Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Jaśkowa

Depresja poporodowa (baby blues)

Rekomendowane odpowiedzi

jeśli gdzieś jest taki wątek to proszę o linka i o wykasowanie mojego posta

 

Przeszłam przez baby blusa, który w moim przypadku przerodził się w depresję poporodową. Byłam w pierwszej fazie leczona plastrami hormonalnym, poprawiły one moje samopoczucie psychiczne, natomiast spowodowały wymioty, które paradoksalnie dodatkowo mnie osłabiły. Kolejne kroki skierowałam do psychiatry, przepisany Zoloft mogłam brać karmiąc synka piersią, natomiast Lorafen, który był przepisany w razie silnego ataku paniki z objawami somatycznymi, karmienie wykluczał gdyż przenika on do pokarmu. Dodatkowo miałam silną anemię, nie przyswajam żelaza i przez cały okres ciąży nie mogłam przyjmować żadnych tabletek dla kobiet ciężarnych ze względu na dużą zawartość w nich żelaza, sądzę, że to w dużej mierze przyczyniło się do mojej depresji byłam bardzo słaba zaczęłam wpadać w ataki paniki. Synka karmiłam półtora miesiąca bo tyle wytrzymałam bez Lorafenu niestety kolejny atak paniki z silnymi objawami somatycznymi doprowadził mnie na skraj, wyszłam z założenia, że mój synek będzie szczęśliwszy gdy i ja będę szczęśliwa i silna by móc się nim zajmować. Straciłam pokarm po części za sprawą anemii a po części dlatego, że dalsze odciąganie pokarmu nie miało sensu zbyt często przyjmowałam wówczas Lorafen. Były momenty, że nie miałam siły wstać do dziecka, nigdy natomiast nie miałam agresywnych myśli względem synka, wszelaką agresję kierowałam na siebie, myśli samobójcze, złość aż w końcu bezsilność i pytanie czemu to właśnie mnie spotkało?? na szczęście moja rodzina stanęła na wysokości zadania i bardzo mi pomogła. Zoloft postawił mnie na nogi w około 3 tygodnie, leki z tej grupy działają z pewnym " opóźnieniem" w pierwszej fazie przyjmowania bardzo nasilają objawy szczególnie somatyczne, ważne aby mama nie była wtedy sama, aby ktoś bliski mógł przez ten okres adaptacji do leku być razem z mamą i dzieckiem. Dla mnie bardzo ważne było to iż nie jestem sama z tym problemem, dużo czytałam i pisałam w internecie na ten temat, poznałam masę kobiet, które przeszły przez to piekło ich historie bardzo pomogły mi w walce z depresją dodawały sił i jakiegoś może dziwnie pojętego poczucia bezpieczeństwa, że nie tylko ja to mam, że ktoś tez to czuje, to przeżywa.

Cały czas zbyt mało mówi się o depresji poporodowej, cały czas jest to temat tabu a decyzja o pójściu do psychiatry bądź psychologa okupiona jest wstydem i strachem. Ja miałam dużo szczęścia trafiłam na mądrych ludzi, którzy mi pomogli, ale ile jest kobiet, które pozostawione same sobie po cichutku nikną, doprowadzają się na skraj przepaści i giną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja właśnie wruciłam ze szpitala- byłam tam 2 miesiące a mój synek ma 3 miesiące a z tych. Nikomu nie życzę tej choroby. Tylko9nie wiem czy dokońca życia muszę brać leki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

diana napisz coś więcej o swojej walce z chorobą to pomoże innym dziewczyną

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!

 

Sporo poczytałem istniejących wątków ale wyciodzi mi, że jednak muszę założyć nowy.

 

Powiem o co chodzi.

Od urodzenia cóki (jedynego dziecka jak dotąd) 3 lata temu żona jest w nieustannym stresie o jej zdrowie. Cała reszta przestała istnieć. Gdy dziecko ma katar, w domu panuje wręcz grobowa atmosfera. Gdy wyjdziemy czasem do kina, a córeczka tydzień później dostaje kataru, od razu pojawia się _pewność_, że to przez to chwilowe zrelaksowania się, że to już któryś raz się powtarza, że wystarczy na chwilę się odstresować, rozluźnić i od razu spotyka nas _choroba_. W takich okolicznościach cierpi nasz związek. Przykrym objawem jest też całkowity spadek libido żony. Napięcia wynikające z tego potęgują problem w związku.

 

Czy wg Was takie objawy (bądź co bądź lękowe) to nerwica? W porównaniu z objawami, o których tu czytam, raczej nie jest to ciężki stan lękowy, ale jednak lęk jest tu nieustanny.

 

Jak z czyms takim postępować? Czy polecalibyście wizytę u psychiatry czy raczej psychologa? A może seksuologa? Jako laik w dziedzinie psychiatrii mam lęk :-) przez lekami psychiatrycznymi. Psychoterapia? W powzechnym mniemaniu (które niestety jako laik mimo wysiłków podzielam) psychoterapia nie może być skuteczna, to po prostu nie działa. Czy z takim nastawieniem da się cokolwiek uzyskać? Czy psychiatra/psycholog potrafi sobei poradzić z takim nieufnym nastawieniem i zaszczepić wiarę w sukces terapii?

 

I wreszcie: Czy możecie poradzić lekarza w okollicach Górnego Śląska? W Centrum Psychiatrii w Katowicach zapisy dopiero od nowego roku. Może więc jakiś dobry lekarz przyjmuje prywatnie? Znacie kogoś takiego? Jestem zdeterminowany JUŻ zacząć robić coś w kierunku naprawy obecnego stanu rzeczy.

 

Z góry dziękuję i pozdrawiam.

 

WhoCares

 

zmiana tematu//Jaśkowa

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

depresja poporodowa tak to się zwie do lekarza z kobitką i to szybko bo natręctwa już ją dopadły wiem co pisze sama przeszłam DP nic przyjemnego strasznie długo to trwa 3 lata obawiam się, że bez leków się nie obejdzie... spadek libido jest oczywiście również spowodowany tą depresją jest to jeden z objawów, wrzuć w wyszukiwarkę temat depresji poporodowej wyskoczy Ci dużo informacji i objawów zapewne nie jeden będzie pasował do Twojej żony, gdybyś chciał pogadać służę swoim doświadczeniem - powodzenia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy chcę pogadać? Jasne, każdą "ilość". :-)

Dzięki za pomoc. O DP też już czytałem ale coś mi nie pasowało w objawach. Teraz już nie pamiętam dokładnie co, ale chyba chodziło o smutek. Z naszych rozmów wynika, że to nie smutek tu jest kluczowym "ciężarem" ale właśnie lęk. Co prawda pamiętam taki krótki parodniowy okres, w którym objawy pasowałyby mi do potocznego rozumienia słowa "depresja" (niechęć do robienia czegokolwiek, chociażby do wstana z łóżka) ale po tym, jak o tym porozmawialiśmy, to raczej minęło. Teraz życie wygląda z pozoru normalnie (codzienna rutyna a w wolnym czasie spacery, wyjazdy w plenery, spotkania ze znajomymi, rodziną, wakacje). Nie pasowało mi to do depresji. Ale w sumie nie ma co tu tego roztrząsać, bo i tak nie my jesteśmy od diagnozy. :-)

Chciałem za to wrócić do pozostałych moich pytań. Najbardziej mnie martwi nasza (a już szczególnie żony) niewiara w sukces terapii i lęk przed lekami. Chodzi chyba o lęk przed przyklejeniem sobie łatki "psychicznego". Na pewno wiesz o co chodzi. W naszym kraju problemy psychiatryczne to wciąż temat wstydliwy więc w powszechnym obiegu ten temat nie występuje. Jest oczywisty argument, że my MUSIMY iść do psychiatry i MUSIMY leczyć się wg jego wskazań, skoro chcemy wrócić do normy. Ja wiem, nie trzeba mi tego uświadamiać. I oczywiście tak zrobimy -- pójdziemy. Ale to wcale nie zmniejsza oporów. Czy zatem jako osoba już "po", mogłabyś jakoś dodać otuchy? :-)

Czy takie leki uzależniają? Czy można ja po jakimś czasie (jakim?) odstawić? Czy leki mają działania uboczne (nie wiem, jakieś przytłumienie, otępienie itp.)? Czy terapia kiedykolwiek się kończy czy tak naprawdę to zostaje w człowieku na zawsze? Czy terapia w warunkach, o których pisałem wcześniej, braku wiary w jej powodzenie, ma szanse? Jak długo to trwa?

Może w ogóle ten wątek należy przenieść do części forum poświęconej depresji a nie nerwicy? Może wtedy będzie większa szansa, że ktoś z okolic Katowic poleci jakiegoś lekarza? A jeśli nie, to jak szukać dobrego lekarza? Znajomych raczej nie ma co pytać z powodów opisanych powyżej. To nie to samo co pediatra czy laryngolog. Oczekuję, że lekarz poświęci jednak trochę czasu na nas, wyjaśni mechanizm choroby, perspektywy na przyszłość, jak sobie z nią radzić itd. a nie ograniczy się do wypisania recepty.

Pozdrawiam.

WhoCares.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

chm leki jak to leki niektóre uzależniają szczególnie te działające bezpośrednio na ataki paniki i leku czyli np ( xanax, lorafen) Każde leki odstawia się po jakimś czasie a jakim to zadecyduje lekarz to bardzo różnie bo to indywidualna sprawa. Owszem leki mają działania uboczne, które zazwyczaj przechodzą po około 2 tygodniach brania leków, to są tzw skutki uboczne, które objawiają się różnie u różnych ludzi czasami niektórzy w ogóle nie mają skutków ubocznych potocznie mówimy, że weszli w lek bez problemu, ale jeśli skutki się pojawiają to są to min. zawroty głowy, uczucie gorąca, mdłości itd.Terapia ma szanse powodzenia większość osób z silną depresją na początku sądzi, że to wszystko " gówno da". Długość terapii również zależy od wielu czynników i podatności pacjenta.

 

Co do lęku przed etykietką "świra" to powiem tak troszkę to zaściankowe podejście w dzisiejszych czasach, nie wiem gdzie mieszkacie, ale u mnie w Warszawie sama znam kilka kobitek które przez DP przeszły i każda Bogu dziękuję, że trafiła do lekarza nim było za późno ... zona, może się nie leczyć cierpieć po cichu wykańczać Siebie, Ciebie i Wasze dziecko swoją nadopiekuńczością strachem, wiecznym lękiem, ale czy warto tylko dlatego, że jakiś znajomy dowie się, że była u psychiatry i co zrobi??? będzie się śmiał???? pomyśli, że zona jest świrem???? nie sądzę, musiałby być wyjątkowo mało rozgarnięty ;) Szkoda Waszego życia i radości, którą moglibyście w pełni z niego czerpać gdyby nie DP na myślenie kto co powie ;) W moim przypadku leki zadziałały dość szybko, nie czekałam 3 lat po 2 miesiącach wylądowałam u psychiatry ( BARDZO WSPIERAłA MNIE RODZINA I PRZYJACIELE TO WAżNE BARDZO!!!!!!) nigdy od nikogo z bliskich nie spotkałam się z opinią, że jestem świrem itp wręcz przeciwnie, każdy bardzo był zaangażowany w to wszystko a poza tym gdyby nawet ktoś gdzieś coś mało elegancko skomentował to leci mi to koło szanownej czteroliterowej bo warto było poszłabym nawet do samego diabła aby tylko cieszyć się w pełni moim synkiem, mężem po prostu żyć.

Trzymam mocno za Was kciuki nie będzie łatwo, ale warto!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witam

U mnie depresja poporodowa trwała 2 tyg. :D

 

to nie była depresja tylko baby blues, który jest bardzo częstą przypadłością i szybko mija o ile nie przerodzi się w depresję poporodową, depresja trwa dużo dłużej nieleczona nawet lata o ile nie dojdzie do samobójstwa

moja depresja trwała prawie 2 lata

nim trafiłam do lekarza męczyłam się 3 miesiące potem zaczęłam brać leki i po miesiącu od pierwszej tabletki nastąpiła poprawa samopoczucia leki brałam prawie dwa lata....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co to znaczy baby blus :?::?: Dla mnie to to samo

Moim zdaniem to była depresja tylko,ze dałam rade z niej wyjść,dla dziecka :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to nie to samo baby blus pojawia się zazwyczaj w drugiej trzeciej dobie ( zazwyczaj w momencie pojawienia się nawału pokarmu) jest spowodowane huśtawką hormonalną i mija po tygodniu dwóch czasem nawet po kilku dniach, depresja poporodowa natomiast bywa następstwem bb trwa dużo dłużej i raczej bez pomocy specjalisty nie przechodzi a wręcz się pogłębia. Pojawia się również cała masa objawów somatycznych.

 

[*EDIT*]

 

baby blus i depresja poporodowa to zupełnie dwie różne sprawy. zapomniałam dodać, że depresja poporodowa może pojawić się później nie koniecznie zaraz po porodzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

baby blues - nie znałem tej nazwy. Czyli moja żona miała baby blues, a nie depresję - ucieszy się jak jej powiem ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)

urodziłam ponad 2 tygodnie temu śliczną córeczkę cieszyłam się gdy przyszła na świat lecz po powrocie do domu coś się ze mną stało i nie potrafie się z niej cieszyć jest mi z tego powodu strasznie wstyd. Kocham ją ale najchętniej bym uciekła jak najdalej lub przepłakała cały dzień. Mąż był na początku wyrozumiały i bardzo mi pomagał ale zaczyna tracić cierpliwość. niewiem co się ze mną dzieje bo moja krolewna jest naprawdę wspaniała. Niedam rady sobie sama potrzebuje pomocy a na prywatną wizytę u psychologa mnie niestać a niewiem czy na nfz jest jakiś psycholog?

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

maja01, wyszukaj nabliższą poradnię zdrowia psychicznego - tam skontaktujesz się z psychiatrą, lub jeśli wolisz najbliższą poradnię psychologiczną - tam w ramach leczenia NFZ uzyskasz pomoc psychologiczną za darmo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witam.10 miesiecy temu urodziłam córeczke jest moim najwiekszym szcześciem.Niestety po dwóch miesiącach zachorowałam na depresje:(byłam już u psychiatry przepisała mi leki.Po 4 miesiącach czułam się dobrze lekarka odstawiła mi leki.Teraz znów czuje się okropnie:(ciągle bym płakała,wymyślam sobie choroby,mam lęki wieczorne,trzęsawki,bóle brzucha, już nie mam sił na to czy kiedy kolwiek się wylecze z tego?:(((Jeszcze w dodatku przez 2 tygodnie brałam cilon po nim to czułam się jeszcze gorzej.Teraz mam przepisany Doxepin czy ktoś brał ten lek?możecie kochani opisać jak się czujecie po nim prosze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze Marzena - zmień lekarza - natychmiast!

Żaden psychiatra nie powinien odstawiać leków po 4 miesiącach - leki bierze się conajmniej pół roku po ustaniu objawów depresji.....4 miesiące to za mało. Nie bardzo rozumiem też dalczego teraz dostałaś inny lek - zasada jest taka, że jak raz coś pomogło - to przy kolejnym epizodzie chorobowym przepisuje się to samo.....

Oczywiście, że się z tego wyleczysz...tylko powinnaś brać leki, znaleźć dobrego psychiatrę i pomyśleć o psychoterapi.

Tu masz temat o Doxepinie:

http://www.forum.nerwica.com/doxepin-t2646.html?hilit=doxepin

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jak długo może trwać depresja poporodowa?

 

Oj, może długo... 5 lat...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!

 

Czy którejś z Was udało się pokonać depresję poporodową?

 

Niestety dopadła mnie...

 

Ciążę znosiłam dobrze, niby miałam cukrzycę ciążową i problemy z ciśnieniem - ale ogólnie czułam się dobrze, ciąża mi służyła.

 

Synka urodziłam w 39tc (3 tygodnie temu). Po 10 godzinach porodu, po 7 godzinach bóli krzyżowych, w związku z brakiem postępu porodu (rozwarcie na 2,5 palca) zrobiono mi CC. Przy tym zabiegu były problemy ze znieczuleniem. W związku z tym musiałam 24 godziny po porodzie leżeć na wznak - miałam zakaz podnoszenia głowy... Gdybym nie posłuchała - mogłam zostać sparaliżowana...

 

Synka widziałam dosłownie kilka sekund na sali operacyjnej i później - 12 godzin po porodzie przyniesiono mi Go na cały dzień. Pielęgniarki tylko przychodziły zabierać Go na karmienie i przewijanie.

Wydawał mi się cudowny taki malutki :D kochany :D wymarzony :D wyczekany :D

 

2 dni po wyjściu ze szpitala omal nie umarł na naszych rękach - zachłysnął się śluzem... :?

trafiliśmy do szpitala na obserwację, okazało się, że Mały ma zakażenie układu moczowego i musi 10 dni dostawać antybiotyk w szpitalu...

Zostałam tam razem z nim... Chociaż byłam kilka dni po cesarce - musiałam wszystko robić sama...

 

Nie miałam czasu dla siebie, nie mogłam odpoczywać, nie mogłam leżeć ani wietrzyć rany żeby dobrze się goiła... Synek zdrowiał, a mi wdało się zakażenie... musiałam brać antybiotyk...

od samego początku miałam mało pokarmu...

w związku ze swoją antybiotykoterapią na kilka dni musiałam Synka odstawić od piersi - chociaż i tak podstawą Jego pożywienia było mleko sztuczne :-|

 

w drugim tygodniu naszego pobytu w szpitalu Mąż postanowił mnie zmieniać i na kilka godzin zostawał z Synkiem w szpitalu...

mogłam wtedy jechać do domu, iść do lekarza itp.

 

bardzo czekałam na nasz powrót do domu!!!

 

a co po powrocie?

 

Synek zaczął mnie coraz bardziej irytować! momentami patrzę na Niego i mam wrażenie, że jest całkiem obcy... że nic do Niego nie czuję... :oops:

Są chwile, gdy Jego płacz doprowadza mnie do szału - boję się wtedy, że coś mu zrobię :cry:

dobrze, że Mąż miał zwolnienie - opiekę nade mną, do tego jest moja Mama - oni zajmują się Małym...

innym razem siedzę i udaję, że nie słyszę Jego płaczu albo ryczę razem z nim...

Mam okropne wyrzuty sumienia, że nie daję Mu miłości, czułości, ciepła... :-|

ale jakoś jej nie czuję... (chociaż nie przez cały czas)

mam wrażenie, że nie nadaję się na matkę, że jestem wyrodna, że lepiej im będzie beze mnie mam ochotę wyjść i już nie wrócić... teraz dopiero rozumiem kobiety, które rzucają wszystko i idą w świat...

 

mam też mieszane uczucia co do karmienia piersią - z jednej strony (chwilami) fajnie jest patrzeć jak to maleństwo przytula się do piersi, takie bezbronne i kochane... :smile:

ale już po chwili mam dosyć - bo nie umie ssać, płacze bo mleko nie leci tak łatwo jak z butelki itd.

wtedy znowu ja się denerwuję i znów mam dosyć Synka... :oops::-|

 

poza tym mam mało pokarmu - pomimo picia herbatek laktacyjnych i naparów ziołowych - udaje mi się dziennie ściągnąć laktatorem jakieś 100-120ml mleka to tyle co nic...

w związku z tym zastanawiam się czy to karmienie piersią ma sens???? po co się tak męczyć skoro mam tak mało pokarmu?

i wtedy znowu pojawiają się wyrzuty sumienia - jestem złą, wyrodną matką, nie kocham swojego dziecka i nawet nie chcę Go karmić piersią...

 

moja rana po cc nie wygoiła się do końca - w miejscu 1 szwa ciągle mi się coś sączy...

 

dzisiaj moja Mama powiedziała, że nie przypuszczała, że mogę mieć tak mało serca dla własnego dziecka...

 

no cóż...

 

niestety to prawda :cry:

 

najgorsze jest to, że ciąża bardzo mnie cieszyła, nie mogłam się doczekać tego maleństwa...

 

tak bardzo bałam się o Jego zdrowie i życie w szpitalu... a teraz momentami wolałabym Go nie mieć :-|:oops::cry:

 

albo chciałabym żeby to mnie nie było... :-|

 

ten stan trwa tydzień - raz jest lepiej, raz gorzej... nie chcę żeby tak było ciągle...

 

sama siebie mam dosyć...

 

chcę być NORMALNĄ, KOCHAJĄCĄ, CIERPLIWĄ, DOBRĄ Mamą!!!!!!!!!!!

 

co mam zrobić? jak sobie z tym poradzić?

 

gdyby nie pomoc Mamy i Męża - nie byłabym w stanie(cały czas) sama zajmować się Małym...

 

Czy któraś z Was też przechodziła przez to piekło? Czy udało się z niego wydostać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witaj

ja mam podwójne doswiadczenie w tej sprawie:) Po porodzie pierwszego dziecka które odbyło się przez CC, czułam się podobnie, córkę zabrali mi od razu po urodzeniu i zobaczyłam ją dopiero po 38 godzinach po porodzie. To było straszne, bałam się wracac do domu, miałam wrazenie że to nie moje dziecko... :( Poród przez CC kiedy jeszcze zabierają dziecko na tak długo jest straszny, nie ma sie poczucia że sie urodziło dziecko - ja tak miałam. Jak wróciłam do domu to miałam stany depresyjne i na dodatek musiałam sobie radzić ze wszystkim praktycznie sama :? Karmiłam córkę piersią, Tobie radzę żebyś piła duże ilości wody przede wszystkim, mleko jest wytwarzane właśnie z wody, herbatki laktacyjne tez mogą być ale z mojego doswiadczenia to przede wszystkim picie wody zwiększa laktację. Pij 2-3 litry dziennie.

Co Ci mogę radzić? Musisz to przetrwac, masz szczęście że masz pomoc męża i mamy, ja nie miałam tego szczęścia ale dałam radę. Teraz córka ma 6 lat i jest kochana, chociaż dużo czasu potrzebowałam na to by sie do niej przyzwyczaić, do tego że mam dziecko i że jestem mamą.

Teraz jestem już podwójną mamą, mam świetne dzieciaki:) Chociaż początki bycia mamą są bardzo trudne to warto to przetrwać.

 

Jeśli jest Ci bardzo ciężko to zgłoś się poradni psychologicznej.

Powodzenia. Będzie dobrze, zobaczysz :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Taka_ja radze ci udać się do psychiatry i to jak najszybciej, zanim depresja się pogłębi. Sama z siebie nie przejdzie, musisz poszukać pomocy. Już teraz dobijają cie wyrzuty sumienia i poczucie winy, a tak naprawdę być nie musi. Jesteś dobrą matką i kochasz swoje dziecko, ale choroba nie pozwala ci na okazanie mu tej miłości. Dobrze dobrane leki i ewentualna psychoterapia szybko postawia cie na nogi. Nie wstydź się tego, ze jesteś chora i zacznij się leczyć. Uda ci się na pewno, zobaczysz,a złe chwile pozostaną tylko wspomnieniem. Trzymam za ciebie kciuki

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

taka ja, jakbym siebie czytala. Szkoda ze post umarl w 2009 ale moze warto powrocic.

Ja juz bylam u psychiatry, dostalam paroxetyne, i mimo ze lekarz powiedzial zeby odstawic piers ja jej nie odstawie. Poszukalam informacji na temat brania lekow podczas karmienia piersia i paroxetyna jest jedna z bezpieczniejszych. Inni lekarze mowia ze mozna spokojnie brac inni nie. Ale tak jest ze wszystkim. A ja musze miec sily by sie coreczka opiekowac, bo nie mam wsparcia ze strony innych osob. Maz wraca pozno z pracy, a ja caly dzien sama z mala. Moja siostra brala podczas kamienia i synkowi nic nie jest. Jesli bede brala lorafen wowczas odciagam pokarm przez 12h i wylewam, przez ten czas daje malej sztuczne albo wczesniej (czyste) moje mleko. Dzis wzielam lorafen i nie krzycze na mala, nie mam atakow wscieklosci i stanow lekowych, jestem spokojna. Jak zacznie dzialam paroxewtyn odtswiam lorafen.

Nie jestem zla matka, bo biore i karmie. Doinformowalam sie, badania zagraniczne wskazuja ze mozna ten lek przyjmowac, a na ulotce nie wazne jakich to lekow zawsze bedzie napisane ze jest jakies ryzyko czegokolwiek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ja też przez to przechodziłam u mnie depresja poporodowa zamieniła się w powrut do uzależnienia urodziłam 16 mieśięcy temu a jednak wciąż nie umiem sibie poradzić miałam 3 próby samobujcze poboty w szpitalach psychiatrycznych i wybraną całą masę leków teraz mam psychoze i zaburzenia osobowośći

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

klaudunia, dziecko narazie masz malutkie, ale co potem??

leczysz się w ogóle??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Paradoksy nie dawno przestałam brać leki ponieważ po nich nie byłam w stanie nic zrobić przy dzieciach chodzę na terapię jednak jest to terapia poświęcona uzależnieniu ogólnie leki nie zawiele mi pomogły sama już nie wiem czy jest w ogóle jakaś metoda aby mi pomuc czasem mam już wszystkiego dosyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×