Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Czesto odwiedzam to forum ale dopiero teraz zdecydowalam ze do Was dolacze, moze Wy mi pomozecie bo ja juz nie potrafie chyba sobie pomoc.. Nie potrafie zaakceptowac siebie, wciaz wytykam sobie jakies niedoskonalosci, wciaz z kim sie porownuje, wciaz mysle sobie jako o gorszej, brzydszej, glupszej.. Caly czas staram sie cos w swoim zyciu polepszyc, sa momenty kiedy wydaje sie ze jest ok a potem znow widze jakas niedoskonalosc. Obecnie tkwie w potwornej depresji od ponad tygodnia, wciaz placze, ogarnia mnie poczucie beznadziejnosci, nie wiem co robic, jak wyjsc z dolka.. Pojechalam ostatnio odwiedzic rodzicow, myslalm ze to mi pomoze ale wrocilam tylko bardziej zdolowana.. moj ojciec ma problemy z alkoholem (Boze, po raz pierwszy odwazylam sie glosno o tym powiedziec..) teraz i tak jest juz lepiej niz przed kilku laty ale boje sie o niego bo choruje na serce i nie powienien pic.. pojechalam do domu a on byl pijany, polklocili sie z mama, a ja zalowalam ze przyjechalam.. potem mam dobila mnie problemami w domu i skutek byla taki ze moja depresja tylko sie poglebila.. w pracy dostalam nagane od szefa.. od jakiegos czasu moja wydajnosc w pracy gwaltownie spada i grozi mi zwolnienie.. nienawidze tej pracy i szukam nowej ale poki co musze udawac jak bardzo staram sie poprawic swoja skutecznosc.. najwiekszym oparciem jest dla mnie moj narzeczony i moja przyjaciolka, ktora na nieszczescie mieszka 3h drogi ode mnie, dzisiaj porozmawialam z nim, wyryczalam mu sie, on bardzo chce mi pomoc i bardzo mnie wspiera ale wiem ze ja sama musze sobie pomoc.. najgorsza jest jeszcze ta samotnosc.. nie mieszkam z moim narzeczonym a bardzo chce ale to troche skomplikowane.. on dopiero zaczal prace i musi najpierw stanac finansowo na nogi zebysmy mogli jakos wspolnie zyc.. a mama ma za duzo swoich problemow zebym zadreczala ja jeszcze moimi wiec jak dzwonimy do siebie to zawsze mowie ze jest ok, mimo ze tak nie jest.. najgorsze sa te samotne wieczory i poranki.. mam wtedy wrazenie ze jestem sama.. i jeszcze praca magisterska ktora musze w czerwcu obronic a ktorej nie mam sily pisac.. ja naprawde tak niewiele chce od zycia a ono wciaz rzuca mi klody pod nogi.. chce jakos odzyc, pomoc sobie, przede wszystkim zaakceptowac siebie.. moze znacie jakis sposob jak polubic siebie, jak sie do siebie przekonac, jak uwierzyc w siebie, w to, ze jest sie ladnym, atrakcyjnym, madrym i fajnym?? chce to zrobic dla siebie i dla niego, zeby mial normalna, pogodna zone a nie takiego ryczacego smutasa.. chce cieszyc sie zyciem tylko kto mi pokaze jak to zrobic??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

WItaj,

Twój post jest opisem mnie samej tak sprzed roku, teraz już jest lepiej ale nie zawsze. Po pierwsze to jesteś szczęściarą, ze masz faceta, który Cię rozumei i chce Ci pomóc, to b. ważne, masz w nim oparcie. Trudno mi się wypowiadać czy pomoc specjalisty w Twoim przypadku jest niezbędna ale na pewno sama się przekonasz jak jeszcze pobuszujesz na tym forum. ZObaczysz że nie jesteś sama i poznasz sposoby jak inni sobie radzą z chorobą. Życzę Ci znalezienia sposobu dla siebie, pa i Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj LadyInBlack ;)

 

Nie potrafie zaakceptowac siebie, wciaz wytykam sobie jakies niedoskonalosci, wciaz z kim sie porownuje, wciaz mysle sobie jako o gorszej, brzydszej, glupszej..

Ze swojego doswiadczenia wiem, ze nie prowadzi to do niczego dobrego, "dogniatanie" siebie samej/samego jest etapem samodestrukcji, stojenia w miejscu co jest rownoznaczne z cofaniem sie ... "satyrystyczna karykatura" nie wiem czy to na miejscu, ale wiedz ze sama nie jestes ;)

 

Obecnie tkwie w potwornej depresji od ponad tygodnia, wciaz placze, ogarnia mnie poczucie beznadziejnosci, nie wiem co robic, jak wyjsc z dolka..

Nie myslałas zeby zgłosic sie do lekarza/poradnii?

Jezeli masz obawy, wstydliwosc to wyzbadz sie tego- to choroba XXI wieku, nachodzi czesto z nienadzka ...

 

ja naprawde tak niewiele chce od zycia a ono wciaz rzuca mi klody pod nogi.

Zycie wystawia swych podwładnych na "samodzielne" proby.

 

Zycze duzo zdrowia- bo to priorytet, checi- bo na nia nie ma recepty a niemoc nie jest moca, wytrwałosci- bez wstawac po upadkach i usmiechu na twarzy bo tez psyche koii :D

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam!

Tak na początek, myślisz, że inni ludzie są lepsi? Nieprawda, tylko takie pozory. Wierzę, że jesteś wartościową osobą. Brak tylko samoakceptacji i pewności siebie. Ale to można wypracować. Z biegiem czasu poznasz coraz więcej osób, które Ci pomogą i mam nadzieję, że skutecznie to zrobią. A na początek pierwsza rzecz od której zacznij to praca nad wiarą w siebie i w to, że zwalczysz to, co utrudnia Ci życie. Wyobraź sobie jakby to było bez tych dolegliwości i staraj się dążyć do tego. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj LadyInBlack :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochani dziekuje za wsparcie..

walcze ze soba jak potrafie ale to nie jest niestety proste :cry:

Piotrku wiem ze sa ludzie lepsi i gorsi ode mnie, to przeciez oczywiste ale ja nie potrafie siebie zaakceptowac.. wiem ze zrodlo moich problemow lezy w dziecinstwie- bylam slodkim grubaskiem nazywanym paczkiem, bunia itp, zawsze ostatnia na mecie w biegach przelajowych, tylko w nauce najlepsza.. ale moi rodzice chcieli zebym byla doskonala, jak przynosilam zla ocene to nie bylo pocieszania ze na pewno poprawie tylko awantura ze jestem nieuk i len.. kiedy nie dostalam sie do wymarzonego liceum tez byl lament, ale wymyslili ze pochodze do jakiegos innego i po polroczu sie przeniose ale postawilam na swoim i zostalam w tym losowo wybranym, wtedy, te 9 lat temu przechodzilam najtrudniejszy chyba okres w moin zyciu- bylam zahukana, wstydliwa, gruba nastolatka ktorej rodzice wpajali ciagle MASZ SIE UCZYC , zamieszkalam w internacie, z dala od domu, w szkole mialam problemy z matematyka, do ktorej nigdy nie malam glowy, a moja mama zamiat mnie wspierac zrobila mi wtedy starszna awantre ze pewnie w tym internacie tylko pije, cpam itp Bardzo mnie to zabolalo bo staralam sie jak moglam, poza tym w podstawowce zawsze najlepsza a w LO nagle problemy, wtedy mialam mysli samobojcze i naprawde chcialam to zrobic ale cos mi nie pozwolilo...

Od tamtego czasu wiele sie zmienio.. internat okazal sie jednym z najwspanialszych momentow mojego zycia, poznalam moja przyjaciolke, ktora jest mi jak siostra i znalazlam milosc mojego zycia, zmienilam sie tez wizualnie, schudlam, zaczelam o siebie dbac, am fajnych znajomych, z rodzicami- odkad nie mieszkam w domu- bardzo dobry kontakt, mamie nigdy nie powiedzialam jak bardzi ranila mnie w najtrudniejszym momencie mojego zycia, po prostu jej wybaczylam i ciesze sie, ze jest miedzy nami teraz tak dobrze.. tacie wybaczylam alkohol chociaz kiedy sie upije nie potrafie z nim rozmawiac, nie chce i jestem dla niego opryskliwa..

ale te rany z dziecinstwa sie nie zabliznily do konca..

nie potrafie okazywac uczuc chociaz bardzo chce, tylko wobec mojego narzeczonego jestem otwarta i okazuje mu ze go kocham, pragne, potrzebuje.. ale chcialabym sie czasem przytulic do mamy, powiedziec jej ze ja kocham a nie potrafie, nie potrafie sie przelamac! Czasem ciezko mi nawet przytulic sie do mojej przyjaciolki.. chce tego mocno ale nie potafie!

I przezwam strasznie kazda krzywde.. widze babcie zebrajaca na dworcu, bezdomnego psa, kobiete ktora co niedziele puka do drzwi po cos do jedzenia dla dzieci i mam dola do konca dnia- wspolczuje tym ludziom, wczuwam sie w ich sytuacje i jest mi glupio ze mam lepiej..

..bolesnie odczuwam kazda porazke, to sie chyba nazywa perfekcjonizm- ciagle dazenie do doskonalosci i mimo ze wiem, ze nigdy nie bede doskonala, wciaz wytykam sobie bledy.. kiedy osiagam sukces ciesze sie ale nie potrafie sie tym pochwalic, natomiast kiedy odnosze porazke, przezywam to podwojnie..

taka jestem..

..i wciaz cos zmieniam, wciaz sie odchudzam...

chce byc normalna ale czy to mozliwe??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowane)
tylko wobec mojego narzeczonego jestem otwarta i okazuje mu ze go kocham, pragne, potrzebuje.. ale chcialabym sie czasem przytulic do mamy, powiedziec jej ze ja kocham a nie potrafie, nie potrafie sie przelamac! Czasem ciezko mi nawet przytulic sie do mojej przyjaciolki.. chce tego mocno ale nie potafie!

Witam Cię cieplutko i jestem przekonana po przeczytaniu postów, jesteś najcudowniejszą osobą, wrażliwą i potrafisz kochać. Puki co nie dopuszczasz do siebie myśli pozytywnych. Kochasz narzeczonego. Tak więc masz w sobie uczucie najpiękniejsze jakie tylko można sobie wymarzyć ;):lol: A co do reszty, nie zadręczaj się nie warto, z czasem samo przyjdzie , być może przebywając często na forum łatwiej będzie ci najpierw zadbać o siebie i uwierzyć w siebie. Jesteś tego warta. ;) Pozdrawiam Ciebie i Wszystkich. ;)

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie kings, shadow_no, maiev, C©złowiek, Agna, Piotrek, LINA, lidka1980, wiatr !!

Dziekuje Wam raz jeszcze za tyle cieplych slow i wsparcie, juz po tych kilku Waszych przemilych postach zrobilo mi sie lepiej i latwiej przelamac mi ten brak wiary w siebie ;) Do tej pory staralam sie pomoc sobie w ten sposob, ze wypisywalam w punktach co w sobie lubie a czego nie, z czego jestem dumna, a z czego nie, co poprawia mi nastroj a co potrafi go zepsuc.. tylko nie wiem co z tym robic dalej.. mysle ze jakis pierwszy krok chyba zrobilam, bo jestem swiadoma swojego problemu, potafie go nazwac, tylko nie wiem co dalej robic a ta "autoterapia" :?

Mam nadzieje ze jak tu troche pobuszuje to znajde odpowiedzi na wiele pytan i mozliwosci rozwiazania wielu problemow..

tylko ta wiara, ta akceptacja, czaem mysle ze pomoglaby hipnoza ale czy to nie byloby pojsciem na latwizne, poddaniem sie bez walki?? Tak wielu z Was walczy od tak dawna z chorobami, problemamai, ja tez musze miec w sobie ta sile.. jakos ja wydobede i zwalcze ten cholerny brak wiary w siebie!!!

Pozdrawiam!

 

Ps. A jutro rano na basen :lol: --> to jedna z rzeczy ktora baaardzo poprawia mi nastroj :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

p.o.w.o.d.z.e.n.i.a.

Idziesz dobra droga ;)

Po to sa ludzie by sobie pomagac, choc czesto ludzie ludzia zgotowali ten los ...

 

Praca nad soba jest najtrudniejsza praca pod wzg hierarchii, wiec nie zrażaj sie- nic od razu.Po to upadamy, by wstac.

 

"Spaść z góry na dół- rzecz naturalna, stara prawda. Trudno spaść z dołu na górę"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

LadyInBlack - pod wieloma względami dobrze Cię rozumiem... w szkole też byłem (w podstawówce) jednym z najlepszych, bo musiałem taki być dla moich rodziców przecież. Teraz chodzę do LO, ale tu akurat u mnie jest nieco inaczej. Postawiłem na swoim, wybrałem szkołę taką, jak ja chciałem, profil itd, i uczę się tak jak ja chcę. Bo to moje życie a nie czyjeś inne. Też mam problemy z wyrażaniem uczuć, jakieś opory, kiedy jestem z kimś w 4 oczy. Czasem trzeba - tak jak to się mówi - przełamać się, mimo oporu zrobić coś na przekór. Jeśli chodzi o perfekcjonizm, to życie przecież składa się z wzniesień i upadków, sukcesów i porażek. I nie przeżywaj tak każdej porażki, bo to Ci nic nie da. Tylko może zaszkodzić... Pozdrawiam serdecznie!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Do tej pory staralam sie pomoc sobie w ten sposob, ze wypisywalam w punktach co w sobie lubie a czego nie, z czego jestem dumna, a z czego nie, co poprawia mi nastroj a co potrafi go zepsuc.. tylko nie wiem co z tym robic dalej.. mysle ze jakis pierwszy krok chyba zrobilam, bo jestem swiadoma swojego problemu, potafie go nazwac
O jejkuś jesteś niesamowity, dokonałeś tak już wiele, niezdając sobie pewnie sprawy co zrobileś. Ale co najważniejsze potrafisz je nazwać po imieniu. Jesteś wielki. :mrgreen: A jeśli chodzi o dalszy krok, to ja wiedząc już tak wiele , zaczęłabym pomalutku eliminować to z czym czuję się żle. Poprostu rozpoczęlabym od testowania by się upewnić czy to dla mnie jest dobre i czy z tym sie dobrze czuję. A jeśli złe, odrzucić i poszukać innego zamiennika. Ale to ty zawsze jesteś najważniejszy. Pamiętaj. Przyjdzie czas i poczujesz się wolny i niezależny czego z calego serca ci życzę. Damy radę :lol: Pa.

 

[ Dodano: Czw Lut 22, 2007 9:05 am ]

bardzo często się zdarza, iż wiele rzeczy wykonujemy dla kogoś bądż dla innych rezygnując z wlasnych pragnień. Gdy już tak naprawdę wiemy co chcemy osiągnąc w naszym zyciu, niejednokrotnie zmuszni jesteśmy cofnąć się o dwa kroki do tyłu, by inni byli z nas dumni, a tak naprawdę to my zaczynamy się nakręcać. Nie mówimy nikomu o naszych uczuciach, problemach, tylko dlatego żeby to oni się dobrze czuli. tz. jest wszystko o.k. a czy tak naprawdę jest :?::roll:

Pa. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiaterku, i z tego mamy konflikt wewnętrzny, a potem nerwicę... Bo robimy coś dla kogoś, a chcemy czegoś zupełnie innego, i zaczyna się wewnętrzna walka, człowiek sam niszczy swoje nerwy, a potem już to tylko nerwica. I jeśli zaczniemy słuchać i rozumieć siebie, to wtedy nerwicy odetniemy źródło zasilania. Nie będzie miała na czym żerować... I padnie :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

I tak jak przedstawia Piotr sposób spostrzeżenia siebie samego i ją jesteśmy w stanie pokonać to coś co próbuje nami zawładnąć. :lol: I to my w tym momencie przejmujemy całkowitą kontrolę nad naszymi emocjami. Jest to pewien proces , ale czy nie warto wykonać to dla siebie? Uwierzcie mi warto. ;) Pa pozdrawiam Was kochani :lol:;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kochani, postanowilam walczyc o siebie, wczoraj przeczytalam w babskiej gazecie naprawde dobry artykul o ludziach-perfekcjonistach, ktorzy gubia gdzies swoje prawo do szczescia, walczac o to, by wszystko- na czele z samym soba-wciaz udoskonalac.. i doszlo do mnie jak wiele krzywdy robie sobie takim mysleniem.. postanowilam, ze wraz z nadchodzaca wiosna obudze sie z tego zimowego snu, zaczne jakimis malymi krokami wychodzic z tej depresji i zaczne uczyc sie akceptacji samej siebie, mam nadzieje, ze jak tylko bede miala chwile slabosci to pomozecie mi sie otrzasnac i dacie "kopa" do dalszej walki ;) Probuje po raz kolejny, juz nawet sama nie wiem ktory ale mam nadzieje, ze tym razem sie uda, wiec trzymajcie kciuki!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
pomozecie mi sie otrzasnac i dacie "kopa" do dalszej walki

masz to jak w banku :lol:

ale mam nadzieje, ze tym razem sie uda, wiec trzymajcie kciuki!!

no pewnie, że się uda !!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×