Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
AmnuM

JA, moje ŻYCIE i moja RODZINA... Aktualny opis sytuacji

Rekomendowane odpowiedzi

Jestem DDA. Dowiedziałem się o tym dokładnie rok temu od psychiatry. Nie zrobiło to na mnie zbytniego wrażenia, bo już wcześniej wiedziałem że jestem taką osobą. Ciężko jest sprostać ludziom normalnym komuś z syndromem DDA. U mnie w domu panuje ponura atmosfera, która pogarsza się coraz szybciej. Mam ojca alkoholika, który nigdy o mnie nie dbał, nie pracował, był na utrzymaniu swoich rodziców/mojej mamy. Gdy został sam w domu po rodzicach, bo oboje mu umarli, pomagałem mu znaleźć pracę, przywoziłem jedzenie itp. Robiłem tak przez 3 lata, aż w końcu przestałem, ponieważ doszedłem do wniosku, że muszę się martwić o siebie, a nie o niego. To ojciec powinien wspierać syna, nie odwrotnie... Tym czasem ja przestałem się z nim umawiać od jakiś paru miesięcy i czuję się trochę lżej. Temu człowiekowi zależy tylko na sobie np. dzwoniąc do mnie, chciał abym po prostu mu przywiózł coś do jedzenia itp. Zachowuje się jak menel, mieszka w zadłużonym mieszkaniu bo stracił pracę prawdopodobnie przez swój alkoholizm. Grozi mu eksmisja i wywalenie na bruk, a mnie to już przestało obchodzić. Rygorystyczne, ale należy mu się to na co sobie zapracował/być może zapracuje.

Wracając do mnie, posiadam niestety większość jego negatywnych cech czyli: pomimo że mam już prawie 25 lat, nie czuję się odpowiedzialny za swoje życie, ON pije/ JA ćpam ciężkie narkotyki. Jestem chamski i bardzo egoistyczny (liczą się moje potrzeby!). Mieszkam z mamą, która gdyby była bardziej "odważna" wyrzuciła by mnie z domu na zbity ryj i nawet jej za to nie dziękuję. Ona ma tendencję do wyolbrzymiania niektórych mniej istotnych spraw i jest nieco stereotypowa (wychowana na wsi pod ciężką ręką ojca i zdana wyłącznie na siebie od 16 roku życia). Moje relacje z nią są nijakie, wręcz jesteśmy jak woda i ogień. Kłócimy się często. Potrafi wiercić temat, że ja w pewnym momencie tracę nad sobą kontrolę i zachowuję się jak szaleniec i wtedy potrafię coś zniszczyć, zwyzywać ją najgorszymi słowami jakie tylko mógłby człowiek wymyślić. Gdy jest między nami kłótnia, to ona brnie głębiej zamiast zbastować i to jeszcze bardziej napina atmosferę, przez co czasami zdarzyło mi się na nią zamachnąć, bądź odepchnąć, bo już byłem wtedy w stanie szału (podobnie jak ona). Oczywiście, gdy wszystko przycicha zaczynam zamykać się w sobie i myśleć jak to zwykle bywa o popełnieniu samobójstwa (rok temu mój kolega to zrobił), zaczynam żałować w głębi siebie że tak ją potraktowałem, bo chciała na swój sposób dobrze i wiele innych tym podobnych myśli. Raz naćpany powiedziałem jej, że nie chcę żeby cierpiała i że jestem w stanie pojechać zabić najpierw swojego ojca, a później siebie, żeby mogła przeżyć resztę swoich dni w spokoju.

Mam zaburzenia psychiczne pod postacią lęków ogólnych, osoby która unika kontaktów z innymi ludźmi. Posiadam w sobie nasienie zła i autodestrukcji (selekcja naturlana? może...). W każdym bądź razie nie myślę normalnymi kategoriami, cierpię z powodu tego, że nie poznałem jeszcze wielu uczuć, które moi rówieśnicy poznali już dawno. Od jakiegoś czasu znudziło mi się ćpanie i chcę je rzucić, najpóźniej do polowy września. Wiem jak to zrobić itp. Dlatego postanowiłem poszukać motywacji i natchnienia.

Kroki jakie poczyniłem to np. rejestracja na portalach randkowych, gdzie będę mógł poznawać innych ludzi (szczególnie kobiety...) oraz uczyć się tworzyć normalne relacje z nimi. W czwartek jadę odebrać aparat fotograficzny, który zamówiłem, bo chciałbym mieć pierwsze w życiu hobby i fotografować, otworzyć własną galerię w internecie (może w formie bloga). Kolejną rzeczą potrzebną mi ku normalności to zapisanie się na terapie dla narkomanów (dzisiaj to zrobię). Bardzo chciałbym też poznać dziewczynę, bo związek zmienia człowieka (pamiętam jak spędziłem 4 wspaniałe dni z osobą, której już nigdy prawdopodobnie nie zobaczę na oczy, ale wdzięczny jestem jej za to że chociaż przez chwilę obdarzyła mnie uczuciami).

Przy niej byłem inny, eksponowałem bardziej swoją męskość, stałem się przez chwilę silniejszy, bo naszło mnie takie uczucie, że "nagle muszę trzymać wszystko w garści, bo to ona jest tą osobą "słabszą" i ogólnie czułem się jak nie Ja... No i oczywiście wrócić z powrotem do pracy...

 

To chyba tyle póki co...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

AmnuM, cześć.

 

Po pierwsze to nie traktuj się jako człowiek z patologicznej rodziny. Ten świat to jedna wielka patologiczna rodzina. Wystarczy włączyć wiadomości. Pierwszy news będzie o kochających się rodzinach, spełnionych ludziach oraz o przyrodzie.

 

Wróć...

 

Niestety nie będzie, pijani kierowcy, politycy oszuści. Nie wymieniam dalej bo wszyscy tym przesiąkliśmy. Może jako dzieci była szansa, ale wtedy nie mieliśmy środków by tego nie chłonąć.

 

Syndrom "nie-ja" nie jest mi obcy. Występuje gdy sytuacja jest alarmowa. Wtedy w człowieku włącza się bohater. Ta sama lampka zapala się gdy jesteś za coś odpowiedzialny i jesteś gotów się poświęcić. Miałem to może z 5 razy w życiu.

 

Alkohol, narkotyki, oto współczesna dżuma trawiąca nasz świat. Nikogo nie zakopują w masowych grobach jak za czasów czarnej śmierci, ale skala jest podobna. Nie tyle liczy się strata w ludziach, bo każdy i tak umrze, co strata w moralach. A ta jest może nawet większa. Można być teoretycznie żywym, ale psychicznie już umarłym. "Groby pobielane": był taki cytat odnoście faryzeuszy.

 

Fajnie, że dojrzałeś do zmian. Gdyby twój ojciec też się "skapował" to by było łatwiej. Ale się nie łódź, że coś możesz zrobić. Czasem przeczucie: jak nie przestanę pić, umrę, jest ostatnim dzwonkiem. To przykre, chciałbym żebyś był szczęśliwy, bo nie chciałbym żyć w kraju smutnych ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Słuchaj, ja właśnie czuję się psychicznie wypalony i to nie tylko przez narkotyki, ale przez to jakie mam życie. Jestem egoistą i czasami myślę, że to wina innych a nie moja(bo najlepiej zwalić winę na innych niż na siebie, tak łatwiej), ale to bzdura. Choć mam żal do praktycznie każdej osoby, którą poznałem w swoim życiu. Nikt nie jest idealny. Nie wiem czy dojrzałem do zmian, po prostu czuję, że jest inaczej i że teraz będzie łatwiej. Moja mama, która notabene jest jedyną osobą, która mnie kocha i zależy jej na mnie często nie da mi dojść do słowa, co wywołuje we mnie frustrację. Bo ja chce jej opowiedzieć o moim planie,a ona nie da mi dokończyć tego co mam jej do powiedzenia i wygląda to tak jakby negowała moje człowieczeństwo i chęć poprawy. Jeszcze raz przypominam jestem Perfidnym egoistą i ona wie, że nieraz mówiłem, że się zmienię itp. a kończyło się to tylko na gadaniu, nie wspominając o prawdziwych próbach w rodzaju: "Jest luty, mam pracę, nie ćpam od miesiąca, praca się kończy i ja powracam do ćpania, a krąg się z powrotem zatacza".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mi sie wydaje ze masz wygodna wymowke dla swojego postepowania- ojciec pil, nie dal mi pozytywnych wzorcow wiec ja tez jestem zly. Ale to nie tak- wiem ze masz trudniej tez wychowywalam sie w otoczeniu alkoholu ale juz jestes dorosly i odpowiedzialny za swoje zycie- pomysl o mamie- na pewno chce dla Ciebie dobrze i nalezy jej sie Twoja troska-zycze sukcesow w walce z nalogami

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

AmnuM, jak się człowiek naczyta literatury i naogląda Gwiezdnych Wojen, to logiczne że czuje się że jego życie jest do niczego. Widziałeś Anakina myjącego naczynia, załatwiającego się i wkurzonego że skończył się papier, jak wylała mu się herbata a mama gdzieś pochowała ścierki?

 

Miałem taki symptom powrotu do rzeczywistości za każdym razem obejrzałem jakiś film o wyjątkowych bohaterach.

Teraz pytanie, jak pośród tych nudnych i zwykłych rzeczy znaleźć coś dla czego warto żyć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

znudziło mi się ćpanie i chcę je rzucić, najpóźniej do polowy września. Wiem jak to zrobić itp. Dlatego postanowiłem poszukać motywacji i natchnienia.

Kroki jakie poczyniłem to np. rejestracja na portalach randkowych, gdzie będę mógł poznawać innych ludzi (szczególnie kobiety...)

nie rozumiem, chcesz umawiać się,żeby mieć motywację do rzucenia narkotyków?

 

-- 06 sie 2013, 19:30 --

 

Kolejną rzeczą potrzebną mi ku normalności to zapisanie się na terapie dla narkomanów

moim zdaniem nie kolejną, a pierwszą, to powinien być priorytet, a potem możesz myśleć o reszcie

DDA, które są jednocześnie alkoholikami najpierw przechodzą terapię AA, potem dopiero DDA

 

-- 06 sie 2013, 19:33 --

 

Bardzo chciałbym też poznać dziewczynę, bo związek zmienia człowieka (pamiętam jak spędziłem 4 wspaniałe dni

4 dni może i były wspaniałe, a związek wcale nie zmienia człowieka, na początku może i tak, chce się pokazać z najlepszej strony itd, ale to tylko na krótką metę, później wszystko wychodzi i to ze zdwojoną mocą, bo w relacji z partnerką wychodzą wszystkie problemy w relacjach z rodzicami; związek nie jest rozwiązaniem, a szukając kogoś by było ci lepiej krzywdzisz tę osobę i siebie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Mi sie wydaje ze masz wygodna wymowke dla swojego postepowania- ojciec pil, nie dal mi pozytywnych wzorcow wiec ja tez jestem zly. Ale to nie tak- wiem ze masz trudniej tez wychowywalam sie w otoczeniu alkoholu ale juz jestes dorosly i odpowiedzialny za swoje zycie- pomysl o mamie- na pewno chce dla Ciebie dobrze i nalezy jej sie Twoja troska-zycze sukcesow w walce z nalogami

 

Nie uważam tego za wymówkę. Po prostu mam "ocenzurowane słowo".

 

Kafka. Nie ćpałeś, to prawdopodobnie nie wiesz jak w człowieku zmienia się system wartości. Przyjęło się, że uzależnienie powinno rzucać się dla siebie.

Próbowałem i nie dałem rady, a wiesz mi że motywowałem się wieloma rodzajami utraty zdrowia podczas brania narkotyków. Jeśli nie czuję, że mógłbym rzucić dla siebie, to dlaczego nie miałbym rzucić dla kogoś, a jednocześnie np. dla siebie po to by być zdrowym aby trwać przy takiej osobie?

Czyli wychodzi, że jednak dla siebie... Dla siebie? Dla siebie!

 

moim zdaniem nie kolejną, a pierwszą, to powinien być priorytet, a potem możesz myśleć o reszcie

DDA, które są jednocześnie alkoholikami najpierw przechodzą terapię AA, potem dopiero DDA

 

Właśnie jutro idę na pierwsze spotkanie w ramach terapii uzależnień, a o DDA też wczoraj myślałem i też się zapiszę, ale w swoim czasie i też jakoś niedługo.

 

4 dni może i były wspaniałe, a związek wcale nie zmienia człowieka, na początku może i tak, chce się pokazać z najlepszej strony itd, ale to tylko na krótką metę, później wszystko wychodzi i to ze zdwojoną mocą, bo w relacji z partnerką wychodzą wszystkie problemy w relacjach z rodzicami; związek nie jest rozwiązaniem, a szukając kogoś by było ci lepiej krzywdzisz tę osobę i siebie

 

Mało zrozumiałe składniowo napisz, jeszcze, na spokojnie, to odpowiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

AmnuM,

Kafka ma rację, niestety

Jeśli zwiążesz się z kimś, na początku może być fajnie

Tylko, że związek to ciężka praca.

Jeśli jesteś uzależniony, to na początku inna osoba jest fajną motywacją do zmiany, ale często uzależnienie przysłania rzeczywistość i:

1. kłótnia może stać się powodem do zaćpania

2. zaczyna się obwinianie drugiej osoby usprawiedliwianie siebie

3. podświadome prowokowanie kolejnych konfliktów (na głodzie zmienność nastrojów, drażliwość są częste)

4. jeśli partnerka nie ma silnej osobowości, może popaść we współuzależnienie

5.

a szukając kogoś by było ci lepiej krzywdzisz tę osobę i siebie

 

Inną opcją jest to, że na portalu znajdziesz koleżankę do ćpania. A wtedy dla zbliżenia się, lepszego poznania...

Niestety z własnego doświadczenia wiem, że taki związek NIE MA SZANS na bycie zdrowym związkiem

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Każdy jest inny. Niby wyjątek potwierdza regułę. Nie ćpam na umór, "substytuuję" się, więc ścian nie podpieram. Ja mam swoje zdanie na ten temat.

Nie mam już ciśnienia na narkotyki, więc nie latam po nocach "za towarem" itp. Kosztuje mnie to grosze i nawet jeśli ćpałbym w związku, gdzie było by to akceptowalne, to nie widzę nic w tym złego, byle by załatwiać najważniejsze sprawy i ich nie pomijać. Wiem jak działa schemat uzależnień. Są w związkach problemy, które są podobnej wagi co np. uzależnienie partnera.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

napisz, jeszcze, na spokojnie, to odpowiem.

to jest za to zrozumiałe i poprawne, przecinek po każdym słowie

Trudno żebyś zrozumiał moją wypowiedź skoro nie chcesz jej zrozumieć, skoro nie widzisz nic złego w ćpaniu i nie chcesz pomocy nie wiem co robisz na forum. Myślisz, że wszyscy ci przyklasną:" tak, tak, ćpaj, skoro się tylko substytuujesz", cokolwiek to znaczy? Jak chcesz by ludzie popierali to, że związek uważasz za lek to nie szukaj na forum, które ma za zadanie uzdrawiać i uświadamiać.

Kafka. Nie ćpałeś

no i tak, masz mnie nie ćpałEm, więc nie mam pojęcia o życiu i uzależnieniach ;)

Twoja logika jest typowa dla uzależnieniowca, cały ten wywód o rzucaniu dla kogoś, które jest jednocześnie rzucaniem dla siebie, a potem mówisz, że co jest złego w ćpaniu będąc z kimś.

Idź na terapię to parę rzeczy zrozumiesz, ja nie mam zamiaru się bawić w terapeutkę, bo nie ma to większego sensu, ani też by nie przyniosło żadnych skutków. Taka mała rada na przyszłość: spróbuj choć dojrzeć drugą stronę i opinię innych ludzi zamiast od razu się zapieniać, odrzucać wszystko i dewaluować. Pozdrawiam i życzę sukcesów w terapii, bo przed tobą długa i niełatwa droga!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Byłem na detoxie i mi nie pomógł, trzeba chcieć samemu z tego wyjść. Dlatego tak jak napisałem, w pierwszym poście, że zamierzam rzucić do polowy września i właśnie to robię. Powoli schodzę z dawek i je zmniejszam, a jeżeli będę miał chwilę zawahania, to po prostu pobędę na tej mniejszej dawce i nie polecę od razu w kolejny ciąg. To nie tak. Wydaje się wam że jestem stereotypowym ćpunem, który jest zły i niedobry a na dodatek nieświadomy, że krzywdzi inne osoby. Postanowiłem walczyć ze swoimi problemami i od paru dni dojrzewałem do kolejnej próby rzucenia. Codziennie będę zmniejszał dawki + dzisiaj idę do Psychiatry po leki na anhedonie, trwałe zmęczenie, lęki i małe dawki Relanium, by mieć w razie czego... Robiłem detoxy domowe i powiem, że szpitalne to koszmar, szczególnie, kiedy schodzą z metadonu. Teraz zeruję buprenorfinę i benzodiazepiny. Z każdym miesiącem ćpam coraz mniej, jeśli chodzi o substancje od któych jestem uzależniony. Parę razy efedron i morfina w ciągu dożylnie, ale jakoś nie ciągnie mnie do morfiny, choć wiem, że jest SUPER i W OGÓLE "NIEBO", to jednak wole redukować dawki w domu i chodzić na terapię! Więc jednak RZUCAM DLA SIEBIE.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

RZUCAM DLA SIEBIE.

a mógłbyś to napisać większą czcionką i bardziej rzucającą się w oczy żeby mnie do końca przekonać? ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mogę ci nożem wyryć na drzwiach od mieszkania/domu. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

AmnuM, nie mam tendencji do uzależnień. Z paleniem skończyłam z dnia na dzień, bez problemu, bo właśnie chciałam. Przeczytałam Twój wcześniejszy post z niemałym przerażeniem. Nie wyobrażam sobie bowiem zażywania czegoś, co tak bardzo zmienia osobowość, co wpływa na zmianę zachowania, co powoduje utratę kontroli nad własnym organizmem. Tym bardziej cieszę się, że świadomie podjąłeś decyzję o wychodzeniu z tego paskudztwa, ale nie wiem, bo nie znam się na tym, czy jest to możliwe bez udziału medycyny?

Życzę Ci dużo siły, samozaparcia, chęci...POWODZENIA!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zależy od człowieka i jego organizmu. Nie każdy organizm jest taki sam. Dziękuję za wsparcie. póki no, nadał bupra, nie rezygnuje z niej. Chcę najpierw opuścić 4 ściany swojego mieszkania i pójść do pracy oraz poznać ludzi ze swojego miasta, z którymi mógłbym się zaprzyjaźnić i nauczyć tą znajomość utrzymać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Mogę ci nożem wyryć na drzwiach od mieszkania/domu. :)

Myślisz, że jak do groźby dodasz uśmieszek to wszystko ok?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Postawisz kota przed domem, to mnie pożre.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Zawsze można pójść na policję zamiast stawiać kota.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

*Wiola*, wydaje mi się, że w prawie to inaczej figuruje. Ale spoko idę ci spalić dom ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Palenie domów jest dla wieśniaków, lepiej wysyłać zakrwawiony łeb świni... :hide:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

kafka, To chyba zależy od kontekstu, przeczytałam Waszą rozmowę i naprawdę nie odbieram tego jako groźby ;) Możesz mi spalić tylko poczekaj aż wysoko ubezpieczę :P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja cię mogę ubezpieczać, zrobimy wspólny nalot na kafkę. :twisted:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jezu, ludzie, jakie plany..... :P

Ja dawniej też miałam ochotę strzelać do wszystkich wkoło ale spotkałam mojego obecnego męża, który pokazał mi że świat nie jest taki zły ;) A tak powaznie to dopiero dzięki niemu zaczęłam żyć. Rodzice mi wpoili że wszyscy są be, chamy i buraki i mam nimi gardzić a z drugiej strony wpoili mi takie poczucie bezwartościowości, że dopiero dzięki mojemu mężowi zobaczyłam ze jednak coś dobrego we mnie można zobaczyć. I tego się bardzo trzymam, próbuję sobie budować moje nowe lepsze życie na zgliszczach starego, jednak co jakiś czas rodzice mi je próbuja zepsuc

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Też chciałbym poznać kogoś. Wiem, że jeśli mi na czymś zależy, to o to dbam. Kieruję się w życiu sentymentami i uczuciami (tym drugim aż do przesady).

Lecz gdybym kogoś poznał i się zakochał, z miejsca bym się zmienił. Na pewno stał bym się bardziej aktywny i starał się dorównać tej drugiej połówce

w taki sposób by poczuć się potrzebnym dla niej jako mężczyzna, czyli zaradny, a jednocześnie troskliwy.

Pytanie tylko czy dojdzie do spotkania tej drugiej połówki, oraz jak długo taka osoba tolerowała by moje wady.

Tak jak kobieta potrzebuje silnego mężczyzny, który potrafi pokochać i zatroszczyć się, ja potrzebuję kogoś, kto potrafi pokochać ale powiedzieć mi wprost co powinniśmy, bądź ja powinienem zmienić w sobie, by żyło nam się razem przyjemnie i komfortowo dla obu stron. Przynajmniej tak mi się wydaje na ten moment.

Potrzebuje wsparcia w postaci tego, że jest ten ktoś, kto na mnie liczy, myśli o mnie i potrafi mnie zaakceptować, nie przesadzając (czyli bez pobłażliwości dla mojego ego).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×