Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

LadyInBlack

Użytkownik
  • Zawartość

    9
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  1. LadyInBlack

    Nie mam juz sil..

    Kochani, postanowilam walczyc o siebie, wczoraj przeczytalam w babskiej gazecie naprawde dobry artykul o ludziach-perfekcjonistach, ktorzy gubia gdzies swoje prawo do szczescia, walczac o to, by wszystko- na czele z samym soba-wciaz udoskonalac.. i doszlo do mnie jak wiele krzywdy robie sobie takim mysleniem.. postanowilam, ze wraz z nadchodzaca wiosna obudze sie z tego zimowego snu, zaczne jakimis malymi krokami wychodzic z tej depresji i zaczne uczyc sie akceptacji samej siebie, mam nadzieje, ze jak tylko bede miala chwile slabosci to pomozecie mi sie otrzasnac i dacie "kopa" do dalszej walki Probuje po raz kolejny, juz nawet sama nie wiem ktory ale mam nadzieje, ze tym razem sie uda, wiec trzymajcie kciuki!!
  2. LadyInBlack

    Jak sobie pomóc ?

    tygrysku21 mysle ze wiele osob przechodzi w zyciu to, co Ty. U mnie bylo podobnie, czulam sie jak czarna owca w rodzinie, mialam wrazenie ze najlepiej byloby dla wszystkich, gdyby mnie po prostu nie bylo ale teraz wiem, ze zle myslalam, trzeba to po prostu przeczekac, zacisnac zeby i nie dac sie, na pewno jest Tobie duzo buntu przeciwko tej potwornej rzeczywistosci ale badz silna i nie poddawaj sie, tu na forum na pewno znajdziesz duzo wsparcia i pomocy, Pozdrawiam!
  3. LadyInBlack

    witam wszystkich..

    Witaj molus, ja jestem tu od niedawna a juz czuje ze zaczynam powoli wracac do normalnosci Pozdrawiam!
  4. nie potrafie wyobrazic sobie tego cierpienia ktore w Was jest jestem z Wami calym sercem, nie dajcie sie, walczcie o siebie, o swoja wolnosc, godnosc, kobiecosc (meskosc w przypadky hyte), ktora tak ucierpiala.. nie pozwolcie zeby to, co sie stalo zniszczylo Wam reszte zycia.. macie takie samo prawo do szczescia i milosci jak wszysccy!! Trzymam mocno kciuki zebyWam sie udalo!!
  5. LadyInBlack

    Nie mam juz sil..

    Witajcie kings, shadow_no, maiev, C©złowiek, Agna, Piotrek, LINA, lidka1980, wiatr !! Dziekuje Wam raz jeszcze za tyle cieplych slow i wsparcie, juz po tych kilku Waszych przemilych postach zrobilo mi sie lepiej i latwiej przelamac mi ten brak wiary w siebie Do tej pory staralam sie pomoc sobie w ten sposob, ze wypisywalam w punktach co w sobie lubie a czego nie, z czego jestem dumna, a z czego nie, co poprawia mi nastroj a co potrafi go zepsuc.. tylko nie wiem co z tym robic dalej.. mysle ze jakis pierwszy krok chyba zrobilam, bo jestem swiadoma swojego problemu, potafie go nazwac, tylko nie wiem co dalej robic a ta "autoterapia" Mam nadzieje ze jak tu troche pobuszuje to znajde odpowiedzi na wiele pytan i mozliwosci rozwiazania wielu problemow.. tylko ta wiara, ta akceptacja, czaem mysle ze pomoglaby hipnoza ale czy to nie byloby pojsciem na latwizne, poddaniem sie bez walki?? Tak wielu z Was walczy od tak dawna z chorobami, problemamai, ja tez musze miec w sobie ta sile.. jakos ja wydobede i zwalcze ten cholerny brak wiary w siebie!!! Pozdrawiam! Ps. A jutro rano na basen --> to jedna z rzeczy ktora baaardzo poprawia mi nastroj
  6. LadyInBlack

    Nie mam juz sil..

    Kochani dziekuje za wsparcie.. walcze ze soba jak potrafie ale to nie jest niestety proste Piotrku wiem ze sa ludzie lepsi i gorsi ode mnie, to przeciez oczywiste ale ja nie potrafie siebie zaakceptowac.. wiem ze zrodlo moich problemow lezy w dziecinstwie- bylam slodkim grubaskiem nazywanym paczkiem, bunia itp, zawsze ostatnia na mecie w biegach przelajowych, tylko w nauce najlepsza.. ale moi rodzice chcieli zebym byla doskonala, jak przynosilam zla ocene to nie bylo pocieszania ze na pewno poprawie tylko awantura ze jestem nieuk i len.. kiedy nie dostalam sie do wymarzonego liceum tez byl lament, ale wymyslili ze pochodze do jakiegos innego i po polroczu sie przeniose ale postawilam na swoim i zostalam w tym losowo wybranym, wtedy, te 9 lat temu przechodzilam najtrudniejszy chyba okres w moin zyciu- bylam zahukana, wstydliwa, gruba nastolatka ktorej rodzice wpajali ciagle MASZ SIE UCZYC , zamieszkalam w internacie, z dala od domu, w szkole mialam problemy z matematyka, do ktorej nigdy nie malam glowy, a moja mama zamiat mnie wspierac zrobila mi wtedy starszna awantre ze pewnie w tym internacie tylko pije, cpam itp Bardzo mnie to zabolalo bo staralam sie jak moglam, poza tym w podstawowce zawsze najlepsza a w LO nagle problemy, wtedy mialam mysli samobojcze i naprawde chcialam to zrobic ale cos mi nie pozwolilo... Od tamtego czasu wiele sie zmienio.. internat okazal sie jednym z najwspanialszych momentow mojego zycia, poznalam moja przyjaciolke, ktora jest mi jak siostra i znalazlam milosc mojego zycia, zmienilam sie tez wizualnie, schudlam, zaczelam o siebie dbac, am fajnych znajomych, z rodzicami- odkad nie mieszkam w domu- bardzo dobry kontakt, mamie nigdy nie powiedzialam jak bardzi ranila mnie w najtrudniejszym momencie mojego zycia, po prostu jej wybaczylam i ciesze sie, ze jest miedzy nami teraz tak dobrze.. tacie wybaczylam alkohol chociaz kiedy sie upije nie potrafie z nim rozmawiac, nie chce i jestem dla niego opryskliwa.. ale te rany z dziecinstwa sie nie zabliznily do konca.. nie potrafie okazywac uczuc chociaz bardzo chce, tylko wobec mojego narzeczonego jestem otwarta i okazuje mu ze go kocham, pragne, potrzebuje.. ale chcialabym sie czasem przytulic do mamy, powiedziec jej ze ja kocham a nie potrafie, nie potrafie sie przelamac! Czasem ciezko mi nawet przytulic sie do mojej przyjaciolki.. chce tego mocno ale nie potafie! I przezwam strasznie kazda krzywde.. widze babcie zebrajaca na dworcu, bezdomnego psa, kobiete ktora co niedziele puka do drzwi po cos do jedzenia dla dzieci i mam dola do konca dnia- wspolczuje tym ludziom, wczuwam sie w ich sytuacje i jest mi glupio ze mam lepiej.. ..bolesnie odczuwam kazda porazke, to sie chyba nazywa perfekcjonizm- ciagle dazenie do doskonalosci i mimo ze wiem, ze nigdy nie bede doskonala, wciaz wytykam sobie bledy.. kiedy osiagam sukces ciesze sie ale nie potrafie sie tym pochwalic, natomiast kiedy odnosze porazke, przezywam to podwojnie.. taka jestem.. ..i wciaz cos zmieniam, wciaz sie odchudzam... chce byc normalna ale czy to mozliwe??
  7. Witaj! Jesli chodzi o problemy ze skora, polecam strone http://www.czerwienienie.6r.pl/forum/
  8. Czesto odwiedzam to forum ale dopiero teraz zdecydowalam ze do Was dolacze, moze Wy mi pomozecie bo ja juz nie potrafie chyba sobie pomoc.. Nie potrafie zaakceptowac siebie, wciaz wytykam sobie jakies niedoskonalosci, wciaz z kim sie porownuje, wciaz mysle sobie jako o gorszej, brzydszej, glupszej.. Caly czas staram sie cos w swoim zyciu polepszyc, sa momenty kiedy wydaje sie ze jest ok a potem znow widze jakas niedoskonalosc. Obecnie tkwie w potwornej depresji od ponad tygodnia, wciaz placze, ogarnia mnie poczucie beznadziejnosci, nie wiem co robic, jak wyjsc z dolka.. Pojechalam ostatnio odwiedzic rodzicow, myslalm ze to mi pomoze ale wrocilam tylko bardziej zdolowana.. moj ojciec ma problemy z alkoholem (Boze, po raz pierwszy odwazylam sie glosno o tym powiedziec..) teraz i tak jest juz lepiej niz przed kilku laty ale boje sie o niego bo choruje na serce i nie powienien pic.. pojechalam do domu a on byl pijany, polklocili sie z mama, a ja zalowalam ze przyjechalam.. potem mam dobila mnie problemami w domu i skutek byla taki ze moja depresja tylko sie poglebila.. w pracy dostalam nagane od szefa.. od jakiegos czasu moja wydajnosc w pracy gwaltownie spada i grozi mi zwolnienie.. nienawidze tej pracy i szukam nowej ale poki co musze udawac jak bardzo staram sie poprawic swoja skutecznosc.. najwiekszym oparciem jest dla mnie moj narzeczony i moja przyjaciolka, ktora na nieszczescie mieszka 3h drogi ode mnie, dzisiaj porozmawialam z nim, wyryczalam mu sie, on bardzo chce mi pomoc i bardzo mnie wspiera ale wiem ze ja sama musze sobie pomoc.. najgorsza jest jeszcze ta samotnosc.. nie mieszkam z moim narzeczonym a bardzo chce ale to troche skomplikowane.. on dopiero zaczal prace i musi najpierw stanac finansowo na nogi zebysmy mogli jakos wspolnie zyc.. a mama ma za duzo swoich problemow zebym zadreczala ja jeszcze moimi wiec jak dzwonimy do siebie to zawsze mowie ze jest ok, mimo ze tak nie jest.. najgorsze sa te samotne wieczory i poranki.. mam wtedy wrazenie ze jestem sama.. i jeszcze praca magisterska ktora musze w czerwcu obronic a ktorej nie mam sily pisac.. ja naprawde tak niewiele chce od zycia a ono wciaz rzuca mi klody pod nogi.. chce jakos odzyc, pomoc sobie, przede wszystkim zaakceptowac siebie.. moze znacie jakis sposob jak polubic siebie, jak sie do siebie przekonac, jak uwierzyc w siebie, w to, ze jest sie ladnym, atrakcyjnym, madrym i fajnym?? chce to zrobic dla siebie i dla niego, zeby mial normalna, pogodna zone a nie takiego ryczacego smutasa.. chce cieszyc sie zyciem tylko kto mi pokaze jak to zrobic??
×