Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

taka_ja

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. Witam! Czy którejś z Was udało się pokonać depresję poporodową? Niestety dopadła mnie... Ciążę znosiłam dobrze, niby miałam cukrzycę ciążową i problemy z ciśnieniem - ale ogólnie czułam się dobrze, ciąża mi służyła. Synka urodziłam w 39tc (3 tygodnie temu). Po 10 godzinach porodu, po 7 godzinach bóli krzyżowych, w związku z brakiem postępu porodu (rozwarcie na 2,5 palca) zrobiono mi CC. Przy tym zabiegu były problemy ze znieczuleniem. W związku z tym musiałam 24 godziny po porodzie leżeć na wznak - miałam zakaz podnoszenia głowy... Gdybym nie posłuchała - mogłam zostać sparaliżowana... Synka widziałam dosłownie kilka sekund na sali operacyjnej i później - 12 godzin po porodzie przyniesiono mi Go na cały dzień. Pielęgniarki tylko przychodziły zabierać Go na karmienie i przewijanie. Wydawał mi się cudowny taki malutki kochany wymarzony wyczekany 2 dni po wyjściu ze szpitala omal nie umarł na naszych rękach - zachłysnął się śluzem... trafiliśmy do szpitala na obserwację, okazało się, że Mały ma zakażenie układu moczowego i musi 10 dni dostawać antybiotyk w szpitalu... Zostałam tam razem z nim... Chociaż byłam kilka dni po cesarce - musiałam wszystko robić sama... Nie miałam czasu dla siebie, nie mogłam odpoczywać, nie mogłam leżeć ani wietrzyć rany żeby dobrze się goiła... Synek zdrowiał, a mi wdało się zakażenie... musiałam brać antybiotyk... od samego początku miałam mało pokarmu... w związku ze swoją antybiotykoterapią na kilka dni musiałam Synka odstawić od piersi - chociaż i tak podstawą Jego pożywienia było mleko sztuczne w drugim tygodniu naszego pobytu w szpitalu Mąż postanowił mnie zmieniać i na kilka godzin zostawał z Synkiem w szpitalu... mogłam wtedy jechać do domu, iść do lekarza itp. bardzo czekałam na nasz powrót do domu!!! a co po powrocie? Synek zaczął mnie coraz bardziej irytować! momentami patrzę na Niego i mam wrażenie, że jest całkiem obcy... że nic do Niego nie czuję... Są chwile, gdy Jego płacz doprowadza mnie do szału - boję się wtedy, że coś mu zrobię dobrze, że Mąż miał zwolnienie - opiekę nade mną, do tego jest moja Mama - oni zajmują się Małym... innym razem siedzę i udaję, że nie słyszę Jego płaczu albo ryczę razem z nim... Mam okropne wyrzuty sumienia, że nie daję Mu miłości, czułości, ciepła... ale jakoś jej nie czuję... (chociaż nie przez cały czas) mam wrażenie, że nie nadaję się na matkę, że jestem wyrodna, że lepiej im będzie beze mnie mam ochotę wyjść i już nie wrócić... teraz dopiero rozumiem kobiety, które rzucają wszystko i idą w świat... mam też mieszane uczucia co do karmienia piersią - z jednej strony (chwilami) fajnie jest patrzeć jak to maleństwo przytula się do piersi, takie bezbronne i kochane... ale już po chwili mam dosyć - bo nie umie ssać, płacze bo mleko nie leci tak łatwo jak z butelki itd. wtedy znowu ja się denerwuję i znów mam dosyć Synka... poza tym mam mało pokarmu - pomimo picia herbatek laktacyjnych i naparów ziołowych - udaje mi się dziennie ściągnąć laktatorem jakieś 100-120ml mleka to tyle co nic... w związku z tym zastanawiam się czy to karmienie piersią ma sens???? po co się tak męczyć skoro mam tak mało pokarmu? i wtedy znowu pojawiają się wyrzuty sumienia - jestem złą, wyrodną matką, nie kocham swojego dziecka i nawet nie chcę Go karmić piersią... moja rana po cc nie wygoiła się do końca - w miejscu 1 szwa ciągle mi się coś sączy... dzisiaj moja Mama powiedziała, że nie przypuszczała, że mogę mieć tak mało serca dla własnego dziecka... no cóż... niestety to prawda najgorsze jest to, że ciąża bardzo mnie cieszyła, nie mogłam się doczekać tego maleństwa... tak bardzo bałam się o Jego zdrowie i życie w szpitalu... a teraz momentami wolałabym Go nie mieć albo chciałabym żeby to mnie nie było... ten stan trwa tydzień - raz jest lepiej, raz gorzej... nie chcę żeby tak było ciągle... sama siebie mam dosyć... chcę być NORMALNĄ, KOCHAJĄCĄ, CIERPLIWĄ, DOBRĄ Mamą!!!!!!!!!!! co mam zrobić? jak sobie z tym poradzić? gdyby nie pomoc Mamy i Męża - nie byłabym w stanie(cały czas) sama zajmować się Małym... Czy któraś z Was też przechodziła przez to piekło? Czy udało się z niego wydostać?
×