Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
gosiaczek**

No to kolej na mnie...

Rekomendowane odpowiedzi

cześć wam .Jestem tu pierwszy raz... bardzo się cieszę że znalazłam to forum.... świadomość że nie jestem odosobnionym przypadkiem działa pokrzepiająco.....hm... kiedy poczułam ze coś jest nie tak..... trudno powiedzieć... pierwszy atak, jeśli mogę tak to nazwać miał miejsce 2 lata temu albo połtora... byłam z chłopakem u koleżanki, była noc... psiapsióła zaczęła opowiadać o duchach, jej zmarłej babci, jakieś paranormalne historie... i się zaczęło...dostałam takiej schizy że myślałam ze zaraz umrę i dołącze do owej babci.... czegoś takiego nigdy wcvześniej nie miałam... przeogromny strach, zanik czucia własnego ciała, czułam się jakbym miała zaraz ulecieć w przestworza.... usiadłam chłopakowi na kolanach i powtarzałam jak w transie... ,,Trzymaj mnie.!.. trzymaj mnie!"....myślałam ze nie dojedziemy do domu.....drętwienie całego ciała pustka wewnętrzna ... nie wiem jak to określic.... no horror po prostu...

po tym incydencie nic więcej takiego nie nastąpiło... przez okrągły rok spokój , wszystko ok.. zbliżały się wakacje, upały... zaczęłam sie dziwnie czuć, niewyspana, zmęczona, czułam dziwny niepokój...miałam taka nieswoja głowe... trwało to ok 2 miesięcy...ale zwaliłam to na karb przeciązenia nauką - robiłam licencjat....Po obronie spokój... aż do maja tego roku....na początku miesiąca zaczęłam sie dziwnie czuć... na początku pojawił się niepokój... pracuje wszkole.. rano wszystko w porządku, do południa też.. przychodzi 17ta.... zaczyna się...codziennie dzwonie do chłopaka....Boże jak dobrze że mam takiego wspaniałego faceta... on działała na mnie jak najlepsza tabletka usokajająca.... jego stanowczy ton, czasami opieprzka sprowadzała mnie na ziemie....czułam się pokrzepiona.. ale niepokój nie ustawał.... zaczęłam myśleć i bać się śmierci....w dodatku czułam że serce mi dziwnie bije.. jakby nierówno..ciagle łapałam sie za nie i sprawdzałam czy tyka... Bozszzz://....i nastąpił przełom... poniedziałek wieczór .. dzwoni moje kochanie i mowi mi że jego ciocia nie zyje... widziałam sie z nią w ubiegłym tygodniu... i się zaczęła jazda bez 3manki.... lęk, panika..ból w klatce, uczucie ze i mnie zaraz szlak trafi... biedna mama nie wiedziasła co ze mna robić... wstawałam , siedziałam... prawie mdlałam... nie potrafiłam normalnie gadac z kumplem... no po prostu koszmar.. ale przeszło... pogrzeb przeżyłam nie lepiej.. w kosciele miałam wychodzić...miałam głupie myśli .. wyobrażałam sobie ze teraz moja kolej.. ze niebawem ja będę na jej miejscu leżeć... czułam sie jakas zobojętnionaa, rozbita.. a przeciez nie znałam jej tak dobrze ....ale zawsze bałam sie smierci i silnie przeżywałam wiadomosci dotyczące ze ktoś np. zginął tragicznie ( tak sie stało w przypadku 2 braci którzy w ubiegłym roku zginęli tragicznie jadąc samochodem.... nie znałam ich wcale... ale niedaleko mieszkali.. strasznie to przeżyłam.. ciagle myślałam.. wyobrażalam,sobie jak wyglądał ich poranek, wieczór zanim...)....od tej pory niepokój stał sie moim codziennym towarzyszem... i wreszcie miał miejsce jeden wypadek który skłonił mnie do pojscia do lekarza jakieś 2, 3 tyg. temu... kładłam się spać... leże i nagle czuje że powieki robią mi się cięzkie jak z ołowiu, czuję jakbym sie zapadała w łóżko... ucisk w klatce, nie czuje ciała, serce wali jak oszalałe... była 12 w nocy.. narobiłam paniki.... nie moge oddychać.. czuje ze zaraz umre , ze cos mi sie stanie.. no i to straszne drętwienie ręki.. to musi oznaczać zawał.. tak to na pewno to... sprawdzam serce ... oczekuje ze zaraz przestanie bić...mama nerwowo przewraca kartki książki telefonicznej i dzwoni prywatnie do naszego lekarza rodzinnego...lekarz każe mi wstrzymywac odech i zażyć relanium... pomogło... ulga.... sen....następnego dnia idę do lekarza... pada wyrok - NERWICA..oczywiscie domagam sie ekg...- wynik książkowy, ciśnienie bardzo dobre.. jestem zdrowa, nie grozi mi żaden zawał.. mam sobie to wbić do głowy..przepisuje mi propranolol i neurol... zażywam już kilka dni... hm... czy jest lepiej.?. dzis w szkole cos sie zaczynało dziać - miałam akurat rade pedagog. ale zaczęłam się w duchu besztać i pomogło...uffffffffffff ale sie rozpisałam.... myśle ze nie jest ze mną tak najgorzej.. ja zawsze byłam niepoprawna optymistka i sądze ze to pomaga mi z tym walczyć.. acha... mam krótka linie zycia.. to mnie też nakręca, że pewnie to jakiś znak ze niedługo pozyje..czasami mi sie zdaje ze mam przeczucie ze niebawem umrę ...lekarz powiedział że jestem nadwrażliwa ( w końcu raczek zodiakalny :).... pale fajki.. sporadycznie... moze to też mnie nakręca....no i pisze prace mgr- chwilowy stres... nie wiem.. uważam ze moje zycie jest bardzo fajne.. mam świetnego chłopaka, pracę która kocham... normalny dom, rodzinę, impreski, wspaniałych przyjaciól....kocham zycie... czemu mnie to spotkało.. lekarz mówi ze mój organizm dopiero teraz odreaghowuje wcześniejsze stresy ( jedynie egzaminy)... boje sie że wyląduje w psychiatryku.... ale nie poddam się... no i to zmęczenie potworne... od rana do wieczora... czuje się jak stara , zmęczona zyciem kobieta .. a mam 24 lata...powodzenia Gosiek**:((...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
powodzenia Gosiek

W zasadzie sama sobie odpisałaś :)

 

w końcu raczek zodiakalny :)

a jakże

 

pale fajki.. sporadycznie... moze to też mnie nakręca....no i pisze prace mgr- chwilowy stres...

witam w klubie

 

Teraz na poczatek pomysl o czymś takim - boisz się śmierci bo nie da sie jej kontrolować. Może wiec boisz sie czegoś nad czym nie mozesz zapanowac, nie masz zupelnie kontroli ? Na poczatek pomysl o tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj na forum gosiaczku !

Mam nadzieję że znajdziesz tu nie tylko odpowiedzi na nurtujące cię problemy ale i przyjaciół którzy będą cię wspierać.

Serdecznie pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za odpowiedzi i słowa otuchy:)..swoją drogą nie sądziłam że aż tyle osób się z tym zmaga.... jeśli chodzi o tą kontrolę....hm moze coś w tym jest... ja zawsze musze mieć wszystko zaplanowane... każdy weekend.. i jak coś nie pojdzie po mojej myśli to mnie szlak trafia....nie wiem czemu tak strasznie się boję tej śmierci...wyszukuje sobie tysiąc objawów... i zkażdą pierdołą bym do lekarza leciała.. Boże co ja już nie miałam...wcześnie był rak płuc, teraz na tapecie jest zawał serca....jestem jaką cholerna hipohondryczką...ech....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

witaj gosiaczek** z uwagą przeczytałam twoje posty i wydaje mi się , że jesteś osobą bardzo odpowiedzialną, nawet bym powiedziała zbyt bardzo. Zbyt wiele nałożyłaś na siebie obowiązków, a przy Twojej odpowiedzialności nie pozwalasz sobie na popełnienie jakiego kolwiek błędu. Nieświadomie wmówiłaś sobie wszyscy inni tak a ja nie, jestem odpowiedzialna i ambitna. Jeśli chodzi o mnie jesteś najlepszą osobą na świecie i nie ma drugiej takiej jak ty i tylko dlatego daj sobie prawo do popełniania błędów , nie zmierzaj do doskonałości gdzie ceną jesteś ty sama. Nie rań aż tak siebie, nie zasługujesz na to. Masz rodzinę która Cię kocha , wspaniałego chłopaka, pracę i dlatego poluzuj , ponieważ oni Cię bardzo kochają i potrzebują. Ludzie rzeczywiście się doskonalą, podnoszą sobie poprzeczki ale stopniowo, a przy tym stają się profesjonalistami wówczas i tylko wówczas jak tylko popełniają błąd. Bo tylko na nich można się doskonalić i stawać się coraz to lepszym. Pozdrawiam ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj gosiaczku**

jestem jaką cholerna hipohondryczką...ech....

Dibrze że to "tylko" hipohondria i zdajesz sobie z tego sprawę.

Głowa do góry.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj na forum i niech Ci będzie z nami dobrze

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

hm...z tą odpowiedzialnością to bym się kłociła... ja raczej nie jestem zbyt ambitna... zresztą cały czas słysze to od mamy.. jestem leń i tyle... owszem potrafię się zmobilizować ale w sytuacjach podbramkowych... ciagle coś zapomne, zgubię, i ciagle uczę się na błedach, których popełniam niemało....a tak przy okazji to w godziny temu miałam kolejny atak.... wracałam pociagiem z "Krakowa.... myślałam ze nie dojadę...dobrze że w torbie miałam relanium.... chce mi się płakać bo myślałam ze jest już lepiej :(.............

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×