Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Coldway

Witam - jestem nowa

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć wszystkim!

Mam nadzieję, że nie robię niepotrzebnego spamu. Chciałam się z wami tutaj przywitać, bo kompletnie nie wiem od czego zacząć, a więc...

...mam na imię Karolina, za miesiąc będę miała 22 lata. Depresje mam od 6 lat. Przyszła nagle po nieoczkowanym rozstaniu z chłopakiem, z którym później znajomość ciągnęła się przez 1,5 roku i była bardzo niszcząca. Moją depresję wzmógł fakt, iż jestem bardzo wrażliwą osobą, a także to, że jako dziecko rodzice nie okazywali mi miłości, ciągle krytykowali. W efekcie dużo rozmyślam, piszę wiersze, jestem wrażliwa na sztukę, literaturę, muzykę etc., często bujam w obłokach. Wracając do mojej historii... były oczywiście myśli samobójcze, raz cudem uniknęłam śmierci... Miałam depresję w najgorszym stadium. Niestety trafiłam na koszmarnego psychologa (to nie tylko moja opinia). Przerwałam leczenie, próbowałam się sama ogarnąć, poszłam na studia. Myślałam, że wszystko wróciło do normy. Niestety. Wciąż nawracały lęki, stany depresyjne. Z jednej strony stałam się nagle hardą osobą, a z drugiej każda krytyka mnie bolała, bałam się najmniejszej stresującej sytuacji, potrzebowałam miłości i lądowałam w głupich związkach byleby ktoś okazał mi trochę czułości. W międzyczasie samobójstwo popełniła moja znajoma. Za dwa dni będzie druga rocznica jej śmierci. Ciężko przeżyłam jej odejście, myślałam, że się uporałam z tym, ale z każdą rocznicą to wraca. Pół roku temu po 4 nieprzespanych dobach pomimo zmęczenia, po dwumiesięcznym płakaniu każdego dnia w poduszkę i chęci ucieczki zdecydowałam się powrócić na leczenie. Od lutego chodzę do psychologa. Ten jest ok. Mam zdiagnozowaną depresję w średnim stadium, łagodną nerwicę, stany lękowe i zaburzenia obsesyjno-kompulsywne. Już myślałam, że wychodzę na prostą, ale wszystko powróciło. Nadchodzi sesja, rozstałam się z chłopakiem, który był dla mnie bardzo chłodny. Czuje się samotna, czuję się obca w tym świecie. Każdego dnia marzę o tym by mieć psychikę innych ludzi, by zniszczyć potwora w swojej głowie. Nie zazdroszczę ludziom życia, ale tego, że podchodzą do problemów normalnie, że nie mają tej choroby, głupiej psychiki... Od razu zaznaczam, że nie jestem na lekach na receptę. Stosuje tylko Neopersen Forte i Labofarm zamiennie z positivum. Pomaga średnio, ale nie jest najgorzej. Postanowiłam tutaj napisać, bo mogę się poddać, albo dalej walczyć. Nie wierzę raczej w moje wyleczenie, po 6 latach nie pamiętam jak to jest być szczęśliwą. Mam jednak dość tej męczarni i gdzieś mam w sobie siłę. Nie piszę tu by się użalać. Piszę tu po ty by stanąć na nogi, by sobie pomóc, by poczytać co Wy macie do powiedzenia. Może i ja komuś pomogę. Jak zwalczyć w sobie potwora? Jak go uciszyć choć na chwilę gdy sesja w toku, gdy obowiązki czekają, gdy od tego zależy nasza przyszłość? (Kończę 3 rok, piszę licencjat, ta sesja jest najważniejsza). Nie oczekuje cudów, wiem, że to będzie jeszcze trwać. Szukam promyczka nadziei choć na godzinę. Po 6 latach zaczynam uczyć się pokory.

Ściskam wszystkich serdecznie i mam nadzieję, że nie przytłoczyłam Was swoją osobą.

Będę wdzięczna gdy ktoś odpisze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj!

Też jestem jestem wrażliwa, bujam w obłokach i pisze wiersze. Coś nas łączy :great: Dobrze, że coś robisz ze swoim stanem i chodzisz do psychologa. To ważne. Wiem, jak to jest czuć silną potrzebę miłości i wciąż jej szukać w dzisiejszym świecie :-| I też bym chciała zniszczyć swojego potwora w głowie, być jak inni ludzie. Ale trzeba się po prostu niekiedy pogodzić ze swoim stanem i swoją chorobą. Choć proste to nie jest. To, co mogę Ci polecić, by na chwilę odgonić złe i przygnębiające myśli to muzyka, dobra książka, pisanie wierszy (skoro to lubisz), fajny film, dobra herbata/kawa. Staraj się odnajdywać pozytywy w zwykłych czynnościach.

 

Życzę Ci byś stanęła na nogi i odnalazła pocieszenie na tym forum :smile:

Pozdrawiam serdecznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coldway, witam i ja Ciebie serdecznie ;)

Tak to już bardzo często jest, że problemy psychiczne bardzo często dotykają ludzi wrażliwych ( ale nie jest to regułą ).

Uwierz mi, że i tak sporo osiągnęłaś jak na swój wiek, zmagając się z depresją i nerwicą i wspomagając się tylko preparatami ziołowymi ( inna sprawa, że skuteczność chemii też pozostawia wiele do życzenia ). Podobnie jestem zdania, że psychoterapia jest ważna ( ja również rozpoczęłam po raz kolejny w lutym ;) i po raz pierwszy jestem zadowolona ), ale bardzo rzadko się zdarza, że pierwszy terapeuta, do którego trafimy okazuje się tym, z którym odnajdujemy nić porozumienia i decydujemy się na kontynuowanie terapii. Jeżeli takie sytuacje powtarzają się kilka razy, to mogą całkowicie zniechęcić człowieka... także dobry wybór i dobra decyzja :great:

Odnajduję jeszcze jedno podobieństwo w stosunku do Ciebie... mnie także nerwica uczy cały czas pokory ( z tym, że ja po 10 latach zmagań jestem już bardziej pogodzona ) i przy okazji pozwala dostrzegać i cieszyć się z rzeczy, które dla przeciętnego, zdrowego człowieka są czymś naturalnym i uważa, że należą mu się "jak psu micha" ;) Cóż, wszelkie zaburzenie zmienia z czasem nasze myślenie, perspektywę i ogólnie odczuwanie.

Pozdrawiam i życzę dużo siły i spokoju zwł. na najbliższy czas ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale bardzo rzadko się zdarza, że pierwszy terapeuta, do którego trafimy okazuje się tym, z którym odnajdujemy nić porozumienia i decydujemy się na kontynuowanie terapii

 

Ja akurat, dzięki Bogu mam to szczęście :uklon:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziewczyny dziękuję za odpowiedź! Czuję się taka samotna, to że ktoś się mną zainteresował wiele dla mnie znaczy. Ja akurat chodzę do pani psycholog, i to do Pani po 50. Widzę, że ma doświadczenie i wyczucie. Wcześniej chodziłam do młodziutkiej, której pomoc polegała tylko na tym, że mówiła mi, że mam ładne nogi, albo że jakaś pani wyszła za mąż w wieku 80 lat, a na moje stwierdzenie, że w wieku 17 lat chce się wyprowadzić z domu odpowiadała - no jeśli tak czujesz to czemu nie.

Czy mogę tutaj pisać gdy będę potrzebować rozmowy, albo tak po prostu? Moi bliscy mnie kompletnie nie rozumieją, ale z drugiej strony nie ma co się dziwić. Ktoś kto tego nie przechodził nie wie jak to jest. Na dodatek wiem jakim jestem dla nich ciężarem, przecież ile można płakać i mówić, że to od tak, po prostu?

Sądziłam, że tylko ja wpadałam w głupie związki byleby poczuć się kochaną. Myślałam wtedy o sobie jeszcze gorzej niż zazwyczaj. Czy tez chciałybyście być z kimś, ale z drugiej strony boicie się, że zranicie tę drugą osobę? Mnie to przeraża. Nie chcę nikomu mówić o swojej depresji. Przeraża mnie fakt, że przez nią mogę nikogo nie znaleźć, bo kto to wytrzyma?

Czy też czujecie się egocentrycznie? Czasem mam wrażenie, że wygodniej mi być smutną, bo nie muszę się wysilać. Przyzwyczaiłam się do płaczu i pesymistycznych myśli.

Dziękuję za porady co zrobić w złych chwilach. Z pewnością zastosuje. Najbardziej przeraża mnie jednak fakt, że mając napięte terminy, spędzam czas patrząc w sufit niż zrobić coś pożytecznego.

Wasze wsparcie jest cudowne. Podziwiam Was za walkę. 10 lat nerwicy to szmat czasu. Co wam dodaje siły?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy mogę tutaj pisać gdy będę potrzebować rozmowy, albo tak po prostu? Moi bliscy mnie kompletnie nie rozumieją, ale z drugiej strony nie ma co się dziwić. Ktoś kto tego nie przechodził nie wie jak to jest.

Oczywiście, że możesz! Jest tu nawet taki wątek "JĘCZARNIA" gdzie możesz się powyżalać, polecam ;) Mnie też w rodzinie nie wszyscy rozumieją. To trudne, ale staraj się nad tym nie rozmyślać. Bo właśnie ktoś, kto tego nie przechodził nie ma do końca pojęcia jak to jest.

 

Czy tez chciałybyście być z kimś, ale z drugiej strony boicie się, że zranicie tę drugą osobę?

Też tak mam. Ale chyba bardziej boję się, że to ta druga osoba mogłaby mnie zranić i ja bym tego nie wytrzymała :roll:

 

Czy też czujecie się egocentrycznie? Czasem mam wrażenie, że wygodniej mi być smutną, bo nie muszę się wysilać. Przyzwyczaiłam się do płaczu i pesymistycznych myśli.

Myśle, że to po prostu taki "urok" depresji, nerwic i wszelakich stanów lękowych :-|

 

Wasze wsparcie jest cudowne. Podziwiam Was za walkę. 10 lat nerwicy to szmat czasu. Co wam dodaje siły?

Cieszę się, że mogłam pomóc :) To także mi daje radość. Ja podziwiam Ciebie, że dajesz rade ze studiami i się nie poddałaś. Mi siły dodają słowa otuchy najbliższych i ludzi którzy chcą mi pomóc. Siły dodaje mi też lepsze samopoczucie. A nawet jeden fajny dzień, bo wtedy jest nadzieja że kolejny będzie tak samo udany. I wtedy na pewno jest większa moc :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Oczywiście, że możesz! Jest tu nawet taki wątek "JĘCZARNIA" gdzie możesz się powyżalać, polecam ;) Mnie też w rodzinie nie wszyscy rozumieją. To trudne, ale staraj się nad tym nie rozmyślać. Bo właśnie ktoś, kto tego nie przechodził nie ma do końca pojęcia jak to jest.

O to świetne miejsce, może skorzystam, choć trudno mi nabrać zaufania do innych, jak przyzwyczajam się do kogoś to nie umiem już do kogoś innego, ale postaram się to zmienić :)

Też tak mam. Ale chyba bardziej boję się, że to ta druga osoba mogłaby mnie zranić i ja bym tego nie wytrzymała :roll:

Ech... to samo u mnie. Mam wrażenie, że nie ma mężczyzny na świecie,który byłby na tyle silny i wartościowy by to wytrzymać. A co jak kogoś poznam? Przecież nie powiem mu na samym początku, że mam depresję, a im później tym gorzej dla niego. Lepiej od początku się izolować? Choć w sumie nie ma o czym myśleć, jakoś nie absorbuje na sobie uwagi facetów, tak jakby wyczuwali, że jestem inna.

Cieszę się, że mogłam pomóc :) To także mi daje radość. Ja podziwiam Ciebie, że dajesz rade ze studiami i się nie poddałaś. Mi siły dodają słowa otuchy najbliższych i ludzi którzy chcą mi pomóc. Siły dodaje mi też lepsze samopoczucie. A nawet jeden fajny dzień, bo wtedy jest nadzieja że kolejny będzie tak samo udany. I wtedy na pewno jest większa moc :great:

Sama nie wiem jak to zrobiłam, że jeszcze studiuję. Choć najgorsze przede mną i czuje, że polegnę. Gdy tylko pomyślę, że nie zdążę dostaje paniki. Płaczę, chodzę po pokoju i patrzę się w ten cholerny sufit...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Sądziłam, że tylko ja wpadałam w głupie związki byleby poczuć się kochaną. Myślałam wtedy o sobie jeszcze gorzej niż zazwyczaj. Czy tez chciałybyście być z kimś, ale z drugiej strony boicie się, że zranicie tę drugą osobę? Mnie to przeraża. Nie chcę nikomu mówić o swojej depresji. Przeraża mnie fakt, że przez nią mogę nikogo nie znaleźć, bo kto to wytrzyma?

Związek, nawet z najlepszym człowiekiem nikogo z depresji nie wyleczy, trzeba najpierw samemu ogarnąć swoją kuwetę.

 

Ja akurat jestem fanką leków, ale ja to ja. Spiskuję z koncernami farmaceutycznymi.

 

A tak w ogóle to dzień dobry :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Związek, nawet z najlepszym człowiekiem nikogo z depresji nie wyleczy, trzeba najpierw samemu ogarnąć swoją kuwetę.

 

Ja akurat jestem fanką leków, ale ja to ja. Spiskuję z koncernami farmaceutycznymi.

Zgadza się, też tak uważam. Wiem to jednak w teorii, ale gdy przychodzą złe dni bardzo potrzebuje czyjeś miłości i czuję się bardzo samotna. Co do leków, też bym je chętnie jadła, dlatego w ziołowych nie szczędzę, ale boję się zaczynać coś z tymi na receptę. Wiem wtedy, że będę musiała się przyznać przed samą sobą, że jest naprawdę źle i ciężej mi będzie wrócić do normalności (poczuje się już w ogóle wyobcowana). Choć pewnie się mylę, bo takie leki wiele mogłyby zmienić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ech... to samo u mnie. Mam wrażenie, że nie ma mężczyzny na świecie,który byłby na tyle silny i wartościowy by to wytrzymać. A co jak kogoś poznam? Przecież nie powiem mu na samym początku, że mam depresję, a im później tym gorzej dla niego. Lepiej od początku się izolować? Choć w sumie nie ma o czym myśleć, jakoś nie absorbuje na sobie uwagi facetów, tak jakby wyczuwali, że jestem inna.

 

A ja myśle, że gdzieś tam są jeszcze tacy mężczyźni ;) I błąd: od początku powinnaś być szczera i przyznać się do choroby. Jeśli będzie mu na Tobie zależało i pojmie na czym ta choroba polega (lub zasięgnie po książki, internet, a nawet zaleceń psychologa)-zostanie z Tobą. Nie ma co się izolować, bo prędzej czy później zobaczy, że coś jest nie tak. Moim zdaniem izolacja ze swoim stanem, będąc z kimś w związku nie prowadzi do dobrego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgadza się, też tak uważam. Wiem to jednak w teorii, ale gdy przychodzą złe dni bardzo potrzebuje czyjeś miłości i czuję się bardzo samotna.

 

Cholera, mam tak samo :-|

Przybijam pionę :pirate:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie po prostu leki i terapia mają podobny kierunek działania, więc dobrze idzie. Kiedy objawy depresyjne ustąpiły, zajęłyśmy się zaburzeniami leżącymi głębiej, które mimo, że wydają się straszniejsze są bardziej podatne na leczenie niż zaburzenia nerwicowe i im pokrewne.

 

Potrzeba dużo pracy nad sobą, żeby uwierzyć, że ma się swoją wartość i swój sens życia niezależny od aprobaty innych ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
A ja myśle, że gdzieś tam są jeszcze tacy mężczyźni ;) I błąd: od początku powinnaś być szczera i przyznać się do choroby. Jeśli będzie mu na Tobie zależało i pojmie na czym ta choroba polega (lub zasięgnie po książki, internet, a nawet zaleceń psychologa)-zostanie z Tobą. Nie ma co się izolować, bo prędzej czy później zobaczy, że coś jest nie tak. Moim zdaniem izolacja ze swoim stanem, będąc z kimś w związku nie prowadzi do dobrego.

Tak masz rację, ukrywanie to nie jest wyjście. Z pewnością przed wstąpieniem w związek chciałabym poinformować o chorobie. Nie jestem, a raczej nie będę jednak w stanie powiedzieć obcej osobie, że mam depresję. Po prostu brak zaufania. Skąd mam wiedzieć jak ta osoba zareaguje, albo co gorsza nie puści tego w świat? Poza tym nie sądzę, by chłopak słysząc od początku, że dziewczyna ma depresję, był zainteresowany dalszą znajomością. Po dwóch spotkaniach nie będzie mu aż tak zależało by się wciągać w to bagno. (a mam wrażenie, że depresja niszczy chorego i osoby wokół niego).

 

Btw, przeczytałam Twój podpis. To tekst z eurowizyjnej piosenki prawda? Moją uwagę też przykuł ten fragment i pomyślałam sobie, że to świetnie oddaje stan w którym tkwię.

 

cyklopka

Każdy z nas ma inne stadium i inne dodatkowe przypadłości wokół tego, więc i leczenie jest inne. Jeśli Ci to pomaga to świetnie, że idziesz tą drogą i z niej nie zbaczasz. Oby dalej Ci się udawało. Jeśli poczuje się gorzej to z pewnością spróbuje z lekami i zgłoszę się do Ciebie po opinię :) Koleżanka mojej mamy miała depresję i dostała nieodpowiednie leki. Bardzo złe rzeczy się z nią działy i ciężko było jej z tego wyjść, stąd moje przewrażliwienie :( Teraz są chyba leki nowej generacji?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wcześniej chodziłam do młodziutkiej, której pomoc polegała tylko na tym, że mówiła mi, że mam ładne nogi, albo że jakaś pani wyszła za mąż w wieku 80 lat, a na moje stwierdzenie, że w wieku 17 lat chce się wyprowadzić z domu odpowiadała - no jeśli tak czujesz to czemu nie.

To dobrze, że zrezygnowałaś :pirate: Takie "dobre rady" to są o kant... rozbić!

 

Czy mogę tutaj pisać gdy będę potrzebować rozmowy, albo tak po prostu?

Możesz pisać zarówno tutaj, jak i w każdym innym wątku ( oprócz polecanej Jęczarni jest jeszcze temat o Samotności, może tam znajdziesz coś dla siebie ;) chociaż czasem czytanie niektórych postów może być dobijające ), jest także opcja prywatnych wiadomości, do których masz dostęp tylko Ty i osoba, z którą piszesz ( więc jak kogoś bliżej poznasz czy będziesz chciała zasięgnąć jakiejś rady czy opinii, a nie będziesz miała ochoty pisać ogólnie na forum, również możesz z tego skorzystać ;) ( ale to wiadomo, potrzeba trochę czasu, żeby ludzi bliżej poznać i komuś zaufać... w każdym razie warto! )

 

Moi bliscy mnie kompletnie nie rozumieją, ale z drugiej strony nie ma co się dziwić. Ktoś kto tego nie przechodził nie wie jak to jest.

Dokładnie, tak to przeważnie działa :bezradny:

 

Na dodatek wiem jakim jestem dla nich ciężarem, przecież ile można płakać i mówić, że to od tak, po prostu?

Nie jesteś żadnym ciężarem, tylko po prostu w pewnych sprawach sobie nie radzisz i masz do tego prawo! Najgorsze co może być to wieczne oskarżanie się za to, że nie jest się idealnym / takim, jak inni od nas oczekują plus wyrzuty sumienia. To gwarantuje jeszcze większy nawał pesymistycznych myśli i kółko się zamyka :roll: Dlatego lepiej to przerwać w porę, przestać się dołować rzeczami, na które nie masz wpływu i pozwolić sobie na bycie sobą ;)

 

Czy też czujecie się egocentrycznie?

Owszem, w pewnych kwestiach jestem egoistką, a z drugiej strony mam wielką potrzebę pomagać innym ludziom. Taki swoisty paradoks :mrgreen:

 

Wasze wsparcie jest cudowne. Podziwiam Was za walkę. 10 lat nerwicy to szmat czasu. Co wam dodaje siły?

Na wsparcie zawsze możesz liczyć! Co do tych 10 lat, to tyle u mnie trwa depresja, a nerwica przyplątała się ponownie 6 lat później, ale już wcześniej w szkole dawała mi nieźle popalić. W zasadzie to nie pamiętam, kiedy było normalnie... w każdym razie wolałam to, co wtedy niż to, co teraz :? ( jeśli chodzi o moją aktywność i samopoczucie )

 

Ech... to samo u mnie. Mam wrażenie, że nie ma mężczyzny na świecie,który byłby na tyle silny i wartościowy by to wytrzymać. A co jak kogoś poznam? Przecież nie powiem mu na samym początku, że mam depresję, a im później tym gorzej dla niego. Lepiej od początku się izolować? Choć w sumie nie ma o czym myśleć, jakoś nie absorbuje na sobie uwagi facetów, tak jakby wyczuwali, że jestem inna.

 

A ja myśle, że gdzieś tam są jeszcze tacy mężczyźni ;) I błąd: od początku powinnaś być szczera i przyznać się do choroby. Jeśli będzie mu na Tobie zależało i pojmie na czym ta choroba polega (lub zasięgnie po książki, internet, a nawet zaleceń psychologa)-zostanie z Tobą. Nie ma co się izolować, bo prędzej czy później zobaczy, że coś jest nie tak. Moim zdaniem izolacja ze swoim stanem, będąc z kimś w związku nie prowadzi do dobrego.

Zgadzam się z arminn :great: Ukrywanie faktu choroby nic nie daje, bo jak przyjdzie co do czego ( np. atak paniki ), to lepiej, żeby druga osoba była przygotowana, czego może się spodziewać i jak powinna zareagować w takiej sytuacji. To na pewno pomoże obu stronom uniknąć niepotrzebnych żalów i rozczarowań!

 

Arasha, tak ;) A ty?

Ja też i to jest bardzo dobry wybór... choć właściwie to takiego mi przydzielili :lol: ( Ale ja tam nie wierzę w przypadki! ). Podejrzewam, że z kolejną kobitką bym się już nie dogadała... zresztą miałam przez wiele lat przerwę w psychoterapii. Niemniej poprzednie krótkie epizody wspominam raczej kiepsko... a już 2 mimozy z grupowej sprzed paru lat pobiły same siebie... miałam wrażenie, że zwracały jedynie uwagę na to, jak się ubrać :roll: ( codziennie były inaczej odpicowane ), ale młode były i nawet nie wiem, czy nie jakieś stażystki :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie jesteś żadnym ciężarem, tylko po prostu w pewnych sprawach sobie nie radzisz i masz do tego prawo! Najgorsze co może być to wieczne oskarżanie się za to, że nie jest się idealnym / takim, jak inni od nas oczekują plus wyrzuty sumienia. To gwarantuje jeszcze większy nawał pesymistycznych myśli i kółko się zamyka :roll: Dlatego lepiej to przerwać w porę, przestać się dołować rzeczami, na które nie masz wpływu i pozwolić sobie na bycie sobą ;)

Do tego długa droga u mnie :( Zawsze wszyscy lgnęli do moich znajomych, a ja nie przykuwałam niczyjej uwagi, albo to moje niedowartościowanie zakłada mi klapki na oczy. Jednak gdy tylko pojawiał się ktoś interesujący, po kilku tygodniach odchodził do innej...

 

Czy też czujecie się egocentrycznie?

Owszem, w pewnych kwestiach jestem egoistką, a z drugiej strony mam wielką potrzebę pomagać innym ludziom. Taki swoisty paradoks :mrgreen:

O tak! Mam dokładnie to samo.

 

Zgadzam się z arminn :great: Ukrywanie faktu choroby nic nie daje, bo jak przyjdzie co do czego ( np. atak paniki ), to lepiej, żeby druga osoba była przygotowana, czego może się spodziewać i jak powinna zareagować w takiej sytuacji. To na pewno pomoże obu stronom uniknąć niepotrzebnych żalów i rozczarowań!

I co na pierwszej randce mam mu to powiedzieć?

 

Ja też i to jest bardzo dobry wybór... choć właściwie to takiego mi przydzielili :lol: ( Ale ja tam nie wierzę w przypadki! ). Podejrzewam, że z kolejną kobitką bym się już nie dogadała... zresztą miałam przez wiele lat przerwę w psychoterapii. Niemniej poprzednie krótkie epizody wspominam raczej kiepsko... a już 2 mimozy z grupowej sprzed paru lat pobiły same siebie... miałam wrażenie, że zwracały jedynie uwagę na to, jak się ubrać :roll: ( codziennie były inaczej odpicowane ), ale młode były i nawet nie wiem, czy nie jakieś stażystki :roll:

Ta moja też się tylko martwiła o wygląd. Najgorzej jak się wypytywała o moje kontakty z chłopakami i dosłownie podniecała jak kiedyś po mnie kolega przyjechał. Czułam się jak na rozmowie z redaktor pudelka. Kompletnie nie rozumiała, że nie jestem typową nastolatką i mnie takie błahostki nie interesują.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam za to zupełnie inaczej - przesypiam depresję. Śpię bardzo długo, nie mogę się wybudzić, a jak już to zrobię, to jestem bez życia przez 2 godziny, otumaniona i do tego dochodzi ból głowy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Coldway, To pewnie sprawa leków, ja też tak kiedyś miałem ale z innymi lekami, a teraz więcej nie śpię niż śpię i różnie z tym bywa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam problem zarówno z zaśnięciem, jak i dobudzeniem się :?

 

Zgadzam się z arminn :great: Ukrywanie faktu choroby nic nie daje, bo jak przyjdzie co do czego ( np. atak paniki ), to lepiej, żeby druga osoba była przygotowana, czego może się spodziewać i jak powinna zareagować w takiej sytuacji. To na pewno pomoże obu stronom uniknąć niepotrzebnych żalów i rozczarowań!

I co na pierwszej randce mam mu to powiedzieć?

Nie, na pierwszej to raczej nie jest wskazane, bo wtedy to człowiek bardziej bada grunt, często zestresowany samym faktem spotkania, to po co od razu wyjeżdżać z kompletem zaburzeń, gdy tak naprawdę nie wiadomo, czy to pierwsze spotkanie nie będzie ostatnim. Ale jak już kogoś poznasz na tyle dobrze, że będziesz się czuła pewnie w jego obecności plus nabierzesz do niego zaufania, to uważam, że jest najlepszy moment, żeby się powoli odkryć także od tej strony ;) Chyba, że umówisz się z kimś z takiego miejsca, jak to forum i na wstępie wiesz, że oboje macie swoje dolegliwości... ale to Ci taki ekstremalny przykład podałam, chociaż wcale nie taki zupełnie nierealny :mhm:

 

Ta moja też się tylko martwiła o wygląd. Najgorzej jak się wypytywała o moje kontakty z chłopakami i dosłownie podniecała jak kiedyś po mnie kolega przyjechał. Czułam się jak na rozmowie z redaktor pudelka.

:mrgreen: nie to, żebym się śmiała, ale fajnie zabrzmiało ;)

 

Cieszę się, że się powoli odnajdujesz na forum :great:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie, na pierwszej to raczej nie jest wskazane, bo wtedy to człowiek bardziej bada grunt, często zestresowany samym faktem spotkania, to po co od razu wyjeżdżać z kompletem zaburzeń, gdy tak naprawdę nie wiadomo, czy to pierwsze spotkanie nie będzie ostatnim. Ale jak już kogoś poznasz na tyle dobrze, że będziesz się czuła pewnie w jego obecności plus nabierzesz do niego zaufania, to uważam, że jest najlepszy moment, żeby się powoli odkryć także od tej strony ;) Chyba, że umówisz się z kimś z takiego miejsca, jak to forum i na wstępie wiesz, że oboje macie swoje dolegliwości... ale to Ci taki ekstremalny przykład podałam, chociaż wcale nie taki zupełnie nierealny :mhm:

O to mi chodziło :) Zastosuje to w praktyce, jeśli w ogóle będzie taka okazja. Dzięki za radę, bo długo się nad tym zastanawiałam.

Ta moja też się tylko martwiła o wygląd. Najgorzej jak się wypytywała o moje kontakty z chłopakami i dosłownie podniecała jak kiedyś po mnie kolega przyjechał. Czułam się jak na rozmowie z redaktor pudelka.

:mrgreen: nie to, żebym się śmiała, ale fajnie zabrzmiało ;)

 

Cieszę się, że się powoli odnajdujesz na forum :great:

Możesz się z tego śmiać, bo i ja mam z tego niezły ubaw :D

To forum jest świetne. Kiedyś parę razy byłam na czacie z ludźmi z depresją i to był koszmar :o a tu jest bardzo przyjemnie :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×