Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
beast6

ze skrajności w skrajność?

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć,

 

postanowiłam dzisiaj napisać to co czuję, bo ostatnio kiepsko radzę sobie ze swoimi myślami i próbą dojścia do tego dlaczego robię takie rzeczy a nie inne.

Po pierwsze, jestem DDA. Mam matkę alkoholiczkę, która w zasadzie stoi już nad grobem i wiele smutków i wstydu związanego z jej osobą.

Ojciec jest hm... cichym alkoholikiem. Tzn pije i wydaje mu się, że nikt tego nie widzi. Myślę, że to przez to, że musi rano wstać do pracy, a ma pracę taką, która wymaga kontaktu z ludźmi, wszyscy go znają to też nawet nikt nie podejrzewa, że ma taki problem. Przez wiele lat w ogóle ojca nie miałam, teraz jak już jest to mam z nim bardzo zły kontakt. Po prostu czasami go nie cierpię, najważniejsze dla niego to jest otworzyć piwko, liczy się tylko to co on mówi, po prostu dwa różne światy.

I myślę, że tu jest problem, odwieczny brak wsparcia od rodziców, to, że ja jak i mój brat zawsze jesteśmy zdani sami na siebie.

Podobają mi się starsi faceci. Mam wrażenie, że jestem takim jeszcze niedopieszczonym dzieciakiem mimo swoich 21 lat i kontakt ze starszym mężczyzną niesamowicie mnie rozkleja. Dotyk ręki, przytulenie. nie potrafię zakochać się w rówieśniku, może też dlatego, że kilka razy próbowałam stworzyć związek z równolatkiem, ale oni wszyscy wydawali mi się tacy niedojrzali. Od pewnego czasu bardzo boję się związków, dlatego lokuje uczucia tam, gdzie wiem, że związek nie ma prawa bytu. Błędne koło?

Jestem zakochana, zafascynowana starszym mężczyzną, wiem, że nic z tego nie będzie, ale to kompletnie rozwala mi codzienność, nie mogę się na niczym skupić, nie mogę jeść, uczyć się. I to nawet nie przez sam fakt zakochania, ale to, że wiem, że inaczej już nie będzie. Mam wrażenie, że jestem skazana na zagładę, nie potrafię żyć normalnie jak inni ludzie tylko zawsze na odwrót....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cześć

Nie zamartwiaj się tak :smile: , sam fakt, że masz świadomość swoich problemów to bardzo dużo. Ja kiedy uświadomiłam sobie, że jestem DDD też myślałam jak Ty, „że inaczej już nie będzie, że jestem skazana na zagładę, nie potrafię żyć normalnie jak inni ludzie tylko zawsze na odwrót”, ale powoli zaczęłam to zmieniać i teraz wiem, że będzie inaczej tylko nie od razu. Najpierw uporządkowałam swoje uczucia do rodziców, rodzeństwa, dalszej rodziny, znajomych, nazywając rzeczy po imieniu. Bardzo się tego bałam np. przyznać, że nienawidzę ojca, że mam żal do matki, ale to przyznanie spowodowało, że ta nienawiść z czasem przeszła albo się zmniejszyła (nie potrafię jeszcze tego określić co się z nią stało) w każdym bądź razie już tak nie boli. Potem uporządkowałam sobie sprawę dotyczącą tego kto jest czemu winny, okazało się, że za większość rzeczy obwiniałam siebie, a prawda była zupełnie inna, to też mi przyniosło ulgę. Też się zakochałam w starszym mężczyźnie, który teraz jest już dziadkiem :D , uciekałem przed tym, ukrywałam to przed samą sobą, bo nie wolno i bałam się tego uczucia, a przez to było coraz silniejsze (jak to zwykle bywa). W końcu się do tego przyznałam przed samą sobą, to jest miłość platoniczna, bo ten pan był i jest przystojny, czuły, odpowiedzialny, ale nie ma w tej miłości nic złego, każdemu się zdarzy zakochać, nie musi to od razu kończyć się poważnym związkiem, zakochanie to nie grzech. Teraz kiedy go spotkam albo mi się coś przypomni to jest to TYLKO bardzo miłe wspomnienie. Masz dopiero 21 lat i masz rację twoi rówieśnicy są niedojrzali, taki wiek, ale przejdzie im za 5, 10 lat zpoważnieją. Daj sobie czas, uporządkuj swoje myśli, emocje a miłość ta prawdziwa przyjdzie sama. Jeżeli nie radzisz sobie sama z swoimi myślami zawsze możesz skorzystać z darmowej terapii dla DDA. To czy tak już będzie zawsze, czy minie zależy od Ciebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuję Ci bardzo za odpowiedź.

nazywać rzeczy po imieniu przed samą sobą potrafię- wiem, że mam prawo za to wszystko nienawidzić rodziców. ale już np w towarzystwie ciężko mi w ogóle o nich rozmawiać, głupie pytania ludzi 'a dlaczego nie wspominasz o mamie' 'a dlaczego rodzice ci nie pomogą' to bardzo męczy i powoduje, że czuję się taka malutka, gorsza od innych.

to wszystko dodatkowo powoduje to, że moje poczucie własnej wartości jest właściwie zerowe- nie akceptuje siebie pod każdym względem. I jeżeli chłopak w moim wieku mówi mi, że mu się podobam to go wyśmiewam, przecież jest tyle fajnych dziewczyn dookoła, a jeżeli to samo mówi mi starszy facet to lecę do niego jak ćma. tak jakbym uważała, że nie zasługuje na normalny związek. wpadam z jednego gówna w drugie i naprawdę boję się dalej żyć, boję się tego co się jeszcze wydarzy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To wszytko jest do przepracowania, dlatego nie bój się, polecam ci książkę "Toksyczni rodzice"- Forward Susan, jest na internecie w pdf. To, że nie chcesz mówić o rodzicach wynika z tego, że się wstydzisz, pytanie tylko czy Ty masz się czego wstydzić? Czy Ty jesteś winna temu że masz takich rodziców? Musisz odnaleźć powoli w sobie swoją wartość, bo ona tam jest, baaaardzo duża i wyjątkowa :D .

Znam taką metodę którą wyczytałam z książki "Bóg zjawia się incognito" na poprawę poczucia własnej wartości. Przez 100 dni codziennie wieczorem poświęć 2 minuty na to, żeby się skupić na 3 rzeczach z których jesteś tego dnia dumna. Nie muszą to być jakieś wielkie sprawy, np. ustąpiłam staruszce miejsca w autobusie jestem z siebie dumna, nie dałam się wciągnąć plotkowanie o koleżance jestem z tego dumna, udało mi się kupić piękne pachnące jabłka na ryneczku jestem z siebie dumna, itp. itd. I tak każdego dnia coś nowego przez 100 dni, ja już widzę u siebie efekty po dwóch tygodniach. Tą drugą książkę też polecam :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beast6, To możliwe chociażby dlatego że właśnie nie miałaś wsparcia ze strony rodziców wymuszające od Ciebie "szybkie" poczucia odpowiedzialności za finanse,życie osobiste i inne obowiązki charakterystyczne dla dziewczyn starszych niż Ty :). I zapewne to że podobają Ci się starsi od Ciebie faceci też jest tym podyktowane kiedy już się "wyszkoliłaś" w braniu życia na serio. Ja miałem 2 epizody ze starszymi od siebie kobietami jeden raczej nie wypalił mając 25 lat zakochałem się w kimś kto ma 29 a wcześnie mając 18 miałem dziewczynę 2,5 roku starszą od siebie. Właściwie nigdy ze sobą nie zerwaliśmy bo związek skończył się w chyba najgorszy znany człowiekowi sposób :(. I wiem doskonale że mi się bardzo podoba ta dojrzałość właściwie często i wygląd jest za nią w tyle jednak teraz mam długi epizod samotności (6 lat) i cały czas waham się w tym czy w ogóle mogę znaleźć taką dziewczynę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Podobają mi się starsi faceci. Mam wrażenie, że jestem takim jeszcze niedopieszczonym dzieciakiem mimo swoich 21 lat i kontakt ze starszym mężczyzną niesamowicie mnie rozkleja. Dotyk ręki, przytulenie. nie potrafię zakochać się w rówieśniku, może też dlatego, że kilka razy próbowałam stworzyć związek z równolatkiem, ale oni wszyscy wydawali mi się tacy niedojrzali. Od pewnego czasu bardzo boję się związków, dlatego lokuje uczucia tam, gdzie wiem, że związek nie ma prawa bytu. Błędne koło?
Podejrzewam, że szukasz w takich relacjach milosci rodzicielskiej, wybierasz sobie starszych facetów bo to substytut ojca - to jego miłości tak naprawde pragniesz. Poniewaz nigdy jej do ojca nie dostałas, a zapewne tez nigdy nie dostaniesz, odtwarzasz dokładnie taka samą sytuację, kierujesz swoje uczucia na kogos, kto nie moze /domyslam się że pan jest zonaty ?/ ich odwzajemnic. Jednym słowem, odwzorowujesz toksyczny wzór relacji wyniesiony z domu.

 

Idż na terapie, zeby się tego oduczyć. Imo czujesz się tez odpowiedzialna za rodziców, gdy piszesz ze nie mówisz o nich, wstydzisz sie, czujesz gorsza - zdaj sobie sprawe, ze to nie Ty odpowiadzasz za ich błedy i zachowanie. Powiedź wprost - nie wspominam o mamie , bo jest alkoholiczką. Nie wstydź sie tego, to nie Ty pijesz, tylko ona. Niech ona sie wstydzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

520m.n.p.m.Teoretycznie nie mam się czego wstydzić, ale w praktyce usłyszałam tyle złego od rodziców, że czasami aż nie mogę tego pojąć. Np- mając 13 lat wyprowadziłam się od matki, bo piła całymi dniami, przepijała wszystkie pieniądze, awanturowała się nocami, często spałam na podłodze w kuchni bo z nią w jednym pokoju nie było szans na sen, coraz gorzej się uczyłam itd, aż w końcu wyprowadziłam się do ojca i zerwałam kontakt z matką. odzyskałam go po 6 latach i wiecie co usłyszałam? że ONA mi wybacza, popełniłam błąd wyprowadzając się od najukochańszej mamusi na świecie i ona wybacza swojej wyrodnej córce. albo ojciec, mój brat nie lubi do nas przyjeżdżać bo ten jest wiecznie wstawiony i w ogóle trochę dominujący, ale on tego nie widzi i nie przyjmuje do wiadomości, kiedyś mi powiedział, że to moja wina, że mój brat go unika. wszystko jest zawsze moją winą, oni całymi dniami chleją a ja jakbym nie stanęła to zawsze jestem czemuś winna. I mimo tego, że wiem, że nie mogę sobie niczego zarzucić i wszyscy dookoła oprócz nich to wiedzą to i tak siedzą mi ich słowa w głowie bardzo mocno...

Dziękuję za propozycję książek, jedną właśnie ściągnęłam, postaram się dzisiaj przeczytać. Co do poczucia wartości, myślę, że może mi być bardzo ciężko cieszyć się z małych rzeczy i wmawiać sobie, że przez takie drobnostki jestem fajnym człowiekiem. Na co dzień pozornie mam o wiele większe powody do radości, mogłabym sobie powiedzieć, że przecież jestem na dobrych studiach (które teraz prawie zawaliłam, nie mogę się skupić na nauce), że mam zajebistą pracę, że zdobyłam już tyle doświadczenia, że jestem zaradna i nie muszę się oglądać aż tak na pomoc innych itd itd... i wiesz, że powtarzam to sobie od jakiegoś czasu codziennie a i tak mi to nie pomaga...

Semir masz rację, szybkie dorastanie spowodowało, że spoglądam trochę inaczej na życie niż moi rówieśnicy. wiesz jak wygląda teraz rozmowa ze znajomymi z lo. Oni mówią 'jest zajebiście, studiuje na dziennych, rodzice wynajmują mi mieszkanie, od imprezy do imprezy, teraz jadę na wakacje z chłopakiem później z rodzicami, byle do weekendu itd a co u ciebie?' i wtedy co mogę powiedzieć 'siedzę całymi dniami w pracy, wracam do domu, nie wiem w co mam najpierw ręce włożyć, czy siadać do książek, czy sprzątać, nocami powinnam się uczyć ale padam spać o 20 ze zmęczenia, weekendów nie mam bo muszę jeździć na zajęcia, nie na wakacjach też nie byłam ponieważ nie miałam urlopu, w zasadzie nigdzie nie byłam od kilku lat, nie, chłopaka też nie mam,mimo ciągłej pracy ledwo wystarcza mi na opłacenie szkoły' i po prostu w takich chwilach nie mam już ochoty utrzymywać kontaktu z rówieśnikami. no nie mam. Wiesz, 25 a 29 lat to niewielka różnica wieku tak naprawdę... chociaż nie wiem, bo tutaj sytuacja odwrotna, młodszy mężczyzna a starsza kobieta więc może w tej relacji taka różnica również daje o sobie znać... ja mam na myśli mężczyzn o 20 lat starszych. A druga sprawa, to jest to, że mam świadomość tego co się dzieje wokół mnie i to jest najtrudniejsze. Wolałabym być słodką idiotką, której by się wydawało, że jestem wyróżniona bo taki a taki mężczyzna na mnie spojrzał, a ja niestety wiem, że dla takiego faceta mogę być co najwyżej zabawką, bo który 40 paro latek nie chciał by mieć 20 latki. I to jest największa pułapka, ciągnie mnie tam i do tych ludzi, po których wiem, że będę płakać. 6 lat samotności to bardzo długo, ale z drugiej strony, może nabrałeś dystansu, jeżeli nikt przez ten czas nie mieszał Ci w głowie.

 

-- 18 wrz 2014, 10:40 --

 

bittersweet dokładnie tak, szukam w tych relacjach ojca. i dotarło to do mnie ostatnio, jak zobaczyłam, jak bardzo cieszy mnie dotyk dłoni. rozumiesz, zwykłe złapanie za rękę a ja się cieszę jak mała dziewczynka i nie mogę o tym zapomnieć. nigdy tak się nie czułam w relacji z rówieśnikiem, nigdy coś takiego tak bardzo mnie nie cieszyło.

 

boję się terapii i rozmowy na żywo, teraz siedzę ze łzami w oczach, nie wiem czy potrafiłabym z kimś o tym porozmawiać. ale wiem, że powinnam w końcu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

"-Wszyscy rodzimy się z takim samym potencjałem wiary w siebie - powiedział. - Później, kiedy odbieramy komentarze rodziców, opiekunów, nauczycieli... (...) - Jeśli nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności wszyscy ciągną nas w negatywną stronę, wyrażając krytykę, zwracając uwagę na nasze niedostatki, błędy i niepowodzenia, to poczucie samoniewystarczalności i samokrytyka wpisują się w nasze zwyczajowe myślenie (...) - Na dłuższą metę najmniejsza niezręczność powoduje, że czujemy się niepewnie, najbardziej drugorzędna z porażek sprawia, że zaczynamy w siebie wątpić, a najbardziej nieznacząca krytyka destabilizuje nas i usuwa grunt spod nóg. Mózg przyzwyczaja się do reagowania negatywnego, a połączenia nerwowe osłabiają się po każdym doświadczeniu. (...)

Zdecydowanie był to mój przypadek. Wszystko, o czym mówił, przemawiało do mnie, odbijało się we mnie szczególnym echem. Byłem więc ofiarą życia, porzucony przez ojców, stłamszony przez matkę, dla której nigdy nie byłem wystarczająco dobry. A teraz, mimo że jestem już dorosły, nadal płacę za dzieciństwo, którego sobie nie wybrałem. Moich rodziców już ze mną nie ma, ale nadal cierpię z powodu negatywnych skutków ich działań. Zaczynałem czuć się głęboko zdeprymowany, kiedy nagle uświadomiłem sobie, że to zwątpienie samo w sobie musiało wzmagać utratę mojej pewności siebie.

- Jest sposób, żeby wydostać się z tego zaklętego kręgu? - zapytałem.

- Nie definitywny. Trudno się z tego wydostać. To wymaga wysiłku.(...)- A przede wszystkim - mówił dalej - te wysiłki muszą być czynione stale, ponieważ nasz umysł jest przyzwyczajony do konkretnego sposobu myślenia, nawet jeśli przez to cierpimy. - Trzeba wypracować nowe przyzwyczajenia umysłu: wystarczająco często myśleć o sobie wartościująco, łączyć to z pozytywnym nastawieniem, aż wytworzą się nowe połączenia między neuronami. Potem się wzmocnią i staną się najbardziej znaczące. To wymaga czasu.

- Nie usuniemy złych przyzwyczajeń z umysłu - dodał. - Możemy jednak wypracować nowe i sprawić, żeby były nie do odparcia. Nie da się zmienić ludzi, jak wiesz, ale można wskazać im drogę i sprawić, żeby mieli ochotę nią pójść.

Zastanawiałem się, jak głębokie było koryto mojego braku pewności siebie. Czy uda mi się kiedyś wypracować w sobie tę pewność, spokój wobec krytyki wszelkiego rodzaju? Czy będę umiał rozwinąć tę wewnętrzną siłę, która pozwala stać się niewrażliwym na ataki? Przecież prześladowcy zdają się atakować tylko najsłabszych z nas.

- A więc co mi pan radzi w odniesieniu do mojego problemu?

- Najpierw musisz wiedzieć, że dam ci zadanie, które będziesz wykonywał codziennie przez... sto dni.

- Sto dni!

To nie długość zadania mnie przeraziła, lecz perspektywa pozostawania w szponach Dubreuila przez tak długi czas.

- Tak, sto dni. Chodzi o to, co właśnie ci wytłumaczyłem. Nie tworzy się nowych przyzwyczajeń umysłu z dnia na dzień. Jeśli będziesz wywiązywał się z zadania, które ci dam, przez tydzień, w niczym ci ono nie pomoże. Zupełnie w niczym. Musisz powtarzać je wystarczająco długo, żeby się w tobie zakorzeniło.

- O co chodzi?

- To proste, ale dla ciebie nowe. Każdego wieczoru poświęcisz dwie minuty, żeby przemyśleć swój dzień, który właśnie minął, i przypomnieć sobie trzy rzeczy, które ci się udały, z których jesteś dumny.

- Nie jestem pewien, czy codziennie dopuszczam się tylu aktów brawury.

- Nie chodzi o brawurowe czyny. Mogą to być drobne działania i niekoniecznie w pracy. Może poświęciłeś chwilę, żeby pomóc niewidomej staruszce przejść przez jezdnię, kiedy sam się spieszyłeś. Może poinformowałeś sprzedawcę, że wydał ci za dużo reszty, albo powiedziałeś komuś same dobre rzeczy, jakie o nim myślisz. Widzisz, to może być niewielka rzecz, ale taka, która obudzi w tobie poczucie dumy. Nie musi to być koniecznie jakieś działanie. Możesz być też zadowolony ze sposobu, w jaki zareagowałeś, z tego, co czułeś, dumny z tego, że zachowałeś spokój w sytuacji, jaka zazwyczaj wyprowadza cię z równowagi.

- Rozumiem."

Bóg zjawia się incognito - Laurent Gounelle

 

beast6, do decyzji o podjęciu terapii się dojrzewa, nie rób niczego na siłę i wbrew sobie, daj sobie czas, aż będziesz gotowa, tylko nie czekaj w nieskończoność, po co masz cierpieć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beast6, No wiesz dla faceta taka różnica to pryszcz dla kobiety sam fakt że facet jest młodszy nawet o rok może 2 nie działa mobilizująco nie wspominając o opiniach innych a to też czasem bywa ważne. Co do pracy toku życia itp to mamy właściwie tak samo zawsze jak mnie się pytają gdzie byłeś to odpowiedź jest zawsze podobna praca/papierkowa robota(mam pełno zadłużenia po tatusiu który chlał aż mu z butów wyciekało i 140 na czynsz poskąpił jeszcze co miał kupić brał na kredyt)/remont mieszkania który od prawie roku robię przez bardzo ograniczone finanse plus opłaty albo praca która zżera mi ponad połowę dnia a potem jeszcze godzinkę na odpoczynek. Gdyby nie internet mijałbym się ze znajomymi nawet za rogiem. Co do wieku jeśli chodzi o obce kobiety to z reguły 18-23 i tym podobne mnie odrzuca. Zawsze mam wtedy obraz tępej "księżniczki" która ma wszystko na kiwnięcie palcem jeździ na imprezy i ubiera się bardziej upstrzona jak choinka na święta a zamiast bombek wszechobecne loga Hello kitty. do tego przeklinanie, palenie papierosów i chlanie myśląc przy tym że to czyni dorosłym(zakazany owoc). Zawsze mi się podobały starsze ze względu na ten charakter-bardziej stonowany ubiór,język bez przekleństw, nastawienie że praca najbardziej się opłaca a do tego ładna naturalna buzia bez nadmiaru kosmetyków- mój ideał kobiety :105:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
boję się terapii i rozmowy na żywo, teraz siedzę ze łzami w oczach, nie wiem czy potrafiłabym z kimś o tym porozmawiać. ale wiem, że powinnam w końcu.
To ze piszesz na forum to dobry znak, próbujesz wyzwolic sie z tego syfu rodzinnego w którym tkwisz. Jesli to z siebie wyrzucisz, bedzie Ci lepiej - tłumienie emocji jest fatalne. Niestety, czesto w czasie terapii ból, rozgoryczenie, smutek przezywa się ponownie, a to moze byc potwornie bolesne. Pod okiem specjalisty powinno być jednak w miare bezpieczne. Jest tez niezbędne jeżeli chcesz zacząc normalnie żyć. Inaczej wszystkie te negatywne emocje beda Cie cały czas zjadac od srodka, kierowac Toba.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Semir i właśnie to samo podoba mi się u starszych facetów, tym bardziej, że samej mi już przeszły te głupie szczenięce lata, teraz i ja muszę wyglądać przyzwoicie haha ze względu na miejsce w jakim pracuje, imprezy co tydzień nie wchodzą w gre, na picie tym bardziej nie mogę sobie pozwolić... i w zasadzie od matury pracuje, więc ciągle przebywam z ludźmi starszymi. powiem Ci, że bardzo generalizujesz w tym swoim opisie 18-23 letnich dziewczyn :D ja do tej pory starałam się tego nie robić, poznałam chłopaka w swoim wieku z którym nawet coś zaczynało się dziać a okazał się takim gówniarzem jakby miał lat 15 a nie 21. i od tamtej pory sama generalizuje, samo słowo 'rówieśnik' mnie odstrasza.

 

520m.n.p.m., pierwszy raz o terapii pomyślałam jakieś 2 miesiące temu... a właściwie koleżanka dała mi namiary na jakiegoś psychologa, bo padło słowo 'mama' i rozkleiłam się w pracy. ale tak jak mówisz, trzeba dojrzeć- a ja chyba jeszcze nie dojrzałam :(

Zaczęłam wczoraj czytać książkę, którą mi poleciłaś 'toksyczni rodzice'... to niesamowite, każdy opisany przypadek tak różny a wszystkie opisane emocje takie mi znane...

 

bittersweet, tego bólu o którym mówisz najbardziej się obawiam. jak wspomniałam wyżej, kiedyś emocje puściły (przed przyjazdem matki, którego panicznie się bałam) i koleżanka z pracy co nieco ode mnie wyciągnęła. to były w lipcu, jest wrzesień- a ja nadal nie mogę się pozbierać po tym, że tak pękłam wtedy. uzewnętrzniłam ból, który się nie zmniejszył. dlatego boję się iść na terapię, nie wiem jak będę funkcjonować na co dzień.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beast6, Może i człowiek dojrzewa ale co to za radość jak rodzic przepija wszystko a Ty zasuwasz dnie i noce by chociaż kupić książki,coś do ukąszenia czy choćby jakieś ubrania by nie wyglądać jak menel. Ja już w wieku 16 lat tak miałem dąsałem się po różnego rodzaju ośrodkach dla osób chorujących psychicznie(nawet teraz jestem w mieszkaniach chronionych bo nie chcieli mnie puścić do tej ruiny zwanej dalej mieszkaniem) a co do komorników i zadłużenia to 3/4 czyli jakieś 20 000 z hakiem już spłaciłem ale jeszcze 10 000 zostało plus jakaś kasa by wyremontować chociażby do stanu deweloperskiego :). Ogółem wiem jak osoba po rodzicach alkoholikach ma przerąbane mi niedługo 28 stuknie a wcale nie czuję jakiejś gigantycznej poprawy nadal utkwiłem w martwym punkcie. Jednak po tym co piszesz nabieram do Ciebie szacunku że masz tak dużo na swoim barku a mimo to jakoś sobie radzisz :).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Semir, właśnie teraz poruszyłeś kolejną ważną kwestię, że mimo upływu czasu niewiele się zmienia. powiem Ci, że ja cały czas mam taką cichą nadzieję, że jak będę ciężko pracować itd to nagle wszystko się zmieni, odetnę się od przeszłości, od rodziców, będę niezależna zaradna, ale tak jak mówisz, masz 28 lat i nie czujesz wielkiej poprawy... tak samo będzie ze mną, kwestia czasu jak będzie trzeba zająć się rodzicami, a szczególnie tym jednym i problemami po nich, mimo tego, że nie mam za co okazywać wdzięczności... tak naprawdę wiem, że szybko się nie uwolnię od tego całego gówna a upływ czasu, pieniądze niewiele tu zmienią. i tak wszystko spadnie na głowę moją i mojego brata. z resztą moja matka potrafi żebrać pieniądze od nas na podstawowe rzeczy na które rzekomo jej nie stać, ale na to żeby chlać całymi dniami to już są pieniążki. Nie wspominając o tym, że do mnie nigdy złotówki nie dołożyła, nawet nie zapyta jak w szkole jak w pracy, w zasadzie niczym się nie interesuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beast6, Ale wiesz pomimo tego wszystkiego wcale nie stawiam siebie na straconej pozycji. Jestem wrodzonym pragmatykiem jeśli czegoś nie da się wyjaśnić nauką i rachunkiem prawdopodobieństwa to zwyczajnie w to nie wierzę więc od jakiegoś czasu pracuję nad alternatywą dla pracy i wykształcenia ograniczającego mnie do pensji minimalnej. Nawiązałem znajomość z brokerem giełdowym i staram się coś zdziałać na Forex (na razie to konto demo by sprawdzić czy w ogóle mam jakąś szansę na razie jest nieźle). Wiem że się uczysz jeśli jesteś dobrą uczennicą i masz dużo w główce to może powinnaś myśleć o korepetycjach :). Zawsze trochę więcej w kieszeni a i nauka na miejscu jedyne co budzi we mnie wątpliwości to Twoje miejsce pobytu. U nas w łodzi dużo dziewczyn tak dorabia moja kuzynka też to robiła i też pracowała(handel na rynku). Tylko ja przywoziłem jej towar ze zjazdowej i jako kierowcy też coś do kieszeni wpadło :D. Więc nie stawiaj siebie na straconej pozycji. Ja czasem i te choćby 15 minut spędzałem przed komputerem by sprawdzić opcje zarobkowe w weekendy ewentualnie na ile to możliwe spotykałem się z potencjalnym pracodawcą czy już szedłem do roboty(produkcja,magazynier,inwentaryzacja czy demontaż sceny i instalacji w naszej Atlas Arenie). Wiara czyni cuda,potrzeba jest dążeniem do niego a wytrwałość jest realizowaniem go ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
bittersweet, tego bólu o którym mówisz najbardziej się obawiam. jak wspomniałam wyżej, kiedyś emocje puściły (przed przyjazdem matki, którego panicznie się bałam) i koleżanka z pracy co nieco ode mnie wyciągnęła. to były w lipcu, jest wrzesień- a ja nadal nie mogę się pozbierać po tym, że tak pękłam wtedy. uzewnętrzniłam ból, który się nie zmniejszył. dlatego boję się iść na terapię, nie wiem jak będę funkcjonować na co dzień.
Jezeli bedziesz się bardzo źle czuła, popros o wsparcie farmakologiczne, mi bardzo pomogły antydepresanty. IMHO powinnas isc na terapie DDA, mam wrażenie że nie potrafisz postawic zdrowych granic swoim rodzicom, tylko pozwalasz się im wykorzystywać - w dodatku projektujesz że dalej sie bedziesz nimi zajmować w przyszłosci :hide: moze terapia pozwoli Ci spojrzeć trzeźwo na zobowiazania które masz wobec rodziny i zaczniesz dbac o siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beast6, Też się bałam wyrażać emocje i uczucia zwłaszcza, że mi wmówiono, że nie wolno się złościć, płakać, bo to jest zło, a te emocje to jest moja wina bo ja jestem zła. Postanowiłam spróbować zwłaszcza że już nie dawałam sobie rady z tłumieniem złości i pozwoliłam sobie na to żeby się porządnie wkurzyć i to pokazać, kiedy się wkurzałam nie czułam się dobrze ale potem, to uczucie spokoju i radości bezcenne :yeah: , jakby wylazło coś ze mnie brudnego i śmierdzącego a ja jestem czysta. Kiedy jest mi bardzo smutno to sobie płaczę, pamiętam jak wcześniej sobie sobie mówiłam, teraz nie będę płakać, popłacze sobie jak nikt nie zobaczy, ale później nie chciało mi się płakać i tak cały czas chodziłam smutna, teraz płaczę wtedy kiedy mam na to ochotę. Zawsze wtedy pada "Ale dlaczego płaczesz, uspokój się!!!", bo jest mi smutno, nie muszę się tłumaczyć. Chociaż tych negatywnych emocji jest jeszcze we mnie dużo to spodobało mi się okazywanie emocji. Ludzie ja czuje :great: Uczucia są moralnie obojętne ani dobre ani złe :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Semir, jeżeli chodzi o korepetycje to owszem, bawiłam się w to lo, teraz raczej bym nie wyrobiła, sama studiuje prawo więc jestem zawalona książkami, weekendy w ciągu roku odpadają, do tego praca plus nauka do pracy.. chciałabym juz mieć te studia za sobą, żeby mieć czas dodatkowo zajmować się poza godzinami pracy tym samym ale gdzie indziej, jakieś umowy zlecenie itd, teraz jeszcze przez brak wykształcenia i krótkie doświadczenie nikt nie potraktuje mnie poważnie w tej dziedzinie, chociaż ładnie ogarnelam temat przez rok i to jedyna rzecz z ktorej jestem dumna. Ale ma to swoje drugie dno- dobrze pracuje, bo uciekam w pracę, żeby nie myśleć o innych sprawach. W domu siedzę i patrze w sufit, nie jestem w stanie się skupić. Z resztą widzę że Ty też potrafisz się odnaleźć na gruncie zawodowym.

 

bittersweet żeby poprosić o wsparcie farmakologiczne muszę iść do lekarza, a mam takie obawy przed tym że aż dziwne. To chyba też wynioslam z domu, wiesz moi dziadkowie np uważają że w zasadzie człowiek jak ma dach nad głową, prace i jedzenie to nie ma prawa być smutnym, uważają że powinnam nie myśleć o tym co było zaakceptować wszystko, sztucznie się uśmiechać i udawać przed wszystkimi, że się zajebiscie czuje. Ale tak się naprawdę nie da. W zeszłym miesiącu powiesił się mój bardzo bliski kuzyn, wtedy chyba do mnie dotarło,ze moja rodzina żyje jakby byli robotami bez uczuć, uważali, że nie miał prawa mieć depresji bo był bogaty i młody- tak jakby to było miarą szczęścia. Mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która rozumie dlaczego wolał odejść i jak bardzo można nie radzić sobie z własnymi myślami. Tylko to jeszcze bardziej odsunęło ode mnie myśl terapii, czuje ze zostalabym z tym sama a ci którzy powinni mnie wspierać będą mi mówić 'a po co ci to, czego ci więcej potrzeba'.

 

520m.n.p.m., ja też czuję, aż za bardzo tylko nie mówię co czuję- płakanie to chyba druga czynność poza pracą, która potrafię robić i mogłabym robić cały czas. Często napływają mi łzy do oczu, zarówno w tłumie, kiedy się zamyśle, no i wieczorami do poduszki potrafię wylać wiele łez. A szczególnie jak się napije. Jak u Ciebie wygląda kwestia podejścia do alkoholu czy innych używek?

 

-- 20 wrz 2014, 11:47 --

 

Semir, jeżeli chodzi o korepetycje to owszem, bawiłam się w to lo, teraz raczej bym nie wyrobiła, sama studiuje prawo więc jestem zawalona książkami, weekendy w ciągu roku odpadają, do tego praca plus nauka do pracy.. chciałabym juz mieć te studia za sobą, żeby mieć czas dodatkowo zajmować się poza godzinami pracy tym samym ale gdzie indziej, jakieś umowy zlecenie itd, teraz jeszcze przez brak wykształcenia i krótkie doświadczenie nikt nie potraktuje mnie poważnie w tej dziedzinie, chociaż ładnie ogarnelam temat przez rok i to jedyna rzecz z ktorej jestem dumna. Ale ma to swoje drugie dno- dobrze pracuje, bo uciekam w pracę, żeby nie myśleć o innych sprawach. W domu siedzę i patrze w sufit, nie jestem w stanie się skupić. Z resztą widzę że Ty też potrafisz się odnaleźć na gruncie zawodowym.

 

bittersweet żeby poprosić o wsparcie farmakologiczne muszę iść do lekarza, a mam takie obawy przed tym że aż dziwne. To chyba też wynioslam z domu, wiesz moi dziadkowie np uważają że w zasadzie człowiek jak ma dach nad głową, prace i jedzenie to nie ma prawa być smutnym, uważają że powinnam nie myśleć o tym co było zaakceptować wszystko, sztucznie się uśmiechać i udawać przed wszystkimi, że się zajebiscie czuje. Ale tak się naprawdę nie da. W zeszłym miesiącu powiesił się mój bardzo bliski kuzyn, wtedy chyba do mnie dotarło,ze moja rodzina żyje jakby byli robotami bez uczuć, uważali, że nie miał prawa mieć depresji bo był bogaty i młody- tak jakby to było miarą szczęścia. Mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która rozumie dlaczego wolał odejść i jak bardzo można nie radzić sobie z własnymi myślami. Tylko to jeszcze bardziej odsunęło ode mnie myśl terapii, czuje ze zostalabym z tym sama a ci którzy powinni mnie wspierać będą mi mówić 'a po co ci to, czego ci więcej potrzeba'.

 

520m.n.p.m., ja też czuję, aż za bardzo tylko nie mówię co czuję- płakanie to chyba druga czynność poza pracą, która potrafię robić i mogłabym robić cały czas. Często napływają mi łzy do oczu, zarówno w tłumie, kiedy się zamyśle, no i wieczorami do poduszki potrafię wylać wiele łez. A szczególnie jak się napije. Jak u Ciebie wygląda kwestia podejścia do alkoholu czy innych używek?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W zeszłym miesiącu powiesił się mój bardzo bliski kuzyn, wtedy chyba do mnie dotarło,ze moja rodzina żyje jakby byli robotami bez uczuć, uważali, że nie miał prawa mieć depresji bo był bogaty i młody- tak jakby to było miarą szczęścia. Mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która rozumie dlaczego wolał odejść i jak bardzo można nie radzić sobie z własnymi myślami. Tylko to jeszcze bardziej odsunęło ode mnie myśl terapii, czuje ze zostalabym z tym sama a ci którzy powinni mnie wspierać będą mi mówić 'a po co ci to, czego ci więcej potrzeba'.
Jeśli bedziesz słuchac patologicznej rodziny, to skończysz jak ten kuzyn :? zreszta po co chcesz im o tym mówić ? raz w tygodniu idziesz do tera albo załtaw sobie terapie w ośrodku zamknietym typu Komorowo, wyjedziesz na 3 miechy /do pracy dostaniesz zwolnienie na czas terapii/ i będziesz mogła mentalnie i fizycznie odciac się od toksycznego srodowiska. Moja rada, przestań kierować się dobrem rodziny, radami rodziny, oczekiwaniami rodziny - zobacz, dokad Cię to doprowadziło :bezradny: zacznij dbac o siebie i troszczyc sie o siebie, a nie czuć odpowiedzialna za innych, którzy nota bene Twoje samopoczucie mają głeboko w d. Nie doczekasz się wdziecznosci ani nawet zrozumienia, wiec po co to robisz ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mam wrażenie, że jestem jedyną osobą, która rozumie dlaczego wolał odejść i jak bardzo można nie radzić sobie z własnymi myślami. Tylko to jeszcze bardziej odsunęło ode mnie myśl terapii, czuje ze zostałabym z tym sama a ci którzy powinni mnie wspierać będą mi mówić 'a po co ci to, czego ci więcej potrzeba'.

 

beast6 a teraz kto jest z Tobą? kto zna Twoje myśli? Jesteś z nimi sama i radzisz sobie kochana. Nie potrzebujesz ich wsparcia. Wesprzeć Cię może ten kto cię zrozumie czyli tacy jak my, tacy będą na terapii. Kiedy pójdziesz na terapię i twoim rodzice się o tym dowiedzą, jeśli im powiesz, to musisz się liczyć z tym, że się na ciebie obrażą, będą zaprzeczać, będą mówić że wymyślasz, że ci odbiło, że robisz z igły widły. Oni są winni temu wszystkiemu, oni to wiedzą ale się do tego nie będą chcieli przyznać, będą się bronić. Jesteś dorosła nie musisz się tłumaczyć rodzinie z tego co robisz dla siebie. Nie musisz się czuć winna, że będziesz mówić na terapii, że twoja rodzina jest dysfunkcyjna, masz do tego prawo i taka jest prawda, zresztą każdemu to możesz powiedzieć.

 

520m.n.p.m., ja też czuję, aż za bardzo tylko nie mówię co czuję- płakanie to chyba druga czynność poza pracą, która potrafię robić i mogłabym robić cały czas. Często napływają mi łzy do oczu, zarówno w tłumie, kiedy się zamyśle, no i wieczorami do poduszki potrafię wylać wiele łez. A szczególnie jak się napije. Jak u Ciebie wygląda kwestia podejścia do alkoholu czy innych używek?

 

Z alkoholem nie mam problemu, ale miałam problem z jedzeniem, zajadałam emocje, po złym dniu miałam ataki obżarstwa. Poza tym od dziecka mi mówiono że jestem za gruba, co nie było prawdą patrząc na zdjęcia, ale ja się odchudzałam tylko źle, bardzo mało jedząc, im bardziej się odchudzałam tym bardziej byłam głodna i znów się obżerałam, tak że teraz jestem gruba tak jak mi to wmówili. Jakiś czas temu wzięłam się w końcu za siebie i zaczęłam się zdrowo odżywiać, a to że nauczyłam się okazywać emocje przyczyniło się do tego że już ich nie muszę zajadać :smile: . Ale nie widzę efektów, że chudnie, bo na dnie tego dana leży taki potwór, że ja nie akceptuje siebie jako kobiety, wstydzę się tego, ponieważ mój ojciec nie chciał córki, chciał syna i ja to czułam całe życie :( i wyrosłam na babochłopa :cry: Zresztą w ogóle mnie nie chcieli, mieli zrobić aborcje ale chyba bali się religii, dowiedziałam się o tym 2 lata temu w trakcie kłótni rodziców. Ale czuje że dam radę, że poradzę sobie z tymi myślami.

Nie mówię rodzicom co czuje i co myślę, raz próbowałam powiedzieć ojcu, zresztą wykrzyczałam mu że zniszczył mi życie, nie przejął się, zaprzeczał, udawał że nie wie o co chodzi, dlatego nie mówię bo to nie ma sensu.

Nie chodzę na razie na terapię, korzystam z dostępnych materiałów, dużo rozmawiam ze sobą i z Wami :smile: jakoś pomału idzie mi to do przodu, ale nie wykluczam terapii jak utknę w martwym punkcie. Mieszkam w małej wsi boję się, że spotkam znajomych którzy rozgadają, że mówię "źle" o rodzicach i wtedy się zacznie - wyrodna córka itd.

 

Moja rada, przestań kierować się dobrem rodziny, radami rodziny, oczekiwaniami rodziny - zobacz, dokad Cię to doprowadziło :bezradny: zacznij dbac o siebie i troszczyc sie o siebie, a nie czuć odpowiedzialna za innych, którzy nota bene Twoje samopoczucie mają głeboko w d. Nie doczekasz się wdziecznosci ani nawet zrozumienia, wiec po co to robisz ?

Amen :uklon:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

bittersweet masz całkowitą rację, widzisz, cały czas rozumiem o czym do mnie mówisz i tak wyłażą ze mnie te mechanizmy dbania o kogoś a nie siebie, chyba przez te częste zarzuty 'my dla ciebie to i tamto, gdzie twoja wdzięczność'. Dobrze, że cały czas wylewasz na mnie kubeł zimnej wody, muszę przestać żyć resztkami naiwności, ze ktokolwiek wokół mnie przyzna mi rację i mnie zrozumie. Oprócz brata.

 

520m.n.p.m. doskonale Cię rozumiem... Mnie też chcieli usunąć, teraz wszyscy święci... Też mi powtarzali, że jestem gruba i to chyba jeden z powodów przez który dzisiaj mam skrzywiony obraz siebie i najchętniej bym się światu nie pokazywała, mimo tego, że z biegiem czasu sama się wyrobiłam, ponoć wypiękniałam, no po prostu z dzieciaka stałam się kobietą i dzisiaj sytuacja jest odwrotna- dla mężczyzn jestem tylko i wyłącznie obiektem seksu. Kolejna pułapka, nadal mam cholernie niska samoocenę, co mężczyźni bardzo szybko wyczuwaja i wykorzystują, łatwo mnie zmanipulować pustymi komplementami, na krótko ale jednak. Problem z odzywianiem też mnie dotyczy ostatnio, np cały zeszły tydzień prawie w ogole nie jadłam, byłam bardzo zestresowana i po prostu nie mogłam chociaż chciałam. Z kolei teraz od wtorku cały czas jestem głodna, najpierw się namyśle o tym co mnie trapi a później rzucam się na jedzenie:( największy problem jest właśnie z akceptacją, póki człowiek sam siebie nie pokocha to czy jest gruby czy chudy, niezależnie od tego co ludzie mówią i tak patrzymy w lustro i zawsze jest coś nie tak :( dlaczego postrzegasz siebie jako babochlopa? Nawet nie wiem, czy jak mówisz, że jesteś gruba to faktycznie jesteś gruba, czy tak tylko Ci się wydaje, wiem jak nasza psychika potrafi wpłynąć na nasze postrzeganie siebie, widzimy się zawsze w gorszym świetle :( mam nadzieję, że uda Ci się odnaleźć w sobie kobiecość i akceptację i że razem sobie w tym pomożemy.

 

-- 20 wrz 2014, 22:04 --

 

bittersweet masz całkowitą rację, widzisz, cały czas rozumiem o czym do mnie mówisz i tak wyłażą ze mnie te mechanizmy dbania o kogoś a nie siebie, chyba przez te częste zarzuty 'my dla ciebie to i tamto, gdzie twoja wdzięczność'. Dobrze, że cały czas wylewasz na mnie kubeł zimnej wody, muszę przestać żyć resztkami naiwności, ze ktokolwiek wokół mnie przyzna mi rację i mnie zrozumie. Oprócz brata.

 

520m.n.p.m. doskonale Cię rozumiem... Mnie też chcieli usunąć, teraz wszyscy święci... Też mi powtarzali, że jestem gruba i to chyba jeden z powodów przez który dzisiaj mam skrzywiony obraz siebie i najchętniej bym się światu nie pokazywała, mimo tego, że z biegiem czasu sama się wyrobiłam, ponoć wypiękniałam, no po prostu z dzieciaka stałam się kobietą i dzisiaj sytuacja jest odwrotna- dla mężczyzn jestem tylko i wyłącznie obiektem seksu. Kolejna pułapka, nadal mam cholernie niska samoocenę, co mężczyźni bardzo szybko wyczuwaja i wykorzystują, łatwo mnie zmanipulować pustymi komplementami, na krótko ale jednak. Problem z odzywianiem też mnie dotyczy ostatnio, np cały zeszły tydzień prawie w ogole nie jadłam, byłam bardzo zestresowana i po prostu nie mogłam chociaż chciałam. Z kolei teraz od wtorku cały czas jestem głodna, najpierw się namyśle o tym co mnie trapi a później rzucam się na jedzenie:( największy problem jest właśnie z akceptacją, póki człowiek sam siebie nie pokocha to czy jest gruby czy chudy, niezależnie od tego co ludzie mówią i tak patrzymy w lustro i zawsze jest coś nie tak :( dlaczego postrzegasz siebie jako babochlopa? Nawet nie wiem, czy jak mówisz, że jesteś gruba to faktycznie jesteś gruba, czy tak tylko Ci się wydaje, wiem jak nasza psychika potrafi wpłynąć na nasze postrzeganie siebie, widzimy się zawsze w gorszym świetle :( mam nadzieję, że uda Ci się odnaleźć w sobie kobiecość i akceptację i że razem sobie w tym pomożemy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beast6, trzeba się wziąć za siebie po to żeby być wreszcie szczęśliwym, ja wierzę że się nam uda, że świadomość tego że jesteśmy DDA/DDD i przyznanie się do tego to początek lepszego życia, chociaż na początku się wydaje że gorzej być nie może.

 

dlaczego postrzegasz siebie jako babochłopa?
Może trochę przesadziłam z tym określeniem, chodzi o to, że np. nie noszę sukienek bo się wstydzę (nie wiem czego :P), chyba w ramach terapii muszę sobie kupić :D , i też ciągle powtarzam że do niczego mi mężczyzna nie potrzebny bo ze wszystkim sobie dam radę, a to nie prawda przecież

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

520m.n.p.m., tylko ja póki co jestem gołosłowna, uświadomiłam sobie źródło swoich problemów jakiś czas temu i stanęłam w miejscu, nie potrafię nic z tym zrobić.

 

sukienkę zakup koniecznie, dodaje pewności siebie:) ja też nie lubię (tzn. lubię, ale tak jak mówisz- czegoś się wstydzę), ale ostatnio się przełamuję i widzę, że nawet podejście ludzi jest inne chociaż to niby nie szata zdobi człowieka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beast6, nie stoisz w miejscu, uświadomiłaś sobie problem to krok 1, przyznałaś się do tego, że jesteś DDA to krok 2, napisałaś o sobie na forum, publicznie to krok 3, nie zatrzymuj się idź dalej bardzo dobrze ci idzie :D Może załóż sobie dzienniczek uczuć? bo z tego co piszesz to duże problemy z emocjami i to będzie krok 4

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

beast6, Jeśli chodzi o grunt zawodowy to nie do końca tak jest. Wykształcenie mam tylko gimnazjalne a więc nie mam co liczyć na dobrą pracę i świadomość tego co będzie się działo w następnym miesiącu nie daje mi żyć pewnie dlatego tak poważnie myślę o giełdzie. Co do kuzyna bardzo mi przykro. W tym wszystkim tak straciłem swoją matkę ale wtedy byłem jeszcze małym dzieckiem więc pewnie było mi to łatwiej przeżyć niż Tobie. Jej nienawidzę za to że nie walczyła o swoje i zostawiła mnie na pastwę tego pijaka on i tak nie robił sobie nic z tego bo wódka dla niego była wszystkim. Nie raz zadowolony że udało mi się zebrać jakieś 300 na książki i ubrania zaraz po wakacjach zobaczyłem kasetkę z rozwierconym zamkiem i ani grosza w środku. Takim był skurwysynem :(. Teraz nie chcę się wiązać bo uczucia w szczególności te pozytywne są moim najsłabszym ogniwem. Najłatwiej jest pokonać człowieka jego własnymi uczuciami. A teraz sam czuję się jak gówniarz że tą dojrzalszą rzecz utopiłem w rzece a ta druga strona próbuje mnie czegoś nauczyć z wcześniejszych lat robiąc ze mnie przy okazji największą ofiarę losu w całej rodzinie no i świadomość tych 28 lat i tego ile jeszcze będę żył.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Semir , wiesz, wykształcenie w dzisiejszych czasach to niestety tylko papierek, który niczego na gwarantuje i pewnie nie jedna osoba się o tym boleśnie przekonała już. chociaż fakt- brak tego papierka blokuje nam wiele dróg, sama to odczuwam nie mając wykształcenia wyższego, ale nie przeskoczę tego, mam tyle lat ile mamy i nie zrobię 5 lat studiów w rok. Ważne, że jesteś pracowity i kombinujesz co i jak jeszcze zrobić żeby było lepiej. podejrzewam, że jesteś o wiele bardziej zaradny życiowo niż większość wykształconych ludzi. wykształcony, co to słowo w ogóle znaczy, nic tak nie kształci jak praca.

 

co się stało z Twoją mamą? mieliśmy podobną sytuację do Twojej, mój brat ciężko pracował, zbierał pieniądze na tzw 'czarną godzinę', wracał z pracy, dziwił się, że lodówka pusta, dzieci nie mają co jeść, a matka ciągle pijana. Dopiero po kilku miesiącach przeliczył swoje ciężko zarobione pieniądze, okazało się, że brakowało 5 stów. I oczywiście, ani się nie przyznała ani nie padło słowo 'przepraszam'. Nieprawdopodobne, że ludzie mogą aż tak nisko upaść :(

 

Co do uczuć też wiem o czym mówisz. Zawsze powtarzam, że nikogo nie potrzebuję, sprawiam wrażenie chłodnej emocjonalnie osoby, bo jak tylko komuś zaufam to zostaję sama- z tymi 'ożywionymi' uczuciami, których wbrew pozorom mam tak wiele w sobie. Obecnie jestem w takim stanie, że po prostu sobie z nimi nie radzę, a ze względu na specyfikę sytuacji nawet nie mogę z nikim o tym porozmawiać, pewnie stąd ta moja ostatnia aktywność tutaj.

Nie sądzisz, że czasami sami podejmujemy decyzję, zachowania które nas niszczą? Np. to unikanie bliskości emocjonalnej z drugą osobą, zamykanie się na uczucia? Bo ja odnoszę wrażenie, że robię ostatnio niby nieświadomie wszystko to przez co po prostu ciężej mi się żyje. I nie mogę przestać. A już szczególnie jak w grę wchodzą uczucia to przestaje racjonalnie myśleć. No jak idiotka. I nie mogę przestać.

A myśli samobójcze? Na pewno nie raz tak miałeś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×