Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Candy14

Jak postępować, aby nie pomagać w piciu?

Rekomendowane odpowiedzi

Generalnie porady niegłupie, ale coś przykuło moją uwagę...

 

"Nie należy traktować alkoholika jak niegrzecznego dziecka, bo przecież nie postępuje się tak, kiedy ktoś cierpi na jakąkolwiek inną chorobę"

 

Fragment o nietraktowaniu jak dziecka jak najbardziej rozumiem, natomiast nie całkiem podoba mi się logika tego wywodu. "Nie postępuje się tak, kiedy ktoś cierpi na jakąkolwiek inną chorobę"... Ja tam nie wiem, nie jestem lekarzem, ale jestem ćpunem, więc przemawia przeze mnie nie tyle medyczna wiedza, co doświadczenie. Chcę powiedzieć że w mojej opinii mimo że jestem w stanie uznać alkoholizm/narkomanię za chorobę, to jednak jest pewna różnica pomiędzy alkoholikiem a, powiedzmy, gruźlikiem. Mianowicie: nieszczęśnik który zaraził się gruźlicą najpewniej zachorował przypadkowo. To jest zresztą dla mnie w pewnym sensie "niemedyczna" definicja choroby: nieintencjonalne podupadnięcie na zdrowiu. Natomiast alkoholik czy ćpun moim zdaniem nie ma prawa twierdzić że "zachorował" nieintencjonalnie. Nie w czasach gdy wszędzie mówi się o narkotykach, o alkoholu, gdzie każdy jest w jakiś sposób (czy w szkole czy w domu) edukowany, uświadamiany w tych tematach.

 

Nie uważam żeby to zdanie było logicznie spójne. Bo o ile mojemu dziecku (gdybym już je miał) nie powiedziałbym złego słowa jeśli się przeziębi bo nadgorliwy nauczyciel WF-u widząc w lutym że termometr pokazuje jakąkolwiek wartość powyżej zera zarządza uradowany lekcje na powietrzu (przypadek znany mi z autopsji :D ), to jak najbardziej gderałbym nad mym dzieckiem jeśli przeziębiło by się wychodząc na mróz bez czapki, rękawiczek, kurtki itd. mimo moich ostrzeżeń a być może wręcz zakazów. "Złapanie choróbska" jest jak najbardziej zrozumiałe i trzeba wykazać się wyrozumiałością; "przyprawienie się o choróbsko" zasługuje jak najbardziej na naganę. Czy wypominane alkoholikowi jego choroby jest naganne - nie chcę zajmować stanowiska; zdecydowanie jednak uważam że nie powinno się go głaskać po główce mówiąc "oj, ty biedny"...

 

To tyle jeśli chodzi o ten jeden podpunkt. Co do reszty... Troszkę to mi przypomina horoskop, skrojony tak żeby mógł się do niego odnieść każdy i nikt; niektóre punkty są moim zdaniem w sprzeczności ze sobą. "Nie należy przyjmować obietnic, o których wiadomo, że nie będą możliwe do spełnienia w danym momencie" - a dalej - "nie należy robić za alkoholika niczego, co mógłby zrobić sam; usuwanie problemów, chronienie przed ponoszeniem konsekwencji swoich własnych nieodpowiedzialnych zachowań"; przecież jednym z największych problemów alkoholika/ćpuna jest radzenie sobie z takimi czy innymi problemami; drogą do wyzdrowienia jest pokonanie tych problemów; pijąc czy ćpając ciężko jest dbać o swoje sprawy; na przykład ważną sprawą jest znalezienie pracy - drugi cytat mówi nam że nie powinniśmy za tą osobę szukać pracy, ma szukać sama; świetnie, ale obietnica ćpuna że "od jutra zacznie szukać pracy" w kontekście jego ćpania pozostawia przeogromne wątpliwości czy mu się to uda - zaś pierwszy cytat mówi że obietnic bez pokrycia nie należy przyjmować i popierać; efektem, gdyby kierować się tymi wytycznymi, jest sytuacja w której obietnice ćpuna czy alkoholika są "zbijane", sprowadzane do parteru, a to w osobie uzależnionej umacnia przekonanie że nikt go nie wspiera - i koło się zamyka...

 

Im więcej piszę, im dłużej się zastanawiam nad tym artykułem, tym bardziej dochodzę do wniosku że ma on mało praktycznego sensu. Każdy jest inny, na każdego podziała inna metoda. U mnie podziałało w dużej mierze ucięcie finansowania mojego ćpania przez rodzinę, jak i nieustanne tyrady, kłótnie w domu, sprowadzanie mnie do poziomu szmaty i ścierwa - mój ojciec dłuuuugo twierdził że w domu mogę mieszkać tylko dlatego że matka nie pozwala mnie wyrzucić na ulicę, przez lata się do mnie nie odzywał. W końcu zacząłem zbierać się na odwagę żeby sam przed sobą przyznać się że jestem ćpunem. Kiedy w końcu wyrwałem się z zaprzeczenia, los zechciał rzucić mi wyzwanie. Przytrafiło mi się coś co strasznie mnie załamało i uzmysłowiłem sobie że mam dwa wyjścia: albo ćpać jeszcze więcej, żeby o tym nie myśleć, albo się ogarnąć i znaleźć zajęcie i o tym nie myśleć.

 

Wybrałem to drugie, praktycznie z dnia na dzień odstawiłem amfę, w dwa tygodnie znalazłem robotę. Dziś, 6 lat później, jestem (mam nadzieję) dość ogarniętym człowiekiem, stosunki z rodzicami mam nienaganne, zwłaszcza poprawiłem relacje z moim tatuśkiem który kilka lat temu rzucał mną (w dobrej wierze) po ścianach, a teraz przy każdym rodzinnym spotkaniu rozmawiamy, żartujemy, wymieniamy się doświadczeniami z pracy... Jest OK. Ale nie powiem, żeby ktoś "wspierał" mnie w wychodzeniu z syfu. Moim zdaniem ćpun czy alkoholik może to zrobić jedynie sam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Natomiast alkoholik czy ćpun moim zdaniem nie ma prawa twierdzić że "zachorował" nieintencjonalnie. Nie w czasach gdy wszędzie mówi się o narkotykach, o alkoholu, gdzie każdy jest w jakiś sposób (czy w szkole czy w domu) edukowany, uświadamiany w tych tematach.

Nie do konca sie z tym zgodze bo wiele czynnikow wplywa na sieganie po alkohol albo narkotyki niz tylko chec sprobowania. Wielu DDA pije bo po pierwsze sa predysponowani genetycznie a po drugie nie radzac sobie ze swoimi zaburzeniami a nie majac innych wzorcow uciekaja w alkohol od problemow.

 

Im więcej piszę, im dłużej się zastanawiam nad tym artykułem, tym bardziej dochodzę do wniosku że ma on mało praktycznego sensu. Każdy jest inny, na każdego podziała inna metoda. U mnie podziałało w dużej mierze ucięcie finansowania mojego ćpania przez rodzinę, jak i nieustanne tyrady, kłótnie w domu, sprowadzanie mnie do poziomu szmaty i ścierwa - mój ojciec dłuuuugo twierdził że w domu mogę mieszkać tylko dlatego że matka nie pozwala mnie wyrzucić na ulicę, przez lata się do mnie nie odzywał.

No wlasnie... nie glaskano Cie po glowie, nie ulatwiano cpania, nie traktowano jak dziecko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie do konca sie z tym zgodze bo wiele czynnikow wplywa na sieganie po alkohol albo narkotyki niz tylko chec sprobowania. Wielu DDA pije bo po pierwsze sa predysponowani genetycznie a po drugie nie radzac sobie ze swoimi zaburzeniami a nie majac innych wzorcow uciekaja w alkohol od problemow.

 

(...)

 

No wlasnie... nie glaskano Cie po glowie, nie ulatwiano cpania, nie traktowano jak dziecko

 

Do pierwszej części nie mam jak się kompetentnie odnieść bo nie mam odpowiedniej fachowej wiedzy. Możesz więc mówić z większym sensem niż ja. Jednak moje subiektywne odczucie jest takie że to trochę ściema, zrzucenie winy na kogoś/coś innego niż sama osoba uzależniona, zwłaszcza te "uciekają w alkohol od problemów" to podkreśla - sam dobrze pamiętam jak już zdając sobie sprawę z tego że siedzę w bagnie potrafiłem sypać kreski mówiąc sobie że to "przez coś" - "przez wkurzających rodziców", "przez zostawienie przez dziewczynę", "przez wredną nauczycielkę"... Zawsze było na kogo zwalić winę. Nigdy oczywiście nie byłem winny ja. Zawsze ktoś lub coś.

 

Co do drugiej części - fakt, nie głaskano mnie po głowie, nie traktowano jak dziecko - ale też nie odczuwałem żadnego wsparcia, żadnej zachęty do zmiany. Pamiętam jak raz (naćpany oczywiście) postanowiłem "zrobić coś ze sobą" - poszedłem po gazetę i zacząłem przeglądać oferty pracy. Zobaczył to mój ojciec i skomentował: "przecież ty się do żadnej pracy nie nadajesz". Efektem była oczywiście kłótnia, krechy i poszukiwanie pracy poszło w pizdu... Nadal jednak nie mam mu tego za złe. To było prawidłowe postępowanie. Musiałem znaleźć się w punkcie w którym nie tylko zależało mi na tym żeby się ogarnąć dla samego ogarnięcia - ważne było też żeby "im pokazać", udowodnić że się mylili co do mnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jednak moje subiektywne odczucie jest takie że to trochę ściema, zrzucenie winy na kogoś/coś innego niż sama osoba uzależniona, zwłaszcza te "uciekają w alkohol od problemów" to podkreśla - sam dobrze pamiętam jak już zdając sobie sprawę z tego że siedzę w bagnie potrafiłem sypać kreski mówiąc sobie że to "przez coś" - "przez wkurzających rodziców", "przez zostawienie przez dziewczynę", "przez wredną nauczycielkę"... Zawsze było na kogo zwalić winę. Nigdy oczywiście nie byłem winny ja. Zawsze ktoś lub coś.

Nie mialam na mysli zrzucania winy na kogos :) I picia przez kogos... raczej nie radzenia sobie z codziennymi problemami i zagluszanie ich alkoholem. Bo w domu matka /ojciec tez sobie nie radzil i pili

i to jest wzorzec

To było prawidłowe postępowanie. Musiałem znaleźć się w punkcie w którym nie tylko zależało mi na tym żeby się ogarnąć dla samego ogarnięcia - ważne było też żeby "im pokazać", udowodnić że się mylili co do mnie.

 

No wlasnie to jest trudne ..odrzucic swoje dziecko ale mowi sie ze to najskuteczniejsza metoda..zostawic samego bez realnego wsparcia zeby przeslal. Wspierac mozna w zdrowieniu

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A ja robię inaczej... Wylewam alkohol, a wlewam tyle samo wody co alkoholu. Nie zauważa, bo już jest tak pijana, że tylko oszczędzam ją przed tym, by nie walnęła zgona. Może to i złe, nie wiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
A ja robię inaczej... Wylewam alkohol, a wlewam tyle samo wody co alkoholu. Nie zauważa, bo już jest tak pijana, że tylko oszczędzam ją przed tym, by nie walnęła zgona. Może to i złe, nie wiem.
Tylko czy to w czymś pomoże (tak w ogóle), mam wątpliwości. Jak ktoś sam sobie nie chce pomóc to nikt mu nie pomoże.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Siddhi, no pomaga, że nie ma zgona. Chociaż czasem lepiej jak ma zgona, przynajmniej jest cicho. No ale wiadomo o co chodzi - chodzi o to by mi takiego prawdziwego zgona nie złapała, z przepicia.

A dziś dzwonił kurator i mówi, że mama mówi, że nie pije. Nie wiedziałam, jak się zachować, trochę chyba się zaśmiałam nieświadomie i zaprzeczyłam. Pytał się "czyli nadal spożywa alkohol" , ja że na razie tak... Nie wiem jak jej ta terapia powinna skutkować, działać. Ale i tak już utraciłam wszelką nadzieję chyba, bo niektórzy potrzebują otwarcia, a niektórzy zamknięcia. Ona potrzebuje tego drugiego z tym, że tam powinna się otworzyć. W każdym bądź razie wiem, że jakoś to bardzo nie działa, to moje zachowanie, ale chyba też jakoś bardzo nie szkodzi?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Siddhi, no pomaga, że nie ma zgona. Chociaż czasem lepiej jak ma zgona, przynajmniej jest cicho. No ale wiadomo o co chodzi - chodzi o to by mi takiego prawdziwego zgona nie złapała, z przepicia. (...) W każdym bądź razie wiem, że jakoś to bardzo nie działa, to moje zachowanie, ale chyba też jakoś bardzo nie szkodzi?
Ciężka sprawa, ona już jest chyba na takim dnie z tego co piszesz, że ciężko powiedzieć co szkodzi, a co nie szkodzi. Na krótką metę wylewanie alko może i ma sens, ale pić od tego nie przestanie. Jak sama nie zrozumie to nigdy nie przestanie, a do tego nikt jej nie zmusi.

Ja bym nie wylewał...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

miłości ta dla ku...na który o wszystko ma pretensje tylko nie do siebie :blabla:

(patrz ostatni punkt)

alkoholik to ma dopiero zrobi sobie byle co i od razu seria badań przed wytrzeźwiałką

a chory to czeka albo prywatnie kasę trwoni

mam inną propozycję odizolować się by nam nie szkodził

najlepiej w kaftan ubrać ale nieeeeeeeee bo przecież to nie zgodne z konstytucją

a na oddziale można osobę chorą psychicznie

 

-- 28 sie 2013, 17:08 --

 

też mi choroba nie dość że sami sobie to robią to jeszcze bliscy też w psychiatryku lądują od tego

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ostatnio mam mniejszą styczność z alkoholizmem. Może dlatego, że mój tata prawie nie pije.

Ciężko komuś takiemu pomóc, w pierwszej kolejności trzeba zadbać o siebie. Wtedy też pijący będzie w otoczeniu twardych ludzi miał mniejsze szanse na tzw. komfort picia. Najgorsze w tym wszystkim jest zakłamanie. Typ myśli, że nie ma problemu. To prawie jak schizofrenia. A jak wiadomo to choroba bardzo trudna do wyleczenia. Tylko moment-wytrych może pomóc, ale jak go wywołać? Dla jednego będzie to rozwód, dla kogoś śmierć połowy pijących kumpli, a dla innego trafienie na sądowy odwyk. Nie znam się aż tak bardzo, ale wkurza mnie problem alkoholizmu. :silence:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monk.2000, Dodatkowo nie każdy potrafi odbić się od tego dna, więc jest to działanie ryzykowne. :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Monar, wiem że jest wielu teoretyków wychodzenia z nałogu. Ja jestem bardziej znachorem, mówię co mi mówi ogólna wiedza.

 

To w takim razie co z takim co nie może się odbić? Jak mu pomóc? Wysłać do Wietnamu na pranie mózgów? No bo nie za bardzo wiem jak.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

monk.2000, no właśnie mam taki przypadek i też nie bardzo wiem, jak pomóc, próbowałam wszystkiego, co prawda dna jeszcze jakiegoś wielkiego nie osiągnęła, może to jest problem. ale ona wszystkie negatywne rzeczy przekształca w pozytywne - jak Monika wyjedzie, to będę mieć większy komfort picia, będzie mi lepiej. tak myśli... a ja myślę, że - nie będzie miał kto robić jej przelewów, ojciec przejmie te obowiązki, a pracuje w dwóch firmach, więc wgl nie będzie mieć na nic czasu, mój ojciec pewnie szybciej wykończy się od niej, bo haruje, a to ona narzeka. dopiero osiągnie dno wtedy, myślę, jak ojciec zachoruje bądź umrze. ale to przecież stać się nie może, bo już wgl ja miałabym przesrane, bo ojciec jako-tako mnie wspiera, finansowo. choć ostatnio trochę też pod wzgl psychicznym również, nie powiem... :)

ale co by wtedy się stało? mi wydaje się, że moja matka straciłaby wtedy nie tylko męża, ale zaraz potem by się jeszcze bardziej rozpiła i straciła pracę, dom... ona by umarła co najmniej społecznie. jak takiej osobie pomóc? odwyk...........

 

-- 28 sie 2013, 18:30 --

 

a jak nie to na śmietnik, i niech zdycha. taki osobnik dokonał już wyboru. nie chce na odwyk, bo nie będzie mógł pić? to niech idzie do świata, w którym nie da się żyć :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×