Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
qwitekrozsa

Chorobliwa zazdrość.

Rekomendowane odpowiedzi

Witam. Stosunkowo niedawno świat nie miał dla mnie sensu, był dla mnie niczym, a ja próbowałem się zabić. I właśnie wtedy postanowiłem się zmienić, otworzyć na ludzi. Założyłem konto na portalu społecznościowym, wychodziłem do znajomych, żyłem jak normalny człowiek, jak bardzo szczęśliwa osoba. Wydawało mi się, że mogę ze wszystkim sam walczyć. I pewnego dnia nadszedł przełom. Poznałem dziewczynę(właśnie na tym portalu), dziewczynę marzenie. Podoba mi się w Niej wszystko: wygląd, charakter, sposób bycia, inteligencja(mógłbym tak wymieniać godzinami). Fakt, mieszka stosunkowo daleko ode mnie, jakieś 200KM. To w zasadzie jest jeden z problemów.

 

Drugi i ten ważniejszy, to moja chorobliwa zazdrość. Po raz pierwszy mamy się spotkać w czwartek, mamy ze sobą pobyć kilka dni i chciałbym, żeby te dni były jak najlepsze. Jest jednak jedno ale: problem cały czas leży we mnie. Jestem chorobliwie zazdrosny o wszystko, zdjęcie z przyjacielem zrobione w kwietniu, na którym po przyjacielsku się przytula, już sama myśl, że może pisać z kimś innym sprawia, że jestem bardzo smutny. Coraz częściej doprowadzam do sytuacji, kiedy Jej zarzucam, że z kimś jeszcze piszę, że mnie oszukuję, że nie jest ze mną szczera. Praktycznie każda rozmowa przez telefon prędzej czy później schodzi do tematu o innych, robię wyrzuty, itd. Sam nie wiem co mam robić i nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do związku, nie chcę Jej ranić, chcę dla Niej przede wszystkim szczęścia.

 

 

Bardzo prosiłbym Was, drodzy użytkownicy o pomoc. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witaj

Warto by sie wybrac mimo wzystko na jakas psychoterapie inaczej zafundujesz sobie i innym pieklo na ziemi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

no i zaufać, zaufać trochę. przecież Ona nie chce Ciebie oszukiwać, podobnie jak postanowiłeś się zmienić by otworzyć na ludzi to teraz spróbuj zrobić to samo z zazdrością i po prostu Jej zaufaj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj,

mam tak samo i świetnie rozumiem Twoje położenie. Też zawsze byłam szarym człowiekiem, odrobinę wyśmiewanym przez społeczeństwo. Myślałam sobie że nie ma już dla mnie żadnej nadziei na "bycie normalną", ale poszłam na studia, gdzie moje życie naprawdę się zmieniło. Poznałam fajnych ludzi i w jednej chwili stałam się duszą towarzystwa, choć po dziś dzień nie wiem jak to możliwe... Swego czasu jednak 1 nieporozumienie wywołało skandal na mojej uczelni i nagle znów zostałam sama. Nie będę opisywać jak bardzo czułam się samotna, ale z tego powodu zaczęłam już popadać w jakąś paranoję, gdy na drodze stanął mi fantastyczny chłopak. Był ciepły, czuły i bardzo szczery. Któregoś dnia opowiadał mi o byłej dziewczynie i tamta sytuacja stała się promotorem do moich chorobliwych zachowań. Byłam zazdrosna o wszystko. Na każdym kroku wypominałam mu jaki jest beznadziejny, że wciąż ją kocha, że jestem tą drugą pewnie itp. Szału doznałam gdy zobaczyłam jego zdjęcie z kuzynką, obecnie nie toleruję nawet kumpelskiego "cześć", odpisanie na post na forum do dziewczyny, ile razy zrobiłam mu awanturę, ze przypadkowo spotkał koleżankę... Omal sie nie rozstaliśmy gdy dowiedziałam się, że poszedł do kumpla, a tam była jego dziewczyna. najgorsze jest to, że ja rozumiem, że nie da się wyeliminować kobiet z jego życia, bo one są czy się tego chce czy nie. Z jednej strony powinnam być dumna, że mam faceta, który potrafi pomóc nieznajomej przenieść ciężką walizkę, bo to bardzo dobrze o nim siwadczy, ale z drugiej mnie to boli... Nie da się tego wytłumaczyć... ale to w ten sposób działa. Obecnie żałuję że wdałam się w tę znajomość. Myślałam że będzie fajnie, no i bylo, ale przez chwilę. Moje początkowe lekkie zazdrości przerodziły się w niesamowitą udrękę. Nie ma dnia żebym się nie martwiła o niego, żebym czegos mu nie wypomniała. Czasem jestem tak natarczywa i gadam rzeczy tak niedorzeczne że on zaczyna się smiać. Jego śmiech i podejście z dynstansem jeszcze bardziej mnie irytuje. Od pewnego momentu zaczęłam go bić:( Ja tego nie chcę, kocham go, wszystko dla niego zrobię, ale uwierz to jest nie do opanowania. Rozstaliśmy się - płakałam i kiedy napisał że tęskni nie zawahałam się i wróciłam, ale problemy nadal są :(

Wiesz, w każdym związku sa jakies problemy, kłótnie, ale jeśli jestem człowiekiem mojego typu, staniesz się takim samym tyranem jak ja. Wystarczy większe spięcie, niedomówienie, a przestaniesz zauważać pozytywne elementy swojej dziewczyny, będziesz czuł tylko żal, gniew, a radość stanie się chwilowym przejaśnieniem. Mój chłopak kiedyś nie mógł mnie widzieć w wakacje, nie przyznał się że w domu nie ma kasy i musi zasuwać dzień i noc, nie zabrał do siebie bo się wstydził. Przyznał się gdy "przycisnęłam go do muru". Teoretycznie wszytsko się wyjaśniło, a praktycznie znów mam żal. Co raz częściej mam ataki agresji. CO gorsza, nikt nie ma o tym pojęcia, bo na pozór jestem normalną dziewczyna, nawet fajną, spokojna i przyjacielska, często słyszę. Na uczelni jest już spoko, niejasność się wyjasniła, nie mam stresów, a mimo to nadal nie daję rady w związku. Nie chcę go stracić, naprawdę się stara, od pewnego momentu dba o mnie jak o zasraną księzniczkę, a ja nie umiem mu nawet się odwdzięczyć. Nie wiem co to jest, ale jeśli dla Cb jest nadzieja, idź do psychologa. Mnie już chyba nie da się pomóc :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Gabriela1, kazdemu mozna w jakimś tam stopniu pomóc więc nic straconego i walcz o siebie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ciekawi mnie jak ma się "jest bardzo szczery" do "..nie przyznał się że w domu nie ma kasy..." ?

pytam bo piszesz, że masz o to żal, między innymi. Saraid ma rację, nie podobna żeby nie można było tego leczyć, zająć się tym.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

był szczery, bo opowiadał mi dosłownie o każdym epizodzie ze swojego życia. Opowiadał o byłej dziewczynie, o swoich wpadkach i chyba to był etap, gdy uważał mnie jeszcze za przyjaciółkę, doradczynię, nie dziewczynę... Właśnie to, sprawiło, że na pewnym etapie sama nie wiedziałam co mam myśleć. Przez 3 miesiące łączył nas kontakt 1 sms na 5 godz, nie rozumiałam dlaczego nie chce się ze mną widzieć. Po czasie zaczęły się konflikty, bo dla mnie to nie była zdrowa relacja. Bo długim czasie pękł i opowiedział mi prawdę na temat swojej rodziny, której się wstydził przede mną. Powiedział, że był u mnie, poznał moich rodziców, zobaczył dom i dobrze go przyjęliśmy, a ja nie mogłabym się spodziewać u niego takich warunków, bo wychował się w innym środowisku, na innych zasadach. Ma też sprawy rodzinne których się po prostu wstydzi i ciężko mu było przyznać się jakby wygladała sytuacja, gdybym do niego przyjechała. Nie przyznał się że nie ma kasy, a jest w sytuacji bez wyjścia. Wierzę mu i rozumiem, bo sama skomentowałam kiedyś w specyficzny sposób podobną sytuację przedstawioną w reportażu w tv, on źle trochę mnie zrozumiał i zwyczajnie sie przestraszył.

 

Hmm mozliwe, ale musiałabym iść do psychologa, akurat dla mnie i mojej przyszłej ewentualnej pracy byłoby lepiej jakbym miała czyste konto. Nie mogę mieć napaćkane w papierach, że jestem agresywna. Rozmawiałam ze znajomą psycholozką, jakoś udało mi się przemóc przez psychiczną blokade i opowiedziałam moja historię. Ponoć jest rewelacyjna w tym co robi, ale mi jakoś nie umie pomóc. Sama czasem funduje sobie persen albo melisę, ale to nie dla mnie, nie pomaga. czasem potrafię przez jakiś czas o tym nie mysleć, ale po niedługim czasie znów dostaję szału. Ostatnio nie ma dnia żebym nie była zła, żebym nie miała ochoty czegoś wypomnieć. Mam jeszcze nadzieję, że to może wina hormonów, dziś mama zwróciła mi uwagę, że tarczycę mam jakby większą... chociaż wątpię:/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Gabriela1,'' Hmm mozliwe, ale musiałabym iść do psychologa, akurat dla mnie i mojej przyszłej ewentualnej pracy byłoby lepiej jakbym miała czyste konto. Nie mogę mieć napaćkane w papierach, że jestem agresywna'' nie bardzo rozumiem nikt nie musi wiedzieć,że chodzisz na psychoterapie ale jeśli nad agresja nie zapanujesz co wtedy?Poza tym jeszcze nie pracujesz ,a już się od tego wymigujesz.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

qwitekrozsa jedno jest pewne każdy ma jakieś granice cierpliwości i z nadmiarem zazdrości nie da się żyć długo. Na twoim miejscu posłuchałabym Saraid i poszła na jakąś terapię póki jest ktoś na kim ci zależy. Jak już nikogo nie będzie to stracisz motywacje do walki z tym g.. i będziesz uciekał od każdego związku. Mówię to na podstawie własnych doświadczeń więc być może mało obiektywnie oceniam sytuacje ale wiem jak ciężko jest tak żyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam raz jeszcze. Postanowiłem Jej zaufać, no ale... Dwa dni do Naszego spotkania, a Ona nagle mi piszę, że jest w szpitalu, że źle się teraz czuję. No więc postanowiłem jak najszybciej się skontaktować, wyjaśnić. itd. Pisała mi codziennie, że mdleje, itd. że co jakiś czas musi mieć przeprowadzaną transfuzję krwi. Ale to już druga sytuacja, kiedy przekładamy spotkanie, pierwszy raz był pretekst wyjazdu ze znajomymi na wakacje, ale sam zgodziłem się, żeby jechała, żeby jeszcze z NImi pobyła. Wydaję mi się, że po prostu została tam ze znajomymi, a mnie olała, bo przecież ja poczekam...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gabriela1, pracodawca nie ma dostępu do twojej historii leczenia. Nawet osoby chore przyznają się tylko (o ile się przyznają) przez lekarzem pracy, który tylko stwierdza że mogą pracować. A to że idziesz do psychologa bo masz z czymś problem to w ogóle jest już raczej prywatna sprawa, a nie jakiś materiał do śledzenia. Psychoterapia to jest już dłuższa sprawa (trwa ponad rok), ale to i tak lepsze niż dźwiganie różnych balastów emocjonalnych przez całe życie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

qwitekrozsa, może jesteś zazdrosny, bo traktujesz ją jako największy skarb. Jesteś uzależniony. Jak Gollum od swojego pierścienia. Patrzysz z zazdrością jak 3-letnie dziecko, które dostało zabawkę i nie da nikomu, bo to "jego". To nie jest "twoja" dziewczyna, ma taką samą wolność jak ty. Chcesz ją traktować jako magiczny eliksir zapewniający szczęście?

 

W życiu jest tak, że każdy szuka "tego czegoś". Ale myślisz, że "tym czymś" jest dziewczyna? Myślisz, że jakby ktoś ją do ciebie przykleił Poxipolem to byś był szczęśliwy? :P Trochę przestrzeni w życiu, proszę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×