Skocz do zawartości
Nerwica.com

Biedny bo głupi ?


wiejskifilozof

Rekomendowane odpowiedzi

Myślę że wiele osób ( ja sam tak czasem myślę) utożsamia powodzenie materialne w życiu z inteligencją, a niepowodzenie z jej brakiem. Dla prostych ludzi inteligencja, wiedza, wykształcenie ma tylko jeden cel wzbogacenie się. Ja pracując na zachodzie w najprostszych i najgorzej tam opłacanych pracach często ukrywałem wyższe wykształcenie żeby nie mówiono mi po co studiowałeś skora zasuwasz na miotle czy łopacie, podczas gdy inni bez wykształcenia, nawet mający problem z wysłowieniem się zarabiali 2 razy więcej niż ja i mieli bardziej fachowe prace.

Istnieje też takie powiedzenie że mądrzy nie na robi się ( przynajmniej fizyczne) a dobrze zarobi a głupi się narobi i nic z tego nie ma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Istnieją różne rodzaje inteligencji, więc ktoś może być głupi w tym sensie, że nie jest w stanie zdobyć wiedzy albo łączyć pewnych faktów w związek przyczynowo-skutkowy, ale ma rozwiniętą inteligencję emocjonalną, więc umie się wszędzie wkręcić, zagadać kogo trzeba itd. więc też łatwiej mu w pracy i interesach. Ktoś może być inteligentny oraz mądry (posiadać dużą wiedzę), ale nie umie tego wykorzystać i bieduje. Poza tym niektórzy świadomie podejmują się pewnych zawodów z pasji, mimo że nie przynoszą one kolosalnych dochodów, więc z punktu widzenia innych też mogą być głupi i biedni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Biedni mówią o sobie, jesteśmy uczciwi.Szybko zdanie zmieniają,kiedy opieka społeczna zabiera im dzieci za biedę.Wtedy jest płacz i lament.

Dużo zależy od szczęścia (czy jest w rodzinie osoba bogata, posiada firmę), od osoby która umie obronić się, jest mądra. Czasami nie warto być uczciwy, przekonałem się o tym, chciałem dobrze a wyszło inaczej. Z natury jestem uczciwy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No ja się nie zgodzę z tym twierdzeniem do końca.

Po prostu jest dużo biedy w życiu, bo to są sprawy losowe. Dużo ludzi nie ma wpływu na swój los.

Dużo jest rodzin biednych, z których pochodzą ludzie i rodzice dzieciom nie zapewniają nic. Ja sam pochodzę z takiej rodziny, gdzie ojciec i matka, nawet nigdy złotówki mi nie dali.

Nie zadbali ani o moją przyszłość, ani nic mi nigdy nie zapisali, bo woleli coś zmarnować, stracić, jak przekazać własnemu dziecku.

Nie miałem szczęścia do majątków, które przekazaliby mi matka i ojciec.

Ja jak od nich wyjechałem, w bardzo młodym wieku, nie miałem nic, kompletnie.

Jakieś ubranie na sobie, parę swoich rzeczy w torbie i to wszystko.

Teraz też nie posiadam nic, żadnej swojej własności. Nie chodzi o to, żeby być bogatym materialnie, tylko bogatym wewnętrznie, psychologicznie.

Bogactwo nie daje szczęścia, to jest tylko pozorne wrażenie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żeby nawet dostać w miarę dobrą pracę, trzeba posiadać dobre znajomości, żeby ktoś z kimś pogadał i tą pracę dał.

Ja to wiem sam po sobie, że, gdybym ja nie miał takich znajomości, nikt by mi żadnej pracy nie dał.

Ojciec i matka nie przejmowaliby się tym, bo wolą myśleć o sobie.

Ja od nich nie dostaję nawet prezentów na urodziny, co już świadczy o tym, co to są za ludzie.

Nikt inny z rodziny, dalszej też nie daje mi żadnych prezentów na urodziny.

Także, dużo ludzi jest biednych nie z własnej winy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żeby nawet dostać w miarę dobrą pracę, trzeba posiadać dobre znajomości, żeby ktoś z kimś pogadał i tą pracę dał.

Jak się ma siłę przebicia, ma jakieś przydatne na rynku pracy umiejętności to nie trzeba mieć znajomości no ale one zawsze się przydają. No i są takie prace do których nikt się nie garnie nieprzyjemne i mało płatne i tam ściągają ludzi z Ukrainy bo w Polsce chętnych znaleźć nie mogą. Ja w Polsce mam zwykle prace po znajomości ale też są to pracę gdzie mają problem ze znalezieniem pracowników bo mało płatne, wiele godzin i omijające kodeks pracy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Żeby nawet dostać w miarę dobrą pracę, trzeba posiadać dobre znajomości, żeby ktoś z kimś pogadał i tą pracę dał.

Jak się ma siłę przebicia, ma jakieś przydatne na rynku pracy umiejętności to nie trzeba mieć znajomości no ale one zawsze się przydają. No i są takie prace do których nikt się nie garnie nieprzyjemne i mało płatne i tam ściągają ludzi z Ukrainy bo w Polsce chętnych znaleźć nie mogą. Ja w Polsce mam zwykle prace po znajomości ale też są to pracę gdzie mają problem ze znalezieniem pracowników bo mało płatne, wiele godzin i omijające kodeks pracy.

No bo to logiczne, że nikt nie chce być poniżany, w pracy za marne pieniądze, gdzie trzeba zapieprzać, niekiedy ciężko, a płacą marnie.

Każdy chce godnie żyć, ale tak w Polsce, często nie ma.

Tylko sytuacja też wygląda tak, że niektórzy godzą się na jakąś pracę za niską stawkę, bo nie mają innego wyjścia. Nikt im lepszej pracy nie da, a żyć muszą z czegoś.

To zależy, jakie ma się kwalifikacje i umiejętności.

Teraz, przeważnie, pracodawcy poszukują ludzi z doświadczeniem, z dobrymi kwalifikacjami, ze stażem pracy, z własnym samochodem.

Wielu ludzi tego nie posiada, więc mają gorzej.

Ja niby posiadam jakiś zawód, miałem jakieś tam kursy, szkolenia, rozmowy z doradcami zawodowymi i co z tego? Pracuje dorywczo, muszę się nazapieprzać i mam płacone marnie.

Niby miałem jakiś tam staż pracy, u znajomego, w firmie - leśnej, ale to nie był normalny staż, tylko praca bez żadnej umowy.

Można mieć dobre kwalifikacje i też mieć problemy z pracą.

Tu wiele zależy od tego, czy ktoś komuś da konkretną szansę normalnej pracy, czy ktoś komuś stworzy takie możliwości, czy będzie miał to gdzieś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też problemem jest to, że dużo ludzi nie wykonuje pracy adekwatnej do zawodów, jakie mają. Ja mam zawód, którego nie lubię ( i może był to mój błąd, że wybrałem taki zawód, a nie inny ) i wiem, że nigdy nie będę pracował w tym zawodzie, bo on mi nie odpowiada.

Ale nie mając konkretnego zawodu, kwalifikacji, jest trudno, bo żadnemu pracodawcy nie leży to, żeby zatrudniać ludzi bez konkretnych zawodów i umiejętności.

Każdy pracodawca chce mieć u siebie pracowników, którzy coś w tym fachu umieją.

Wiem, jaka była sytuacja w miejscu pracy, w moim mieście, gdzie byłem zatrudniony tylko na okres próbny, na umowę.

Jak zobaczyli, że ja nie mam kwalifikacji, ani konkretnych umiejętności w tym fachu, to dali sobie ze mną spokój, po okresie próbnym i tyle.

Pracowałem tam, przez ten czas normalnie, ale im się nie spodobałem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ważne pytanie. Od odpowiedzi zależy dokąd zmierzymy w 21 wieku i dalej.

Wielu ludzi doznaje dysonansu poznawczego gdy na swojej drodze spotykają ubogą ale bardzo wrażliwą i bogatą wewnętrznie osobę, a broń Boże gdy posiada do tego dużą wiedzę z różnych dziedzin. Wydaje się, że istnienie takich ludzi to jak dzielenie przez zero, a oni są, co więcej staną się plagą w najbliższych latach. Bardzo fajnie próbują odczarować pogląd o niezamożnych ludziach aktywiści na rzecz bezwarunkowego dochodu podstawowego. Nawet sobie nie wyobrażacie jak głębokie rozmowy i jakie dowody człowieczeństwa doświadczyłem od ludzi pracujących za 5 zł na godzinę, oni w świadomości społeczeństwa niemal nie istnieją, albo są zamiatani pod dywan, a ja ich poznałem i dzięki ich obecności moje życie jest lepsze, tego po prostu trzeba doświadczyć, to wymiar ludzki, którego nie da się złapać w żadne wąskie ramy. Nie ma prostej odpowiedzi dlaczego tak żyją, ale ich życie jest bardzo wartościowe i pełen szacunek dla nich. Wiadomo, że wśród ludzi biednych jest pełno mało wymagających od siebie jednostek, ale nie przeceniałbym ich odsetka.

A wyobraźmy sobie co będzie w następnych dekadach gdy automatyzacja zepchnie ludzką siłę roboczą na margines niebywały w dziejach ludzkości. Praca stanie się przywilejem, i staniemy w obliczu sprawdzianu czy stać nas mentalnie na gest podzielenia się dobrami z uwagi na to, że po prostu żyjemy, a nie za pracę?

Inną sprawą jest też to, że wielu bogaczy wcale nie jest aż tak przydatna jak zasobność ich portfeli, w ogóle nie wiem czy to idzie w parze. Przypomina mi się afera sprzed lat kiedy to różni polscy europosłowie zgarniali kasę za podpisywanie listy obecności na jakich spotkaniach, a nawet nie przekraczali progu sali. Może i ktoś kto z tego nie korzystał w oczach niektórych był głupi, ale za to wartościowy. A z pewnością bardziej wolę świat wartości niż pieniędzy i wcale nie uważam tego za głupotę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Bardzo ważne pytanie. Od odpowiedzi zależy dokąd zmierzymy w 21 wieku i dalej.

Wielu ludzi doznaje dysonansu poznawczego gdy na swojej drodze spotykają ubogą ale bardzo wrażliwą i bogatą wewnętrznie osobę, a broń Boże gdy posiada do tego dużą wiedzę z różnych dziedzin. Wydaje się, że istnienie takich ludzi to jak dzielenie przez zero, a oni są, co więcej staną się plagą w najbliższych latach. Bardzo fajnie próbują odczarować pogląd o niezamożnych ludziach aktywiści na rzecz bezwarunkowego dochodu podstawowego. Nawet sobie nie wyobrażacie jak głębokie rozmowy i jakie dowody człowieczeństwa doświadczyłem od ludzi pracujących za 5 zł na godzinę, oni w świadomości społeczeństwa niemal nie istnieją, albo są zamiatani pod dywan, a ja ich poznałem i dzięki ich obecności moje życie jest lepsze, tego po prostu trzeba doświadczyć, to wymiar ludzki, którego nie da się złapać w żadne wąskie ramy. Nie ma prostej odpowiedzi dlaczego tak żyją, ale ich życie jest bardzo wartościowe i pełen szacunek dla nich. Wiadomo, że wśród ludzi biednych jest pełno mało wymagających od siebie jednostek, ale nie przeceniałbym ich odsetka.

A wyobraźmy sobie co będzie w następnych dekadach gdy automatyzacja zepchnie ludzką siłę roboczą na margines niebywały w dziejach ludzkości. Praca stanie się przywilejem, i staniemy w obliczu sprawdzianu czy stać nas mentalnie na gest podzielenia się dobrami z uwagi na to, że po prostu żyjemy, a nie za pracę?

Inną sprawą jest też to, że wielu bogaczy wcale nie jest aż tak przydatna jak zasobność ich portfeli, w ogóle nie wiem czy to idzie w parze. Przypomina mi się afera sprzed lat kiedy to różni polscy europosłowie zgarniali kasę za podpisywanie listy obecności na jakich spotkaniach, a nawet nie przekraczali progu sali. Może i ktoś kto z tego nie korzystał w oczach niektórych był głupi, ale za to wartościowy. A z pewnością bardziej wolę świat wartości niż pieniędzy i wcale nie uważam tego za głupotę.

I tu się z Tobą całkowicie zgadzam.

Ja również mam takie podejście do życia, że ja nie stawiam sobie, pieniędzy, dóbr materialnych na pierwszym miejscu, Są tego jakieś granice.

Ja mogę mieć niewiele, tyle żeby mi wystarczyło do życia i tym się cieszyć.

Nawet teraz, mam lepsze nastawienie do tego, bo niektóre sprawy zaakceptowałem i wytłumaczyłem sobie. Kiedyś, gdy byłem trochę młodszy, nie bardzo mogłem się pogodzić z tym, że jestem biedny, że nic swojego nie mam, że może przez to nic nie znaczę...?

I to mnie trochę męczyło psychicznie.

Czułem się przez to gorszy od innych, że ktoś inny ma dużo, żyje na lepszym poziomie, a ja nie. Teraz, z wiekiem, potrafiłem to zaakceptować, wytłumaczyć sobie i jest mi łatwiej.

To jest po prostu sprawa nastawienia psychicznego do danej sytuacji.

Mam świadomość, że posiadam swoje wartości, cechy, dobry charakter i to jest najważniejsze. Oczywiście, trudno jest, gdy nie stać kogoś na wczasy, na dobrą restaurację, na samochód i na inne rzeczy, ale bez tego też można żyć.

 

Nie jedna osoba, posiadająca dużo kasy, mająca piękny dom z posiadłością, drogi samochód, a cierpiąca na depresję, czująca się samotnie, przyzna, że to wszystko jest nie ważne, w porównaniu do dobrego zdrowia i samopoczucia.

Bo, gdy jest depresja, nic w życiu nie cieszy, nie sprawia radości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A wyobraźmy sobie co będzie w następnych dekadach gdy automatyzacja zepchnie ludzką siłę roboczą na margines niebywały w dziejach ludzkości
Naukowcy już 100 lat temu trąbili że niedługo automaty zastąpią ludzi a w 21 wieku nikt fizycznie miał nie pracować, a rzeczywistość okazała się inna. Pracowałem do niedawna w zakładzie który bardzo mocno zautomatyzowano no ale poszło na to kilkaset mln zł( z unijnych funduszy głównie) mimo to liczba pracowników nie spadła, oczywiście zwiększono też produkcje ale koszty które włożono w ta inwestycję nie zwrócą się nigdy a za te pieniądze można było zatrudnić kilkadziesiąt ludzi płacić im pieniądze na europejskim standardzie typu 6-8 tyś zł/ mies na rękę, a tak to zatrudniano gł. na śmieciówkach za 8 zł/h a teraz głownie Ukraińcy tam pracują bo trzeba ciąć koszty i to kosztem ludzi zawsze. Generalnie zatrudnienie w przemyśle i rolnictwie maleje od wielu lat ale coraz więcej osób znajduję zatrudnienie w handlu i usługach ale one tez oczywiście mogą być zautomatyzowane. No i ciekawa sytuacja mimo że bezrobocie w Europie w tym i w Polsce jest spora to pracodawcy nie mogą znaleźć pracowników, druga sprawa że często oferują niskie zarobki i umowy śmieciowe i tak pracodawcy poszukają pracowników a bezrobotni pracy.

 

Wielu ludzi doznaje dysonansu poznawczego gdy na swojej drodze spotykają ubogą ale bardzo wrażliwą i bogatą wewnętrznie osobę, a broń Boże gdy posiada do tego dużą wiedzę z różnych dziedzin.
bogate wnętrze w obecnych czasach jest raczej przeszkodą niż plusem w pracy, dziś ( zresztą nie tylko dziś) trzeba mieć siłę przebicia, często być chamskim i umieć oszukiwać aby osiągnąć wysokie stanowisko czy osiągnąć sukces w biznesie. Nie ma tu miejsca dla wrażliwców i nie ważne jaką szeroką wiedzę mają zwłaszcza ogólną bo zawodowo jednak bardziej przydatna jest ta kierunkowa w dziedzinie akurat cenionej na rynku pracy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W tym kraju, tak się głupio przyjęło, że każdy, kto jest biedny, kto nie ma nic, żyje na poziomie ubóstwa, to się dla nikogo nie liczy, bo jest poza marginesem społeczeństwa.

I niestety, ale żyjemy w świecie fałszu, oszustwa, patologii i biedni ludzie raczej nie mają przyjaciół.

Bo kto by się interesował biednymi ludźmi, bez przyszłości, perspektyw, stabilizacji? Tak się to teraz postrzega.

A ja się z tym "postrzeganiem" nie zgadzam. Liczy się to, jakim kto jest człowiekiem i co sobą reprezentuje, a nie to, co posiada.

Dużo ludzi jest takich, którzy fałszywie do kogoś podchodzą, bo ktoś ma trochę kasy, ma dobry samochód, to przyciąga zainteresowanie materializmem.

Ale to nie jest szczere podejście.

Jest różnica między szczerymi przyjaciółmi, a takimi fałszywymi przyjaciółmi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×