Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem od czego zacząc...

Moje życie od jakiegoś czasu jest beznadziejne. Moje załamania nerwowe rozpoczęły się w tamtym roku,chciałam iśc do psychologa ale sama uporałam się z problemem.

Były wakacje było całkiem okej. Poznałam chłopaka, byliśmy w związku było całkiem fajnie. Dołowało mnie natomiast prawo jazdy, ale jakos to przeżyłam.

Od września zaczęła się szkoła(matura mnie czeka) i to prawo jazdy(nie zdałam od razu) zaczęłam się dołowac nic mi sie nie chciało.

Spotkałam chłopaka w którym byłam zakochana od 4 lat i od tego dnia nie mogłam o nim nie myślec. Chłopak z którym wtedy byłam poszedł w odstawke, nie miałam ochoty sie z nim spotykac, wykręcałam się i kłamałam go. Zaczęłam rozważac zerwanie i tak tez zrobiłam, kompletnie nie myslac jak on sie czuje do tej pory mnie to jakos nie interesuje, choc wiem ze nie bylo mu latwo. Ale ja wiem ze go nie kochałam. Postanowilam napisac do tego chłopaka którego kocham od dawna, choc myslama ze o nim zapomnialam ale jednak nie. Wiec napisałam do niego on o dziwo sie ucieszył, rozmawialismy, umowilismy sie bylam taka szczesliwa. Ostatnio nawet zaprosil mnie do kina, mialam nadzieje ze moje zycie w koncu nabierze sensu a tu co? Niespodzianka:(

Powiedziałam mu ze mi na nim zalezy, a on ze nie związe sie ze mna bo mnie nie kocha i nie chce mnie skrzywdzic i ze na razie mozmy byc tylko przyjaciolmi.

I ze nie chce stracic ze mna kontaktu. Ja go na prawde strasznie kocham, chce go miec, zaczynam juz wariowac. Do tego czuje ze zawalam szkole, nie chce nawet do niej isc. Nikt mnie rozumie, kazdy mysli ze jestem szczesliwa bo taka udaje. Ostatnio nawet kolezanka mi powiedziala ze nie widziala zebym kiedys byla smutna, ze zawsze jestem usmiechnieta. Tylko szkoda ze ten usmiech to taka przykrywka. Próbowałam z mama gadac ze mi jest źle i sobie nie radze ale na rozmowie sie zakonczylo. Ona niby mnie kocha, ale tylko umie krytykowac i mowi ze inni maja gorzej. Ja wiem ze pewnie dla wiekszoci moje problemy to blachostka. Obecnie jestem chora, leze w domu, mam ochote tylko spac. Sen to jedyna rzecz kiedy nie musze myslec o niczym. Cały czas chce mi sie płakac i placze, jestem rozdrazniona, nie daje rady. Chciałabym zniknąc. Chciałabym tafic do szpitala, może w koncu by ktos cos zrozumial, zainteresowal sie mna, pomogl. Juz myslalam, zeby lyknac jakies tabletki, ale tak zeby sie nie zabic tylko zemdlec czy cos, ale nie wiem ile i jakich i sie boje, a pozatym troche wstyd. Nie chce wracac do szkoly, nie chce wychodzic z domu. Chce tylko zobaczyc tamtego chlopaka nic wiecej. Nie wiem co ja mam zrobic?:(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

złysen, myślę, że chyba troszkę źle pojmujesz miłość.

Ja go naprawdę strasznie kocham, chcę go mieć, zaczynam już wariować. Do tego czuje, że zawalam szkole, nie chcę nawet do niej iść. Nikt mnie nie rozumie, każdy myśli, że jestem szczęśliwa, bo taką udaję.

Po pierwsze, nie można kogoś mieć. Po drugie, nie można uzależniać się i swojego samopoczucia od bliskiej nam osoby, bo wtedy nasz związek zakrawa o patologię w postaci uzależniania emocjonalnego od partnera, o którym można przeczytać tutaj: http://portal.abczdrowie.pl/uzaleznienie-od-partnera. A po trzecie, udając szczęśliwą i zakładając na twarz maskę z uśmiechem, sama na wstępie pozbawiasz się szansy na pomoc. Nie dajesz bowiem okazji innym, by zauważyli, że jest Ci źle. Nie dziw się, że grając do tej pory przed innymi szczęśliwą, teraz traktują Twoje problemy jako błahostki i ignorują Twoje kłopoty. Spróbuj porozmawiać raz jeszcze na spokojnie z rodzicami albo zwierz się swojej najlepszej przyjaciółce. Czasem takie przyjacielskie rozmowy pomagają.

 

Poza tym, zauważ, że sytuacja wcale nie jest zła. Chłopak, który Ci się podoba, nie chce zrywać z Tobą kontaktu, chce się nadal z Tobą przyjaźnić i był na tyle odważny i szczery, by Ci powiedzieć wprost, na jakich warunkach chce się z Tobą dalej spotykać. Uważam, że to znacznie lepsze rozwiązanie niż kiedy miałby udawać albo składać obietnice bez pokrycia. Wiesz na czym stoisz. Sytuacja jest jasna i co najważniejsze, wcale nie oznacza braku szans na poważniejszy związek. Przecież niejedna miłość zaczęła się od przyjaźni :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

ale wiesz miłośc to nie jest tak sama z siebie nad miłoscia trzeba pracowac jesli czujesz ,że pasujesz do kogos ,ze macie wspólne zainteresowania i wspólne patrzenie na swiat z tego rodzi sie miłosc dopiero po dłuzszym czasie na pocżatku to jest tylko fasynacja, która szybko op-ada, ja tylko raz poczułam ,ze ktos jest z mojej bajki a tak wszyscy inni sa mniej lub bardzie jacyś tacy z innego podwórka , tylko raz pomyśłam, że m oge pokochac te osobe i chciała bym spróbować bo to moja bajka emocjonalnie była , w sumie jeszcze bardziej dziwny niz ja i duzo bardziej trudny, ale podbny domnie, prawdziwa miłośc rodzi się w trudach i radościach dnia codziennego

Tez robie prawko jak Ci idzie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
złysen, myślę, że chyba troszkę źle pojmujesz miłość.
Ja go naprawdę strasznie kocham, chcę go mieć, zaczynam już wariować. Do tego czuje, że zawalam szkole, nie chcę nawet do niej iść. Nikt mnie nie rozumie, każdy myśli, że jestem szczęśliwa, bo taką udaję.

Po pierwsze, nie można kogoś mieć. Po drugie, nie można uzależniać się i swojego samopoczucia od bliskiej nam osoby, bo wtedy nasz związek zakrawa o patologię w postaci uzależniania emocjonalnego od partnera, o którym można przeczytać tutaj: http://portal.abczdrowie.pl/uzaleznienie-od-partnera. A po trzecie, udając szczęśliwą i zakładając na twarz maskę z uśmiechem, sama na wstępie pozbawiasz się szansy na pomoc. Nie dajesz bowiem okazji innym, by zauważyli, że jest Ci źle. Nie dziw się, że grając do tej pory przed innymi szczęśliwą, teraz traktują Twoje problemy jako błahostki i ignorują Twoje kłopoty. Spróbuj porozmawiać raz jeszcze na spokojnie z rodzicami albo zwierz się swojej najlepszej przyjaciółce. Czasem takie przyjacielskie rozmowy pomagają.

 

Poza tym, zauważ, że sytuacja wcale nie jest zła. Chłopak, który Ci się podoba, nie chce zrywać z Tobą kontaktu, chce się nadal z Tobą przyjaźnić i był na tyle odważny i szczery, by Ci powiedzieć wprost, na jakich warunkach chce się z Tobą dalej spotykać. Uważam, że to znacznie lepsze rozwiązanie niż kiedy miałby udawać albo składać obietnice bez pokrycia. Wiesz na czym stoisz. Sytuacja jest jasna i co najważniejsze, wcale nie oznacza braku szans na poważniejszy związek. Przecież niejedna miłość zaczęła się od przyjaźni :)

 

dziękuje bardzo za słowa wsparcia:) na prawdę dla mnie to wiele:)

 

ale wiesz miłośc to nie jest tak sama z siebie nad miłoscia trzeba pracowac jesli czujesz ,że pasujesz do kogos ,ze macie wspólne zainteresowania i wspólne patrzenie na swiat z tego rodzi sie miłosc dopiero po dłuzszym czasie na pocżatku to jest tylko fasynacja, która szybko op-ada, ja tylko raz poczułam ,ze ktos jest z mojej bajki a tak wszyscy inni sa mniej lub bardzie jacyś tacy z innego podwórka , tylko raz pomyśłam, że m oge pokochac te osobe i chciała bym spróbować bo to moja bajka emocjonalnie była , w sumie jeszcze bardziej dziwny niz ja i duzo bardziej trudny, ale podbny domnie, prawdziwa miłośc rodzi się w trudach i radościach dnia codziennego

Tez robie prawko jak Ci idzie?

 

na szczęście już zdałam, choć nie wiem jakim cudem:))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

złysen, gratuluję zdanego egzaminu na prawo jazdy :great: Widzisz sama, że Twoje życie wcale nie jest takie beznadziejne :) Myślę, że Twoje "załamanie nerwowe", jak to określasz, wynika z wieku, w jakim się znajdujesz i z zadań rozwojowych, jakie przed Tobą stoją. Pełnoletność, egzamin maturalny, plany na przyszłość, rozterki miłosne -to wszystko może wiązać się z kryzysem rozwojowym. Nie martw się jednak. Na pewno czujesz się psychicznie przeciążona, możesz bać się dorosłości czy odpowiedzialności, ale kryzysy tego rodzaju zwykle dają szansę na pozytywne ich rozwiązanie, zaadaptowanie się do nowych wymagań i warunków oraz podjęcie życia na wyższym, zdrowszym poziomie. Zatem trzymam kciuki za tą konstruktywną adaptację i pozytywne przemiany. Życzę powodzenia :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko powiedźcie mi czy to jest normalne, że jeśli chłopak się mną nie interesuje to ja wtedy o niego zabiegam, a jeśli tylko on wykazuje uwagę moją osobą to ja automatycznie się od niego odwracam???

Miałam wielu adoratorów i jeśli tylko zauważała, że oni się zaczynają angażować to od razu nie miałam ochoty się z nimi spotykać mimo, że wcześniej mnie interesowali;/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

złysen, sprzeczność dążeń może wynikać z nieadekwatnej, chwiejnej i niskiej samooceny. Kiedy adorator nie przejawia zainteresowania Twoją osobą, Twoje niskie poczucie własnej wartości może Ci podpowiadać, byś zaczęła o niego zabiegać, starać się, kiedy natomiast już zdołasz zwrócić na siebie jego uwagę, Twój entuzjazm maleje i przestaje Ci zależeń na jego zainteresowaniu Tobą. Być może masz jakieś problemy tożsamościowe? Takie wycofywanie swojego zaangażowania w momencie, kiedy druga strona zaczyna się bardziej starać świadczy o jakichś problemach w nawiązywaniu bliskich relacji interpersonalnych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witam. Nie potrafie uporac się z przykrosciami jakie mnie spotkałay ze strony mojej tesciowej. Może zaczne od poczatku, Jestem ze swoim mężem od 14 lat małzenstwem jestesmy od 7 lat. Zawsze miałam z nią problemy. Wiem ze to banalne kazdy pewnie ma takie problemy a jesi nie to sporadycznie. jestem teraz szczęsliwa mamy dwoje dzieci ale niestety tesciowa mnie obraza wyzywa ciągle jakies zarzuty mamy dzieci i przez to cięzko mi z nia kontakt zerwac bo dzieci chcą się z nią spotykac. Problem jest rozległy i brakło by kartki na opisanie jego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kasiak1, konflikty na linii teściowa-synowa są znane od dawna, od kiedy znana jest instytucja samego małżeństwa. Kiedy rzeczywistość jest tylko fabułą kawałów o teściowych, to jeszcze nas śmieszy, kiedy kłótnie z teściową stają się naszym osobistym udziałem, to jest już mniej zabawnie. Za mało wiem na temat Twoich relacji z teściową. To, że robi Ci wyrzuty, że Cię obraża, wyzywa, świadczy o tym, że dopuszcza się przemocy słownej, czego oczywiście czynić nie powinna. Żeby cokolwiek Ci doradzić, musiałabym więcej wiedzieć - czy pracujesz, czy mieszkacie z teściową, czy sami, jak reaguje Twój mąż na zachowanie swojej matki, jak wyglądają relacje z teściem itp.? Jeżeli chcesz, możesz napisać do mnie na PW. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Co znaczy napisac na PW. Mieszkamy osobno tesciowa gdzie indziej i to jest dobre rozwiązanie. Ale często przyjezdza mamy dwoje małych dzieci nie ukrywam ze potrzebuje pomocy ale ostatnio powiedziała ze nie ma obowiązku pomagac wiec cięzko prosic o taka pomoc. Mój mąz od niedawna poznał sie na własnej mamie i wiem ze go boli to w sumie mama najblizsza osoba.Z jednej strony nie chciałabym aby moje dzieci nie miały kontaktu z babcią a z drugiej strony jesli ma to tak wyglądac to sama nie wiem. Chętnie bym porozmawiała z kims kto spojrzy na to inaczej ale nie wiem z kim dlatego znalazłam taka strone ale to tylko rozmowa przez net.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzień Dobry! od jakiegoś czasu (jakichś 5 miesięcy) usilnie staram się zmienić swoje zachowanie. robię to dlatego, że osoba na której mi bardzo zależało zerwała ze mną, powiedział że się na mnie zawiódł, byłam w stosunku do niego bardzo wredna. nie odzywa się do mnie właśnie już od 5 m-cy. chcę zapytać dlaczego tak sie dzieję, ze wśród ludzi chcę ciąglę pokazać 'kto tu rządzi', pokazuję jaka jestem twarda, silna, albo nawet zła, często mu wcześniej opowiadałam jakie złośliwości ludzom wyrządzałam, ale ja taka nie jestem, normalnie jak nikt nie widzi jestem szarą myszką, a przed ludźmi udaję zołzę, silną i podłą. to udawanie w konsekwencji odbija się na moich stosunkach z innymi, zaczynają wierzyć w to co mówię i tak mnie odbierać, tak było właśnie z tym mężczyzną. dlaczego udaję taką twardą? jak to zmienić? jak przekonać do siebię tych którzy uwierzyli w moją podłość i odeszli? Dziękuję z odpowiedz:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Helenkaaa, pewnie "niewygodnie" Ci w Twojej własnej skórze, dlatego stwarzasz sobie inną wersję siebie - taką, jaką być może chciałabyś być - twardą, pewną siebie, niezależną. W rzeczywistości, jak sama stwierdziłaś, jesteś "szarą myszką". Być może Twoje skłonności do kreowania innego wizerunku własnej osoby zasadzają się na niskim poczuciu własnej wartości. Nie chcesz myśleć o sobie jako o cichej, bojaźliwej i niepewnej kobiecie, dlatego rekompensujesz sobie swoje własne deficyty stwarzaniem obrazu siebie jako kogoś diametralnie różnego od Ciebie. Oczywiście, to jest tylko jakaś tam moja interpretacja i wizja tego, o czym napisałaś. Udawanie kogoś innego niż jest się naprawdę może świadczyć nie tylko o deficytach w zakresie samooceny, ale też np. o zaburzeniach osobowościowych, ale tutaj potrzeba dokładnej diagnozy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dziękuję za odpowiedź:) zaburzenia osobowościowe, to zabrzmiało strasznie, mam nadzieję, ze tego nie mam;) może to odbicie mojego dzieciństwa, jestem jedynaczką, wychowaną w biednej, rozbitej, wielopokoleniowej rodzinie, jako jedyne dziecko w domu musiałam sie zachowywać jak dorosła, nie było miejsca na dziecinność i choć mama dawała mi bardzo dużo miłosci to wstyd mi było za ojca pijaka, którego znały wszystkie dzieci, zabraniano im się nawet bawić ze mna, odkąd pamiętam jestem sama, zawsze. Moze to dlatego? dlatego wymyślam różne rzeczy i gram całkiem inną, żeby ludzie wreszcie mnie zaakceptowali?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Helenkaaa, trauma alkoholizmu w okresie dzieciństwa może pojawiać się później w życiu dorosłym jako DDA - Dorosłe Dzieci Alkoholików. Poczucie bycia gorszym, żal, ból, poczucie niesprawiedliwości i skrzywdzenia, niskie poczucie własnej wartości, poszukiwanie opieki i akceptacji, a zarazem tendencja do wchodzenia w patologiczne relacje, konieczność szybszego dorośnięcia, nadodpowiedzialność - to cechy często występujące u DDA. Dopiero przepracowanie bolesnych doświadczeń wspólnie z terapeutą pozwoli Pani uwolnić się od wspomnień i traumy dzieciństwa. O tym, czym jest DDA, możesz przeczytać również w tym wątku :szukam:czy-jestem-dda-t33191.html lub tutaj: syndrom-dda-t990.html. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Poczucie bycia gorszym, żal, ból, poczucie niesprawiedliwości i skrzywdzenia, niskie poczucie własnej wartości, poszukiwanie opieki i akceptacji

tak mam to, ale mam też duże poczucie własnej wartosci, wyobrażanie sobie, ze właśnie idę po czerwonym dywanie,i wszyscy chcą uścisnąć mą dłoń, jestem sławna, problem właśnie w tym, że czuje sie gorsza, wiec ciągle udaję, zeby ludzi sobą zainteresować, ciągle gadam, rozśmieszam

ich ale potrafie wymyślać rzeczy na prawdę głupie, np to że lubię chodzić po cmentarzu (a przecież nie lubie...) itd. i nie potrafię sie powstrzymać

przed tym wymyślaniem, to jakby automatyczne. zdarza mi się też uważać innych za gorszych od siebie, głubszych a jednocześnie czuję sie taka bezwartościowa i gorsza

no i niestety, najważniejsze, potrafię być czasami bardzo nie miła. jak byłam mała to było najbardziej widoczne: robiłam coś komuś na złość specjalnie, w pełni świadoma

a potem go tak jakby przepraszałam, odkupiałam winy. i dokuczałam tylko po to aby potem go przeprosić, zeby myślał jaka to jestem dobra i miła bo teraz sie do niego odzywam i dobrze traktuję. może mam chorą głowę...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Helenkaaa, nie masz chorej głowy. Masz niską i nieadekwatną samoocenę. Te wyobrażenia o czerwonym dywanie, o sławie i byciu rozchwytywanym przez innych to myślenie życzeniowe. Chciałabyś, żeby tak było, aby móc się przynajmniej w wyobraźni dowartościować. Poczucie niskiej wartości jest bolesne, więc czasem człowiek stara się sam przed sobą ukryć prawdziwy stan rzeczy, co powoduje zwykle skierowanie agresji i wrogości na innych ludzi lub przesadne podkreślanie własnej mocy czy władzy w kontaktach z innymi. Człowiek o wysokim poczuciu własnej wartości - wbrew pozorom - nie wywyższa się nad innych, nie stara się ich zdominować czy wykorzystać. To osoby, które chcą skompensować ten brak - często sprawiają wrażenie zarozumiałych, zbyt pewnych siebie czy autokratycznych, choć w środku mogą uważać się za nieudaczników i trząść się z lęku jak osika. Zachęcam Cię do przeczytania artykułu pod poniższym linkiem: http://portal.abczdrowie.pl/samoocena. Możesz tam przeczytać, jakie zachowania są charakterystyczne dla osób z niską samooceną. Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×