Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Grubcia

Nerwica depresyjna/depresyjno lękowa

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Choruje na nerwice depresyjna,niby nic powaznego,ale ostatnio daje mi w kosc.Mam lękinp.przed wychodzeniem z domu,kontaktami z innymi,nowymi sytuacjami itp.Czesto placze,czuje sie zle mimo ze biore leki.Mam tez kontakt z psychologiem.Jednak mam wrazenie,ze nikt mnie nie rozumie,nikt i nic nie jest w stanie mi pomoc.Nie wiem,co robic,by przetrwac ten kryzys?Jak Wy sobie radzicie w takich sytuacjach?Bede wdzieczna za kazda odpowiedz.Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Grubcia - wszystko będzie dobrze. Masz kontakt z psychologiem - to dobrze bo on Ci pomoże . Zajmij się czymś i postaraj się nie myślec o nieprzyjemnych stresujących rzeczach. Rozmowa z przyjaciółką. Ty nie wychodzisz z domu to może ktoś przyszedłby do Ciebie.

A może psychoterapia grupowa ?

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

obmysl sobie jakas malutka wyprawe np do ksiegarni obejrzec ksiazki, albo wez aparat i porob zdjecia kwatom na lace cz motylom

wyjscie z domu to przeciez nie musi byc kontakt z ludzmi, nie spotkasz znajomych

wybierz sobie na wyjscie pore kiedy jest malo ludzi, bo sa wszyscy w pracy, cz szkole

zacznij stopniowo, od krotkiego, 10 minutowego spacerku i potem dluzej jak juz sie przyzwyczaisz:)

mozesz sobie tez zamowic taxowke i pojechac gdzies a potem wrocic piechota do domu

wszystko rob powoli i stopniowo i sie uda:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czesc vegge.

Dzieki za wsparcie,zrobie tak jak proponowales,ksiegarnia itp.Rodzina wyciaga mnie z domu,inaczej pewnie nie wychodzilabym wcale.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Doskonale cię rozumiem, mam ta samą sytuację. Musisz wierzyc , ze będzie lepiej i zacząć wychodzić do ludzi.. jakaś biblioteka, czy poprostu iść do jakiegoś parku i porozmyślać i poodychac świezym powietrzem (tak jak ja dziś).

Nie jesteś sama!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Jak Wy sobie radzicie w takich sytuacjach?Bede wdzieczna za kazda odpowiedz.Pozdrawiam.

 

mnie pomogla terapia grupowa. Spotkasz tam ludzi ktorzy maja podobne problemy. Trudno tak na forum chocby dotknac sedna problemu pokonywania kryzysow psychicznych.To zabrzmi troche jak banal lecz nie wymyslo w tej kwestii nic lepszego niz glebsze dotarcie do pierwotnej przyczyny problemu. Pomocne moga byc tez leki, lecz moim zdaniem lek leczy skutki a nie przyczyny (w rozumieniu przyczyn psychologicznych)

- poprawi absorbcje jednej substacji inna znow zablokuje itd., lecz nie zmieni na stale twojego sposobu myslenia o sobie , o swiecie, ludziach a o to w tym wszystkim chodzi) - Na poczatku zawsze jest jakas negatywna mysl ktora nastepnie zostaje przeksztalcona w negtywna emocje.

 

 

zycze powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Dobrze wiedziec,ze ne jestem sama,ze mnie rozumiecie:)Staram sie wychodzic do ludzi.Czasem siedze na balkonie.Zgadzam sie,ze leki lecza skutki,nie przyczyne problemu.Wydaje mi sie,ze najlepszym polaczeniem sa leki+dobry psycholog(niestety jeszcze na takiego nie trafilam,ale planuje zmienic terapeute,moze tym razem sie uda)Chodzilam :na terapie grupowa(pomogla mi),ale niestety teraz sie skonczyla.Daliscie mi nadzieje na lepsze jutro,wielkie dzieki:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sami szukaliście tej terapii grupowej?...czy np, Wasz psycholog/psychiatra Wam coś polecił?...sama tez nad tym myślę i sie tak zastanawiam...poza tym, ile u Was taka terapia trwała?...i jak często się odbywały spotkania?

 

Z góry dzięki za każde info :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czesc Nelka!

Mnie akurat polecil ta grupowa moj psychiatra(wspolprowadzil ta grupe)Akurat moja grupa wsparcia trwala dosc dlugo(9 miesiecy)Spotkania odbywaly sie raz na tydzien,po 2 godz.Zwykle jednak o ile wiem grupy trwaja krocej od 1-3 miesiecy.Niektore odbywaja sie codziennie,wszystko zalezy od rodzaju grupy,kazda jest innaNie mam zbyt duzego doswiadczenia to byla moja pierwsza grupowa,ale nie ostatnia.Mysle,ze na pewno warto sprobowac.

Powodzenia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Grubcia i miałaś wcześniej jakiś wywiad psychiatryczny robiony?...jak duża grupa była?...i czy naprawdę o wszystkim rozmawialiście?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nelcia co do tej terapi grupowej, to mój lekarz mi polecił, a na tej grupie było góra 8 sposób i kazdy po kolei opowiadał co u niego i jak miał jakiś problem to grupa starała się pomóc(dawała rady itd).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

sam już nie wiem co, jak biore leki lęki się normują, wycofują sie lub są znosne, ale spada nastrój a biore antydepresanty teraz luxetę pół tabletki , może mało, w każdym razie mam porąbane myśli nie są natrętne ale jak przyjdą to nastrój spada cholernire , czuje się dziwnie, troche obco niepasujący do reszty świata, nieraz jakaś sytuacja moze mnie wyprowadzić z równowagi i odczuwam w sobie coś dziwnego nienaturalnego-wyobcowanie do tego cholerny smutek poczucie beznadziejności ale tak wielkie że nie potrafię tego opisać i zaczynam się nawet czasem tego bać. Ogarniają mnie wtedy mysli że tak już będzie zawsze że to nie minie i to beznadziejne samopoczucie zaprowadzi mnie w końcu na skraj szaleństwa. Czasem odczuwam napięcie w głowie ale takie myślowe że nie mogę aż sobie miejsca znaleźć, czuję że za chwilę zwariuję, ale nie są to natręctwa tylko to napięcie na zasadzie odczuwania. Cześto też się wyłączam. Ostatnio wyłączyłęm się prowadząc auto, dobrze że jechałem z kumplem bo bym komuś w tyłek wjechał, patrzyłem poprostu w lewą stronę i podziwiałem chyba krajobraz, w ogóle w tym dniu musiałem co trochę patrzeć w lewą stronę jadąc autem, innym razem wstaję rano przez 20 minut jest ok jak już sie przebudzę dopada mnie ogromny smutek czuje że sie rozpłaczę ale nie mogę coś to chamuje nie mam chęci do niczego nie chce mi się iść do pracy , jestem senny jak niewiem co , jak juz pojade do pracy wezme pół luxety to międzu 10-16 funkcjinuje w miarę dobrze ale gdy wracam do domu włączają mi się dziwne mysli, spada nastrój czuję sie znów beznadziejnie , na myśl o tym co sie ze mną dzieje ogarnia mnie lęk, w nocy spię w miarę dobrze chodzę spać ok 23, budzę się codziennie ok 3:30 muszę do kibelka i tak co dziennie w nocy, kładę się i zasypiam śpię do 7 rano i mam trudności ze wstaniem i przebudzeniem, mam przerwy wyrównawcz ze strony serca byc może to nerwowe, czuję się wycofany towarzysko, jak patrze w lustro i widzę siebie to czuję się dziwnie, czasem w kontaktach z bliskimi mi osobami jak żona dzieci tez czuję sie obco, miewam pojedyńcze nap[ady lęku w ostatnich 4 tygodniach miałem 3 , przy jednym juz myślałem że zwariuje, przeczytałem coś natemat psychoz i obsesji na punkcie kamer i bycia obserwowanym, ponieważ o tym myślałem odniosłem takie wrażenie w pracy podczas okreslonej czynności myślałem że fiksuję, lekarz mi powiedział że miałem poprostu napad leku a nie objaw choroby, sam sobie to chyba wkręciłem, czasem miewam trudności gdy mam się znaleźć w jakiejś sytuacji,m czuję się nie swojo najchętniej bym danego zdarzenia uniknąła ale wiem że nie mogę i powstaje wewnętrzny konflikt i znów spadek nastroju , czasem wydaje mi się że jestem złym człowiekiem , ojcem i mężem że jestem ciężarem dla rodziny i boje się że w końcu nie wytrzymam tego wszystkiego i sfiksuję. A nieraz przyjdzie tydzień gdzie jestem sobą w 85% i mam ochotę coś ze sobą dobrego zrobić, ale takich chwil jest niestety znacznie mniej. Pozatym staram si normalnie funkcjonować, pracuję , chodze na siłownię, do kościoła próbuję zyć normalnie, a raczej stwarzac pozory normalnego życia. Leczę się od 2005 roku przEżyłem przed leczeniem 2 bardzo ciężkie sytuacje życiowe od których wszytko się we mnie pokręciło, PO KTÓRYCH MIAŁEM KOSZMARNE NAPADY PANIKI I LĘKI. Dziś sytuacje wydają się być rozwiązane, a to one na początku powodowały lęki i załamania, nie mam juz z nimi problemów ale we mnie nadal tkwi coś co nie pozwala cieszć się zyciem, zaangażować się w coś, coś czego nie potrafie pokonać, nie mogę sie pozbyć. JAKIEŚ SUGESTJE?

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:30 pm ]

a może nie napisałem nic odkrywczego ?

 

[ Dodano: Dzisiaj o godz. 11:30 pm ]

a może nie napisałem nic odkrywczego ? może to wszystko już znacie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

mimo ze mam 17 lat, przeżyłam w te wakacje to samo.Tzn w wakacje zaczęła się moja nerwica.Wszystko to znam, znam tą depersonalizacje, derealizacje, patrzecie w cos i nie wierzenie ze to stoi przed nami, dopiero dotknięcie nas w tym uświadamia.Zawroty głowy, dziwne bicie serca.Najgorsze jest bo 'błędne koło' ze wkręcimy sobie jakiś obiaw jakiejś choroby i zaczynamy sie uspokajac ze to nie mozliwe i wtedy nadchodza napady leku ze moze jestesmy nie normalni a potem gwałtowny spadek nastroju straszny lek i nie mal panika. I Chce sie płakać, nie chce sie nigdzie isc a z drugiej strony nie chce sie zostac w domu i o tym mysle.

 

a jeszcze teraz pogoda nie za bardzo, a to sprzyja nerwicy.

 

Ale razem damy rade, mam nadzieje ze sobie poradzisz.

Moim zdaniem nie powinienieś brać leków, bo przy odstawianiu lęki rosna.

Dla mnie najlepszy jest trening autogeniczny Schultza (naprawde polecam!) i psychoterapia.

 

Pozdrawiam ciepło :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

w tym sprawa że chodzę na terapię, nieraz jest dobrze i pomaga, a innym razem samo sie chrzani, mamrównierz lęki na tle religijnym , nieraz myslałem że jestem opętany i raczej mi jest potrzebny egzorcysta , bzdurne prawda? samo takie myslenie chyba już świadczy o jakiejś chorobie, choć nieraz myślę że bierze sie to z jakiejś ludzkiej niedoskonałości , chęc bycia dobrym idealnym człowiekiekiem ,dobrym chrześcijaninem, dążeniem do doskonałości , stawiania sobie poprzeczki ciut za wysoko, sam nie wiem, a innym razem jestem twardy potrafię dac słowa otuchy innym , logicznie myślę prawie jak psycholog , eeech zycie życie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właściwie sam nie wiem jak to nazwać i opisać bowiem stanowi to zbyt wielki chaos. Od dłuższego czasu męczy mnie bowiem kompletna nieumiejętność radzenia sobie z życiowymi problemami, przeciwnościami losu i ogólnie rozumianym zwyczajnym, codziennym życiem. Wszystko stanowi problem, wszystko jest trudne i zbudza nieadekwatny lęk czy niepokój.

Wykańcza mnie sytuacja w której najmniejszy problem urasta do miana gigantyczne a ja jestem bezradny i ni wiem jak go rozwiązać. Z racji tego że różne sprawy wzbudzają we mnie lęk czy strach to odkładam je na później przez co stają się poważniejsze albo powodują problemy. A wtedy zaczyna się depresyjna jazda bo nie umiem sobie poradzić z sytuacją, mam tylko ochotę uciec na drugi koniec świata. Jeśli problemy uda się rozwiązać (często z pomocą innych) to sytuacja się nieco normuje do momentu gdy pojawią się nowe problemy. Co gorsza nie jestem w stanie uczyć się na błędach i jeśli raz takie odkładanie spraw na później spowodowało problem to w przyszłości i tak się powtórzy nawet gdy będę sobie obiecywał że tak się nie stanie. Po prostu nie daję rady.

 

Ahhh oczywiście zaliczyłem już hmmm lekarzy-specjalistów oraz psychologów, łykałem różne proszki (kiedy już było naprawdę fatalnie) ale to nic nie dawało.

Ktoś jeszcze tak ma? :smile: Czy tylko ja mam takie depresyjno-nerwicowo-lękowe jazdy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja mam to samo. Z każdym dniem jestem bliższa popełnienia samobójstwa.

Wydaje mi się, że nasz problem to, to, ze nikt nas NIE KOCHA

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
mam bardzo podobnie, mój przypadek opisałam tutaj

 

Czytałem. Rzeczywiście jest pewne podobieństwo sytuacji. Aczkolwiek Ty jesteś bardzo młodą osobą i tym samym masz większe szanse żeby nie spaprać sobie życia. W Twoim wypadku chyba odpowiednia by była wizyta u psychologa. Trzeba podjąć jakieś działania bo jeśli zostawisz ten problem samemu sobie to tylko urośnie i będzie gorzej.

 

Wracając do mojej kwestii - zabawne jest to że rodzice uważają że sobie dam radę, że poradzę sobie i że tylko sobie wmawiam trudności. A ja po prostu nie jestem w stanie. I nie wiadomo co z tym zrobić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wydaje mi się, że nasz problem to, to, ze nikt nas NIE KOCHA
miłość bliskich nie ma tu nic do rzeczy.Nie kochamy,nie lubimy siebie i w tym jest problem.Wierzymy,że jesteśmy do niczego i z tym trzeba sobie najpierw poradzić.

A z tymi"gigantycznymi problemami" codzienności też nie umiem sobie radzić i wszystko odkładam,potem niestety ponoszę konsekwencję nie załatwionych spraw.Tak to już jest przy depresji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kilka dni temu byłam u psychologa i odesłała mnie do psychiatry. Wybieram się w czwartek. A znowu moi rodzice uważają, że nie jestem niczego warta, ojciec mówi, żebym wypier****** z tej szkoły i szła do pracy, bo pasożyta utrzymywać nie będzie :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pepper

Przykro mi to pisać, ale Twój ojciej to paskudny osobnik :evil: -jak może wyganiać własne dziecko z domu mówiąc iż nie będzie utrzymywać "pasożyta" W końcu jesteś tylko człowiekiem i potrzebujesz pomocy co nie znaczy, że jesteś parasite :roll: Nigdy nie zrozumiem takich rodzicieli :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rozumiem co znaczy nie miec fajnego ojca, moj mnie wprawdzie z domu nie wygania ale rozmawia ze mna tylko gdy pojawia sie problem i jest na mnie wsciekly...

Ja tez siebie nie lubie. Ale mimo to kocham zycie. Czego i wam (tego drugiego rzecz jasna) z całego serca zyczę...

 

Kocham zycie a jednocześnie boje się zyć. Idę o zakład ze znacie to uczucie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie! Czytam Wasze przeżycia i czuję jakbym patrzała w lustro!

 

Nie znoszę siebie, nie akceptuję! Odsuwam się od ludzi - dlatego jestem uważana za niedostępną i zarozumiałą. A wcale tak nie jest, po prostu boję się bliższych kontaktów z ludźmi. Zamykam się w swojej skorupie, nie wychodzę z domu- jak już muszę to przechodzę ze spuszczoną głową lub w ciemnych okularach, by nie widzieć spojrzeń ludzi.

Moja praca polega na ciągłym kontakcie z ludźmi - to dopiero wyzwanie

( czasem tak ich nienawidzę, szczególnie jak się cieszą :!: )

Kontakt z innymi jest dla mnie jak 'stresująca rozmowa o pracę' - staram się kontrolować wszystko, zrobić dobre wrażenie... jak już nie muszę to uchodzi ze mnie "powietrze " jak z balona................

 

Pewne rzeczy robię naprawdę dobrze, ale tylko o tym wiem - bardziej jestem przekonana o tym, że jestem do niczego!

Mam dni "przebłysku normalnośći" i patrzę na otoczenie - wtedy świat wydaje mi się piękny, pomimo jakiś trosk i niepowodzeń, kocham ludzi - oddałabym im serce :!: Uważam że dobrze wyglądam i mam przed sobą wspaniałe perspektywy............ i nagle jak za pstryknięciem palcy wpadam w dół rozpaczy. Wtedy nie chcę mi się kompletnie nic, nie chce mi się żyć ( rozważam za i przeciw lub jak to zrobić).

 

Leczę się od stycznia u psychiatry. Czuję się jak królik doświadczalny.

Sama odstawiłam ProMerck i Leviron(może źle) bo rozwalałało mnie od środka.

Moj organizm jest totalnie rozregulowany- jestem nerwowa, mam straszne zawroty głowy, budzę się przerażona w nocy. Zmieniam lekarza!

Już się zapisałam na wizytę, może trafi z lekiem lub dotrze do mnie.

 

Najdziwniejsze jest to, że im ładniejsza robi się pogoda tym bardziej nasila się moja choroba!!! Jeszcze bardziej mnie to dołuje!!!!!!!!!

Czy też macie takie odczucia???:roll:

Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Czy też macie takie odczucia???
może to słynne "przesilenie wiosenne? Nie wiem,bo już dawno się w tym wszystkim pogubiłam.

Najważniejsze to się leczyć i nie poddawać (powtarzam się,ale starość nie radość).Dobrze,że zmieniasz lekarza.Istotne jest zaufanie do psychiatry.Życzę powodzenia :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj szatz! Zawsze mnie i innych pocieszasz! Wielkie dzięki za to :!:

Ja też myślałam, że to przesilenie ( w jakimś stopniu na pewno) ale myślę, że może mieć to związek z otoczeniem. Wszyscy radośni, grile, wyjazdy, spotkania... a ja nie mogę dać sobie rady z samą sobą! Osobiście muszę więcej udawać, że jest ok. A na pytania dlaczego z nami nie jedziesz, dlaczego jesteś taka blada już nie da się odpowiedzieć: "wiesz pospałam dłużej wszystko przez te mrozy".........

 

Najgorsze że również w domu musisz uważać co robisz i mówisz, bo nie wiadomo jak zostanie to odebrane...

 

Pozdrawiam Cię szatz !!!!!!!!!!!!!!!!!!! :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×