Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
piernikowa marta

Dyscyplina finansowa

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

ja - jak zwykle- z problemem... Od pewnego czasu trapi mnie moje podejście do pieniędzy. Dorastałam w rodzinie, w której zawsze ich brakowało, wszyscy o tym wiedzieli bo rodzice wielokrotnie musieli od innych członków rodziny pożyczać. Ja nie jeździłam na wakacje, chyba, że ktoś z rodziny zdecydował się mnie "przygarnąć" na te kilka dni.

Jako osoba dorosła mam syndrom dusigrosza. Najchętniej bym składała. Jak byłam w liceum i na początku studiów lubiłam chodzić do galerii żeby coś sobie obejrzeć, wybrać, teraz mam totalny odrzut. Tylko sporadycznie zdarzy mi się kupić ciuch do pracy (czyli baaardzo potrzebny, dobrej jakości i często, dobrze wykorzystany) , a pomimo to mam wyrzuty sumienia.

Nie mogę powiedzieć bym składała na coś konkretnego - na wakacje nie mam kiedy jechać, kupno nowych mebli odrzuciłam bo stwierdziłam, że wystarczy tylko lekko przerobić szafę. Może już do reszty ześwirowałam...Wy też macie podobnie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam podobnie, ale jednak u mnie się bierze z tego że wydatków mam więcej niż dochodów. A nawet po wyjściu na prostą raczej nie będę szaleć tj . inni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

piernikowa marta, komu przypadna te pieniadze jak Ciebie zabraknie? bo wiesz,,jutro mozesz wyjsc z domu i juz nie wrocic.

Ja wychodze z takiego zalozenia zd pieniadze sa po to zeby uprzyjemniac nam zycie ... jezeli Tobuie uprzyjemnia gromadzenie ich to ok...ja wole je wydac na cos co sprawi mi przyjemnosc poki zyje i jestem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

piernikowa marta tak mam podobnie choc w mojej rodzinie nie bylo wczesniej problemow z brakiem pieniedzy

czesto ide np. do galerii z pieniedzmi i z nimi wracam bo nic mnie nie zainteresowalo. Natomiast nie uwazam sie z tego powodu za dusigrosza bo gdyz cos jest mi naprawde potrzebne lub mam na cos ochote to to kupuje, choc przyznam, ze czasem po zakupie rzeczy niekoniecznie niezbednej miewam wyrzuty

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14,

żebym ja jeszcze wiedziała co mi sprawia przyjemność, to by było pół biedy. To nie jest tak, że ja uwielbiam gromadzić pieniądze, ja się po prostu w ten sposób czuję bezpieczniej. Uważam też, że tak jest lepiej dla mojej rodziny. Jakby coś, jest zapas, taka żelazna rezerwa. Za każdym razem jak mam ją naruszyć to mi przemykają przez głowę różne scenariusze, w których te środki są potrzebne na coś innego. Efekt jest taki, że wydaje max. kilkaset złotych na rzeczy absolutnie niezbędne, a i to z wielkimi wyrzutami sumienia.

Zazdroszczę innym luzu i spokojnego podejścia do tych tematów, bo mi to całkowicie nie wychodzi. Potworzyłam jakiś czas temu różne "stertki" (coś jakby subkonta) z których jedna miała być na przyjemności. Tak, zgadliście, jest nietknięta...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

piernikowa marta rozumiem Twoje zachowanie. Tez lubie miec rezerwe finansowa. Tylko nie bardzo rozumiem w czym widzisz problem bo z tego co zrozumialam to rzeczy potrzebne sobie kupujesz nie jest tak ze np. glodujesz czy chodzisz w dziurawych ciuchach kosztem oszczednosci? Chyba ze czegos nie doczytalam?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Danuta Rinn -śpiewała:

"Pieniądze szczęścia nie dają ,być może

Lecz kufereczek stóweczek daj Boże"

 

PIENIĄDZE TO DOBRA RZECZ I ROZWIĄZUJĄ NASZE NIEKTÓRE PROBLEMY ALE MIŁOŚĆ DO PIENIĘDZY TO SAMO ZŁO.NIE ZAKOCHUJ SIĘ W RZECZACH I PIENIĄDZACH ,BO KIEDY ZAKOŃCZYSZ ŻYCIE NA ZIEMSKIM PADOLE NIE ZABIERZESZ ICH ZE SOBĄ.

 

Przychodzą do Ciebie w odwiedziny "pieniądze". Zaczynacie rozmawiać.

Pieniądze mówią: wiesz jesteśmy smutne,jesteśmy chore na depresję.Pytasz się dlaczego?

Ludzie nas wykorzystują do niecnych celów, kradną nas, oszukują, obwiniają nas o co drugi rozwód,chciwie nas gromadzą,kłamią ,marnują nas , wydają bez potrzeby, myślą ze zapewnimy im bezpieczeństwo a nie mają pojęcia ile dobrych rzeczy mogą zrobić, żeby traktowali nas poprawnie i z szacunkiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słuchajcie, nie zakładałam nowego tematu, nie mam już na to wszystko sił. Wydawało mi się, że jakoś sobie z tym wszystkim poradzę ale ostatnio, nawarstwiło się tego aż do niemożliwości. To jest sytuacja nie do zniesienia. Nie chcę żyć tak dalej - nie chce przepłakiwać całych nocy, a potem śnić o swoim pogrzebie. Nie chcę być budzona odgłosami awantur o byle co, a potem martwić się w co też znowu wpakował się mój ojciec.

Proszę, jeżeli znacie jakiegoś dobrego terapeutę dajcie namiar - interesuje mnie rejon centralnej Polski, może być Warszawa, Toruń, Płock, bez różnicy. Chyba już nie może być gorzej...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim rodzinnym domu byla mania oszczedzania na wszystkim, mimo iz nie bylo biedy jako takiej.

Ale byla ta psychoza niedostatku i niechec nawet do innowacji w domu.

Pieniadze byly tematem tabu. Jako dziecko nie mialam prawa ich posiadac (bo pieniadze demoralizuja) - gdybym dostala jakies pieniadze czy znalazla czy co tam - musialam oddac matce.

Dostawalam tylko na uzasadnione potrzeby, nauke.

Nic nie kupowalam sama bo z zalozenia kupilabym jakies byle goowno i wydala niepotrzebnie majatek.

Gdy rozpoczelam prace i studia - musialam oddawac wyplate w domu. Cala. Jak potrzebowalam na cos - musialam prosic matke a ona autoryzowala.

Mysle ze to stanowilo baze do mojego podejscia do pieniedzy.

Przez lata samodzielnosci radzilam sobie bardzo dobrze, bez problemow.

Najgorsze przyszlo, gdy przez wlasna naiwnosc stracilam dorobek calego zycia i znalazlam sie z trojka dzieci (najmlodszy syn wlasnie sie urodzil) bez dochodu, bez pracy i z dlugami. Komornik mi siedzial na karku.

Jakos to przetrwalam, w rok pozniej trafila sie okazja pracy za granica (dar od losu - zwazywszy warunki, sama prace i place - w recepcji u fotografika ktorego wiekszosc czasu nie bylo bo pracowal w terenie, mialam do dyspozycji jego caly dom, ktorym sie przy tej okazji opiekowalam a w ktorym byla jego pracownia).

Ale od tamtej pory musze miec jakies oszczednosci, zaplecze finansowe, backup w razie czego.

Mam do wydawania ciezka reke ale - jak Candy - nie zaluje sobie na np wakacje, hobby, elektronike z wyzszej polki. Jak bylam sama to kupowalam sobie rozne rzeczy i takim sposobem jestem, mozna rzec, urzadzona. Nic mi w tym momencie nie potrzeba.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może problem leży w tym że masz małe przychody? Niesatysfakcjonujące ciebie i szukasz teraz usprawiedliwienia dla twoich tez?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W moim przypadku jest inaczej- po prostu nie umiem oszczędzać, choć doskonale wiem, że powinnam chociażby ze zdrowego rozsądku :( . Potrafię wydawać nierealne sumy na ciuchy czy buty których i tak nie noszę, kosmetyki których nie używam. Dużo nad tym myślałam i wydaje mi się, że jest to spowodowane czymś, co wyniosłam z domu rodzinnego- w dzieciństwie przeszłam poważną operację, po której przez długi czas miałam rodzaj kwarantanny i nie wolno mi było mieć kontaktu ze zbyt dużą ilością osób (a już szczególnie z innymi dziećmi, w końcu mogłam się czymś zarazić), więc "w zamian" zasypywano mnie zabawkami. Również gdy mój ojciec wracał do domu po kilkumiesięcznej nieobecności związanej z wykonywaną pracą, dostawałam zabawki i jedyne co wtedy mogłam, to było samotne siedzenie cicho w pokoju i nieprzeszkadzanie rodzicom (głównie w piciu i imprezowaniu). Z jednej strony cieszyłam się, że miałam tyle lalek i w ogóle, ale z drugiej nie lubiłam się nimi bawić, nieporównywalnie większą przyjemność czułam gdy ktoś okazywał mi uwagę- ale to możliwe było tylko wtedy, gdy ojciec wyjeżdżał, bo jak był na miejscu robił awantury że ktoś się mną zajmuje, potrafił za to nawet pobić moją babcię (mamę mamy, która z nami mieszkała)... Chyba coś z tamtych czasów mi zostało, ale teraz to nie ktoś mnie "karmi" takimi zbędnymi zakupami, tylko sama jakby mamię siebie, że może kolejna para butów da mi szczęście i zastąpi brak przyjaciół, mimo że doskonale wiem, że tak nie będzie. Poza tym przedmioty nie są w stanie człowieka skrzywdzić i rozczarować swoim postępowaniem, tak jak potrafią to ludzie- wydaje mi się, że posiadaniem tylu rzeczy zbędnych jakoś podświadomie usiłuję sobie zrekompensować brak rzeczy ważnych oraz odgrodzić się od chęci bliskości z ludźmi... Kiedyś byłam inna, wydawało mi się że jeżeli będę dawać od siebie dobro to ono do mnie wróci, ale już sama nie wiem czy przypadkiem trafiałam na same złe osoby (rachunek prawdopodobieństwa temu przeczy), czy po prostu wszyscy ludzie są złymi istotami i koniec... W każdym razie na chwilę obecną wolę zmarnować pieniądze na kolejną parę butów, które mnie obetrą, niż zainwestować uczucia w kolejnego człowieka, który mnie zawiedzie i wykorzysta- tak to wygląda, wiem że brzmi dziwnie ale uderzając w patetyczne tony "życie mnie taką uczyniło" :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

U mnie w domu nigdy raczej nie brakowało pieniędzy, chociaż często się o nie martwiłam. Teraz jak mam pieniądze to długo trzymam zanim je wydam. Na przykład dopiero ostatnio wydałam pieniądze ze świąt (z grudnia!). Jakoś boję się, że wydam i już więcej nie dostanę. Zawsze wolę mieć jakieś pieniądze przy sobie. Strasznie mnie też boli rozmienianie grubych pieniędzy bo mam wrażenie, że potem chwila moment i nie będzie nic.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
U mnie w domu nigdy raczej nie brakowało pieniędzy, chociaż często się o nie martwiłam. Teraz jak mam pieniądze to długo trzymam zanim je wydam. Na przykład dopiero ostatnio wydałam pieniądze ze świąt (z grudnia!). Jakoś boję się, że wydam i już więcej nie dostanę. Zawsze wolę mieć jakieś pieniądze przy sobie. Strasznie mnie też boli rozmienianie grubych pieniędzy bo mam wrażenie, że potem chwila moment i nie będzie nic.

 

Widzisz. A u mnie jest tak, że wydam na wszystko ale nie na siebie.

Przez rok kupuję może dwie pary spodni i jedną bluzę. Do tego góra jedną parę butów letnich, bo zimowe mam na lata.

Nawet na fryzjerze oszczędzam. Mam problem z realizacją zakupów. Nigdy (!) nie dostawałem kieszonkowego. O każdą złotówkę musiałem się prosić. Nawet w wieku 16-18 lat.

Moja matka zawsze kupowała rzeczy najtańsze i najniższej jakości. Nie patrzyła na skład, oraz na jakość produktu. Ważne było czy kosztował 1zł 99gr czy 1zł 80gr. A był to już okres, kiedy w domu pieniądze były. Oczywiście w teorii. Bo ojciec zarabiał już dobrze, a nigdy do ostatniego nie wystarczało i było skromnie.

Potem popadłem w takie coś, że nie będę jak matka i skoro mam pieniądze, to będę kupował produkty lepszej jakości.

I tak oto, potrafiłem wydać 2000zł w ciągu tygodnia. Potem resztę. Nigdy nie wystarczało do końca miesiąca. A zarabiałem po 3,5-4tyś bez żadnych kosztów własnych typu rachunki. Nie wiem po dziś jakim cudem. Z tego okresu nie została mi ANI JEDNA rzecz. Nic. Nawet skarpetki nie kupiłem.

 

Teraz wpadłem w skrajność. Zastanawiam się już 2 miesiąc, czy kupić sobie przejściówkę do radia samochodowego za 30zł.

Wiem, że ją potrzebuje. Jak ją już kupię - poczuję ulgę. Ale puki co, będę bił się z myślami, czy aby na pewno jest mi tak potrzebna. Najlepiej aby ktoś za mnie podjął decyzję i kupił. Nie lubię też patrzeć na stan konta bankowego.Powoduje to u mnie agresję. Głupie, nie?

 

Jedyna decyzja która mi ostatnio przyszła łatwo, to adopcja porzuconego psa. Jest już ze mną rok ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy to ma zwiazek z ematem tego topiku?

Mysle, ze tak.

Dreczy mnie cos od jakiegos czasu...

Otoz moi dobrzy znajomi (nie nazwalabym ich przyjaciolmi, slowo uzyte przeze mnie najlepiej oddaje - z mojej strony) charakter naszej zazylosci) jakis miesiac temu spytali, czy nie pozyczylabym im pieniedzy - spora sume, kilka tysiecy. Sprzedali mieszkanie, chca kupic jakis maly domek. Dla nich jest to decyzja zyciowa i pojscie "na swoje". I ja to doskonale rozumiem.

Problem w tym, ze obydwoje nie maja pracy i nie zanosi sie na to w najblizszym czasie, nie daja mi zadnego zabezpieczenia (czyli pozyczka "na gebe") a splacac sie zobowiazuja slownie, obietnica - co miesiac po kilka stowek (bo przeciez odpada im czynsz, ktory teraz placa wiec z tych pieniedzy moga splacic dlug teoretycznie).

Czyli sa tzw dluznikami w wersji beznadziejnej. Tylko naiwny lub wyjatkowy altruista poszedlby na to. A nie zaliczam sie do zadnej z tych grup.

Po pierwszej naszej rozmowie nie zobowiazalam sie ale powiedzialam cos w stylu ze moze pozycze (nie przemyslalam tego poza tym liczylam ze nie beda potrzebowac i zwracaja sie do mnie tak na wszelki wypadek), moze nie taka kwote jaka oni sobie zaplanuja itp. Nic konkretnego, zadnych deklaracji.

I w weekend dzwonia ze jakis dom juz wybrali i wspominaja o pozyczce.

Nie zamierzam im pozyczyc, przemyslalam sprawe. Bylaby to totalna glupota z mojej strony i narazanie wlasnych interesow dla czyjejs wygody.

Zwykla asertywnosc wiec kaze mi im odmowic stanowczo i bez tlumaczenia sie.

Jestem niemal w przededniu powaznych zyciowych zmian i nie moge ryzykowac.

Musze pomyslac przede wszysrkim o sobie.

Rozmawialam o tym z corka i z partnerem - obydwoje popieraja moja opinie, ze powinnam odmowic.

Ja tych moich znajomych rozumiem - ale to nie znaczy, ze mam dlatego wsadzic leb pod topor. Bo moge przewidziec dalsze losy - nie bede w stanie doprosic sie o wlasne pieniadze. Dom ktory chca kupic jest do remontu wiec priorytetem bedzie doprowadzenie go do stanu uzywalnosci a nie oddanie dlugu.

Zdrowy egoizm podpowiada - dbaj o swoje sprawy a niech inni dbaja o swoje.

Nigdy nie pozyczalam pieniedzy (szczegolnie duzej sumy) od nikogo, staralam sie jakos przetrwac nawet w najtrudniejszych sytuacjach.

Dwie noce przez to zarwalam, nie moge spac, czuje sie wrednie ale musze odmowic. Jeszcze dzisiaj do nich zadzwonie (nie moglam w weekend bo bylam zajeta) i postawie sprawe jasno, zeby sobie nie robili nadziei.

Nie jestem milionerka, mam niewielkie oszczednosci dzieki wlasnej zaradnosci i wieloletnim staraniom. Ile juz stracilam przez to ze wierzylam ludziom - wole nie wspominac.

I przez to, ze nie umialam powiedziec "nie".

 

Kilka lat temu pozyczylam pod powazny zastaw komus z rodziny ale to byla wyjatkowa sytuacja; zwroci mi do dwoch lat (umawialismy sie na 5 lat ale powiedzialam ze nie ma pospiechu).

Dzieciom bym dala gdyby potrzebowaly ale nawet one mnie nie prosza o kase, radza sobie same.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

aardvark3 szczerze powiedziawszy też bym nie pożyczyła.

To nie są drobne kwoty tylko spore sumy, oni sobie zbudują dom, a na Ciebie się wypną i co Ci zostanie? Nie będziesz miała żadnej umowy, świadków, a przecież jak sama piszesz, masz rodzinę.

W ogóle się dziwię, że ludzie mają tupet prosić o takie rzeczy- jest tyle banków, instytucji pożyczkowych itd. Ale tam, trzeba pieniądze oddać i to z procentem i nie ma zmiłuj. Żeby nie było- nie znam Twoich znajomych i nie wiem co Ich skłoniło do takiego kroku ale ja byłabym ostrożna. Od ostrożności jeszcze nikomu nic się nie stało.

 

W ogóle to się bardzo cieszę że wątek przypadł do gustu - pieniądze są zawsze trudnym tematem ; widzę to po znajomych, którzy nie mieli takich traumatycznych przezyć rodzinnych, a pomimo to potrafią być o kasę strasznie zazdrośni. Lubią wiedzieć jakim kto samochodem jeździ, ile kosztują kupowane przez niego ubrania, jakieś to dla mnie takie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

odkładac warto byle z głowa i n. własnie wydac na jakis remont czy meble a takie prZerabianie szaf to jest dla mnie wyrzucanie pieniedzy w błoto bo cżłowiek całe zycie zje byle jak , wydaje i tak na te przeróbki i ciagle wszytko jest takie niedorobione, czasem warto kupic jakis sprzet drozszy spiwór za około 1tys, zł i miec go latami bo jest lekki niz kupic badziewie, nie mowie o głupim wydawaniu tylko madrym i przemysłanym

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pozyczki odmowilam, chyba sie nie obrazili a nawet jesli to nie moj problem.

Wierze zas, jak tahela, ze warto kupic cos porzadnego a nie badziew ktory w rezultacie kosztuje drozej niz przyzwoita rzecz - biorac pod uwage czestotliwosc jego wymiany.

Przedmioty duzego kalibru, ktore maja sluzyc latami - jak np materac, telewizor, komputer, AGD - powinny byc dobrej jakosci. Tutaj "zydzic" sie nie oplaca.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×