Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
siostra k.

Depresja brata i brak pomocy bliskich

Rekomendowane odpowiedzi

Byc moze znajdzie sie na forum osoba, ktora moglaby mi pomoc, doradzic. Jestem juz doroslą , 30- letnią kobietą, lecz wciaz nie moge poradzic sobie z zyciem.Od dziecka mam w glowie obraz matki, ktora kocha i wspiera starszego o 5 lat brata a ode mnie wymaga, coraz wiecej i wiecej. Juz jako 15 letnia dziewczyna wiedzialam od mamy ze bede musiala kiedys zajac sie nim, bo on sobie w zyciu nie poradzi,matka wrecz wymagala to na mnie. Brat moj i jego choroba do dzis sa dla mnie tajemnicą, ma dzis 35 lat, nie leczy sie, skonczyl normalną zawodowke lecz nigdy nie pracowal, nie ma znajomych , cale dnie przesiaduje przed tv i komputerem, zachowuje sie jak dziecko w rozumowaniu, nigdy nie mial dziewczyny ale tez nigdy sie nie leczyl i nawet nie chce. Jest, siedzi w domu, nigdzie nie wychodzi, nic nie robi - w sensie pomocy rodzicom (mieszkamy na wsi), pali fajki , olada tv i takie cale jego zycie. Najczesciej albo sie do nikogo nie odzywa, albo odzywa sie chamsko. Ja z nim rozmawiac nie potrafie... cale dziecinstwo moi znajomi dokuczali mi z powodu brata, pozniej wyprowadzilam sie z domu bo zachorowalam na bulimie, poradzilams sobie -sama z chorobą, zalozylam swoja rodzine i wrocilam do domu zeby wesprzec rodzicow jakos a koszmar powrocil... kazdy moj sukces tj np slub, moja ciaza itd sprawiaja ze dla mojego brata jest to takis tres,ze przez kilka tyg potrafi sie nie odzywac do nikogo, a matka caly czas jak zawsze broni go i staje po jego stronie, chodzi o sytuacje gdy np mowie ze moglby cos zrobic, pomoc im,-a on nie chce,wiec schorowani robia za niego wszystko. Probowalam rozmawiac z rodzicami jak to sobie wyobrazaja dalej- brat nie chce sie leczyc, isc do lekarza porozmawiac, nie chce pracowac, rozmawiac, czasem jest nawet agresywny slownie. A ja nie wiem co robic, matka stwierdzila ze poki ona zyje to nie pozwoli go na sile leczyc a potem on moze zostac bezdomny jak ja sie nim nie zajme, czyli znowu wchodzi na moja psychike...a ja juz nie mam sily i nie wiem co robic...bo przez to wszystko nie potrafie zyc wlasnym zyciem...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie pomożesz bratu ani zaślepionym rodzicom.

Możesz pomóc tylko obie dbając o swoją niezależność psychiczną...

jak to osiągnąć?

Nie dawać się wciągać w relacje rodzice/brat i być obok. Są dorośli i jak chcą niech się męczą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Follow dziekuje za odpowiedz...to samo radzi mi mąż, tym bardziej ze po kazdej probie rozmowy na trudne rodzinne tematy moja mama placze, po czym sie na mnie obraza krzyczac ze nie rozumiem niczego. Na tym polu uslyszalam od niej juz wiele gorzkich slow, najczesciej wypowiadanych po to, by wjechac mi na psychike , typu - jak chcesz to po naszej smierci pozwol mu umrzec z glodu i nie dawaj jesc, niech zostanie bezdomnym, a pozniej teksty, to Twoj brat, musicie sie wspierac itd. Tylko ja wiem ze on kiedys funkcjonowal normalnie, zdal prawo jazdy, mial zainteresowania, szukal pracy...a teraz nie robi nic, nie gotuje sobie, nie pierze, nie sprzata- tylko tv, fajeczki i komputer... a na kazde moje proby przywrocenia go do zycia i proby rozmowy slysze tylko - daj mu spokoj, on jest chory, ty nie zrozumiesz...i bledne kolo sie zamyka... chcialabym zaczac zyc sama ze swoja rodzina, wyprowadzic sie, ale jak im wtedy pomoge ?? Ja juz tez przez to mam chora psychike...kiedys probowalam mowic z mama ze stad moja bulimia powstala, z tych nerwow rodzinnych, niezrozumienia...wysmiala mnie :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie musze. Nikt mnie fizycznie nie zmusza ,chodzi po prostu o to ,ze mimo wszystko wiem ze jesli teraz nie poszukam pomocy, nie sprobuje mu pomoc usamodzielnic sie to kiedys zostane z tym problemem sama, a brat nie jest na tyle samodzielny zeby samemu sie soba zajac na chwile obecna, we wszystkim wyreczaja go rodzice...szukam wiec sposobu zeby pomoc jemu wyrwac sie z tego blednego kola ( chociaz pewnie mu wygodnie tak jak jest ) by paradoksalnie samej zaczac zyc normalnie. Mama namawiajac mnie do powrotu do rodzinnego domu wiedziala co robi- wiedziala ze bedzie cieplo, napalone, ugtowane , rachunki oplacone, czyli dla niego nic sie nie musi zmieniac. Nigdy. Ale ja patrzac na ten stan rzeczy co dnia ( bo teraz jestem na urlopie macierzynskim) juz po prostu nie mam na to sily...nie moge sie porozumiec z mama dla ktorej nie istnieje nic poza synem, bratem- ktory nie odzywal-sie do mnie cala moja ciaze, nawet jak go prosilam by pomogl z czymstam w domu...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Koleś ma 35 lat, ma wygodne miejsce na którym wszyscy zapie*przają by miał wygodnie...

myślisz, że to są warunki do tego by coś zmieniać w swoim życiu?

 

Musisz z nimi mieszkać?

Czy możesz się wyprowadzić i zająć własną rodziną?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Razem z meżem urzadzilismy sobie poddasze w domu u rodzicow, placimy za wszystkie rachunki oraz wegiel, czyli teoretycznie na swoim. Zgodzilam sie na to mieszkanie pod katem opieki w nocy dla mojego synka, poniewaz oboje z mezem mamy taki system-pracy, ze zdarzaja nam sie i nocne zmiany. Jednak cala ciaze mialam rytą glowe , az do tego stopnia ze znowu zaczelam miec wyrzuty sumienia ze mam meza, ze mam dziecko i prace a niektorzy nie maja ... dodatkowo szlo wmawianie ,ze nie potrzebujemy zaciagac kredytu bo przeciez mamy wielki dom- wspolny dla rodzicow, mojej rodziny i brata...wystarczy to docenic i nie odzywac sie za bardzo w kwestii niewygodnych tematow.

Doszlismy z-mezem do-wniosku ,ze przyjdzie taki dzien ze to my bedziemy kiedys dawac mojemu bratu to, co teraz. Dostaje od rodzicow, bo-wszystko ku temu zmierza. A on sie nawet do nas nie odzywa, ma swoj swiat i tyle.

Napisalam na tym forum nie po to, by sie poskarzyc, nie zrozumcie mnie zle. Ja po prostu chce wiedziec czy istnieje jakikolwiek sposob by zaktywizowac do-zycia osobe doroslą, calkowicie wyizolowaną, ktora nie chce poddac sie terapii ( ja nawet bylabym sklonna-oplacic mu jakas terapie u psychologa czy cos ). Wiem,ze rodzice co dzien-sa starsi, coraz bardziej zchorowani, praca na wsi do lekkich nie nalezy a-mojemu bratu nie spieszy sie-by pomoc w czymkolwiek. Glupi przyklad , jak bylam w 9 miesiacu poprosilam go by pojechal-ze mna do-weterynarza z 30 kilowym psem ktory dostal nagle krwotoku. W odpowiedzi- to Twoj pies, jedz sama,daj mi spokoj. Tak jest ze wszystkim - z zakupami, gotowaniem, pomoca w jakichkolwiek-sprawach.kiedy rodzice zaczynali z nim rozmawiac to zawsze konczylo sie tak samo : jego gadaniem do matki po co go urodzila,-ze on chcialby umrzec i zeby dali mu spokoj. I dali . Nie wymagaja od niego nic, do tego stopnia-ze spi do godz 12-13 co dzien, standard. Jesli oni beda potrzebowali mojej pomocy na stare lata to nagle okaze sie, ze problem jest naprawde duzy i boje sie ze-nie podolam. Dobija mnie to strasznie i dlatego jesli jest ktos z jakims pomyslem to prosze o opinie...

 

-- 20 gru 2014, 21:12 --

 

A odnosnie wyprowadzenia sie to rozwazamy ten temat calkiem-powaznie z mezem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość pysiunia

siostra k., Rodzice nie mogą przerzucać odpowiedzialności za syna na Ciebie. Nie mają takiego prawa !

Ty masz swoją rodzinę, swoje życie.

Powinni tak pokierować synem /leczenie, czy psychoterapia, czy praca/, by mógł sobie w miarę sam radzić z własnym życiem.

Powinni liczyć się z Tobą i Twoimi uczuciami.

Powiedz im otwarcie, że nie masz sił na to, że to odbija się na Twoim zdrowiu, że chcesz żyć własnym życiem, a nie roztaczać opiekę nad dorosłym bratem, który na dodatek źle Ciebie traktuje i nie uczestniczy w domowych obowiązkach.

 

Jeśli rodzice boją się o przyszłość syna - powinni już teraz pomyśleć o umieszczeniu go w niedalekiej przyszłości w jakiejś placówce, gdzie mieszkałby, dostawał wikt i opierunek. Tylko czy należałaby się mu taka opieka, skoro nie pracował?

Jesteś młoda, życie przed Tobą. Lepiej byłoby wyrwać się z rodzinnego domu i zamieszkać oddzielnie.

Jeśli sama nie zadbasz o swoje sprawy i nie będziesz szanowała siebie - NIKT tego nie zrobi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Betty , dziekuje za odpowiedz. Taką rozmowe juz mam za sobą, rozmawialam kilka tyg temu z mamą szczerze, powiedzialam jej ze mam do niej zal za dziecinstwo, za to ze caly czas od-dziecka wmawiala mi odpowiedzialnosc za brata ( np jak jechalam z chlopakiem na wakacje to chciala by brata starszego zabrac) i potem ta bulimia moja , ktora wiem ze wyniknela z tej sytuacji , ale zeby ja pokonac musialam wyrwac sie z rodzinnego domu...o wszystkim tym rozmawialam z mamą bo chcialam zeby pewne sprawy zamknac raz na zawsze. Nie zrozumiala mnie ale tego moglam sie spodziewac. Stwierdzila ze za jej zycia nic nie bedzie zmieniac, ani leczyc go na sile a ja nic nie rozumiem i moze jakbym miala takie dziecko to cos by do mnie dotarlo, padlo wiele gorzkich slow...

Zastanawiam sie czy jest ktos kto mial podobna sytuacje i znalazl z niej wyjscie . Ja wiem,ze bede musiala odciac sie od tych tematow bo cierpi na tym moja rodzina-maz i synek, jednoczesnie jednak wiem ze jesli zostawie bieg rzeczy samym sobie to kiedys spadnie to na mnie i wroci z podwojną silą. Bledne kolo.

 

-- 21 gru 2014, 11:14 --

 

A odnosnie placowki to wchodzilby w gre jedynie-szpital zamkniety, ktory bratu jak-sie dowiedzialam nie nalezy gdyz nie jest agresywny , nie targnal sie-na swoje zycie i nie jest w zaden sposob ubezwlasnowolniony.

 

-- 21 gru 2014, 11:17 --

 

A rodzice z tego co wiem chca zabezpieczyc brata w ten sposob,ze przepisza na niego polowe domu i calosc gospodarstwa (pomimo ze w ogole nie interesuje sie tym ), nie wiadomo tylko z czego bedzie to utrzymywal bo jak na razie to oni oplacaja mu krus a pozniej ?? Rachunki, inne potrzeby?? No proste kto, ja, bo nikogo innego nie ma...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że przez cały czas to co wkręcili Ci rodzice zmienia Twój obraz tej sytuacji.

Wepchnęli Cię w wyrzuty sumienia i przez to próbujesz podporządkować życie im - a nie musisz. Na tyle, ze tutaj pytasz o pomoc jemu a nie sobie by wyjść z tej sytuacji.

 

To, że Twoi rodzice wytworzyli taką dziwną relację z bratem to nie Twoja wina i Ty nie musisz ponosić za to odpowiedzialności. Jak brat zostanie sam - TO JEGO SPRAWA co z tym zrobi. Ktoś pracuje całe życie i popada w ubóstwo - można pomóc. Ktoś nie robi nic całe życie i Ty pracując nad swoją rodziną, urabiając się po pachy przez całe życie masz dalej go utrzymywać. Dzięki za takie dziedzictwo...

 

Ile lat mają Twoi rodzice?

Mieszkacie na wsi czy w mieście?

Macie możliwość zamieszkania w innym miejscu? Tak na stałe bez kredytów etc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siostra k., a nie wiesz dokładniej na co on jest chory? Nie przyjmuje żadnych leków? "zachowuje sie jak dziecko w rozumowaniu" - chodzi o to że jest niedojrzały, czy intelektualnie jest na poziomie dziecka? To jest różnica czy ma jakiś nieuleczalny zespół czy zwykłą depresję.

Czy mama w ogóle konsultowała z jakimś lekarzem co z nim zrobić? Zanim staniesz przed sytuacją której się boisz może minąć sporo czasu, więc nie zatruwaj sobie tym życia, zwłaszcza że niewiele teraz możesz zmienić.

wchodzilby w gre jedynie-szpital zamkniety, ktory bratu jak-sie dowiedzialam nie nalezy gdyz nie jest agresywny , nie targnal sie-na swoje zycie i nie jest w zaden sposob ubezwlasnowolniony
szpital zamknięty "należy się" osobom na tyle poważnie chorym że nie za bardzo da się je leczyć na oddziale dziennym albo inaczej. Agresja/stanowienie niebezpieczeństwa jest powodem do umieszczenia kogoś bez jego zgody.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Follow- nie prosze o pomoc dla siebie bo wiem,ze ja sama ze soba sobie poradze, zresztą mam synka ktorego chce wychowac na silnego i zaradnego mezczyzne, nie mam zamiaru sie zalamywac. Mysle ze to co najgorsze w mojej psychice juz uporzadkowalam, teraz chcialabym jakos ulozyc sobie w glowie stsunek do tej trudnej dla mnie sytuacji , ktora wciaz powraca jak bumerang do mnie. W moim ojcu zawsze mialam wsparcie, konflikty z mama z kolei byly na porzadku dziennym od kiedy pamietam, glownie na linii ja - brat. W sensie ze jako dziecko nie potrafilam zrozumiec dlaczego to ja mam zawsze ustepowac , ode mnie sie wymagalo, ja mialam wiecej obowiazkow itd. Ze mna tez mama rozmawiala o problemach, typu brak pieniedzy, choroby itd , wzbudzajac zawsze poczucie winy we mnie.tak to odbieram dzis jako dorosla kobieta.dzis wszelkie rozmowy na trudne tematy koncza sie jej placzem i obrazaniem sie na mnie. Rodzice mają po65 lat, mama na lichej emeryturze , tata przepracowuje sie na 2 etaty zeby ogarnac potrzeby swoje , mamy no i brata. My z mezem oboje jestesmy niezalezni finansowo, tak jak pisalam oplacamy domow rachunki, opal i zwykle zycie, jak kazdy plus jesli rodzicom braknie pieniedzy to dokladamy sie im. Z mezem rozmawialismy na temat wyprwadzki, dla nas wiazac sie bedzie to zaciagieciem kredytu, no ale w dzisiejszych czasach to raczej norma... w dom wpakowalismy na remont ok 80 tys spokojnie, jednak jesli nie bedzie wyjscia to zostawimy, dom i tak nie jest przepisany w zadnej czesci na nas.

 

Wifi, od rodzicow od dziecka slysze ze choruje on na... depresje. Jedyne czego jestem pewna,ze ma stwierdzone to chore oko, w sensie prawie-nie widzi na jedno, nie-zmienia to faktu ze nie chce sie leczyc ani nawet nosic okularow by podtrzymac to zdrowe.rodzice w sytuacjach juz podbramkowych , tj kiedy np przed moim weselem nie odzywal sie do nikogo miesiac i nie wychodzil z pokoju , poszli za niego do psychiatry, ktory przepisal mu leki psychotropowe. Oczywiscie lekow tych nie bral bo kto go zmusi. Sam ze swojej woli nie pojdzie do zadnego lekarza. Ojciec mowil mi,ze byl rowniez sam u psychiatry w jego sprawie i lekarz powiedzial ze wystawi mu skierowanie do-szpitala ktory zajmuje sie leczeniem nerwic, natomiast wiadomo -on nigdzie nie pojdzie i leczyc sie nie bedzie. No i to na tyle. Napisalam ze zachowuje sie dziecinnie, bo dokladnie tak jest. Poza tym ze potrafi normalnie prowadzic auto, pojechac po swoje gadzety jak ma ochote ( piwo co jakis czas i na okraglo fajki),pomimo tego ze ma pokoj obwieszony plakatami z kobietami polnagimi , to np caly czas wraca w rozmowach do czasow wczesnoszkolnych, potrafil plakac przez miesiac jak zdechl mu pies a nie przejal sie jak np mama do-szpitala trafila przez niego, boi sie burzy i przychodzi wtedy do rodzicow i milion podobnych przykladow moge podac. To co zauwazylam ja i co jest pewniakiem to jego totalne wycofanie sie z normalnego swiata, gdzie trzeba zyc- robic cokolwiek, chociazby uprac sobie rzeczy czy obrac ziemniaki na obiad. To jednak poza jego mozliwosciami badz checiami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siostra k.,

wrocilam do domu zeby wesprzec rodzicow jakos

własnie dlatego uwazam ze nie jestes w pełni zdrowa psychicznie- bo jak cma lecisz do lampy wiedząc ze spłoniesz, ale lecisz jakby to było swiatełko w tunelu ze uda sie zawrocic przeszlosc na inne tory.

po pierwsze potrzebujesz pomocy, co Twój mąż na to wszystko?

rzeczy są jakie są- Twoja rodzina nie ma problemu- to Ty masz problem- nie potrafisz wziąć zycia we własne ręce i zaakceptowac sposobu zycia innych. To jak zyją to ich prywatna sprawa,czemu na siłę chcesz to zmieniać? Zajmij się wreszcie sobą, naucz sie dystansu- i jak w porę tupnac nogą. Mam wrazenie ze Ty trochę wynosisz siebie ponad swojego brata, czujesz sie lepsza i chcesz by reszta rodziny przyjęła to do wiadomosci, a tak to raczej nie działa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zimo po czesci moge sie z Toba zgodzic, natomiast moje zabiegi nie wynikaja z tego powodu ,ze czuje sie lepsza od mojego brata, tylko z tego ze chcialabym pomoc mu usamodzielnic sie-na tyle by mogl sam zaczac zyc. Uwierz,ze przykro jest patrzec jak zamienia sie w rosline.Zaakceptowac ten stan rzeczy to dla mnie poddac sie.wiem ze nie mam prawa decydowac oo cudzym zyciu , ale jezeli koszt utrzymania tego cudzego zycia spada na mnie to wtedy jest to juz rowniez moje zycie. Czy chcialabym zmienic przeszlosc ? Oczywiscie ze tak, ale wiem ze nie moge.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Często osoby niepełnosprawne intelektualnie są w stanie zadbać o siebie i mieszkać samodzielnie. On skończył zawodówkę i zdał na prawo jazdy - też jest w stanie o siebie zadbać. Ma ułożone życie i nie musi się o nic martwić. I znalazł sposób na waszych rodziców. Nie ma ambicji, marzeń ani planów na przyszłość - bo po co planować jak ma dom już zapewniony? Wiele osób z chorobami psychicznymi sobie radzi - nie ma kokosow ani pałaców ale sobie radzą.

 

Dajesz się wciągać w to emocjonalnie i widać, ze ma to na Ciebie wpływ.

Całe życie waszej rodziny ustawione jest pod niego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Mi sie raczej nie wydaje zeby to byla depresja, tylko jezeli juz to jakis rodzaj uposledzenia...lub z gatunku zaburzen ogolnorozwojowych plus oczywiscie to, ze matka pozwolila w sumie zrobila z brata kaleke. To glownie rodzice odpowiadaja jak przygotuja dzieci do doroslego zycia, matce chyba pasuje ze on siedzi w domu nic nie robi, wystarczy ze jest...Na pewno dobrze byloby go zaprowadzic do psychiatry po diagnoze. Na pewno jak po tylu probach nie udalo sie go zaktywizowac to i nadal nie uda....Jedyne co mozesz zrobic to zamieszkac na swoim i sie odciac...trudno nawet jakby mial zamieszkac pod plotem...bo co masz zrobic? Przejac po smierci rodzicow role biernej matki...?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Poza tym jakie prawo nakazuje utrzymywanie chorego rodzeństwa ? Chyba tylko twoje wewnętrzne, choć mogę się mylić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jedyne co juz wiem na pewno, to to ,ze za wiele rzeczy sie juz wydarzylo takich, ktorych naprawic nie sposob. Dam Wam przyklad- matka ostatnimi dniami zaproponowala bratu ze jezeli bedzie wykonywal okreslone prace typu palenie w piecu czy koszenie trawy, odsniezanie podworka itd to bedzie dawac mu pieniadze. W ten sposob chciala go zmusic od odejscia od telewizora i jednoczesnie do jakiejkolwiek pomocy w obowiazkach domowych skoro i tak utrzymuja go i daja pieniadze na to, co mu potrzeba ( nie mowie ze potrzeba wiele ale samo-palenie troche kosztuje , a rodzice nie pala), brat ja wysmial. Bo prosta logika-teraz ma to samo-bez robienia czegokolwiek. Zeby nie-pogarszac wiec sytuacji w sensie- by odzywal-sie do nich wrocili do punktu wyjscia czyli przestali wymagac czegokolwiek. Dla mnie obciazeniem psychicznym jest fakt ze czegokolwiek bym nie probowala jest zle- probuje rozmawiac, jest zle, odcinam sie od tego, gez jest zle bo ile-mozna mieszkac pod jednym dachem nie odzywajac sie do-siebie ?? Miesiac,-dwa? U mnie trwa to juz ponad rok. W poczuciu bezsilnosci napisalam na forum liczac sama nie wiem na co, chyba po prostu chcialam wyrzucic z siebie wszystko. Jednak poniekad dzieki waszym-wpisom uswiadomilam-sobie ze on nie jest nieszczesliwy, tak jak bylaby kazda normalna osoba w takiej sytuacji.Jemu jest wygodnie, ma cieplo , jedzenie, zaspokojone podstawowe potrzeby i jest dla-niego ok,bezpieczne cztery sciany. Moze wiec rzeczywiscie pora sie na tyle-zdystansowac do tego tematu, by nie ingerowac w ich zycie, bo i jakim prawem. Zycie nie zawsze musi byc kolorowe, jesli uda mi sie nie powtorzyc modelu wychowawczego wyniesionego z domu rodzinnego bede mogla powiedziec kiedys, ze odnioslam-sukces. Dziekuje Wam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

siostra k., ale Ty nie mozesz pomoc innym- jedyne co mozesz to pomóc sobie. Pomaganie innym na siłę to jakis rodzaj terroryzmu.

Powiedz wprost ze nie bedziesz utrzymywac pasozyta- to jeszcze zrozumiem, a nie na siłę robisz z siebie wspaniałomyslnego altruistę.

Myslę ze jestes zazdrosna. Moze gdybys zmieniła front to relacje z rodziną by się poprawiły.

 

-- 21 gru 2014, 21:55 --

 

ale tak naprawdę to myślę ze powinnas wyprowadzic sie od rodziców i zaczc zyc wlasnym zyciem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zima daleko mi do-wspanialomyslnosci, predzej nazwalabym siebie tchorzem ktory boi sie ze zezra go wyrzuty sumienia , bo od dziecka byla mi-wpajana ta odpowiedziwlnosc ktora ty nazywasz altruizmem.

 

-- 21 gru 2014, 22:08 --

 

A co do-wyprowadzenia sie, to zgadzam sie , inaczej nigdy moje zycie nie bedzie w pelni niezalezne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dlaczego nie mozesz robic tego co oni?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×