Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Marek1991

Problem samotnośći - nie do końca samotnośći - proszę o pora

Rekomendowane odpowiedzi

Witam mam pewny problem który mnie dobiją. Problem ten trwa odkąd zacząłem pracować - rok czasu. Otóż jestem samotny...niby mam kolegów ale nikt nie chcę ze mną wypić , porobić czegoś nikt do mnie nie zadzwoni - każdy się obrócił przeciwko mnie. Nikt mnie nie wyzywa ani coś z tych rzeczy po prostu cisza z strony kolegów tak jakbym ich w ogóle nie miał : ( kiedyś a jeszcze nawet rok temu co weeekend z kimś piłem albo to z ekipą albo to z innymi kolegami - było co robić. Telefon dzwonił. A kiedyś to już w ogóle aż modliłem się by nikt nie dzownił tyle osób było mną zainteresowanych. Cała sprawa leży po mojej stronie , gdyż to ja zaniedbałem kolegów z dzielnicy ale tylko z tego powodu , że źle mi się z niektórymi z nich czas spędzało a zawsze byli ( miałem z nimi dawniej sprzeczki , poniżali mnie ) i po prostu odizolowałem się. Po roku odizolowania się zaczyna się tesknota. Na dzielni straciłem w ogóle szaczunek...nie raz ktoś mi ręki nie poda...nikt już nie dzwoni. Dwóch przyjaciół z dzieciństwa też już obróciło się przeciwko mnie. Najgorsze jest to , że kiedyś tym niektórym pomagałem a i tak mnie wyzywali itp ( silniejsza grupa i nie miałem szans ). Problem polega też w tym , że mógłbym z nimi spędzać czas - ja bym mógł się odezwać i wkręcić się jakoś to na jakieś picie czy coś ale boję się tych niektórych wrogo nastawionych osób do mnie...wiem , że jak wyjdę zaczną mnie może nie wyzywać ale siadać na psychike , wszystko wytyczać , wszystko komentować - tego się boję. Całe moje dzieciństwo było trudne - nie raz mnie ktoś uderzał , kilka razy pobito mnie , wyzywano i człowiek też jest teraz trochę płochliwie nastawiony. Co prawda nie boję się nikogo z nich boję się poniżania , teraz trenuję na siłowni , jestem dość silny , trenowałem 3 lata boks , jestem nadpobudliwy i po prostu boję się , że pierwsze co wyjdę i będę próbować odnowić kontakt to tak pierwsze co będę się bić czy coś bo nie wytrzymam. Pewnie powiecie olej ich ,zlewaj to co mówią. Ale bardzo ciężko jest tak zrobić kiedy ktoś poniża a jest się osobą taką co sama nikogo nie poniża i tego nie lubi. oCo najgorsze kiedy tylko ktoś spytał mnie o pomoc nie odmówiłem a i tak gówno z tego dostałem i mam. Co ja takiego im robie , że tak jest ? Przecież żadnych konfliktów...jedynie co to odizolowałem się ale chciałbym wrócić. Przeprosić ich nie mam za co a jeśli już to zrobię to mogą mnie wyśmiać rozgadać na dzielni i w tedy już w ogóle będzie koniec. Nie wiem co mam zrobić. Z dnia na dzień o tym myślę , przykro mi kiedy widzę jak oni dobrze czas spędzają w wspólnym gronie. Ja wychodząc do nich teraz nie miałbym w ogóle żadnego wspólnego tematu gdyż nie przebywałem z nimi w ogóle. Czasem w życiu sobie myślę , że najlepiej było by umrzeć i nie mieć już problemów...bo co mi z tego życia ? zarabiam grosze , nie mam kobiety , przyjaciół...myślałem nad wyjazdem do innego miasta i zacząć od nowa...ale skoro tutaj nie mogę nic zrobić to jak tam mam od zera poznać przyjaciół? co mam robić , popadam w depresje...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Marek1991 myślałeś nad tym gdzie tkwi przyczyna takiego stanu rzeczy?może wybierasz,lgniesz do nieodpowiednich osób?koledzy którzy Cię poniżają,biją to nie koledzy,może spróbuj nawiązać nowe znajomości,jedną,dwie..od czegoś trzeba zacząć,a nie wszyscy są tacy sami..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Marek1991 myślałeś nad tym gdzie tkwi przyczyna takiego stanu rzeczy?może wybierasz,lgniesz do nieodpowiednich osób?koledzy którzy Cię poniżają,biją to nie koledzy,może spróbuj nawiązać nowe znajomości,jedną,dwie..od czegoś trzeba zacząć,a nie wszyscy są tacy sami..

 

 

źle się zrozumieliśmy. te poniżanie i bicie było bardzo bardzo dawno temu ale zawsze było coś ze mną nie tak i myślę , że ja sobie na takie coś zapracowałem. Aktualnie nikt mnie nie wyzywa itp...tylko właśnie mam lęk przed tym bo wiem , że po pierwszej próbie wejścia w ich towarzystwo ponownie to nie obyłoby się bez krytyki itp...co jak co nie przepadam za niektórymi z mojego grona lecz tyle lat co razem przeżyliśmy tyle wspomnień to coś jest i jednak chciałbym się zaklimatyzować ponownie w ich towarzystwie tylko właśnie nie wiem jak od czego zacząć : ( dodam , że tylko ta moja grupa jest taka inna...inni moi koledzy są b.wporządku , mają ogromny szacunek do mnie lecz mieszkają sporo dalej i nie ma szans bym z nimi się widywał - zresztą oni mają swoich znajomych a ja nie chcę się narzucać ciągle do nich skoro mogę mieć swoich w zasięgu ręki....głupio mi co weekend narzucać się a po drugie czesto słyszę słowa kiedy oni mówią , że są zajeci coś z swoim gronem robia i w tedy siadam i zajebiscie mi przykro ze znow sam w weekend siedze. oprocz nowych znajomych chcialbym wrocic tez do tych swoich nawet tych za ktorymi nie przepadam. jaki jest sens zyc na dzielnicy gdzie idziesz do sklepu a kazdy jest odwrocony od ciebie ? trzeba zyc w zgodzie....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Warto też delikatnie się narzucić..twoi koledzy nie mogą wiedzieć,że czujesz się samotny...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Warto też delikatnie się narzucić..twoi koledzy nie mogą wiedzieć,że czujesz się samotny...

 

 

W sensie im się narzucić ? samemu zadzwonić czy coś ? No ale jak mam dzownić do kogoś kto nie ma ochoty ze mną przebywać : (

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

W sensie im się narzucić ? samemu zadzwonić czy coś ? No ale jak mam dzownić do kogoś kto nie ma ochoty ze mną przebywać : (

skąd wiesz że nie mają?np zadzwonić...umówić się gdzieś na wyjście...boisz sie na zapas.... :blabla:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przemyśl sobie to na spokojnie. Też tak mam, że każdemu pomoge, ale jak ja potrzebuję pomocy bo mam depresję wszyscy mi mówią :nie świruj, inni mają gorsze problemy...... Może powinnieneś poznać kogoś nowego. Zagadaj do jednego czy drugiego, napierw zrób wypad z dwoma kumplami, a potem to już z większą ekipą. Potrzeba czasu aby wszystko wróciło, chęci też są bardzo ważne. pozdro

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wiesz chęci mam olbrzymie ale boję się odrzucenia i wyśmiania..., że jednak nie chcą mnie w swoim towarzystwie , że będą mnie nie szanować itp :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Marek1991 jesli nie spróbujesz nie będziesz wiedział...wyolbrzymiasz sobie to...zapewnia...strach ma wielkie oczy :shock: a wyobrażnia potrafi płatać figle...nawet gdyby chyba świat się na nich nie kończy zawsze możesz poznać nowych...od samego pisania nic sie nie zmieni.. :bezradny:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Marek1991 jesli nie spróbujesz nie będziesz wiedział...wyolbrzymiasz sobie to...zapewnia...strach ma wielkie oczy :shock: a wyobrażnia potrafi płatać figle...nawet gdyby chyba świat się na nich nie kończy zawsze możesz poznać nowych...od samego pisania nic sie nie zmieni.. :bezradny:

 

Noopii ale jak ja mam spróbować ? czuję jakby każdy odstawił się ode mnie...to z dnia na dzień wykańcza mnie i pomimo tego , że mam pieniądze pracuję uczę się trenuję nie chce mi się żyć dalej. już nie mam siły coraz to częściej myślę o zakończeniu wszystkiego. Jak ja mam spróbować jak wcześniejszy weekend cały się narzucałem dzisiejszy też i co ? nic. Odważyłem się i napisałem do tych co mnie chyba " nie lubią " czy idziemy na jakieś piwo dziś czy coś to nikt nie napisał a mieli dać znać podczas gdy widziałem ich na piwie - wniosek jest chyba taki , że nie chcą mnie ? Napisałem do kumpla który niby mnie b.lubi ale mieszka dość daleko ode mnie to też wszystkiego odmówił , że nie ma ochoty i w ogóle a 2 godziny później widzę status , że gdzieś wybył za miasto na melanżyk...no kurde straciłem wszystkie chęci do życia i idę na dno. siedze w domu caly czas , kiedy się budzę już mam kocioł w głowie w nocy śnią mi się te sytuacja - znajomi itp..dziwne rzeczy. Myślę tylko o samotności , płaczę jak widzę jak oni są szczęśliwi. Jak ja mam dalej się im narzucać skoro nawet jeśli już w końcu pójdę do nich to raz , że będę się źlę czuć - niechciany to nie będę mieć wspólnego tematu. Jak patrzę na znajomych to każdy ma kogoś tylko ja nie mam...nie umiem sobie z tym poradzić. Wyznać im nie mogę , że mam taką sytuację bo znając ich wyśmieją mnie i będzie już w ogóle koniec na dzielnicy. Co mam robić bo już dłużej nie wytrzymam....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marek, mnie zastanawia czemu tak sie stalo, jaka byla przyczyna tego ze przestales sie spotykac ze znajomymi, ze - jak twierdzisz- wszytscy sie od ciebie odwrocili?? piszesz, ze jakis czas nie spotykales sie z nikim, co wtedy robiles? miales depresje, leczyles sie ? ktos sie dowiedzial i sie z ciebie smial? napisz cos wiecej

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Marek, mnie zastanawia czemu tak sie stalo, jaka byla przyczyna tego ze przestales sie spotykac ze znajomymi, ze - jak twierdzisz- wszytscy sie od ciebie odwrocili?? piszesz, ze jakis czas nie spotykales sie z nikim, co wtedy robiles? miales depresje, leczyles sie ? ktos sie dowiedzial i sie z ciebie smial? napisz cos wiecej

 

Przyczyny jako tako nie bylo po prostu odkad zaczalem pracowac , miec kobiete zaniedbalem wszystko. Czas spedzalem z nia , w pracy tez sporo + treningi i nie mialem ochoty sie z nikim spotykac. Nie mialem zadnej depresji. W tedy oczywiscie jeszcze od czasu do czasu wypilem piwko czy bylo jakies spotkanie z nimi ale z dnia na dzien to wygasalo i jest jak jest , ze teraz naprawde dostrzegam to , ze kompletnie sie dla nich nie licze i nie mowcie , ze wkrecam sobie bo wiem jak bylo kiedys a jak jest teraz. Co prawda nigdy za bardzo nie lubialem przebywac w mojej ekipie z powodu niektorych osob ( zawsze kogos darzy sie mniejsza sympatia ) i to tez wplynelo na to , ze sie z nimi rozstalem a tez nie wychodzilem gdyz moi ci najlepsi ktorych lubialem zawsze przebywali z tymi osobami a ja chcialem sie odizolowac od nich. I przez to zaniedbalem wszystko...nikt juz do mnie nie pisze nie dzwoni. cisza. Zreszta zawsze dostrzegalem , ze wlasnie tylko niektorym osobam zalezy na kontakcie ze mna nawet jak z nimi przebywalem caly czas to nieliczni dzownili i z reszta sie zawsze spotykalo sila rzeczy i tak ekipa byla...a teraz nawet Ci nieliczni nie daja znac itp...sorka , ze pisze tak na odwal ale nie chce mi sie juz myslec ani nic by to poskladac w kupe...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Marek1991 napisałeś nie miałem ochoty się z nikim spotykać..to mieli czekać aż jej nabierzesz?sam się odsunąłeś dziewczyna praca..nie ma tak w życiu,że wszyscy nas kochają w pracy nie masz przyjaciół?znajomych?może tu warto się rozejrzeć..czy czekasz aż ktoś pierwszy zaprosi Ciebie..jakie masz relacje w pracy na treningach nie masz znajomych?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Marek1991 napisałeś nie miałem ochoty się z nikim spotykać..to mieli czekać aż jej nabierzesz?sam się odsunąłeś dziewczyna praca..nie ma tak w życiu,że wszyscy nas kochają w pracy nie masz przyjaciół?znajomych?może tu warto się rozejrzeć..czy czekasz aż ktoś pierwszy zaprosi Ciebie..jakie masz relacje w pracy na treningach nie masz znajomych?

 

Czy ja mówię , że nie widzę w tym swojej winy ? Przecież sam napisałem , że zawaliłem sprawę i sam spowodowałem , że tak się zwaliło do końca bo przedtem nie było dobrze też ale na pewno lepiej. Wiesz mam znajomych z treningu , pracy ale niektórzy dojeżdżają do niej z dość daleka a po drugie oni mają swoją ekipę tak jak każdy inny normalny oprócz mnie i nie chcę się ciągle narzucać bo mam wrażenie , że tak robię. Oni nie piszą pewnie do mnie bo nie odczuwają samotności i mają kumpli z którymi mogą wyjść na dwór itp więc nie odczuwają potrzeby zwoływania mnie , gdyż co klatka inny kumpel a jak już napiszą to tylko w ostateczności - Marek - Plan B awaryjny jak już naprawdę nie będzie co robić. Fakt faktem , że ludzie z mojej dzielnicy a bynajmniej niektórzy kiedyś wyrządzili mi trochę krzywdy ( ale nie o tym tu mowa ) to chciałbym z nimi mieć ponownie kontakt który już chyba niestety nie jest realny : ( oni stanowią paczkę zgraną , razem wszędzie chodzą. Ja dziwnie bym się czuł teraz przebywająć z nimi nie miałbym wspólnego tematu i w ogóle kicha...co mam zrobić co Wy byście zrobili na moim miejscu ? Przecież młody jestem i nie chcę siedzieć w domu całe wolne dni od pracy : ( i nie dziwcie się czemu tracę nadzieję bo nie jesteście na mym miejscu i nie widzicie jak oni mnie olewają....Samotność mnie niszczy i już nie umiem sobie z tym radzić. Popadam powoli chyba w jakiś stan anty ludzki...bo nie wiem ciągła samotność...myślałem nawet o wyjechaniu zmiany miasta ale zaczynać od nowa ciężko i tam już w ogóle byłbym samotny...co mam robić...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Marek1991 wydaje mi się ,że Ty z góry planujesz swoją przegraną w kontaktach bliższych nie chodziło mi żebyś poczuł się winny,a raczej zastanowił co powoduje że czujesz się aż tak samotny..jednak postawiłbym na nowe znajomości,a z dawnej ekipy też ludzi zaprosił na jakąś imprezke..i kontakty by się odnowiły...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Marek1991 wydaje mi się ,że Ty z góry planujesz swoją przegraną w kontaktach bliższych nie chodziło mi żebyś poczuł się winny,a raczej zastanowił co powoduje że czujesz się aż tak samotny..jednak postawiłbym na nowe znajomości,a z dawnej ekipy też ludzi zaprosił na jakąś imprezke..i kontakty by się odnowiły...

 

 

Ale Ty nie rozumiesz , że mnie najbardziej uszczęśliwiłoby to , że mam znajomych na własnej dzielnicy na której się wychowałem i na której pewnie jeszcze długo zostanę. To właśnie o znajomych z niej mi chodzi lecz jest naprawdę ciężko coś wskórać bo wiem , że ja ich w ogóle nie interesuję...i nie wiem jak zrobić bym ich zainteresował. Jak już wspomniałem próbowałem i nici z tego nikt nie dawał znać więc nie mam pojęcia. Mogę jeździć dalej czy coś do innych ale nie chcę chodzić przez własne tereny nie lubiany : ( najgorsze jest to , że nic im nie zrobiłem a nawet pomagałem kiedy tylko mogłem...o nowe kontakty też nie jest łatwo. Przecież nie wejdę na jakąmś stronę internetową i nie napiszę "szukam kolegów" to byłoby ośmieszenie dla samego mnie jakby inni się dowiedzieli...niestety uważam się za przegranego w życiu....tracę lata młodości siedząc w domu zamiast jak inni imprezować czy coś. Wam łatwo mówić ale wiecie jacy ludzie są w dzisiejszych czasach. Ciężko o kogoś naprawdę wporządku : (

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Marek1991 wiem jacy są ludzie pracuje z nimi jestem świat jest pełem ciekawych ludzi,jeśli zależy Ci tak na ludziach z twojej dzielnicy to musisz dalej starać się pozyskać ich uwage mimo wszystko..próbować dalej uparty jesteś z tą dzielnicą:) jakby świat się na niej kończył.może wybrałbyś się do psychologa z tym trudno radzić cokolwiek jak nie zna się źródła problemu..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uparty jestem bo wychowałem się na niej i z tą ekipą co jak co ale przeżyłem bardzo wiele i wszystko. Całe dzieciństwo się trzymaliśmy więc człowiek tęskni za tym. Oczywiście wiem ,że praca , kobieta + nauka i życie się zmienia , że nie polega na ciągłym piciu browara pod blokiem ale brakuję mi wyjścia na imprezkę , wypicia z nimi dlatego to właśnie powoduję tą upartość u mnie. Po drugie ta upartość spowodowana jest tym , że źle się z tym czuję , że nie mam kolegów na własnej dzielnicy. Zawsze jak przychodzę do pracy każdy pyta jak tam weekend pewnie imprezowałeś z kumplami z dzielni i w tedy czuję się strasznie aż płakać mi się chcę jak słyszę jak kumple opowiadają jak weekend przeżyli z swoimi ziomkami a ja zamknięty w czterech ścianach. Wiem , że ciężko mnie zrozumieć no ale cóż. Źródło problemu ? Mógłbyś bardziej sprecyzować to ? Powiem tak : Kiedyś jak z nimi aktywnie przebywałem to byłem ogólnie osobą aktywną społecznie , co rusz gdzieś się było. Teraz odkąd to zanikło i jest trochę obowiązków stałem się zamknięty w sobie , najbezpieczniej czuję się w domu , gdyż jak już wspominałem trochę mnie poniżano za dzieciaka ale tu nie o tym mowa. Jakby to sprecyzować. Po prostu bardzo chcę kontaktu z nimi lecz się go również bardzo boję - tak można to opisać. Boję się , że będę obiektem śmiechu czy coś...mówisz świat jest pełen ludzi - owszem jest ale jak mam ich poznawać skoro nie chodzę nigdzie ? A przecież sam na imprezę do klubu nie pójdę ani na miasto i nie będę zaczepiać ludzi...nie mam pojęcia jak z tego wybrnąć ale mam niewiele czasu naprawdę niewiele bo jeśli następne wakacje przy upalnej pogodzie mam spędzić w domu to raczej psychika wysiądzie do końca a już jest słabo...Może to głupie ale może jest jakiś lek na ogólne wyluzowanie się ? Na uspokojenie ? Coś co sprawi , że będę lepiej podchodzić do życia , nie będę czuł lęków ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Pójdź do psychologa porozmawiaj z nim o tym potrzebny Ci specjalista,który doradzi co z tym dalej zrobić..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marek, ja mam wrazenie ze swoje szczescie uzalezniasz od tego czy ktos do ciebie zadzwoni itp.

owszem, kontakty z innymi ludzmi sprawiaja ze czujemy sie potrzebni a to z kolei wplywa na nasze dobre samopoczucie ale nie mozesz calkowicie uzalezniac swojego zycia od innych. rozumiem ze jest to stala paczka dzielnicowa ktora spotyka sie pewnie codziennie i wszytscy sa zzyci a ty jestes gdzies obok. niestety mam to samo, tzn mam wrazenie ze wszytscy maja znajomych, przyjaciol a ja nie spottkam sie w ogole prawie z ludzmi... :( nie poradze ci niestety jak nawiazac znajomosc z ludzmi albo jak wrocic do swojej paczi bo sama mam z tym klopot. ja nawet nigdy nie mialam paczki tylko pojedynczych znajomych..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Marek nie warto przejmować się pseudo kolegami. Zapamiętaj sobie, że zwykli ludzie, zwykli kumple mają Cie gdzieś i nie przejmują się Twoim losem. Dzisiejsze społeczeństwo jest zakłamane i każdy tylko patrzy na swój zad, ciężko o prawdziwego, szczerego człowieka na którym można zawsze polegać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Znajdź jedną, zaufana, bliska Ci osobę, która zrozumie, że nie zawsze masz czas i możliwość na spotkanie, a wyjdzie z Tobą od czasu do czasu na piwko i wtedy pojawisz się wśród ludzi.. ja mam taka przyjaciółkę jedną i wcale nie potrzebuję do szczęścia całej paczki bo i tak jak się pojawiamy w pubie/ clubie to zawsze się ktoś znajomy doczepi

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×