Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
MarcinL

rodzina z syndromem sztokholmskim

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Nie wiem czy zamieszczam temat w dobrym dziale - z góry przepraszam za ew. pomyłkę.

Jestem DDA z zaburzeniami nerwicowymi, które wynikają ze stałego przymusu sprawdzania, kontrolowania i obserwowania wszystkiego w domu w dzieciństwie (zamykanie wszystkich szafek na kłódki, chowanie pieniędzy, rzeczy, by ojciec ich nie sprzedał i kupił alkoholu, nasłuchiwanie co robi, czy nie ma ataku padaczki, pamiętanie wszystkiego co powiedział by później wiedzieć kiedy znowu próbuje nas okłamać, pamiętanie gdzie co leży by wiedzieć jakie rzeczy nam przeszukiwał).

 

Od 5 lat kiedy się wyprowadził zacząłem normalnie funkcjonować, znalazłem swoją drugą połówkę, z którą zamieszkałem, i która w żadnym wypadku go nie przypomina.

Od roku mieszkamy razem, wraz z jej bratem (studiujemy więc tak wyszło taniej) i właśnie z nim mam problem - oprócz alkoholu jest identyczny jak mój ojciec, a ja znów zaczynam wariować.

 

Jej brat jest kłamcą, manipulatorem, złodziejem i socjopatą. Pasożytem, który wyprze się własnej ręki przy przyłapaniu go na gorącym uczynku.

Rzucił studia, udaje, że pracuje, jego i jej rodzina bankrutuje i nie ma pieniędzy na opłaty, a on nic sobie z tego nie robi. Podkrada mi rzeczy, nie płaci za wspólny internet (ja to muszę robić), łącznie straciłem już 3 tysiące zł na różne wspomaganie ich i ich rodziny.

Całe dnie gra na komputerze, wydzierając się przy tym, a czasem także na mnie np. że nie kupiłem zapałek więc jestem bezwartościowym tępym **** bo on nie może zrobić sobie śniadania. Wszyscy po nim sprzątają (często przyjeżdża dziadek, który całą swoją emeryturę przeznacza na jego jedzenie i opłaty, a sam mieszka u wujków bo nie może opłacać już swojego domku na wsi), wszyscy mu pożyczają pieniądze i robią wszystko za niego.

Jakiś czas temu jego ojciec, który pracuje non stop, żeby spłacać kredyty, był chory i mimo to musiał przyjechać do nas, oddać swoje ostatnie pieniądze pasożytowi, tylko dlatego, że ten UDAWAŁ, że też jest chory. Gdy zamknął za nim drzwi powiedział pod nosem z satysfakcją 'yeah, that's right!'.

Wczoraj zauważyłem, że ukradł dysk przenośny, który zgubiliśmy, na którym były ważne pliki na studia, a wypierał się, że go ma.

 

Próbowałem rozmawiać i z nim, i z całą rodziną - bez skutku. To ja jestem ten zły, bo go nie akceptuje, bo mu nie chcę pomagać. Byli oburzeni, gdy wsadziłem swoje jedzenie w lodówce do osobnego pudełka, tak by pasożyt nie mógł z nich korzystać.

Na dysk przenośny też nikt nie zareagował, wszyscy akceptują to, że on ma nic nie robić, a wszyscy muszą podwójnie, bo także za niego.

 

Kompletnie tego nie rozumiem i do szału mnie to doprowadza, że straciłem czas, pieniądze i w zamian dostałem tylko poniżenie, krzyk i pogardę i uśmieszek z satysfakcją, że nic mu nie zrobię. Przez niego ciągle kłócę się z moją drugą połówką i mam całkowicie zszargane nerwy ciągłym ukrywaniem rzeczy i sprawdzaniem, czy czegoś nie podjadł, czy czegoś nie zabrał. Nie mogę wytrzymać jak znów słyszę, że z dumą mówi ojcu przez telefon, że zaraz idzie do pracy, a później siedzi przy tym kompie do 3 w nocy drąc się na jakieś nieistniejące postaci w grze.

 

Nie wiem co mam zrobić, żeby nie puszczały mi nerwy, żeby mi się nie trzęsły ręce i bym co chwila nie wyobrażał sobie jak obcinam mu głowę siekierą. Czuje się dokładnie tak jak w dzieciństwie, oprócz alkoholu i krwi na podłodze jest kopiuj-wklej sytuacja z domu sprzed iluśtam lat.

 

Jak zachowywać się w stosunku do takiej osoby?, jak się opanować i poczekać jeszcze te kilka miesięcy zanim skończy się umowa najmu? Jak przestać czuć się bezsilnym i maksymalnie napiętym, rozdrażnionym i wściekłym za każdym razem jak tylko go usłyszę czy zobaczę? Bo pewnie pieniędzy i straconego czasu pewnie już nie odzyskam..

 

Mam także ogromny żal w stosunku do rodziny, która widząc, że dużo straciłem i tracę, uważa to za coś normalnego i to akceptuje. Czuję się uważany za kogoś kogo potrzeby i chęci są mniej ważne niż chęci i potrzeby pasożyta, który tylko szkodzi, kłamie, kradnie i gardzi. Przez co czuję, że uważają mnie za kogoś gorszego, mniej ważnego od niego. A skoro on jest ważniejszy i ma większe prawa (bo gdyby ktokolwiek z rodziny też się tak zachowywał to natychmiast byłaby poważna rozmowa i niemiłe konsekwencje) to znaczy, że wszyscy w tej rodzinie uważają mnie za jakiegoś śmiecia.. Tak przynajmniej codziennie się czuję. Jak śmieć. Sługa, który musi poświęcić wszystko by innym było dobrze.

 

Wszyscy wokół nie chcą nawet tego zauważać, nie chcą nawet mu zwrócić uwagi, a jak zwrócą to go przepraszają bo robi im wyrzuty, elokwentnie obracając kota ogonem (nie da się go przegadać, mimo, że poziom absurdu jego argumentów sięga zenitu).

 

I wiem, że nie nic nie pomogę, nie zmienię ich zachowania, oni nadal będą wszystko tracić i chcieć by inni też wszystko tracili, pasożyta także nie zmienię, ale wiem, że swoje nastawienie zmienić mogę. Tylko nie wiem jak. Jak się opanować i mieć do tego chociaż odrobinę dystansu, bez wpadania w rozpacz i poczucie bezsilności?

 

Przepraszam za chaotyczność tekstu, ale jestem po kolejnej kłótni i po prostu ledwo się trzymam na nogach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

MarcinL, Witaj na forum...

Bardzo przykra sytuacja, którą opisałeś.

Tak jak napisałeś... nie możesz już więcej zrobić, niżeli to, co zrobiłeś. Napisałeś jeszcze, że chciałbyś się zdystansować. Może z czasem się to uda...

Skoro tyle pieniążków wydałeś na jego cele to nie lepiej byłoby wyprowadzić się?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Strasznie beznadziejna sytuacja, i nie wiem czy da się tu coś więcej poradzić ponad ucieczke stamtąd. W ogóle to mega dziwne, że powtarza się Twoja sytuacja z dzieciństwa w taki (praktycznie niezależny od Ciebie) sposób. Wspólczuje naprawde i wyobrażam sobie jak życie z kimś takim jest męczące.

Nie da się jakoś wcześniej rozwiązać tej umowy najmu? Może postaraj się wyłączyć z tych relacji, nieodzywać się do brata dziewczyny, nie brać udziału w awanturach - tak jak napisałeś, ich zachowania nie zmienisz. Dziewczyna powinna zaakceptować Twój stosunek do niego, bo w końcu związałeś się z nią a nie z jej rodziną.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję za odpowiedzi,

Niestety nie stać mnie na wcześniejsze zerwanie umowy najmu i przeprowadzkę. Dziewczyna rozumie, dlaczego się z tym nie zgadzam, jedynie nie akceptuje moich silnie emocjonalnych reakcji na to co on robi (żyje z bratem od początku i po prostu zamiast próbować coś zmienić to zaakceptowała, że brat na wszystkich żeruje - to samo cała rodzina. Dodatkowo starają się w ogóle wypierać ze świadomości, że faktycznie tak to wygląda, czego kompletnie nie mogę pojąć).

 

W ogóle to mega dziwne, że powtarza się Twoja sytuacja z dzieciństwa w taki (praktycznie niezależny od Ciebie) sposób.

Ja też się dziwię - ot taki prezent od losu..

 

Teraz na spokojnie:

 

Rzecz w tym, że jeśli natrafiłem na taką osobę po raz drugi, to istnieje prawdopodobieństwo, że w przyszłości takie sytuacje mogą się jeszcze przytrafić wielokrotnie. I dotyczy to mnie jak i wszystkich osób, które zdołały uwolnić się od toksycznych relacji czy to z alkoholikami czy ogólnie osobami psychopatycznymi i bez skrupułów. Nie wyobrażam sobie by za każdym razem zwijać szybko manatki i uciekać z podkulonym ogonem. Więc jeśli nie będzie się dało wpłynąć na otoczenie aby wspólnymi siłami stawiać ultimatum i warunki osobie, która umyślnie szkodzi i wyzyskuje innych to przynajmniej, gdy odcięcie się od takiej jednostki będzie utrudnione chociażby tymczasowo, to powinienem być w stanie opanować swoje emocje - nie być permanentnie przygnębiony, wściekły i sfrustrowany i nie marnować czasu na natrętne myśli i wyobrażenia o 'sprawiedliwym' rozwiązaniu sytuacji, o uzyskaniu rekompensaty, czy też o doczekaniu się chwili, w której sprawiedliwość i karma taką osobę wreszcie dosięga.

 

Ten brak dystansu oczywiście wynika z tego, że zbyt dużo złego wydarzyło się w dzieciństwie przez podobne zachowania i jestem wręcz uczulony na ludzi, którzy zachowują się podobnie jak ojciec - są nieuczciwi, zakłamani i bezwzględni. I przez to zbyt bardzo bierze się wszystko do siebie, ponadto próbuje się wpłynąć na tę jednostkę za wszelką cenę, tak jakby miało to dodatkowo uleczyć wcześniejsze osoby (w moim wypadku ojca).

 

Więc właściwym byłoby zadanie pytania: czy ktoś przebywając ze szkodliwą osobą był jednocześnie w stanie wyleczyć się z tych autodestrukcyjnych myśli i wyobrażeń? Czy jest możliwe w ogóle posiadanie obojętnego podejścia do sytuacji i osoby, która w ewidentny sposób tylko szuka sposobu by ci zaszkodzić i czeka na Twoją nieuwagę by zabrać ci jak najwięcej dla siebie, a potem by nie być wściekłym kiedy jej się to uda i będzie znów patrzeć na ciebie tym pogardliwym wzrokiem pełnym obrzydliwej satysfakcji ?

 

Myślę, że znów problem w tkwi w tym, że 'ofiary' takich pasożytów mają zaniżoną samoocenę i postrzegają siebie przez pryzmat cudzych opinii. Dlatego czuję się ścierwem, w momencie, gdy ktoś mnie tak traktuje, a reszta wydaje się całkowicie aprobować taki stosunek wobec mnie.

 

W takim razie nie wiem o co spytać, być może ktoś zna jakąś dobrą literaturę lub sposoby wychodzenia z bezpodstawnego poczucia niskiej wartości i nie łączenia jej z własnymi porażkami/sukcesami oraz opiniami innych ludzi?

 

Mam wrażenie, że wiele problemów DDA bazuje na właśnie tym konflikcie, chociaż być może się mylę, psychologiem nie jestem :P Dlatego zależałoby mi na wymienieniu doświadczeń i opinii

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmmm.

Może terapia szokowa ?

Widzę dwa wyjścia.

 

Albo każesz wybierać dziewczynie - nasz związek ( czyli Ty i ja = kontakty między nami , zero stresu i kłótni oraz JA moje zdrowie psychiczne ) albo Twój brat . Wiesz dlaczego braciszek częstuje Cie takimi uśmieszkami ? Bo Twoja kobieta musiała nie raz , nie dwa, poprzeć go , albo wytłumaczyć , usprawiedliwić bądź nie zaprzeczyć , nie zareagować...

 

Trochę mi się sytuacja z moja kojarzy. Tylko trochę . U nas mieszkał z pół roku , przyjaciel mojego chłopaka, znają się jak łyse konie, od zawsze praktycznie. Ten zaś ma nieciekawą sytuację w domu, i jakoś przeniósł to na związek, a że w dodatku jest po prostu głupi, bezczelny, arogancki i częstuje każdego żartami pokroju " wyliż mi pałę " - działał mi na nerwy. Ale o co chodzi, wtrącał się w mój związek.... z czasem na bardzo wiele sobie pozwalał , bo przecież jest NAJLEPSZYM kumplem mojego faceta...

to że w dzień wolny ja z rana wstawałam i myłam naczynia po ich nocnej zabawie bo nie było gdzie śniadania zrobić ... jeszcze jakoś przetrawiłam , choć ciężko...ale słowa które usłyszałam " coś w domu muszę robić , to tak by mi się nie nudziło" od mojego chłopaka - niby w żartach - kumpelek ( którego też nazywałam pasożytem ) bardzo szybko podłapał.

Pozwalał sobie z czasem na coraz więcej... dochodziło do tego że po prostu zabierał mi faceta... i cieszył się z tego , że przeżywam stratę .

 

Wiesz co zrobiłam ? Wyrzuciłam go z domu.

Po prostu załatwiłam mu pokój i sobie tam jest. Pasożyt .

 

 

To jest drugie wyjście.... bo na pierwsze które Ci opisałam nie miałam odwagi... ze strachu.

Nie byłam pewna , gdybym kazała wybierać facetowi - kumpel albo ja , kogo by wybrał....

ale co się odwlecze to nie uciecze ... pewnie kiedyś się jeszcze w takiej sytuacji znajdę .

 

 

Nie dało by się go wyeksmitować od Ciebie ?

Znajdź mu sam , poszukaj , pozałatwiaj... Daj klucze do ręki i z uśmiechem na ustach powiedz że ma się wynosić .

 

Rodzinie nie podpadniesz, bo nie dość że mu wszystko pozałatwiałeś to wysłałeś go na " gotowe " można powiedzieć .

A Ty pozbędziesz się pasożyta problemu.

 

 

Nie bez powodu rozpoczęłam post od słów " Terapia szokowa" . Bo pewnie wiele osób gdy to przeczytało , zdumiało się .

Ale po sobie wiem, że to po prostu działa....

A nic tak nie wykańcza, zwłaszcza osobę z problemem nerwicy , jak gangrena - pasożyt w związku.

 

 

Trzymam kciuki za Ciebie !!!!

Głowa do góry !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo dziękuję za porady.

Ten uśmieszek właśnie z tego wynika, masz rację..

Kłótnie tego typu były i to nie raz - niejednokrotnie także szukałem już mieszkania dla siebie, ale nie mam sumienia zostawiać ich na pastwę losu. Gdybym się wyprowadził to musieliby opłacać całe mieszkanie samodzielnie, a nie 2/3 z tego. Nowej osoby na moje miejsce nie znajdą bo wszystkie pokoje są przechodnie i namówić ich na nieznajomego współlokatora byłoby niemożliwe - nie zgodzili by się nawet gdyby groziłoby to wyrzuceniem z lokum; dodatkowo cała rodzina miałaby mi za złe, że muszą głodować przeze mnie by wszystko opłacić. Nie chcę też by dziewczyna była zmuszona do zamieszkania z niewiadomo kim - a nóż trafi się jakiś świr czy większy złodziej. Ona sama także chciałaby się wyprowadzić, ale nie chce rozczarować i obciążać rodziny (dlatego też go broni, żeby brat znów nie zadzwonił do ojca i nie skarżył się wymyślając niestworzone rzeczy o tym, jak bardzo go nienawidzimy i krzywdzimy - a już wiele takich rozmów było - tylko, że dostało się nam, a nie jemu). Ot całe sedno problemu.

 

Co do drugiego rozwiązania to wielokrotnie faktycznie próbowałem znaleźć mu mieszkanie i przetłumaczyć mu, że jego część mediów nie jest opłacana już od 3 miesięcy i albo znajdzie pracę, albo będzie musiał się wyprowadzić (za co przypłaciłem długą rozmową z jej rodziną o tym, że oni znają pasożyta lepiej i problemem nie jest on tylko moja nieumiejętność zaakceptowania jego nieporadności i niechęć niesienia mu pomocy, na którą zasługuje) Znalazłem mu pracę, zrobiłem nawet całe CV, dzięki czemu pracuje 6 godzin miesięcznie (od 2 miesięcy już w ogóle) i ma podstawy do obwiniania rodziny, że on 'tyle haruje', a oni nadal nie chcą mu opłacać wszystkiego (a rodzina pokornie przeprasza)

 

Nawet tydzień temu znalazłem 2 odpowiedzialne osoby na jego miejsce, które mogą wprowadzić się tylko pod warunkiem tego, że nie będą z tym pasożytem mieszkać. Rodzina dziewczyny nadal 'się zastanawia' bo przecież pasożytem trzeba się opiekować i na niego płacić i nie można go zostawić bez opieki bo jeszcze coś złego mu się stanie..

 

Pomogłem dziewczynie niedawno zaciągnąć kredyt studencki z czego mogła uregulować zaległe rachunki brata, a pozostałą część (mimo, że na początku było powiedziane, że zostanie mi oddane cokolwiek za to co im pożyczyłem) wziął ojciec na swoje potrzeby bo sam ledwo wiąże koniec z końcem (ale nieoficjalnie drogie wino do obiadu i niemieckie czekoladki ma codziennie kiedy my jemy jakiś tani syf). To że zbieram na.. może już nie będę się użalać, ale potrzebne mi jest leczenie za kilka tysięcy i właśnie te oszczędności pożyczyłem w naiwnej nadziei, że zostanie mi to zwrócone w niedługim czasie. Wszyscy o tym wiedzą, ale i tak najlepiej udawać, że wszystko jest w porządku. A ja zbieram od zera, od początku, a mój stan zdrowotny się pogarsza. Taki właśnie mają piękny logiczny sposób rozwiązywania problemów.

 

Straciłem wiele i będę jeszcze tracić i widzę jedynie możliwość zaprzestania tracenia czasu na wściekłość i bezsilność. Wybudowaniu sobie niechwiejnej samooceny dzięki której będę na to wszystko patrzeć z obojętnością - jeśli w ogóle jest to możliwe. Bo innego sposobu nie widzę.

 

 

EDIT: na moje propozycje innego lokum pasożyt jedynie zareagował kpiącym 'zmuś mnie' - wie, że gdyby nie mieszkał znami to miałby utrudnione żerowanie na innych

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W ogóle to mega dziwne, że powtarza się Twoja sytuacja z dzieciństwa w taki (praktycznie niezależny od Ciebie) sposób.

Ja też się dziwię - ot taki prezent od losu..

Tu nie ma nic dziwnego. Po prostu dostajesz sytuację z jaką nie dałeś sobie rady jako dziecko. Rozumiem, że Ty nic nie mogłeś wtedy poradzić, a to dorosłe osoby w Twoim domu rodzinnym sobie nie radziły. jednak w ten właśnie sposób pozostałeś bezbronny (bo nie nauczony prawidłowej reakcji) na takie zachowania.

Problem jest (na pierwszy rzut oka oczywiście :)) w nieumiejętności skutecznego stawiania granic. Oprócz dobrych rad pozbycia się pana z domu, proponuję terapię DDA bo jak widać sprawa może się pojawiać w Twoim życiu.

 

btw. nie licz na jakikolwiek wplyw na tego pana jego rodziny ponieważ on jest im szalenie potrzebny. Skupia w sobie wszystkie złe cechy rodziny i pozwala im się czuć dobrymi ludźmi a przy okazji ofiarami. Taki rodzaj kozła ofiarnego. Poczytaj o rolach dzieci w rodzinie alkoholowej (rodziuny dysfunkcyjnej też to dotyczy) to Ci się rozjaśni.

 

Pozdrawiam

 

Pomogłem dziewczynie niedawno zaciągnąć kredyt studencki z czego mogła uregulować zaległe rachunki brata, a pozostałą część (mimo, że na początku było powiedziane, że zostanie mi oddane cokolwiek za to co im pożyczyłem) wziął ojciec na swoje potrzeby bo sam ledwo wiąże koniec z końcem (ale nieoficjalnie drogie wino do obiadu i niemieckie czekoladki ma codziennie kiedy my jemy jakiś tani syf). To że zbieram na.. może już nie będę się użalać, ale potrzebne mi jest leczenie za kilka tysięcy i właśnie te oszczędności pożyczyłem w naiwnej nadziei, że zostanie mi to zwrócone w niedługim czasie. Wszyscy o tym wiedzą, ale i tak najlepiej udawać, że wszystko jest w porządku. A ja zbieram od zera, od początku, a mój stan zdrowotny się pogarsza. Taki właśnie mają piękny logiczny sposób rozwiązywania problemów.

A Ciebie już w to wciągnęli. Zwiewaj stamtąd dopóki masz jeszcze siłę i zajmij się porządnie sobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Rzecz w tym, że jeśli natrafiłem na taką osobę po raz drugi, to istnieje prawdopodobieństwo, że w przyszłości takie sytuacje mogą się jeszcze przytrafić wielokrotnie. I dotyczy to mnie jak i wszystkich osób, które zdołały uwolnić się od toksycznych relacji czy to z alkoholikami czy ogólnie osobami psychopatycznymi i bez skrupułów. Nie wyobrażam sobie by za każdym razem zwijać szybko manatki i uciekać z podkulonym ogonem. Więc jeśli nie będzie się dało wpłynąć na otoczenie aby wspólnymi siłami stawiać ultimatum i warunki osobie, która umyślnie szkodzi i wyzyskuje innych to przynajmniej, gdy odcięcie się od takiej jednostki będzie utrudnione chociażby tymczasowo, to powinienem być w stanie opanować swoje emocje - nie być permanentnie przygnębiony, wściekły i sfrustrowany i nie marnować czasu na natrętne myśli i wyobrażenia o 'sprawiedliwym' rozwiązaniu sytuacji, o uzyskaniu rekompensaty, czy też o doczekaniu się chwili, w której sprawiedliwość i karma taką osobę wreszcie dosięga.

Właściwie masz trochę racji, trzeba sobie umieć radzić z takimi osobami, co nie znaczy, że zwijanie manatek jest złym wyjściem i że będziesz trafiał na wiele takich osób. Ten przypadek to totalne kuriozum i normalni ludzie izolują się od takich, dążą do tego, żeby otaczać się osobami, przy których dobrze się czują. Trochę przypomina mi mojego ojca, nie we wszystkich punktach się zgadza ale też jest nienormalny, nie do życia i w ogóle... aż mi się nie chce pisać, bo chyba i tak nikt by nie uwierzył, że takie coś nie siedzi jeszcze w zakładzie zamkniętym. W każdym razie, ja do swojego ojca nie odzywam się od dwóch lat. Zachowuje się jakby w ogóle nie istniał. Nie zmieniło to tego, ze jak jestem w domu, to na jego widok powstaje we mnie multum agresji, często mi przykro, że jak słysze jego wrzaski na matkę czy rodzeństwo, nie mogę stanąć po ich stronie, ale dzięki temu czuje się chociaż wyizolowana, nie wciągnięta w te chore gre, odporna na prowokacje. Przecież agresorom właśnie o to chodzi. A Ty za bardzo dałeś się w to wciągnąć, w dodatku mieszasz w to swoje poczucie wartości - zupełnie nie wiem z jakiej paki, przecież to on jest tym "pasożytem", on przeszkadza Tobie a nie odwrotnie. Jeśli doszło do tego, że pożyczyłeś mu pieniądze to naprawde przegiąłeś. Chyba czas mu pokazać, że sie wypisujesz, żadnych pieniędzy ani nic już od Ciebie nie dostanie. Jeśli wytrzymasz w tym, on sam odpuści.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po przeczytaniu tego postu pomyślałam sobie, czy w mojej rodzinie nie występuje coś takiego jak syndrom sztokholmski, tylko, że w tej układance, to ja jestem pasożytem. Nigdy tego wcześniej nie rozważałam, ale wiele na to wskazuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×