Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Paproszek

Witajcie, chciałam spytać Was o opinię!

Rekomendowane odpowiedzi

Jak wyżej.

Jestem tu nowa i chciałam się Wam wygadać i spytać o zdanie, bo sama już nie wiem co robić. Byłam kilkukrotnie u psychologa, niebawem mam zamiar wybrać się do psychiatry, ale potrzebuję takiej zwykłej porady, jak od przyjaciela. Przyjaciół na obecną chwilę niestety nie mam.

Zacznę od tego, że mam wspaniałą dziewczynę, która mnie niesamowicie wspiera i właściwie to ona daje mi najwięcej radości w całym moim życiu. Jestem pewna, że ją kocham i że ona mnie też. Niestety zupełnie innego zdania są moi rodzice. Gdybym mogła na pewno wyprowadziłabym się z domu, ale jeszcze nie skończyłam szkoły i nawet nie mam możliwości zarabiać. Nasze relacje nigdy nie były zbyt dobre; odkąd pamiętam zawsze się kłócili, krzyczeli, nawet kilka razy doszło do rękoczynów. Chcieli się rozwieść kilka razy, wyprowadzać, wciągali mnie w kłótnie i pytali, po której stronie jestem. Przez kilka lat tata się do mnie nie odzywał, nawet nie wiem dlaczego. Dla dziecka, którym wtedy byłam, było to bardzo krzywdzące i odbiło się na mnie w bardzo negatywny sposób. Przez całe gimnazjum się okaleczałam, płakałam kilka razy dziennie, miałam napady histerii, żyłam w ciągłym napięciu. Tylko mama o tym wiedziała, ale nawet nie pomyślała o tym, żeby pójść ze mną do psychologa, bo co ludzie powiedzą? Posiłkowałam się wtedy pomocą pedagoga szkolnego, który wytłumaczył mi, że ich problemy nie są moimi. To było przełomem w moim życiu. Zaczęłam się od nich odsuwać, walczyć z nałogiem. Na początku liceum było już całkiem w porządku, okaleczałam się wpływem stresu, ale coraz rzadziej i rzadziej. W końcu poznałam moją dziewczynę i zupełnie przestałam. Praktycznie zaakceptowałam siebie, przestałam bać się odzywać do ludzi, zaczęłam patrzeć im w oczy podczas rozmowy i ogólnie zrobiłam duże postępy. Przez rok związku nasi rodzice o nas nie wiedzieli, jedynie moja mama coś podejrzewała. W końcu się wydało i od wtedy zaczęło się piekło. Szantażowali mnie, że przepiszą mnie do innej szkoły, że nie dadzą mi pieniędzy na studia, jeśli z nią nie zerwę, twierdzili, że jej rodzice podadzą mnie do sądu, że ona kompletnie mnie nie kocha, chce mnie tylko wykorzystać i zostawić. Zabronili jej przekraczać próg naszego domu. Moja akceptacja siebie była wtedy w pełnym rozkwicie, więc jakoś się trzymałam. Po czasie zaczęłam we wszystko wątpić. Nadal wierzę w moją dziewczynę i jej miłość, naszą miłość, ale okropnie boli mnie stosunek rodziców do tego wszystkiego. Stresuję się cały czas, czasem nie chodzę przez to do szkoły. Boli mnie to, że ona nie może do mnie przychodzić. A rodzice twierdzą, że wszystko jest w porządku, bo przecież oni mnie bardzo szanują i dają mi pieniądze na wszystko (według nich to chyba jest wyrażenie miłości do dziecka) i ogólnie udają, że wszystko jest w porządku, dopóki podczas rozmowy nie padnie jej imię. Wtedy zaczynają się wyzwiska, obrażanie i brak akceptacji. Oczywiście jej, bo według nich ja nic złego nie zrobiłam i baardzo mnie kochają, ale w sumie to chcą, żeby już mi przeszło i żebym była normalna (nasz związek trwa dwa lata). Nie mam ochoty z nimi rozmawiać, patrzeć na nich, przebywać z nimi w jednym pomieszczeniu, bo za bardzo bolą mnie ich słowa i czyny (mama obdzwoniła całą rodzinę, jej i moją i powiedziała o naszym związku, oczywiście zero akceptacji od nikogo). Coraz częściej mam myśli samobójcze i mniej akceptuję siebie, bo zewsząd słyszę, że to co robię jest złe. Rodzice są na mnie źli, że nie jestem przy nich uśmiechnięta i nie chcę z nimi rozmawiać; według nich to brak szacunku. Czy faktycznie przesadzam, jeśli w takiej sytuacji nie chcę mieć z nimi nic wspólnego? Co mogę zrobić, żeby było lepiej ze mną i z nimi?

Przepraszam, że napisałam to trochę chaotycznie, ale ciężko ubrać taki obszerny problem w słowa. Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania - pytajcie. Z góry dziękuję za pomoc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Rodzicie nie akceptują Twojego wyboru i chcą Cię zmusić do bycia taką jaką oni chcą. Może nawet tego nie rozumieją. Jak presja źle działa. A Ty na pewno niczego złego nie zrobisz. Jest to po prostu duża różnica między Wami.

Lepiej utrzymywać poprawne stosunku, ale trzymać się swoich wyborów. Może kiedyś to zaakceptują i zrozumieją. I nie będą traktować jak wybryki nastolatki.

Może też warto udać się do pedagoga szkolnego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zauważyłam to, że chcą mnie zmienić i jest mi z tego powodu strasznie przykro. Nie rozumiem, jak można kogoś kochać i nie akceptować tak ważnego aspektu życia drugiej osoby i czekać "aż będzie normalna". Nie potrafię z nimi normalnie rozmawiać, bo ciągle wracam myślami do ich opinii o tym wszystkim i do wszystkich przykrych słów, które padły. U pedagog już byłam kilka razy, w liceum jest zupełnie inna niż w gimnazjum; jest nastawiona na mówienie, a nie słuchanie i trochę ciężko było się nam dogadać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Trzeba wziąć poprawkę na to, że są ograniczeni i nie dadzą takiego wsparcia jakie inni by mogli dać. Przykre to, ale ich raczej nie zmienić. Prędzej oni Ciebie jak się poddasz.

Ale pedagog wspiera ogólnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Masz rację. Jeśli dalej będę się tak załamywać, to oni mogą chcieć mnie "zaatakować". Minimalnie wspiera. A myślisz, że powinnam się zmuszać do rozmowy z nimi, jeśli zupełnie nie chcę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Paproszek, a rodzice nie akceptuja twojej dziewczyny jako człowieka czy n ie akceptuja tego ,ze jestes homoseksualna? i pamietaj to twoje zycie, rodzice moga krytykowac lub wspierac w pewnych sprawach ,ale decyzje co do swojego zycia podejmujesz ty sama, chociaz do 18-tego roku zycia jesteś zalezna w sumie a ile masz lat teraz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie akceptują jej jako człowieka, nienawidzą jej, chociaż jej nie znają. Uważają, że to ona zmieniła moją orientację, co oczywiście jest nieprawdą. W to, że jestem bi czy homo (bo sama do końca nie wiem) nie wierzą i uważają, że to chwilowe. W tym roku będę mieć 19, ale szkołę kończę dopiero za rok. Wiem, że decyduję o sobie, ale trudno jest decydować mieszkając z rodzicami. Stresuje mnie ta sytuacja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Paproszek, zmuszać się nie ma po co. Ale też to Twoi rodzice, więc rozmawiać w ogóle można. Gorzej jak zacznie w Tobie narastać gniew i poczucie niezrozumienia bez ujścia.

 

Skończ szkołę i wyjedź gdzieś na studia. To Ci pomoże nabrać świeżego powietrza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

W takim domowym środowisku nie będzie łatwo, ale musisz się postarać walczyć o siebie i tego się nauczyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj w naszym świecie.

 

Wiesz to są rodzice, ludzie którzy nie są w stanie zrozumieć tego że postrzegasz świat inaczej niż oni, że kochasz inaczej niż oni. Oni nauczyli się tego że kobieta kocha mężczyznę i na odwrót. Dla nich inne postrzeganie miłości jest karygodne i nie do przyjęcia. Z jednej strony musisz ty też zrozumieć ich punkt widzenia, bo w takim czymś wyrastali na dzisiejszych ludzi. Nie wiedzą że świat się zmienia i ludzie. Że każdy ma prawo do miłości ale takiej jakiej chcą a nie takiej jaka się przyjęła przez postrzeganie społeczeństwa. Rozumiem tym samym jak bardzo jest ci ciężko przez to że twoje wybory jako osoby dorosłej są nie akceptowane przez ludzi których kochasz którzy są dla Ciebie najbliższą rodziną. Myślę że najlepszym rozwiązaniem tej sytuacji, o ile w ogóle jest jakieś najlepsze - to po prostu starać się uodprnić na to wszystko i zgrywać dobrą dziewczynkę, w tym czasie skończysz szkołę, wyjedź na studia najdalej gdzie się da od tego środowiska się odetniesz (mam na myśli rodzinę) i zaczniesz życie tak jak chcesz...

 

dużo siły ci życzę

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Nie akceptują jej jako człowieka, nienawidzą jej, chociaż jej nie znają. Uważają, że to ona zmieniła moją orientację, co oczywiście jest nieprawdą. W to, że jestem bi czy homo (bo sama do końca nie wiem) nie wierzą i uważają, że to chwilowe. W tym roku będę mieć 19, ale szkołę kończę dopiero za rok. Wiem, że decyduję o sobie, ale trudno jest decydować mieszkając z rodzicami. Stresuje mnie ta sytuacja.

raczej nigdy rodzice nie chca zeby ich corka czy syn byl homo. Nic dziwnego, poki z nimi mieszkasz musisz sie dostosowac czyli jej nie przyprowadzac. A pozniej jak sie wyprowadzisz to Twoja sprawa i nikomu nic do tego. Takie zycie, ze rodzice nie akcpetuja wszystkich naszych wyborow ale to Twoje zycie nie ich i masz prawo zyc wg własnego uznania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Prosze was o opinie co o tym myslicie. Krotko moja historia. Wszystko zaczelo sie na poczatku grudnia. srodek nocy ja dlugo nie moge zasnac nagle uderzenia goraca az do potu na czole i czerwonych policzkow, nastepnie slabosc trzesiawka i panika co sie dzieje.wypilam wody zazylam tlenu w koncu zasnelam. od nastepnego dnia nie bylam juz soba.dziwnie sie czulam słabo mi niedobrze, brak apetytu dziwne uczucie slabosci lekkich przeciazen w glowie, z kazdym kolejnym dniem dochodzily inne rozne objawy tj dretwienie reki, wrazenie ze zemdleje, trzesiawka, placz co sie dzieje, przez ponad tydzien mialam wciaz puls powyzej 100 cisnienie ok, uczucie pulsowania krwi w calym ciele, bezsennosc,skurcze a raczej pojedyncze drgniecie calego ciala jak po defibrlatorze przed zasnieciem.Ide do lekarza mowi ze to stres i zebym odpoczela zaczela biegac, objawy zmieniaja sie nasilaja czesc z nich zanika ide znow dostaje tabletki nasenne, 3 wizyta to juz psychotrop dorazny na uspokojenie leki bo rzecz jasna po 2 miesiacach bardzo sie z tym mecze i boje sie co sie dzieje czy to aby napewno na tle nerwowym. badania ekg ok krwi ok z niedoborem zelaza i wit d ktore suplementuje. w tym tyg dostaje miesiaczke tydzien za wczesnie.przeciazenia w glowie silniejsze takie jak w samolocie.budze sie codziennie z niepokojem bez przyczyny a moze juz na skutek tego ze to tak dlugo trwa i sie nasila.kilka razy mialam wrazenie ze odpala mi psychicznie, do tego od wczoraj nieprzerwanie bol glowy (moze to od tych lekow psychotropowych biore jedna dwie tabl dziennie-sobril) lekarz wysyla mnie do psychologa (jutro pierwsza wizyta). nie chce dac skierowania na tomograf bo mowi ze to szkodliwe promieniowanie i on nie widzi potrzeby ze to typowe obiawy nerwicy. a teraz krotko tlo zyciowe:zawsze bylam dziewczyna ktora boi sie wyzwan ale je podejmuje czasem na sile bo uwaza ze tak trzeba, akcje trzesiawki i goraca zdarzyly mi sie kilka razy w zyciu w nocy ale byluy jednorazowe i znikly nastepnego dnia. Mam 29 lat i z mezem od 3 lat mieszkam za granica. to dla mnie mega trudne doswiadczenie plakalam rok z rozpaczy ze musze tu byc bo w pl brak pracy perspektyw no ale zacisnelam zeby i w tym roku juz nawet zaczelam sie czuc tu w miare dobrze tzn pogodzilam sie z tym, alekolejna duza zmiana to odejscie od organizacj religijnej w ktorej bylam od dziecka i zwizany z tym konflikt wewnetrzny i spore naciski zewnetrze by zmienic decyzje., plul troche problemow w rodzinie. czy to moglo spowodowac nerwice??? czy mial ktos podobna sytuacje? co robic?? czuje sie zmeczona, trace resztki optymizmu i checi na cokolwiek, nie pracuje bo to co sie ze mna dzieje tak mnie paralizuje.nigdy w zyciu nie czulam sie tak zle przez tak wiele dni.Nie sa to typowe ATAKI choc bywa lepiej to jednak niemal caly czas jest zle a czasem poprostu bardzo zle ze mam chec gnac na pogotowie bo nie wytrzymam bo juz nie moge....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Nie wiem jak wytrzymam do studiów z ludźmi, którzy mają mi za złe, że się do nich nie uśmiecham.

 

Ja bym to głęboko olał ciepłym moczem, że się nie uśmiechasz do kogoś. Bądź dalej sobą :105:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Łojezu, mili ludzie to najgorszy syf. Tacy najczęściej wbijają kosę między żebra. :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Łojezu, mili ludzie to najgorszy syf. Tacy najczęściej wbijają kosę między żebra. :P

Tudzież osikany kołek... :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Nie wiem jak wytrzymam do studiów z ludźmi, którzy mają mi za złe, że się do nich nie uśmiecham.

 

Ja bym to głęboko olał ciepłym moczem, że się nie uśmiechasz do kogoś. Bądź dalej sobą :105:

 

Ojeeej taaak, to jest tak wku*wiające, zawsze mam ochotę takim osobnikom wykrzyczeć, że będę się uśmiechać jak będę miała zasraną ochotę :evil:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×