Skocz do zawartości
Nerwica.com
Gość SoniaMassee

Niezupełnie przez przypadek.

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

To mój pierwszy dzień w tym miejscu, pierwszy wieczór. Staram się pochłonąć jak najwięcej, poznać strukturę tego miejsca. A najlepiej przecież zawsze zacząć od przywitania.

 

Mam na imię Sonia. Skończyłam 23 lata. Nie do końca wiem co mi dolega, ale zauważam, że coś jest nie tak. Pokrótce wczytałam się w dział o syndromie Dorosłych Dzieci Alkoholików. Nigdy się o to nie podejrzewałam, ale mój ojciec jest alkoholikiem. Zatem wcześniej czy później zajrzeć tam musiałam. Może to właśnie to?

 

Tyle tytułem wstępu, najprawdopodobniej będę się udzielać w wyżej podanym dziale. Jednak gdyby ktoś chciał po prostu porozmawiać - zapraszam.

 

Pozdrawiam, Sonia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Sonia :). A zauważasz jakieś niepokojące objawy typu brania za dużo obowiązków na siebie nawet kosztem wypalenia się, standardowo niską samoocenę czy wieczne myśli typu nawet jak jest dobrze to zawsze można pójść dalej i będzie jeszcze lepiej?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

cześć Soniu, moja rówieśniczko. :smile:

Masz jakieś zaburzenia psychiczne?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Semir - chyba jesteś bardzo zagłębiony w temacie, skoro już w pierwszej odpowiedzi trafiłeś w sedno. Nie będę pisać drugi raz tego, co już napisane zostało. Skopiuję moją wypowiedź z innego działu:

 

'Trafiłam na to forum, nie mając pojęcia co tak właściwie się ze mną dzieje. Zauważyłam u siebie ostatnimi czasy dziwne syndromy, które wydały mi się bardziej nasilone niż w przeszłości. Czytałam wpisy, byłam w kilku działach i dotarłam tutaj. Nie do końca bez powodu - mój ojciec jest alkoholikiem. Pomyślałam 'Czemu nie? Może warto poczytać'. Dotychczas uznawałam się za osobę silną. To przecież moja mama ma nerwicę i popadła w pracoholizm, siostra cierpi na nerwicę natręctw i wybuchy agresji, a ja się trzymam. Zawsze samowystarczalna, z pozoru uśmiechnięta. Nigdy nikogo nie obarczałam swoimi problemami, bo przecież każdy ma swoje. Poczucie samotności i niedocenienia wypłakiwałam nocami zamknięta w pokoju, a rano jak gdyby nigdy nic nowy make-up i szybko wkręcałam się w codzienny wir pracy. Bo przecież mam tyle na głowie. Praca, dwa kierunki studiów, wolontariaty, sraty. 'Taka jestem samodzielna' - myślałam. Przecież wszyscy powinni być ze mnie dumni, ze mną włącznie. A skąd! Ale przecież robię to dla siebie, pracując na lepsze jutro. No i się zmęczyłam. Powinnam chyba powiedzieć: 'kochany DDA, do dziś o tobie nie widziałam, dziękuję, że zatrułeś mi życie'. Tak mniemam.'

 

Dodam, że rzeczywiście cierpię na niesamowicie niską samoocenę, ciągłe niezadowolenie z samej siebie. Pomimo, że robię więcej niż inni, nadal czuję, że nie jest to wystarczające. Gdy słyszę jakiekolwiek pochlebstwa, analizuję je do momentu, kiedy nie wynajdę sprzeczności mówiącej o tym, że pochlebstwo tak naprawdę nim nie było.

 

A co rozumiem przez sformułowanie 'jest ze mną coś nie tak'? Czuję niesamowite zmęczenie, które często wiąże się z tym, że nie potrafię ruszyć się z łózka. Mocno ograniczyłam kontakty ze znajomymi, z którymi kiedyś spędzałam niesamowicie dużą ilość czasu. Przestałam wychodzić z domu z innych powodów niż obowiązki. Irytuje mnie kontakt z moim chłopakiem, mimowolnie Go od siebie odpycham. Ciągle boli mnie głowa. Może to po prostu jesień...

 

-- 09 lis 2014, 18:35 --

 

Messiah - cześć!

 

Myślę, że wcześniejszym postem, odpowiedziałam na Twoje pytanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

SoniaMassee, Nie czytałem tamtego wpisu zwyczajnie mamy podobnie. Też miałem ojca alkoholika i podobno już w wieku 14 byłem na tyle samodzielny że inni mogliby mi pozazdrościć ale miało to swoją ogromną cenę. Wszystko co w domu emerytura ojca,renta po matce,moja renta z tytułu schizofrenii nierzadko co wartościowszy sprzęt typu moja komórka,mój odtwarzacz czy nawet co ładniejsze ciuchy szło na wódkę a żeby to wszystko kupić plus książki do szkoły i inne rzeczy łaziłem z ulotkami po całej Łodzi lub ze znajomymi z dzielnicy z podobnymi problemami szukałem ludzi mających na zbyciu auta które stoją latami na parkingach zżerane przez rdzę by na Zarzewie sprzedać jeszcze warte odzysku części. Już przed 18tką zacząłem pałętać się po specjalistycznych ośrodkach a za swój próg 1wszy raz wszedłem mając 25 lat. Teraz jest znacznie lepiej już nie muszę się tak katować ale choroba daje sie we znaki. Jeśli masz jakieś pytania dotyczące problemów z takim życiem i skutkami służę doświadczeniem :). I mam nadzieję że ten długi monolog nie spowodował że chrapiesz teraz na krześle przed kompem :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Semir, nie chrapię - nigdy! Przynajmniej się staram ;p

 

Nie do końca rozumiem co znaczy 'próg 1wszy'?

 

Podziwiam ludzi takich jak Ty. W tym momencie zastanawiam się, z czym ja mam problem. W połączeniu ze schizofrenią musiało być Ci bardzo ciężko. I w takim razie zastanawiam się jak dałeś radę materialnie tak dobrze o siebie zadbać. A jak jest teraz u Ciebie? Jesteś w stanie stwierdzić, że te wszystkie terapie pomogły Ci stanąć na nogi? I odnaleźć siebie w tym wszystkim?

 

Ja miałam trochę odmienną sytuację, bo mój ojciec jest raczej 'cichym' alkoholikiem. Pił samotnie w swoim pokoju, nie robił awantur, nie wymuszał od nas pieniędzy. Nie odczułam bardzo Jego uzależnienia. Wszystko dzięki mojej mamie, która mnie przed tym uchroniła, za co jestem Jej bardzo wdzięczna. Jednak ta ochrona przesłoniła Jej wszystko inne. Nie było u mnie w domu ciepła, miłości. Liczyły się tylko oceny w szkole, porządek w pokoju i pieniądze. Dlatego czuję się tak jak gdybym nie miała ani matki ani ojca. Nie znam zupełnie schematu prawidłowej rodziny. Nie wiem jak powinny wyglądać relację pomiędzy rodzicami a dzieckiem, pomiędzy mężem a żoną. Będąc w domu siedziałam zamknięta w pokoju, bo po prostu nie było powodu, żeby z niego wychodzić. Chyba przez to mam problem z okazywaniem uczuć, w ogóle z bliskością innego człowieka. Potem zaczęłam uciekać w wir pracy, nauki. Łapię się wszystkiego, czego mogę.

 

Jestem bardzo ciekawa Twojego zdania. Jestem ciekawa czy masz jakieś rady. Tym bardziej, że zaczęło mnie to nieco przybijać i boję się tego, co może się zdarzyć. Oczywiście też służę pomocą, jeżeli będzie ona możliwa.

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

SoniaMassee, Na pytanie dotyczące progu już odpowiadam. Mam swoje mieszkanie które zostało dosłownie siłą zagarnięte przez ojca a ja w wieku niecałych 18 lat wyprowadziłem się i wędrowałem po różnych ośrodkach dla ludzi chorujących psychicznie i wynajmowanie lokali a ten 1wszy próg oznacza .ze do własnego mieszkania (!) wlazłem po raz 1wszy w wieku 25 lat. Jeśli chodzi o dawanie sobie samemu rady to najgorzej było w opisanym wcześniej momencie,potem było parę osób wyciągających mi pomocną dłoń więc taki samodzielny nie jestem. A moja walka z chorobą bardziej mnie zrujnowała niż podbudowała. Jak myślisz który wybór jest najlepszy-walczyć samemu o lepsze życie i zarabiać na siebie zaniedbując się w nauce czy wybrać szkołę i wiecznie się bać co będzie następnego dnia,pisać wypracowania czując przy tym jak żołądek w Twoim brzuchu dosłownie sam się zjada w środku? Ja nie miałem wyboru i wybrałem walkę o życie co z kolei spowodowało że mam teraz podstawowe i stać mnie co najwyżej na pracę ciecia czy ochroniarza. A jeśli już mam Tobie coś poradzić to przede wszystkim nie zaniedbuj chłopaka jeśli go kochasz bo po pierwsze miłości rodzica z dzieckiem już nie zasmakujesz bo to już przeleciało koło nosa i się nie wróci więc nie zaprzątaj sobie tym głowy skup się teraz na miłości między facetem a kobietą gdy jest okazja i człowiek którego można tym obdarować a po drugie spróbuj sprokurować w sobie parę takich "zaniedbań" jak to można nazwać byś powoli zaczęła się przekonywać że jest to bardziej produktywne niż mogłoby się wydawać. będziesz miała więcej czasu dla siebie na odprężenie i dla chłopaka podładujesz sobie baterie i przestaniesz się wypalać jak świeczka. Piszę to bo ja wszystko to zrobiłem na opak i zamiast ognia leci ze mnie już tylko dymek,nie mam siły na żaden podryw,rozrywki a tym bardziej na związek a moim najlepszym przyjacielem jest laptop na którym to wszystko piszę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Semir,

 

ja nie muszę wybierać pomiędzy nauką a pracą. Robię wszystko naraz. Ale Ty wybrać możesz. Uczyć zawsze się można, jeżeli znajdzie się w sobie ambicje. Mówisz, że trudno jest Ci znaleźć jakiekolwiek siły, żeby ruszyć z miejsca. Jednak gdyby spojrzeć na to z innej strony, to nawet z małego dymka może powstać niezły pożar. A skoro jesteś tak silnie związany z własnym laptopem, to od niego zacznij. Poszukaj, napisz, dowiedz się. Co? Gdzie? Jak? A potem już pójdzie z górki. Jak będziesz z kimś umówiony, to pójdziesz. Najtrudniej jest się umówić.

 

Radzisz mi, żebym trzymała się blisko mojego chłopaka. Jest to trudne, ponieważ olbrzymia część naszego związku skupia się na rozwiązywaniu Jego problemów w momencie, kiedy On nawet nie zna moich. Do niedawna pasowało mi, kiedy nikt nie mieszał się w moje życie, kiedy trzymałam koło siebie osoby słabsze psychicznie. To pozornie dawało mi poczucie siły. Pozornie. Poza tym sam wiesz, że wszystko bardzo łatwo jest powiedzieć. Trudniej zrobić. Pokaż klasę i zrób coś najpierw sam, a może za Twoim przykładem ruszy lawina ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Semir,

 

ja nie muszę wybierać pomiędzy nauką a pracą. Robię wszystko naraz. Ale Ty wybrać możesz. Uczyć zawsze się można, jeżeli znajdzie się w sobie ambicje. Mówisz, że trudno jest Ci znaleźć jakiekolwiek siły, żeby ruszyć z miejsca. Jednak gdyby spojrzeć na to z innej strony, to nawet z małego dymka może powstać niezły pożar. A skoro jesteś tak silnie związany z własnym laptopem, to od niego zacznij. Poszukaj, napisz, dowiedz się. Co? Gdzie? Jak? A potem już pójdzie z górki. Jak będziesz z kimś umówiony, to pójdziesz. Najtrudniej jest się umówić.

 

Radzisz mi, żebym trzymała się blisko mojego chłopaka. Jest to trudne, ponieważ olbrzymia część naszego związku skupia się na rozwiązywaniu Jego problemów w momencie, kiedy On nawet nie zna moich. Do niedawna pasowało mi, kiedy nikt nie mieszał się w moje życie, kiedy trzymałam koło siebie osoby słabsze psychicznie. To pozornie dawało mi poczucie siły. Pozornie. Poza tym sam wiesz, że wszystko bardzo łatwo jest powiedzieć. Trudniej zrobić. Pokaż klasę i zrób coś najpierw sam, a może za Twoim przykładem ruszy lawina ;)

nie warto kisić się w związku, w którym nie ma szczęścia

nie warto być przy mężczyźnie,przy którym się nie ''wzrasta''

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Zawsze samowystarczalna, z pozoru uśmiechnięta. Nigdy nikogo nie obarczałam swoimi problemami, bo przecież każdy ma swoje. (...) No i się zmęczyłam. (...) Przestałam wychodzić z domu z innych powodów niż obowiązki. Irytuje mnie kontakt z moim chłopakiem, mimowolnie Go od siebie odpycham. Ciągle boli mnie głowa. Może to po prostu jesień...

 

Moim zdaniem to nie jesień, tylko konsekwencja rabunkowego zarządzania własną energią.

Też byłam samowystarczalna, aż w końcu prawie mnie to zabiło.

Warto zatrzymać się wcześniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Heikko,

 

oczywiście masz rację. Jest tylko jeden problem. W momencie kiedy siedzę sama w domu, jest o wiele gorzej niż poza nim. Mam potrzebę odpoczynku, czasem ochotę na posiedzenie w domu. Ale to kończy się tym, że leże cały dzień w łóżku, zaczynam myśleć o niezbyt przyjemnych rzeczach i potem trudno jest mi z tego wszystkiego wyjść. Jak Ty się zatrzymałaś?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

SoniaMassee, Też się nad tym zastanawiam ale jak na razie ciężko mi wybrać coś przy czym nie przeholuję i nie przecenię swoich możliwości ostatecznie jak się ogarnę finansowo chyba skończę co zacząłem (przez półtora roku uczyłem się na kucharza i zdążyłem odwiedzić już parę miejsc gdzie mogę to kontynuować). Wbrew chorobie mam też jakieś doświadczenie w przewożeniu towarów( prawko kat B) ale i tak kłaniam się ku opcji nr 1 :). W kwestii związków chyba w tym życiu należy dać sobie spokój.

 

Radzisz mi, żebym trzymała się blisko mojego chłopaka. Jest to trudne, ponieważ olbrzymia część naszego związku skupia się na rozwiązywaniu Jego problemów w momencie, kiedy On nawet nie zna moich.

 

On ma coś z garem skoro wszystko ma się obracać koło niego i zapomina o Tobie? Ja bym takiego pasożyta nie trzymał ale to tylko moja decyzja. Więc za co możesz go kochać skoro nie masz u niego żadnego wsparcia teoretycznie masz kogoś ale tylko "na papierze" ale w gruncie jesteś sama?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Do niczego Cię nie zmuszam. To prawda, że nie można wchodzić w związek nie będąc na niego gotowym. Bo wtedy ponosi się odpowiedzialność za nieszczęście tej drugiej osoby. Ale po co być tak zawziętym ;p Jest czas, żebyś najpierw poukładał sobie rzeczy przyziemne. Kucharz to bardzo dobra praca w tych czasach. Sama mam rozeznanie w gastronomii, nie bezpośrednie ale wiem, że jak się ma do tego zamiłowanie i gotuje się z sercem, to jest to miły kawałek chleba. A potem kto wie.. Nie skazuj się sam na samotność bo i po co?

 

U mnie w związku nic nie jest czarno białe. Wspominałam, że mam duży problem z mówieniu o samej sobie. Ja nie pokazuje po sobie, że mam problemu, więc jak ktoś mógłby próbować pomóc mi w czymś, czego nie ma? Co prawda mój chłopak jest nieco bierny. W razie potrzeby potrafi jedynie poklepać po ramieniu, krzywo się uśmiechnąć. Ja potrzebowałabym kogoś, kto mnie siła zaciągnie do psychologa, który jakoś tę moją ścieżkę naprostuje. Ale jestem przecież dorosła, odpowiadam sama za siebie. Jak więc mogę wymagać czegoś takiego i to od mężczyzn żyjących w tych czasach? Także wybieram kogoś, przy kim czasem dobrze się czuję.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

SoniaMassee, Nie zmuszasz mnie do niczego to tylko wyjaśnienie z mojej strony :) a gdybym nie miał spraw przyziemnych pewnie dawno skończyłbym gastronomik. Co do związków nie skazuję się na samotność tak to wygląda na chwilę obecną. Zastanowię się nad zmianą kiedy moja sytuacja życiowa się poprawi. Lubię gotować(nawet obecnie jestem na stażu jako pomoc kuchni) I nikt jeszcze się nie otruł więc chyba jest dobrze :P. A kiedy ktoś mnie potrzebuję zawsze najpierw zwracam się ku tej osobie a co do moich potrzeb jak zaczyna się źle dziać to w miarę wiem gdzie mam się udać(podczas ostatniego pobytu w szpitalu sam zadzwoniłem do nich z prośbą o hospitalizację załatwiając przy tym 2 sprawy:polepszenie zdrowia i możliwość pobytu w tzw mieszkaniach chronionych w których nadal jestem)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×