprobowac. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Otoz pozwalam sie tak traktowac bo nie chce niepotrzebnie uniesc sie honorem w momencie w ktorym byloby to, byc moze czasami, niewlasciwe.

Uniknalem w ten sposob wiele konfliktow w przeszlosci z roznymi osobami. Wlasnie dzieki niewyciaganiu pochopnych wnioskow.

 

Najlatwiej jest sie obrazic na wszystko i na wszystkich i to po grob ...a potem byc moze po latach stwierdzic, ze moze nie do konca (a przynajmniej w niektorych sytuacjach) nie mialo sie wcale racji. Moi rodzice sa jacy sa ale ja tez byc moze powiedzialem/zrobilem im kiedys cos co chociazby czesciowo moglo tlumaczyc ich zachowanie. Fakt, krzywdza mnie, ale nie wiem czy robia to specjalnie czy tez przez to ze sa zwyczajnie w swiecie glupi lub poprzez jakis splot wydarzen z ich dziecinstwa ktory rzutuje na ich dzisiejsze zachowanie. Chce wierzyc, ze to drugie.

Stac mnie na wiecej niz takie prymitywne zachowanie.

Np. jak ktos na ciebie wpada w autobusie to tez nie walisz go od razu w pysk, bo zboczeniec czy cos. Facet moze byc Bogu ducha winny a wpadl na ciebie poniewaz autobus gwaltownie ruszyl i wcale nie chcial ci zrobic krzywdy.

 

A dupa wolowa smakuje mi najlepiej podsmazana z cebulka i salatka z oliwkami. Musisz koniecznie sprobowac. ;)

 

no to tkwij sobie nadal w tej chorej sytuacji i nie zawracaj głowy na forum jak ci dobrze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czlowieku, wez sie za siebie, bo zal dziewczyny ze z toba jest. Na jej miejscu dawno kopnelabym cie w dupe. Co to za facet jak nie potrafi stanac w obronie swojej dziewczyny?

I gdzie tu honor o ktorym piszesz?

wiele w tym watku zostalo juz napisane, ale widac tobie sytuacja pasuje bo i tak nic nie zmienisz bo sie boisz mamusi. Dorosnij.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Otoz, nie boje sie mamusi.

Boje sie poczucia winy ktore mi moze w przyszlosci towarzyszyc. Czy to takie dziwne? Jakbym sie bal mamusi to bym nie wyemigrowal i nie mialbym sytuacji ktora mam.

 

Jednak, czy to dziwne, ze dorosly czlowiek ROWNIEZ potrzebuje rodzicow, chociazby do rozmowy i poczucia wiezi mentalnej?

Czy to takie dziwne, ze boli mnie ze to sie nie uklada jak powinno?

 

Jak wasi rodzice poumieraja jak bedziecie mieli te 50-60 lat to tez bedziecie plakac za nimi jak bobry - zupelnie jak dzieci. Ale i tak bedziecie mieli lepiej. Bo wasi rodzice smierci sobie nie beda wybierali, podczas gdy moi zyja - ale tak jakby dla mnie umarli, na obecna chwile.

Kazdy konflikt boli, a szczegolnie ten w relacji rodzic-dziecko.

 

I NIE, sytuacja mi wcale nie pasuje.

 

A co do komentarzy o dupie lub kopaniu w dupe: Zycze wam zeby i was cos takiego spotkalo. Zgryzliwosc za zgryzliwosc...

Na moich rodzicow tez dziala wylacznie ta metoda, w ostatnich czasach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@indianer Oczywiście że nie ma co wyciągać pochopnych wnisoków... tyle że sytuacje które opisałeś dają podstawy do sformuowania wniosków logicznych i przemyślanych. Twoi rodzice zachowują się skandalicznie wobec ciebie i twojej dziewczyny. Chciałbyś uszcześliwić wszystkich ale tak się nie da... próbując uszcześliwić wszystkich unieszczęsliwiasz samego siebie. Obecnie nikt z twojego otoczenia łącznie z tobą nie jest szczęśliwy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz calkowita racje. Tez tak to widze. Myslalem jedynie, ze byc moze istnieje jakis "zloty srodek" lub cos w tym stylu.

No ale fakt. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazuja, ze jednak nie bede mial wyjscia poza akceptacja calej sytuacji bo po prostu jest jak jest. Akceptacja w sumie nastapila juz dosc dawno, jedynie zal pozostal. Miejmy nadzieje, ze to tez zlagodnieje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×