Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
szukającydrogi

Którędy teraz?

Rekomendowane odpowiedzi

Czasami są takie momenty,że muszę się najzwyczajniej w świecie wyżalić, chociaż na ogól jestem niewzruszoną jednostką i daleko mi do jednostki, która ciągle narzeka, informując o tym wszystkich dookoła.

 

Generalnie wszystko sprowadza się do tego,że od pewnego dłuższego czasu, nie mam poczucia kierunku w swoim życiu. Nie mam głębszego sensu, dla którego warto byłoby cokolwiek osiągać, robić. Nie mam jakiejś dużej, głębokiej depresji, ale zaczyna mnie to już ostro irytować. Jeszcze kilka lat temu, było kilka tematów, które mnie fascynowały, przy których się zatracałem, miałem wewnętrzne poczucie,że to co robię jest dobre dla mnie w tym momencie. Czułem po prostu jakiś sens w swoim życiu, teraz go nie ma, od dłuższego czasu. To mnie najbardziej dobija. Dobija mnie to,że moje dni są teraz powtarzalne, sporadycznie przeplatane jakimiś ciekawymi dniami, ale generalnie jest to wegetacja, przynajmniej dla mnie, dla osoby, której zawsze było wszędzie pełno. Nie potrafię, bo nie wiem w jakim kierunku, ukierunkować swoją energię. Wszystko stało się dla mnie jakieś takie mdłe, brakuje w tym wszystkim barw. Ktoś, kto stracił sens we wszystko, na pewno doskonale mnie rozumie. Nie chce mi się po prostu niczego osiągać, brzydko mówiąc: mam wyje*ane totalnie na wszystko - poza treningami w tygodniu. Wszystko co wydaje mi się,że chciałbym osiągnąć, skutecznie mnie demotywuje w momencie w którym uświadomię sobie ile pracy potrzeba w to włożyć - kiedyś raczej tak nie miałem, piszę,że WYDAJE MI SIĘ, bo nie jestem tego pewien, nie wiem czy chciałbym to mieć, to robić, czy po prostu fajnie byłoby to mieć, to robić. Nie wiem co robić, nie wiem gdzie iść, nie wiem kim chcę być i co robić w przyszłości, a czas nagli, bo ponad 20 na karku.

 

Czasami sam do siebie po prostu rzucę na szybko: to idź skocz. I przechodzi, nie skaczę jak widać, ale tak głęboko mnie to dotyka - brak kierunku, brak sensu w życiu.

 

Przechodził ktoś przez coś podobnego? Jak sobie z tym poradziliście?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Co to za treningi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ja przechodzę coś podobnego od około 3 lat, z każdym rokiem się pogłębia. Wcześniej po prostu nie zastanawiałem się nad tym wszystkim ale żadnych wielkich celów życiowych także nie miałem. Nigdy ich nie miałem. W przeszłości moje życie napędzały gry komputerowe, a troszkę później używki. Teraz nie napędza jego raczej nic, chociaż różne używki ciągle dobijają się do drzwi. Powiem Ci, że paradoksalnie mi z tym jest w miarę ok. Bezpieczny azyl. Problemem jest to, że muszę zacząć coś robić aby przetrwać na tym świecie, np. pracować. A właśnie pracując ma się kontakt z innymi osobami, które wywierają na Ciebie presję, wpływ, co powoduje, że trzeba dostosować się w pewnym stopniu do dzisiejszego społeczeństwa aby nie stać jako wyśmiewany dziwak na marginesie życia. Nikt nie lubi być wyśmiewanym, wytykanym palcami ze względu na swoją inność. Tak to wygląda z mojej perspektywy.

 

Nie poradziłem sobie jeszcze z tym. Obecnie jestem na etapie szukania pasji oraz wytyczania celów życiowych oraz mniej lub bardziej realnych marzeń. Jest to niezbędne aby załapać motywację do dalszej egzystencji ponieważ gdy tej motywacji brakuje to nawet najprostsze czynności, w stylu umycie zębów stają się zbędne. No bo po co mam wstawać, myć zęby, dobrze wyglądać itp.? Aby zaszedł skutek musi być przyczyna. W moim życiu brakuje mocnej przyczyny aby mógł zajść jakiś pozytywny skutek. Z tym poszukiwaniem pasji jest coraz lepiej. Na przestrzeni tego roku odkryłem pewne 'rzeczy', które mnie interesują i które zamierzam rozwijać. Nigdy się nie spodziewałem, że w takim kierunku mogę podążyć. Za namową jednej osoby wracam także pamięcią do swego dzieciństwa aby przypomnieć sobie co wtedy lubiłem robić. Ma to podobno odzwierciedlenie w dorosłym życiu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To jest prawda, dopóki nie znajdziemy/znajdę czegoś co mnie znowu pochłonie, zainteresuje, życie będzie puste, bez głębszego sensu. Przechodziłem już przez to kilkakrotnie, przez ten trudny etap przejściowy, w którym nie ma głębszego sensu. Poniekąd albo głównie z tego powodu, że za dzieciaka niczego mi w życiu nie brakowało, byłem rozpieszczany, dostawałem co chciałem, a teraz po prostu muszę wziąć odpowiedzialność za swoje życie i sam się z nim zmierzyć. Wydaje mi się,że to jest właśnie taki najgorszy faktor tego wszystkiego, bo wiem, że najwyższy czas dorosnąć, bo Ci co mnie rozpieszczali nie będą żyć wiecznie. Z tego powodu pewnie czuję się zagubiony, bo moje życie już nie może być wielkim placem zabaw na którym tylko się człowiek bawi i nie ma większych obowiązków. Poza tym mam wysokie ambicje, nie chce skończyć jak przeciętny Kowalski, który ze swojego życia, na łożu śmierci będzie pamiętał tylko pracę na etacie i weekendowe najebki. Może nie jestem przystosowany do dorosłego życia? Może chciałbym uczynić ze swojego życia coś spektakularnego?

 

@monooso;

 

Jak szukasz swoich pasji? Szukasz i sprawdzasz?

 

Z tym,że to co nas w dzieciństwie interesowało, może nas interesować w dorosłym życiu, też się spotkałem. Pytałem nawet jakiś czas temu rodziców, babcię co uwielbiałem robić za dzieciaka; wymienili wuchtę rzeczy, generalnie od małego wszędzie mnie było pełno, mówili,że mam nadpobudliwość i nie raz chcieli mnie zaciągnąć do psychologa, bo twierdzili,że mam ADHD. Może i mam, ale mi to w ogóle nie przeszkadza. Nie potrafię usiedzieć dłużej w jednym miejscu, a już zupełnie nie potrafię siedzieć i nic nie robić. Zawsze coś robię - bawię się wszystkim co mam pod ręką. Dla mnie to nigdy nie było problemem, tylko fajnie byłoby ukierunkować takie pokłady energii na coś konstruktywnego, na coś co przyczyni się do mojego wzrostu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

szukającydrogi, Prawdę mówiąc z podstawowych potrzeb to dla mnie też niczego nie brakowało. Zawsze miałem jakieś jedzenie (nawet jeżeli do dupy to jednak było co jeść), miałem jakieś ubrania, miałem telewizor, miałem komputer, Internet itp., zresztą wiadomo. Nie jestem z jakiejś wielkiej patologii ale nie jestem również z jakiejś bogatej rodziny. Raczej z takiej biedo-przeciętnej. Nie wiem jak wiążemy koniec z końcem ale jakoś się udaje. Czy ja byłem rozpieszczany, aż tak bardzo? Nie wydaje mi się. Na pewno nie byłem. Powiedziałbym, że raczej byłem ze wszystkiego wyręczany. Przeważnie nic nie musiałem robić, o nic nie musiałem się martwić i do dzisiaj jest podobnie.

 

Ciężko mi powiedzieć jak szukam swoich pasji. Po prostu jakoś tak się złożyło, że same zaczęły 'wypływać'. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Nie szukałem ich na siłę ale chyba zacznę. :D

 

Akurat ja nie wiem co lubiłem robić za dzieciaka. Nic szczególnego sobie nie przypominam, kompletna pustka. Akurat ja jestem Twoim przeciwieństwem ponieważ w jednym miejscu nic nie robiąc mogę siedzieć nawet cały dzień, do tego nie nudzę się. Chyba nawet mogliby mnie zamknąć w pierdlu na 25 lat i bym za bardzo się tym nie przejął. Teraz sobie przypomniałem, że też zawsze coś obracałem w ręce, miałem taką nadpobudliwość ale z czasem (nawet nie wiem kiedy) przeminęła.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No właśnie, a u mnie było z kolei tak,że byłem wyręczany, na nic nie musiałem tak naprawdę zapracować. ;) Mówili mi np: jak podciągniesz oceny w szkole, dostaniesz to. Oceny się nie zmieniały, a ja i tak to dostawałem. Po prostu sielanka, co tutaj dużo mówić.

 

Mnie "adhd" trzyma do dzisiaj, nawet jak się spokojnie na łóżku położę to i tak zawsze biorę coś do ręki i się tym bawię. :D Może to jest szkodliwe, a ja z tego sobie sprawy nie zdaję? ;> ADHD to w cudzysłowie, bo ten co "odkrył" tą chorobę, na jakiś czas przed śmiercią sam się przyznał,że wymyślił ją na potrzeby firm farmakologicznych,żeby napędzić im koniunkturę na leki, cóż...

 

W każdym razie, trzeba mieć co robić na co dzień, bo inaczej można po prostu zbzikować, takie wieczne "włóczenie" się bez sensu jest po prostu destrukcyjne i do niczego dobrego nie prowadzi. Jakby chciał ktoś dodać jak można jeszcze szukać swojego "celu życiowego" niech da cynka. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Szczerze mowiac, nie radze sobie. Sa to momenty calkowitego zwatpienia w cokolwiek i ogromnej tesknoty. Po jakims czasie przechodzi samoczynnie, ale wiem, ze bardzo wazne byloby wsparcie spoleczne, to podnosi i uruchamia pewne poczucie sensu i wartosci.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Szczerze mowiac, nie radze sobie. Sa to momenty calkowitego zwatpienia w cokolwiek i ogromnej tesknoty. Po jakims czasie przechodzi samoczynnie, ale wiem, ze bardzo wazne byloby wsparcie spoleczne, to podnosi i uruchamia pewne poczucie sensu i wartosci.

 

Tęsknoty do czego? O jakim wsparciu społecznym mówisz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Szczerze mowiac, nie radze sobie. Sa to momenty calkowitego zwatpienia w cokolwiek i ogromnej tesknoty. Po jakims czasie przechodzi samoczynnie, ale wiem, ze bardzo wazne byloby wsparcie spoleczne, to podnosi i uruchamia pewne poczucie sensu i wartosci.

 

Tęsknoty do czego? O jakim wsparciu społecznym mówisz?

 

Tesknoty za byciem kims innym, lepiej skonstruowanym fizycznie i psychicznie, odporniej, bez nadwrazliwosci, neurotyzmu, z umiejetnoscia rozpychania sie lokciami, bycia chciana i kochana nie tylko przez rodzicow.

 

Wsparcie spolecznie - wiedziec, ze moge na kims polegac, byc wytulona, wyglaskana, ze ktos interesuje sie moim jestectwem. Po prostu wiedziec, ze nie jest sie w prozni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Tesknoty za byciem kims innym, lepiej skonstruowanym fizycznie i psychicznie, odporniej, bez nadwrazliwosci, neurotyzmu, z umiejetnoscia rozpychania sie lokciami, bycia chciana i kochana nie tylko przez rodzicow.

 

Tęsknota tutaj niewiele zmieni. Dopóki nie podejmiesz działania w kierunku zmiany, nic się nie zmieni. Głupotą jest robić cały czas to samo i oczekiwać innych rezultatów.

 

Wsparcie spolecznie - wiedziec, ze moge na kims polegac, byc wytulona, wyglaskana, ze ktos interesuje sie moim jestectwem. Po prostu wiedziec, ze nie jest sie w prozni.

 

Rozumiem, ludzie są istotami stadnymi i potrzebują towarzystwa innych osób tak samo jak tlenu. Tylko z drugiej każdy z nas jest egoistą i stawia swoje dobro ponad dobro innych.

 

Podejmujesz jakiejś korki w kierunku zmian, czy liczysz po prostu na to,że kiedyś, pewnego dnia, wszystko się odmieni?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Podejmuje, jesli dokopiesz się kiedyś do innych watkow, to mozesz sobie poczytać. Nie jestem zakopanym we wlasnym mieszkaniu odludkiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mangiferaindica, Strasznie mnie zaciekawiłaś! Dziękuję za to co napisałaś. Czy możesz napisać za co kochają cię rodzice? albo inaczej za co najczęściej byłaś chwalona?

 

PS. Czy lubisz Marię Peszek i co sprawia, że z takiej zmysłowej piosenki wybrałaś akurat taki wers? (Mam wiele pytań, bo widzę w tym co piszesz odpowiedź na notoryczny brak radości u swojej matki i bardzo chciałabym zrozumieć przyczynę opłakanych skutków)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

szukającydrogi, Ode mnie nigdy niczego wielkiego nie wymagali, mieli w dupie moje oceny. Miałem samowolkę. Również nigdy nie musiałem na nic zapracować. Nie byłem jakoś nadmiernie rozpieszczany z powodu notorycznego braku gotówki oraz przecież na alkohol szły niebagatelne sumy. Nigdy nie otrzymywałem kieszonkowego i ogólnie bardzo rzadko kiedy miałem własne pieniądze. Obecnie nie umiem obchodzić się z kasą. Jak ją mam to mnie świerzbi i muszę szybko wydać na jakieś głupoty, a to może piwko, a to może fajeczki, a to może jeszcze coś innego.

 

Ja nie mam nic do roboty i jeszcze nie zbzikowałem, tak mi się wydaję. Zahartowałem swoją psychikę i teraz nie wiem co musiałoby się stać aby zrobiło na mnie wrażenie. Mogę siedzieć i dosłownie nic nie robić całe dnie. Mogą mi zabrać komputer, telewizor, komórkę, WSZYSTKO. Mam to gdzieś, ważne abym miał co jeść. Jestem jak mnich buddyjski. :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mangiferaindica, :-) Jeśli to było do mnie to ja poczekam na twoją odpowiedź :-) W tych pytaniach mocno się ograniczyłam, żeby cię nie wystraszyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Z tym,że to co nas w dzieciństwie interesowało, może nas interesować w dorosłym życiu, też się spotkałem. Pytałem nawet jakiś czas temu rodziców, babcię co uwielbiałem robić za dzieciaka; wymienili wuchtę rzeczy

Mnie zaś w dzieciństwie interesowało mało rzeczy, miałem wąskie spektrum rzeczy, które lubiłem robić; a obecnie spektrum zawęziło się tylko do jednej rzeczy - leniuchowania.

 

No właśnie, a u mnie było z kolei tak,że byłem wyręczany, na nic nie musiałem tak naprawdę zapracować. ;) Mówili mi np: jak podciągniesz oceny w szkole, dostaniesz to. Oceny się nie zmieniały, a ja i tak to dostawałem. Po prostu sielanka, co tutaj dużo mówić.

Mnie tekst, że np. dostanę coś za lepsze oceny nie motywował, wolałem tego po prostu nie dostać, a oceny zostawić takie, jakie miałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@monooso;

 

Ja też mógłbym dalej żyć tak jak żyję, bez pracy, bez autentycznie interesujących mnie zainteresować, etc. Tylko powiedz mi dokąd ta droga ma Cię, mnie, innych zaprowadzić? Teraz z perspektywy lat jak na to patrzę, to widzę,że ten czas dosłownie ZAPIER*ALA, nie obrócisz się, a Ci, mi, innym styknie 30-stka i co dalej? Rodzice pewnie będą jeszcze żyli, ale co dalej, gdy ich już zabraknie? Mało mi się podoba wizja tego,że wszyscy wokoło będą kierownikami, szefami, majstrami - if u know what i mean. ;) No kur*a, trzeba coś konstruktywnego robić w życiu, mnie np. strasznie przeraża wizja zwykłego Kowalskiego - praca, dom/mieszkanie na kredyt, rodzina, seks o tej samej porze, w tych samych pozycjach do usranej śmierci. Ja potrzebuję nowych bodźców w życiu, dla mnie powyższy przykład jest idealnym schematem jak nie powinno się tego jedynego życia przeżyć. Pomimo odmienności w tej kwestii, nie potrafię zdefiniować co mi się podoba, jak chciałbym być zapamiętany, jaką osobą chciałbym być. Gdyby tylko ktoś mi powiedział,że nadaję się do tego i tego i w tym i w tym osiągnę wielki sukces..., po prostu popłakałbym się ze szczęścia, bo wiedziałbym w jakim kierunku iść, gdzie pompować swoją energię. Wiem,że nikt tego za mnie nie zrobi, sam muszę znaleźć to co sprawia mi autentycznie radość, co daje mi powera. Może to znalazłem już, ale przeoczyłem? Powiadam wam, to jest kur*a dobijające, mając dodatkowo w sobie tą niechęć do zwykłej egzystencji.

 

@mark123;

 

"Mnie tekst, że np. dostanę coś za lepsze oceny nie motywował, wolałem tego po prostu nie dostać, a oceny zostawić takie, jakie miałem.

"

 

A myślisz Mark,że mnie to motywowało? Nieeeeee. Wiedziałem,że jak powiercę trochę dłużej dziurę w brzuchu i tak to dostanę. Dostawałem. Tylko teraz z perspektywy czasu widzę jak bardzo takie działania rodziców upośledzają dorosłość. Rówieśnicy, który nie mieli tak dobrze, są po prostu zahartowani do życia, starają się by coś osiągnąć, a jednostki mojego pokroju czekają aż przyjdzie do nich kelner i koniecznie poda to wszystko na srebrnej tacy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Rówieśnicy, który nie mieli tak dobrze, są po prostu zahartowani do życia, starają się by coś osiągnąć, a jednostki mojego pokroju czekają aż przyjdzie do nich kelner i koniecznie poda to wszystko na srebrnej tacy.

Motywacja negatywna jest w pewnym sensie lepsza, bo zadziała na większość; natomiast motywacja pozytywna zadziała na... może połowę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też sobie zadaje to pytanie. Ciekawe tylko co czuje człowiek, który miał ciekawe życie, kiedy przychodzi starość, choroba i śmierć puka do drzwi. Może to on wtedy będzie nieprzygotowany. Ja codziennie myślę o śmierci i przemijalności, może nie czyni to zdatnym do życia, ale kto wie, może taka wizja jest bardziej śmiercio-kompatybilna. Czas mija tak czy siak. Czy się coś osiąga, czy siedzi w domu. Ja się zastanawiam, co poczuję jak zobaczę życie przed oczami, gdy przyjdzie koniec. Czy będę z siebie zadowolony. Może nie będę, ale tak i tak o tym myślę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

szukającydrogi, Nigdzie mnie nie zaprowadzi ale czy musi mnie gdzieś zaprowadzić? Po co? Dla stanowisk czyli dla kasy? I co mi z tej kasy? Abym się zaćpał? Powtarzam, że obecnego stylu życia nie wybrałem z własnej przyjemności ale tak się wszystko potoczyło. Tak ułożyły się przeróżne czynniki. Ja nie myślę, aż tak odlegle. Dopiero mam 22 lata, do 30 brakuje mi 8 lat. W tym czasie może wydarzyć się MASA nieprzewidzianych rzeczy. Zwyczajnie mogę nawet nie dożyć tej 30, może mi odbić, mogę wcześniej się zabić, może wybuchnąć 3 wojna światowa, może spaść meteoryt, mogę ogarnąć się i coś osiągnąć, mogę wyjechać za granicę, mogę zostać przysłowiowym Kowalskim, mogę zostać bezdomnym itd., jest multum możliwości więc nie mam co się przejmować na zapas. Oczywiście myślę o tym czasem ale jakoś te wszystkie możliwe negatywne konsekwencje nie robią na mnie, aż takiego wrażenia. Ja nie biorę udziału w żadnym wyścigu abym miał liczyć każdy dzień. Nie odnoszę wrażenia, że marnuję życie. Ja po prostu nie wiem co chciałbym robić w tym życiu. No bo osoba, która pracuje, rucha panienkę, spotyka się ze znajomymi i chodzi do klubów na imprezki to już nie marnuje? Hehe, dobre. Każdy musi sam nadać sens swojemu życiu ponieważ odgórnie ono nie ma żadnego sensu więc mówiąc, że ktoś marnuje swoje życie (nawet jeżeli czuję się z tym dobrze) jest jakimś nieporozumieniem. Jak można marnować życie? W ogóle te zdanie nie ma żadnego sensu. To moje życie i jak będę chciał to przesiedzę do 30 w domu onanizując się do filmów pornograficznych, a później się powieszę i nikomu nic do tego. Sam wybiorę co będę chciał. Obecnie jestem w lepszym stanie psychicznym niż niejedna osoba 'spełniająca się w życiu'.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

szukającydrogi, wiesz wł mnie najlepiej to zawsze ignrorować to co nas wkurza, traktować to jako powietrze i robić to na co się w tej chwili ma ochote. Za długo się nad tym co nas wnerwia zastanawiamy analizujemy to gorzej będziemy się czuć.

 

Jeśli nie czujesz że cokolwiek daje ci radość to poprostu rób to na co masz w tej chwili ochote, to ci poprawi humor.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jasne, macie racje. Nie każdy musi pędzić za osiąganiem szczytów, jeżeli komuś jest szczerze wygodnie w sytuacji w jakiej się znajduje, to okey. Ja może faktycznie mam jakiś z tym problem -że powinienem w życiu osiągnąć coś znaczącego i to budzi we mnie frustracje. Zamiast korzystać z czasu, który na pewno mam w obecnej chwili i wpływu na obecną chwilę, to ja na siłę próbuję wykreować swoją wizję na przyszłość i stąd może wynikać ten pęd za znalezieniem tego co chcę robić. To mnie chyba spina najbardziej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Lenka30, obiecałam odpowiedzieć, to piszę.

 

Ja nie byłam chwalona zbytnio, generalnie jedynym momentem był moment, bardzo krótkotrwały, osiągnęć szkolnych, gdzie po powiedzeniu rodzicom - "dostalam coś tam coś", było słowo "no kochana jesteś mysia" (od mamy). To trzeba by dorzucać cały kontekst mojkego dzieciństwa i dorostania, ale ogólnie to ja tego chwalenia szukałam wszędzie, bo była ta sekunda ulgi dla umęczonej duszyczki dziecka.

 

Moi rodzice tez nie są zbytnio weseli, pozytywni, widzą świat przez pryzmat zmęczenia, negatywizmu i samych negatywnych scenariuszy. Teraz próbuje ich uczyć, że można inaczej, że sa alternatywy dla takiej gorzkości. To był poniekąd też jeden z czynników decydujących o z kolei mojej nerwicy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×