Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

obawiam sie , ze jestem borderline.

wiekszosc cech pasuje do mnie a zwlaszcza lek przed bliskoscia, strasznie boje sie zwiazku. odpycham kazdego napotkanego chlopaka i doszukuje sie wad, zeby tylko do niczego nie doszlo. ostatnio przeczytalan o borderline i normalnie jakbym czytala o sobie.. mam nadzieje, ze to nie swiadczy od razu o tym ze jestem borderline, wydaje mi sie ze sobie wkrecam to zaburzenie . mozna miec cechy borderline, a nie byc borderline? jest ktos z was kto byl pewny ze cierpi na to zaburzenie, apotem okazalo sie ze jednak nie?

Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

oohwowlovely, gdzieś kiedyś czytałam, że borderline to taki "śmietnik", gdzie lekarze wrzucają wszystkich, których nie można umieścić gdzieś indziej, więc nie przejmowałabym się tym, zwłaszcza, że tylko sama to podejrzewasz.

mozna miec cechy borderline, a nie byc borderline?
Oczywiście. Wszystko zależy od nasilenia, częstotliwości itp. Każdy czasami może bać się odrzucenia czy mieć zaburzone poczucie własnej wartości albo mieć problem ze związkami, ale to nie od razu oznacza borderline. Problem zaczyna się kiedy całe życie opiera się właśnie na takich kryteriach.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Hmmm... przy atakach paniki często towarzyszą/towarzyszyły mi różne schizy- jakieś mniejsze lub większe halucynacje wzrokowe, a jak odwaliło mi bardziej, to miałam wrażenie, że mój mózg natrętnie chce udawać schizofrenika, tj. słyszałam całą powtórkę głosów ludzi, którzy mówili do mnie danego dnia, tudzież w ogóle miałam bitwę głosów w głowie, choć na poziomie świadomym wiedziałam, że to tylko podstawka mojego znerwicowanego umysłu, nie zmienia to jednak faktu, że mnie to przerażało.

 

Pomijając czucie się jak aktorka, która przybiera tylko kolejne role i maski, nienawidzę stałego pragnienia odsunięcia się w cień, ucieczki od ludzi, z którymi w danym czasie się zadaję. Nachalnie szukam potwierdzenia do odejścia, bądź przeciwnie, wymagam chorobliwego okazywania mi, że jestem potrzebna i niezbędna, najlepiej w jakimś ogromnym wymiarze. Jakiegokolwiek towarzystwa bym nie miała, a często zmieniam znajomości, przychodzi ten moment, kiedy zaczynam czuć "No, czas się usunąć teraz najwyższy". Szczególnie, gdy widzę, że ktoś dobrze bawi się z kimś innym (No tak, przecież ich świat powinien się ograniczać tylko do mnie, jassne), łapie mnie zazdrość i poczucie przegranej. Zupełnie nie potrafię oceniać stopnia znajomości racjonalnie, wysyłanych mi komunikatów, etc. Ja rozumiem, że nic nie jest stałe i wszystko się kończy, ale moje relacje z ludźmi wyglądają jak jakiegoś obieżyświata, który tylko na chwilę przybija do danego portu, po czym odpływa, bo jednak to nie to miejsce, którego się spodziewał.

 

Moja dermatillomania też mnie ostatnio dobija. Po poważnych problemach skórnych, które pokonałam długą terapią, teraz znowu siedzę z pazurami w swojej skórze i nie mogę się oderwać. Zapalenie na przedramionach, strupy i blizny na plecach. Mimo to sprawia mi to chorą przyjemność... :/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Selma, dzięki za odpowiedź. Wprawdzie głosów o których pisałam już od dawna nie słyszę, ale i tak zasięgnęłabym jakiejś porady, nie wiem, psychologicznej, czy psychiatrycznej? Możecie poradzić, jak znaleźć jakiegoś specjalistę? Tak jak pisałam, mieszkam w małym mieście i nie wiem jak się zabrać do tego.. Zwłaszcza, że nie chcę nikogo wtajemniczać, nawet rodziny.

A wracając do tych głosów, to pamiętam, że często też słyszałam okropne dźwięki, po prostu straszne, nawet nie wiem do czego to porównać, prawie czułam ich metaliczny smak i okropny zapach, mam nadzieję, że to już nie wróci... Wiedziałam na pewno, że było to przesiąknięte złem, a przecież byłam wtedy dzieckiem...

 

cerebro, co do pytania o fochy..to ja jestem jednym wielkim chodzącym fochem. :( Też boję się tego, że zrażam wszystkich do siebie, czasami mam wrażenie, że nawet rodzina mnie nie lubi, bo jakaś dziwna jestem, sfochana taka właśnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

keji, to jest rodzaj autoagresjii, takie same funkcje spełnia

 

Domyślam się. Akurat jeśli chodzi o dermatillomanię, to przypomina to jakieś chore próby dokopania się do swojego wnętrza... A teraz biegam cała w bliznach i strupach, i jestem przygnębiona tym, jak wyglądam, czyli zamknięte koło.

 

Dziś mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, jak się czuję, ale wątpię, żeby ktokolwiek uwierzył. Przecież po mnie nic nie widać. Nigdy. Chociaż od zawsze wydawało mi się, że wszyscy uważają mnie za psychiczną, w rzeczywistości okazało się, iż nikt nie przypuszczałby, że ze mną może być coś nie tak. Ci którzy wiedzą, że korzystam z pomocy psychiatrycznej myślą, że to dla jakiejś mody. Nawet u psychiatry jest mi głupio, bo mówię o wszystkim bez większych emocji, racjonalnie, jakbym czytała czyjś przypadek z karty, ale nie swój. Tymczasem mało kto wie, jak to jest żyć z przytłaczającym lękiem u podstawy wszystkich innych odczuć, tego natrętnego uczucia, jakby w mojej głowie siedział jakiś obcy, przeszkadzający ostro.

 

To, czego staram się unikać, to uciekania za etykietę jakiegoś zaburzenia, której ostro niegdyś poszukiwałam i odrzucania odpowiedzialności za swoje zachowania i czyny na rzecz tłumaczenia się chorobą, tak jak niektórzy z mojego bliższego czy dalszego otoczenia to robią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

keji, to jest rodzaj autoagresjii, takie same funkcje spełnia

 

Domyślam się. Akurat jeśli chodzi o dermatillomanię, to przypomina to jakieś chore próby dokopania się do swojego wnętrza... A teraz biegam cała w bliznach i strupach, i jestem przygnębiona tym, jak wyglądam, czyli zamknięte koło.

 

Dziś mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, jak się czuję, ale wątpię, żeby ktokolwiek uwierzył. Przecież po mnie nic nie widać. Nigdy. Chociaż od zawsze wydawało mi się, że wszyscy uważają mnie za psychiczną, w rzeczywistości okazało się, iż nikt nie przypuszczałby, że ze mną może być coś nie tak. Ci którzy wiedzą, że korzystam z pomocy psychiatrycznej myślą, że to dla jakiejś mody. Nawet u psychiatry jest mi głupio, bo mówię o wszystkim bez większych emocji, racjonalnie, jakbym czytała czyjś przypadek z karty, ale nie swój. Tymczasem mało kto wie, jak to jest żyć z przytłaczającym lękiem u podstawy wszystkich innych odczuć, tego natrętnego uczucia, jakby w mojej głowie siedział jakiś obcy, przeszkadzający ostro.

 

To, czego staram się unikać, to uciekania za etykietę jakiegoś zaburzenia, której ostro niegdyś poszukiwałam i odrzucania odpowiedzialności za swoje zachowania i czyny na rzecz tłumaczenia się chorobą, tak jak niektórzy z mojego bliższego czy dalszego otoczenia to robią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

keji, to jest rodzaj autoagresjii, takie same funkcje spełnia

 

Domyślam się. Akurat jeśli chodzi o dermatillomanię, to przypomina to jakieś chore próby dokopania się do swojego wnętrza... A teraz biegam cała w bliznach i strupach, i jestem przygnębiona tym, jak wyglądam, czyli zamknięte koło.

 

Dziś mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, jak się czuję, ale wątpię, żeby ktokolwiek uwierzył. Przecież po mnie nic nie widać. Nigdy. Chociaż od zawsze wydawało mi się, że wszyscy uważają mnie za psychiczną, w rzeczywistości okazało się, iż nikt nie przypuszczałby, że ze mną może być coś nie tak. Ci którzy wiedzą, że korzystam z pomocy psychiatrycznej myślą, że to dla jakiejś mody. Nawet u psychiatry jest mi głupio, bo mówię o wszystkim bez większych emocji, racjonalnie, jakbym czytała czyjś przypadek z karty, ale nie swój. Tymczasem mało kto wie, jak to jest żyć z przytłaczającym lękiem u podstawy wszystkich innych odczuć, tego natrętnego uczucia, jakby w mojej głowie siedział jakiś obcy, przeszkadzający ostro.

 

To, czego staram się unikać, to uciekania za etykietę jakiegoś zaburzenia, której ostro niegdyś poszukiwałam i odrzucania odpowiedzialności za swoje zachowania i czyny na rzecz tłumaczenia się chorobą, tak jak niektórzy z mojego bliższego czy dalszego otoczenia to robią.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyjaciel wczoraj stwierdził, gdy zaczęłam mu narzekać o braku poczucia kim jestem, że rzeczywiście moja zmiana w ostatnich miesiącach (z nolife'a do wyrobienia sobie opinii osoby skłonnej do wszystkiego i szokującej otoczenie... niebezpieczne kontakty seksualne, imprezy, ekshibicjonizm totalny, nie uznawanie konwenansów i rzucanie się emocjonalne na kogo popadnie, trzy osoby długo mi znane odsunęły się ode mnie, bo je wręcz przeraziłam) rzeczywiście była nie tylko zatrważająca, co okropnie sztuczna i było to widać, usilne próby stylizacji i dopasowania się do towarzystwa, wybicia z niego wręcz. Dobrze, że opinią innych już tak się nie przejmuję, bo mogłabym się podłamać faktem tego, co niektórzy widzieli. Stwierdził, że ani ja jako grzeczna dziewczynka ani rozpustna wariatka nie uznająca żadnych konwenansów nie jest przekonująca... Czas znaleźć złoty środek? Jednych odpychała ta wersja mnie, innych przyciągała jak magnes, czas pokazać wszystkim bardziej prawdziwą twarz. Tylko jaka ona jest....

Aktualnie mam ten okres, gdy wydaje mi się, że wszystko jest nie tak i wszyscy chcą mi dokopać, więc pragnę tego uniknąć, wcześniej osuwając się w kąt. Czuję się totalnie wyprana emocjonalnie, a jednocześnie napawa mnie lękiem myśl, że - jak mi się zdaje - wszystko jest ze mną nie tak. Przygniata mnie też trochę, że mam już osiemnaście lat i przez cały ten okres liczyłam na jakieś zmiany w funkcjonowaniu mojego mózgu, w sposobie pojmowania świata, a tymczasem wcale nie jest lepiej. Po wakacjach, jak wrócę z pracy, koniecznie terapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przyjaciel wczoraj stwierdził, gdy zaczęłam mu narzekać o braku poczucia kim jestem, że rzeczywiście moja zmiana w ostatnich miesiącach (z nolife'a do wyrobienia sobie opinii osoby skłonnej do wszystkiego i szokującej otoczenie... niebezpieczne kontakty seksualne, imprezy, ekshibicjonizm totalny, nie uznawanie konwenansów i rzucanie się emocjonalne na kogo popadnie, trzy osoby długo mi znane odsunęły się ode mnie, bo je wręcz przeraziłam) rzeczywiście była nie tylko zatrważająca, co okropnie sztuczna i było to widać, usilne próby stylizacji i dopasowania się do towarzystwa, wybicia z niego wręcz. Dobrze, że opinią innych już tak się nie przejmuję, bo mogłabym się podłamać faktem tego, co niektórzy widzieli. Stwierdził, że ani ja jako grzeczna dziewczynka ani rozpustna wariatka nie uznająca żadnych konwenansów nie jest przekonująca... Czas znaleźć złoty środek? Jednych odpychała ta wersja mnie, innych przyciągała jak magnes, czas pokazać wszystkim bardziej prawdziwą twarz. Tylko jaka ona jest....

Aktualnie mam ten okres, gdy wydaje mi się, że wszystko jest nie tak i wszyscy chcą mi dokopać, więc pragnę tego uniknąć, wcześniej osuwając się w kąt. Czuję się totalnie wyprana emocjonalnie, a jednocześnie napawa mnie lękiem myśl, że - jak mi się zdaje - wszystko jest ze mną nie tak. Przygniata mnie też trochę, że mam już osiemnaście lat i przez cały ten okres liczyłam na jakieś zmiany w funkcjonowaniu mojego mózgu, w sposobie pojmowania świata, a tymczasem wcale nie jest lepiej. Po wakacjach, jak wrócę z pracy, koniecznie terapia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×