Skocz do zawartości
Nerwica.com

Muszę się wygadać :(.


Piotr_k

Rekomendowane odpowiedzi

Bardzo żałuję, że zacząłem brać leki. Uważam, że nie potrzebowałem leczenia farmakologicznego. Pomimo faktu, że od dziecka miałem zapędy hipochondryczne i niezwykle ciężko angażowałem się w jakiekolwiek związki (które bardzo przeżywałem). Mam też czasem coś takiego, że wszystko musi być zawsze zrobione na tip-top lub ustawione w pewien konkretny sposób (coś w rodzaju natręctw). Jako dziecko zdarzało mi się też obsesyjnie myć ręce w obawie przed zarazkami. Późno rozpocząłem też życie seksualne (21 lat). Z reguły potrafiłem sobie radzić z tymi problemami po dłuższym czasie i był spokój przez pewien czas, aż nie pojawił się nowy bodziec. Kulminacja nastąpiła w marcu 2011, po operacji złamania oczodołu, którego objawem było podwójne widzenie. Nastąpiło to w czasie mojego doła po kolejnej nieudanej relacji z kobietą. Po operacji był przez pewien czas spokój, ale z czasem zacząłem sobie "wkręcać" (chyba), że z moim wzrokiem było coś nie tak. Wtedy popadłem w ostre doły, ale wyszedłem z tego poznając dziewczynę (była moją pierwszą). Spędziliśmy ze sobą prawie 2 lata. Pooperacyjne wkręty pojawiały się i znikały. Pomagał mi dziurawiec. Niestety często kłóciliśmy się ze swoją dziewczyną. Doprowadzała do mnie do stanów takich, że drżałem z nerwów i jedyne co potrafiło rozładować moje nerwy to krzyk na nią. W międzyczasie zmarła moja matka, a 4 miesiące później musiałem przejść operację. Wtedy zacząłem uciekać od tego związku zdając sobie sprawę, że był on toksyczny - czułem ciągłe pretensje zamiast wsparcia. Nie potrafiłem powiedzieć ostatecznego 'nie'. Zerwała w końcu ona i przez pewien czas czułem ulgę. Jednak w pewnym momencie zacząłem dostawać ataki płaczu, napięcia mięśni, problemy ze snem, niska samoocena i niechęć do wychodzenia z domu. Po pewnym czasie zacząłem szukać rozwiązania i postanowiłem udać się do psychiatry i psychologa. Niestety najpierw udałem się do tego pierwszego, przepisał leki. Zastanawiałem się trochę nad tym, czy zacząć je brać. Okazało się, że po pierwszym dniu zacząłem się czuć jak nowo narodzony. Gdybym wiedział, że to był efekt placebo, nie brałbym dalej. To był Escitalopram.

Na Escitalopramie było ok, ale poznałem pewną dziewczynę. Zainteresowanie seksem było całkiem OK, było też zbliżenie - "sprzęt" działał w miarę dobrze, ale nie tak sprawnie jak przed braniem leków. Podczas brania leków zdarzały mi się też epizody upicia się alkoholem. Esci brałem przez około 2.5 miesiąca. Zmieniłem go na Sertralinę ze względu na "problemy ze sprzętem". Razem z Sertrą brałem Trazodon. Na tej kombinacji zdarzały mi się ataki płaczu i okropnego samopoczucia (w momentach w których spotykałem swoją byłą). Po jednym takim ataku związanym z moją byłą nagle pojawiły się całkowite problemy z erekcją. Wtedy zacząłem czytać o tym w Internecie. Poznałem pojęcie PSSD (Post SSRI sexual dysfunction). Od tamtej pory to stało się moją obsesją. Przerwałem leczenie, po kolejnych 2.5 miesiącach bycia na 50 mg Sertraliny. Sertrę odstawiałem 2 tygodnie. Natomiast Trazodon w dawce 25 mg odstawiłem łącznie po ok 4 miesiącach brania. Zrezygnowałem też z psychoterapii. Wszystko odbyło się po konsultacjach z lekarzem i terapeutą. Na SSRI byłem łącznie ok 5 miesięcy. Winą za wszystko zacząłem obarczać lekarza, moją byłą, a ostatnio także ojca.

 

Po odstawieniu leków ciągle myślałem o tym czy mój "sprzęt" działa dobrze. Pomalutku wszystko się poprawiało, ale nie wróciło do normy do teraz.

Po ostawieniu leków pojawiły się także takie problemy:

- Uczucie pełności w brzuchu, coś jakby problemy z wątrobą

- uczucie zmęczenia przy wchodzeniu po schodach

- Wrażenie niewielkich trudności w oddychaniu

 

W tym czasie poznałem fajną dziewczynę - nagle poczułem, że "sprzęt" zaczyna działać z powrotem - wzody na przytulanie, całowanie a także samą myśl o niej. Poczułem, że może znów zacznę kochać.

No i wtedy pojawiła się ONA - MOJA BYŁA. Zaczęła mówić, że mnie kocha, tęskni i w ogóle. W końcu przespaliśmy się ze sobą, a ja przeżyłem wtedy w moim odczuciu ogromną traumę - zamiast przyjemności, ból. W nocy nie potrafiłem spać - budziłem się z krzykiem. Zachowywałem się trochę jak nienormalny. Wiedziałem, że zrobiłem źle i że przez tą głupią decyzję mogłem stracić tą nowo poznaną (cudowną dziewczynę). Tak też się stało.

 

Od tamtej pory miewam następujące objawy:

- ciągłe problemy polegające na odczuwaniu silnego bicia serca w nocy, a także w trakcje leżenia.

- tachykardia

- obsesyjna myślenie "czy mi stanie" gdy widzę atrakcyjną kobietę, co przerodziło się w uczucie guli w gardle i zdenerwowania gdy spoglądam na atrakcyjne Panie.

- Myśli samobójcze poprzedzone epizodami złego nastroju (myślenie o PSSD).

- Brak poczucia własnej wartości

- Regularnie cukier na czczo: 100 mg/dl

- Dużo insuliny i mało cukru (65 mg/dl) po 2 godzinach po podaniu glukozy (krzywa cukrowa).

- Wzrost wagi

 

Pozytywnym aspektem jest to, że w tym stanie udało mi się całkiem dobrze zaliczyć semestr na Politechnice (prawdopodobnie załapię się znów na stypendium). Nie wiem jednak jak to zrobiłem, ale uruchomiłem w sobie rezerwy sił i moc obliczeniowa mojego mózgu stała się tymczasowo lepsza niż kiedykolwiek wcześniej.

 

Ostatnio pojawiło się u mnie OGROMNE POCENIE, które powoduje u mnie niechęć do wychodzenia z domu (spędzam w nim bardzo dużo). Pocę się nawet w chłodnym mieszkaniu, a skóra jest mokra nawet tam, gdzie nigdy wcześniej nie była.

 

Zarzekłem się, że nie pójdę więcej do psychiatry. Zacząłem sobie tłumaczyć, że leki zamieniły mnie w wykastrowane seksualnie i emocjonalnie zombie. Zacząłem szukać rozwiązania problemu. Po wizytach u endokrynologa wyszło, że po początkowo małych zaburzeniach hormonalnych, wyniki zaczęły wyglądać w miarę normalnie.

 

Poszedłem jednak do psychologa/neurologa. Zdiagnozował nerwicę i przepisał mi Citalopram w małej dawce, mówiąc, że mnie łagodnie wyprowadzi z tego. Ja jednak nie potrafię się przełamać. Poszedłem więc na konsultację do swojego endokrynologa.

Endokrynolog przepisał mi Bibloc (beta bloker). Uznał, ze jak nie pomoże, to muszę udać się do psychiatry. Lek zaczął pomagać, ale tylko doraźnie. Lepiej śpię i mniej się pocę po zażyciu leku. Puls w końcu spada.

Gdy lek przestaje działać, zaczynam się czuć okropnie. Te upały powodują, że czuję się strasznie i pocę jak głupi.

 

Psychicznie czuję się aktualnie całkiem ok, ale fizycznie jest okropnie. Siedzę ciągle w domu i oglądam seriale. Mam kilka ważnych rzeczy do zrobienia (Praca inżynierska i duży projekt na uczelni), ale nie potrafię się zabrać za nic.

W międzyczasie byłem też u jednego psychologa, ale nie wzbudził mojego zaufania. Aktualnie zaczynam słuchać Treningu Autogennego Schultza (tak zalecił mi neurolog).

Wiem, że jestem w rozsypce zarówno fizycznej i psychicznej, ale ciężko zaufać mi psychologom i psychiatrom.

 

Naprawdę nie wiem co już mam ze sobą zrobić :( Może mnie ktoś wspomoże jakimiś sugestiami lub ciepłym słowem ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piotr_k, widac ze po odstawieniu leków wrociła Twoja potencja do normy. Masz albo wyjscie takie ze idziesz do psychiatry i kontynuujesz terapie farmakologiczna, albo próbujesz zostac na beta blokerze i spróbowac terapii u psychologa. Z problemow zdrowotnych, ktore opisujesz dobrze by było sprawdzic tarczyce jezeli jest ok to pocenie jest na tle psychicznym. Na pewno jak nic z tym nie bedziesz robił to sie będzie pogłebiać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Piotr_k, widac ze po odstawieniu leków wrociła Twoja potencja do normy. Masz albo wyjscie takie ze idziesz do psychiatry i kontynuujesz terapie farmakologiczna, albo próbujesz zostac na beta blokerze i spróbowac terapii u psychologa. Z problemow zdrowotnych, ktore opisujesz dobrze by było sprawdzic tarczyce jezeli jest ok to pocenie jest na tle psychicznym. Na pewno jak nic z tym nie bedziesz robił to sie będzie pogłebiać.

Hormonalnie jest ok. Endokrynolog powiedział, że jak beta bloker nie złagodzi mi objawów, to znaczy, że problem będzie na tle psychicznym.

Czy erekcja wróciła do normalności? Ciężko powiedzieć. Prawdą jest, że od mojego ostatniego zbliżenia z moją byłą, nie byłem z nikim innym. Jedyne co mogę powiedzieć, to kwestia tego jak reaguję na bodźce.

Ogólnie moje obawy odnośnie erekcji wyglądały następująco:

- było pobudzenie gdzieś w głowie. Czułem, że jestem facetem i że potrzebuję tych reakcji, potrzebuję kobiet.

- pomimo pobudzenia, często był problem z erekcją co powodowało u mnie strach i niepokój, że tak będzie na zawsze. Zacząłem się obawiać, że już nigdy nie sprawdzę się jako facet.

- zdarzały się momenty, gdy budziłem się rano pobudzony i musiałem sobie ulżyć.

- Moja samoocena z reguły nigdy nie była najlepsza, to podnosiło ją to, że potrafię długo i kilka razy pod rząd. Więc zacząłem ciągle "sprawdzać" na tym polu. Znów obsesyjnie. Ulżyłem sobie raz, żeby sprawdzić, potem drugi, trzeci. Gdy tylko coś zaczęło działać nie tak jak chciałem, notowałem to sobie w głowie.

Ogólnie, gdy mam okazję widywać piękne, atrakcyjne kobiety, to nie czuję się do końca jak facet. Moje myśli są skupione na czymś w stylu "Znowu zero reakcji". Pojawia się wtedy stres. Pomimo uspokojenia pracy serca, ciągle czuję jednak stres, który mocno się we mnie kumuluje.

 

Musisz wrócić do leczenia bo tak jak poprzedniczka napisała, nie bedziesz sie leczyc, to ten stan sie bedzie tylko pogłębiać, a tego chyba nie chcesz?..

Beta bloker biorę od kilku dni. Muszę dać mu rozwinąć skrzydła. Pomaga trochę na pracę serca (nie jest to tak uciążliwe w nocy), ale jak pozostanie pocenie i brak erekcji, to będę musiał się za coś zabrać.

 

Psychoterapia? To jest raczej konieczność, prawda? Przyznaję, że ostatnio jak pracowałem z psychologiem, to nie dawałem z siebie wystarczająco dużo. Brałem leki i było w miarę ok. Nie skupiałem się na pewnych celach i zadaniach, które były przede mną stawiane.

 

Farmakoterapia? Ogromnie boję się przyjmowania leków. Ataków spowodowanych myśleniem PSSD dostałem będąc na Sertralinie! Nie wyobrażam sobie układać swojego życia będąc na lekach, które mnie wykastrują. Chociaż na Escitalopramie mogłem normalnie odbyć stosunek. Tragedii nie było w sumie. Teraz mam przepisany Citalopram - połowę najmniejszej tabletki dziennie i nie wiem jakie będą jego skutki uboczne (na esci było z tym na ogól dobrze). Próbowałem zasugerować lekarzowi przepisanie mi mirtazapiny, która podobno nie zaburza mocno sfery seksualnej. Mój problem krąży teraz głównie wokół tych problemów seksualnych, więc nie wiem czy dobrym pomysłem byłby lek, który teoretycznie może mnie wykastrować. Przynajmniej wydaje mi się, że to nie jest dobry pomysł. Z drugiej strony będę bronił się w grudniu/styczniu i nie chcę aby leki mocno wpłynęły na moje zdolności uczenia się.

Cholera ciężko mi jest zaufać lekarzom w tym momencie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×