Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
linkall

Czy warto ratować ten związek?

Rekomendowane odpowiedzi

Mój chłopak od jakiegoś czasu dziwnie się zachowuje. Odkąd wyjechał za granicę wszystko zaczęło się między nami psuć, często się kłócimy, mało rozmawiamy i mało czasu spędzamy razem. Na dodatek, gdyby jeszcze było nam mało problemów, pewna moja była koleżanka, na której się swego czasu mocno zawiodłam (długa historia), delikatnie mówiąc, ingeruje w nasz związek. "Najlepsze" jest to, że mój (jeszcze) chłopak uznaje ją za swoją przyjaciółkę. Przykład: pokłóciliśmy się, poszedł się jej żalić i po prostu zaczęli po mnie jeździć (wiem to z relacji chłopaka). Niby nic, wkurzył się itd, wybaczyłam mu, choć byłam zła że nie porozmawia ze mną, tylko idzie do kogoś, kto potrafi mnie tylko oczerniać.

 

Jednak inna rzecz mnie wkurzyła - jego "przyjaciółka" zaproponowała mu wyjazd nad morze z paczką znajomych - oczywiście beze mnie. Strasznie się wtedy pokłóciliśmy, byłam zła że w ogóle pyta mnie czy może z nimi jechać - dla mnie to bylo oczywiste, że nie. [wiem, że nie powinnam mu zabraniać kontaktów z przyjaciółmi i nie robię tego, ale taki wyjazd beze mnie to "lekka" przesada, szczególnie że znam tych ludzi z paczki]. W końcu ustaliliśmy, że jednak jedzie ze mną.

 

Wszystko było w porządku, znalazłam miejscówkę, zaklepałam termin, wpłaciłam zaliczkę i nawet zaczęłam odliczać dni do wyjazdu. Mój chłopak wrócił do Polski, przyjechał do mnie na kilka dni. Następny weekend też planowaliśmy spędzić razem. Mieliśmy spędzić wieczór i noc razem, ale już pod wieczór rozmawialiśmy i po prostu w pewnym momencie "strzeliłam focha". Nie było jakiejś wielkiej kłótni, wyzwisk itd ale po prostu się wkurzyłam na niego o jakąś pierdołę i zajęłam się czymś innym (ale cały czas byliśmy w tym samym pokoju). Po jakimś czasie wyszliśmy na spacer z psem, a on sobie po prostu poszedł. Zapytałam go, kiedy wraca (miał się spotkać ze znajomym wiec myslalam ze idzie do niego), a on odpowiedział że w sierpniu. Pomyślałam że pewnie tylko gada głupoty i niedługo wróci.

 

Okazało się, że cały weekend spędził ze znajomymi, w tym był na całonocnej imprezie ze swoją "przyjaciółką". Co ciekawe, mi mówił że musi szybko wracać, koniecznie w piątek, a jakimś cudem okazało się że jeśli chodzi o jego znajomych, to ma czas do soboty.

Może się czepiam, ale to było kolejne kłamstwo "do kolekcji". Oczywiście nie spotkaliśmy się odkąd sobie wtedy ode mnie poszedł.

 

Ale najgorsze i najbardziej niezrozumiałe było dla mnie jego poźniejsze zachowanie - nagle stwierdził że jednak jedzie na wakacje ze swoimi "przyjaciółmi", a jeśli chcę, to może pojechać też ze mną. Nie wierzyłam w to co słyszę, znowu ten sam temat... Napisałam mu że nie podoba mi sie cos takiego i ze tak sie nie robi, że chłopak jedzie ze znajomymi na wakacje i olewa własną dziewczynę. Rozumiem, męski wypad czy coś, ale nie tygodniowa libacja z jakimiś puszczalskimi dziewczynami i nie wiem kim jeszcze (co ciekawe - on sam nie wie dokładnie kto tam bedzie, ale "jedzie ze swoimi przyjaciółmi" jak to pięknie okreslil).

Kazałam mu wybrać, albo jedzie ze mną (tak jak sie umawialismy i co bylo dawno ustalone), albo z tymi ludźmi. Jego odpowiedz: "wybieram przyjaciol, czy przekaz jest jasny?"

 

Proponował mi, żebym jechala z nimi, ale nie mam na to najmniejszej ochoty, nie odzywam sie do nikogo z "towarzystwa", już zdążyłam się na niektórych porządnie zawieść. Źle bym sie czuła przy nich, nie umiem udawać że wszystko jest w porządku i wiedzieć jednocześnie że wygadują za moimi plecami jakies glupstwa o mnie lub mnie okłamują.

 

Opisałam tu tylko część ostatnich wydarzeń, ale problemy są już od jakiegos czasu. Któregoś razu stwierdził że "nie będzie się już bardziej angażować". Jego główny zarzut wobec mnie to to, że go "ograniczam" (nie zabraniam mu spędzać czasu ze znajomymi, jeździ na koncerty, chodzi na piwo z kolegami itd ale po prostu aż mnie wykręca z wściekłości jak sie dowiaduje że zamiast spędzić czas ze mną wolał być ze swoją "przyjaciółką"). Ktoś mógłby stwierdzić, że pewnie jestem po prostu zazdrosna, ale już wyjaśniam. Otóż owa "przyjaciółka" jest wielu osobom znana jako wyjątkowo fałszywa osoba, dwulicowa, potrafiąca być miła tylko gdy coś potrzebuje. Umie kombinować, manipulować ludźmi i wpieprzać się ludziom w związki (jeden już rozbiła). Tym bardziej nie rozumiem zachowania mojego chłopaka - wszyscy wiedzą jaka ona jest, tylko on jest ślepy i nic nie zauważa. Nawet przyjaciel (!) mojego chłopaka, były przyjaciel owej dziewczyny, długo jej bronił, przyjaźnił się z nią itd ale w końcu nie wytrzymał i też olał tę "przyjaźń", po prostu poznał się na niej.

 

Czy ja przesadzam? Czy to moja wina?

Mam już go serdecznie dość, i jego "przyjaciół" także. Nie wiem, czy on naprawdę jest taki głupi czy tylko udaje.

 

Myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest po prostu zerwanie. Czuję się poniżona, bo jego fałszywi przyjaciele są ważniejsi ode mnie. Już tyle razy mu wybaczyłam, zapomniałam rożne nieciekawe rzeczy, ale teraz przegina.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Sprawa z wyjazdem jest dla mnie niezrozumiala. Tzn nie rozumiem jak mozna bylo Ciebie nie brac pod uwage planujac wyjazd. Powinnas byc chyba pierwsza osoba z ktora sie to obgada zanim powiadomi znajomych ze sa takie plany

Z drugiej strony nie mozesz negowac wszystkich jego kontaktow. Przyjrzykj sie sobie...co sie dzieje , ze sie tak na wszystkich zawodzisz? Moze nie umiesz przyjac konstruktywnej krytyki? Gdybam bo nie znam ani Ciebie ani calej sytuacji jedynie Twoja wersje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wszyscy, którym wspominałam o tym że mój chłopak jedzie na wakacje beze mnie byli równie zaskoczeni. Sama nigdy nie słyszałam o czymś takim, zawsze pary wybierały się razem na wakacje, tylko mi się trafił taki "okaz" który nie widzi w tym nic złego

 

Nie zawodzę się na wszystkich, akurat tak sie trafiło że ci ludzie to akurat "przyjaciele" mojego chłopaka.

 

[btw. nie ukrywam, że trudno mi nawiązywać kontakty z ludźmi, trudno mi je też utrzymywać, łatwo się zrażam (przyłapię kogoś na kłamstwie i automatycznie: nie potrafię zaufać, zaprzyjaźnić się; dlatego wolę z reguły zostawać na poziomie koleżeństwa, niż "pakować się" w przyjaźnie z ludźmi którzy zawodzą). Nie jestem jakaś zupełnie aspołeczna, mam trochę znajomych, jedną bardzo dobrą koleżankę - po prostu wolę zachować pewien dystans zanim się całkiem przed kimś otworzę i "wpuszczę do swojego życia" (a podjęłam taką próbę w przypadku owej "przyjaciółki" mojego chłopaka i przejechałam się na swojej naiwności aż miło).

Wkurza mnie to, że osoba która zrobiła mnie w konia teraz wchrzania się i psuje mój związek. (Ale i tak najbardziej wkurza mnie głupota i bezczelność mojego chłopaka)]

 

Myślę, że potrafię przyznać się do błędu i nie wydaje mi się, że jestem jakaś zaborcza (gdybym była nie pozwoliłabym mu wyjechać, w sumie nie wiadomo co robi za granicą, miesiącami beze mnie). Nie zamykam go w domu, nie każę mu siedzieć nonstop przy mnie, po prostu wymagam trochę szacunku i odpowiedniego zachowania się :|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Kazałam mu wybrać, albo jedzie ze mną (tak jak sie umawialismy i co bylo dawno ustalone), albo z tymi ludźmi. Jego odpowiedz: "wybieram przyjaciol, czy przekaz jest jasny?"
Dla mnie jest jasny, on Ci daje do zrozumienia, ze jacys obcy ludzie i przyjaciółka sa wazniejsi od Ciebie... podejrzewam, ze próbuje Cie sprowokowac do zerwania. Jego teksty że "nie będzie sie bardziej anagazować " i "ograniczasz go" wskazuja na to samo. Facet sie zbiera do odlotu i daje Ci to do zrozumienia :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nie potrafię zaufać, zaprzyjaźnić się; dlatego wolę z reguły zostawać na poziomie koleżeństwa, niż "pakować się" w przyjaźnie z ludźmi którzy zawodzą)

slusznie.. lepiej miec dobrych znajomych niz falszywych przyjaciol. Tez wyznaje te zasade

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Jak woli przyjaciółkę to wolna droga....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Przeczytałam cały wątek i ja na Twoim miejscu odeszłabym od niego. Według mnie on już odszedł od Ciebie emocjonalnie. Czeka tylko na Twój ostateczny ruch i podjęcie decyzji, że to koniec.

 

Temat wyjazdu jest dla mnie absurdalny i jasno pokazuje jak mu na Tobie "zależy". :? Sama widzisz, że nic już z tego związku nie zostało, że nie ma czego zbierać. Nie szanuje Cię, nie pyta o zdanie w ważnych kwestiach, nie uwzględnia w swoich planach, odwraca się na pięcie i idzie w pi... podczas spotkania. No dla mnie to by było nie do przetrawienia... :evil:

 

Niech sobie szuka szczęścia wśród nowych "przyjaciół", a Ty nie szarp sobie niepotrzebnie nerwów dłużej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem nic już z tego nie będzie,chłopak wyraźnie się oddala i czeka na koniec..dla własnego dobra powinnaś to zakończyć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem takie ultimatum albo ja albo oni to beznadziejna sprawa dla twojego chłopaka. Ja sama na jego miejscu nie wiedzialabym co odpowiedzieć... To, że Ty nie chcesz jechać, znaczy, że on ma zrezygnować z tego co planował juz dawno? Twoja sprawa, że nie chcesz jechać. Daj taka możliwość chłopakowi. Nie bądź egoistką. Zresztą jesli on się od Cb oddala, to moze rzeczywiście dlatego, ze dusi się w tym związku. Daj mu troche luzu. Wkurzają mnie pary, które muszą wszędzie być razem, papużki nierozłączki... A tak naprawde każdy potrzebuje procz 2 połówki, znajomych. Również nowych. Tak to już jest, ze co jakis czas spotykamy na swojej drodze nowych ludzi. Z reguły powinno się ich akceptować, a jesli rzeczywiście oni są wobec cb chamscy, nie akceptują Cię, to nie wiąże się z tym, że chłopak ma z nich zrezygnować. :]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak wynika z opisu forumowiczki , ten związek od jakiegoś czasu praktycznie juz nie istnieje . Moim zdaniem nie ma sensu teraz rozważać kto bardziej zawinił ,że ta relacja nie przetrwała . Należy sie rozstać w miarę kulturalnie( jeśli to możliwe), żeby zaoszczędzić sobie kolejnych rozczarowań i nieprzyjemnych sytuacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

. Moim zdaniem nie ma sensu teraz rozważać kto bardziej zawinił ,że ta relacja nie przetrwała .

Moim zdaniem jednak warto zeby nie popelniac tych samych bledow w nastepnym zwiazku jak np. "nie znosze Twoich znajomych albo ja albo oni". Nie wyobrazam sobie zebym musiala wybierac pomiedzy ludzmi , ktorych znam od lat a partnerem bo jemu sie nie podobaja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Candy14, Oczywiście , zawsze warto zastanowić się nad popełnionymi błędami , by ewentualnie uniknąć ich w przyszłości .Zapewne oboje nie są bez winy w tej sytuacji. Chodziło mi o to ,że nie warto rozważać i przerzucać się oskarżeniami kto BARDZIEJ zawinił. My na forum nie jesteśmy w stanie ocenić , mimo szczerych chęci , czy On bardziej ceni sobie wolność niż związek , czy ona jest zbyt zaborcza.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

agat 7, zgadzam sie... nie warto zastanawiac sie kto bardziej tylko co " ja " zrobilam nie tak i czy da sie to naprawic. Tylko ze checi musza byc z obu stron.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja napisałam co JA uważam, a uważam, że takie ultimatum to PRZESADA. Także radzę dziewczynie się zastanowić nad sobą. Bo faceta żadnego nie utrzyma, jak będzie wychodzić z takimi zagrywkami. Każdy ma prawo mieć znajomych, a jak ktoś mu tego zakazuje, to jest ograniczany. I chłopak ma rację.........

 

Moje zdanie, może się nie podobać, może być za ostro. Ale jak widzę niektóre tu komentarze, że ona taka święta, to mi się aż rzygać chce. ;)

 

Candy ma najwięcej racji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Moim zdaniem takie ultimatum albo ja albo oni to beznadziejna sprawa dla twojego chłopaka. Ja sama na jego miejscu nie wiedzialabym co odpowiedzieć... To, że Ty nie chcesz jechać, znaczy, że on ma zrezygnować z tego co planował juz dawno? Twoja sprawa, że nie chcesz jechać. Daj taka możliwość chłopakowi. Nie bądź egoistką. Zresztą jesli on się od Cb oddala, to moze rzeczywiście dlatego, ze dusi się w tym związku. Daj mu troche luzu. Wkurzają mnie pary, które muszą wszędzie być razem, papużki nierozłączki... A tak naprawde każdy potrzebuje procz 2 połówki, znajomych. Również nowych. Tak to już jest, ze co jakis czas spotykamy na swojej drodze nowych ludzi. Z reguły powinno się ich akceptować, a jesli rzeczywiście oni są wobec cb chamscy, nie akceptują Cię, to nie wiąże się z tym, że chłopak ma z nich zrezygnować. :]

 

Może się trochę wytłumaczę, bo widzę że ktoś robi tu ze mnie potwora :]

Od początku: nie dałam mu ultimatum "ja albo znajomi", nie kazałam mu zrywać z nimi kontaktu, chodziło TYLKO o wyjazd. Może sprowadzało się to do tego, że jak wybierze przyjaciół to będę się poważnie zastanawiać nad sensem bycia z nim (tak jak się faktycznie stało), ale gdyby wybrał wyjazd ze mną nie oznaczałoby to zamknięcia go w klatce i koniec jakichkolwiek kontaktów z kimkolwiek poza mną. I nie planował tego od dawna, na pewno nie dłużej niż wyjazd ze mną. Poza tym, jak już wcześniej pisałam, zdążył się nie zgodzić na wyjazd ze znajomymi, dopiero ostatnio zmienił zdanie. ("Przypadkiem" po imprezie na której był z "przyjaciółką")

Czy dusi się w związku? Trudno powiedzieć, widujemy się przez parę dni co dwa miesiące. To takie dziwne że chcę go mieć przy sobie gdy przyjeżdża i niezbyt się cieszę gdy znika na jakieś dwa dni? Gdyby mi powiedział, że w ogóle zamierza gdzieś iść to naprawdę nie byłoby sprawy. Nie zabraniam mu spotykać się ze znajomymi, ale niech nie robi tak, że umawiamy się, planujemy itd a on nagle spiep*** i brak z nim kontaktu (nie odzywał się po tym parę dni)... Nawet nie musiałby mi mówić, że chce gdzieś iść, ale niech przynajmniej dotrzymuje słowa które mi dał.

Co do tego wyjazdu ze znajomymi... Po prostu nie podoba mi się to, wiem jakie są te jego koleżanki i nie miałabym pewności czy na pewno pozostał mi wierny. Dlaczego to ja mam ustępować i godzić się na wszystkie jego pomysły, bo on jest biedny, ograniczany itd? Byłoby miło gdyby on też pomyślał, jak ja bym się z tym czuła.

 

Kiedyś owszem, żyłam w przekonaniu, że powinnam być dla niego całym światem itp, ale teraz już wiem że tak nie jest. Zgadzam się z tym, że każdy potrzebuje i znajomych, i chłopaka/dziewczyny. Nie mam prawa wybierać czy selekcjonować mu znajomych, to oczywiste. Mam pewne tendencje do ograniczania go, wkurzam się gdy woli spędzić czas ze znajomymi niż ze mną, ale staram się tego nie okazywać, nie mieć o to pretensji. Gdy po pewnym czasie przemyślę to, dochodzę do wniosku ze niepotrzebnie sie wkurzałam i jest w porządku.

Często robię sobie taki "rachunek sumienia" jeśli chodzi o nasz związek. Już nie raz przyznawałam się przed nim, co jest we mnie nie tak, co chciałabym zmienić i starałam się dla niego. I wiele razy mu ustępowałam, wybaczałam itd, ale ile można. Może niech on popracuje nad tym, że jest cholernie niesłowny. To co najbardziej mu we mnie przeszkadza to to, że jestem przemęczona, a w związku z tym zdarza mi się odsypiać w dzień (a "normalni ludzie śpią tylko w nocy"), nie mam siły chodzić z nim na jakieś długie spacery

 

Teraz trochę sytuacja się zmieniła, bo stwierdził, że ... nigdzie nie jedzie, cały sierpień spędza ze mną, ale pod warunkiem że nie będzie przychodził do mnie do domu, ale ja będę chodzić z nim całymi dniami po mieście (jak to ujął "ruszę swoją kościstą dupę"). Nie wiem co o tym myśleć, już po prostu mam dość tych jego wahań nastroju... skąd mam mieć pewność, czy może jutro albo za tydzień nie zmieni zdania po raz kolejny?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przede wszystkim nie wolno wymagać od kogoś poświęcenia, nie będąc samemu do niego skłonnym. Wiedziałaś, że chłopakowi zależało na tym wyjeździe, wiesz, że "przyjaciółka" rozwala związki, to dlaczego pozwalasz jej na to sama się demonizując? Trzeba było jechać i wytrzymać, jeżeli by coś było nie tak wtedy mu narzekać niech sam zobaczy co się dzieje. Na ogół właśnie jest tak, że to dziewczyna wychodzi na tą najgorszą a znajomi są ok. Wiesz wyobraź sobie, że bliscy ci ludzie jadą się dobrze bawić razem a ty musisz zostać z chłopakiem? Przykra sprawa i tyle nie dawaj takich wyborów nikomu, bo to na prawdę nie jest miłe. "Przyjaciółka" kombinuje ale pamiętaj jest zawsze po jego stronie więc mu to pasuje, ty jesteś ta be. Oczywiście nie chodzi o to, żebyś zawsze odpuszczała. Jeżeli chcesz ten związek ratować to zmień taktykę i nigdy nie obrażaj jego znajomych. A tak od serca pomyśl czy ten związek nie kosztuje cię zbyt wiele. Czasem lepiej odpuścić, on nie zachowuje się w porządku wobec ciebie. I tak jak już inni pisali możliwe, że zbiera się do odlotu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po prostu nie podoba mi się to, wiem jakie są te jego koleżanki i nie miałabym pewności czy na pewno pozostał mi wierny

Po co Ci facet ktoremu nie mozesz albo nie potrafisz ufac?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

linkall, zgadzam się z Candy14, bo bez zaufania niczego się nie zbuduje...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Liczyłam że z czasem wszystko się ułoży, że mu kiedyś w końcu w pełni zaufam, poprawią się stosunki między mną a jego znajomymi.

 

Tak jak się spodziewałam, jego propozycja, że nigdzie nie jedzie i spędzamy sierpień razem była tylko chwilowa i już następnego dnia zmienił zdanie i okazało się, że jest "za późno" i jedzie ze swoimi znajomymi.

Naprawdę chciałam iść na kompromis, jakoś się dogadać. Prosiłam go, żeby sobie odpuścił wyjazd w tym roku, bo możemy gdzieś pojechać z paczką znajomych w przyszłe wakacje, wszystko na spokojnie ustalimy itd ale oczywiście mu nie pasowało. Wtedy zaproponowałam mu, żebyśmy tam pojechali, ale mieszkali oddzielnie i spotykali się z jego znajomymi wieczorami. Też mu nie pasowało, stwierdził że "już za późno na kompromis". [Chcę dobrze, ale do niego nie dociera że czułabym się jak intruz mieszkając w jednym domku z tymi jego psiapsiółami. Znają mnie, więc jakby chciały to same by mi to zaproponowały, a w rzeczywistości było tak, że mimo że wtedy (gdy wyjazd był planowany) jeszcze się kolegowałyśmy to ten wyjazd był pilnie strzeżoną przede mną tajemnicą.]

Nie widzę sensu w dalszych staraniach o niego. Wiem, że nie jestem święta ale wydaje mi się ze zrobiłam wszystko co w mojej mocy żeby to naprawić.

trudno

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

a kompromis , on chyba nie jedzie na cały sierpień jednak z nimi, z toba tez powinien spedzić czas, najlepiej by było jakbyscie pojechali razem z tymi znajomymi na ten wyjazd,w końcu trzeba rozmawiać ze soba i ustalac wspolnie pewne rzeczy, jak czytam to wydaje mnie sie ,ze dojrzałosci wam obojgu brakuje do stworzenia poważnego zwiazku, po prostu powiedz ,ze ci przykro ,ze ukrywał ten fakt przed toba ,że che wyjechac i ze czułabys sie lepij jakby nastepnym razem nie ukrywał takich rzeczy bo jednak zaufanie i mowienie sobie prawdy jest p[odstawą, jak ktos ukrywa,ze łazi na imprezy to odrazu budzi to pytanei coma do ukrycia bo cos pewnie ma a to nie o t chodzi, zaufanie jest podstawa do drugiej osoby tylko wtedy mozna cos budować

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może i powinnam mu zaufać, ale właściwie na podstawie tego co się wydarzyło ostatnio nie mam podstaw żeby być pewną że nic nie "odwali" (Wczoraj gadaliśmy przez telefon i gdy zapytałam o tą imprezę z jego przyjaciółką to stwierdził, że musi już kończyć bo ma mało pieniędzy na koncie, ale nie przeszkodziło mu to w tym, żeby potem rozmawiać ze mną jeszcze kilkanaście minut na inne tematy...)

Z drugiej strony i tak nie mam już nic do stracenia, jestesmy na skraju, już bardziej nie da się tego popsuć... Ale chcę też wyjść z tego z twarzą, nie chcę wyjść na idiotkę która lata za chłopakiem i nie obchodzi jej to że jest robiona w konia:/

 

@tahela - zdaję sobie sprawę z tego, że brakuje mi i dojrzałości, i doświadczenia w związkach (to mój pierwszy chłopak, jesteśmy razem trochę ponad rok)... i wiem że ta cała historia brzmi jak jakieś fotostory z bravo, ale naprawdę nie wiem co robić i głosy ludzi bardziej doświadczonych są dla mnie ważne :(

 

-- 17 cze 2013, 16:09 --

 

Aktualizacja: zgodziłam się w końcu, żeby tam pojechał beze mnie. Pomyślałam, że dam mu szansę się "wykazać", udowodnić mi że warto mu w pełni zaufać. Jedyne, czego oczekiwałam to to, że podczas wyjazdu będzie się zachowywał w porządku wobec mnie.

 

W odpowiedzi usłyszałam, że: to bez sensu, nie warto mu ufać, zawsze będzie gdzieś wyjeżdżał a ja zawsze będę mieć o to pretensje [nie wiedzialam ze jest prorokiem, jak miło], mam dać mu spokój, to dobry czas na rozstanie, "on jest jak statek - gdy morze było wzburzone i był sztorm, byłam jego kotwicą; teraz jest wspaniała pogoda, nie wieje wiatr, świeci słońce, a ja nadal jestem kotwicą", zostaję sama.

 

Czuję się jakbym dostała w twarz, jakby na mnie splunął jakimś obleśnym charkiem.

Czuję się jak idiotka, starałam się, zrobiłam wbrew sobie, przełamałam się i tak mi się odwdzięczył.

Czuję się wykorzystana, przez rok nabierał przy mnie pewności siebie, starałam się go wspierać, ale "teraz jest już wspaniała pogoda" więc on-statek nie potrzebuje kotwicy.

Ja wierzyłam, że będzie lepiej, on od razu wykluczył możliwość mojej zmiany na lepsze.

 

Był dla mnie najważniejszą osobą, zanim zaczęliśmy być razem czułam się samotna, nikomu niepotrzebna, miałam myśli samobójcze. Byłam przeszczęśliwa gdy wszystko zaczęło się układać, wreszcie ktoś mnie pokochał z wzajemnością.

Wszystko zaczęło się rozpadać jakiś miesiąc temu, ale ostatecznie zakończyło w trakcie dwuminutowej rozmowy przez telefon.

Trochę to potrwa zanim się pozbieram.

 

Temat chyba do zamknięcia

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

linkall, popatrz na to tak, że faktycznie ten związek był bez sensu, bo podstawą każdego związku jest zaufanie, a gdy nie ma podstawy, to nie można nic dobudowywać, bo nie ma do czego... związek to bardzo delikatna sprawa i ważna decyzja. trzeba być dojrzałym i gotowym, by stworzyć dojrzały związek. widzę, że Ty jak i on, nie dojrzeliście do jakiegokolwiek związku. związek to poświęcenie, związek to miłość, zaufanie, współtworzenie, współpraca, współgranie, współżycie, współistnienie. myślę, że jeśli ten związek się rozpadł, to dobrze, że to stało się tak szybko. i mam nadzieję, że równie szybko nie zwiążesz się z kolejnym chłopakiem. myślę, że dobrze zrobi Ci przerwa. w końcu też będziesz gotowa i stworzysz już poważny związek. :smile:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

linkall, nie masz czego żałować, koles Cie wykorzystał, zeby poczuc sie lepiej w czasie "sztormu" a potem spławił jak przestałas byc mu potrzebna. Egoista, dobrze że szybko prawda wyszła na jaw, zreszta zrywanie przez telefon mówi samo za siebie.... podejrzewam, że jak znowu nadejdzie "sztorm" to sobie o Tobie przypomni. Nie daj się wtedy ponownie wkręcić ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trochę to potrwa zanim się pozbieram.

Pozbierasz sie. Tylko teraz lepiej wybierz. Powodzenia linkall,

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

linkall, nie czuj się wykorzystana, to ty wykorzystaj tą całą sytuację jako naukę dla siebie samej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×