Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Przysięgam, że mam dość ludzi uzależniających ode mnie swoje emocje i wymagania od mojej osoby, bym swoją osobą nie psuła im nerwów, choć zawdzięczają to tylko sobie. Ja rozumiem, moja matka, mój ojciec, ale wychowawczyni? To już zakrawa na paranoję, mam chyba jakąś negatywną siłę przyciągania. Kobita, stara panna, biorąca wszystko do siebie. Nie interesuje jej praktycznie nikt, prócz mnie, nikomu nie obrywa się tak, jak mojej osobie. Zaczęło się od jej rzekomej słabości do mnie i mojego talentu pisarskiego, pod tym względem jestem jedyną sensowną osobą w mojej klasie. Przechodzi w jakąś maniakalną kontrolę, której przyczyną jest też chorobliwe przekładanie regulaminów, statutów, ponad rzeczywistość. Kobieta doprowadza mnie do szewskiej pasji od jakiegoś czasu. Mnóstwo ludzi dookoła mnie pali, przeklina, robi głupie rzeczy, naturalne. Z tym, że albo ja mam wyjątkowego pecha, albo jestem jakąś cholerną celebrytką, której małomiastowe życie jest pod pełną kontrolą i przysięgam, że niedługo zacznę szukać podsłuchów w swoim domu. Zrobiłam jakąś głupotę w mieście pięćdziesiąt kilometrów dalej, w weekend, ta parę dni później woła mnie na dywanik i posądza o ćpanie, oraz robi popelinę wśród znajomych i rodziców, choć nawet nie wiem, skąd o tym wiedziała. Zapalę papierosa na totalnym wygwizdowie w krzakach, parę kilometrów od mojej szkoły- następnego dnia słyszę już pretensje, przy których zasłania się tym, jak to źle nie wpływam na imię szkoły, a chodzi tylko o jakieś jej niewyładowane frustracje. Wyjdę ze szkoły, albo będę szła doń po pierwszej godzinie lekcyjnej z kolegą, który akurat wyszedł do sklepu- fochy i bulwers, jakbym przynajmniej zatłukła jej matkę siekierą. Dzisiaj o mało nie wybuchnęłam. Miałam awanturę na ulicy z przyjacielem, bolała mnie głowa od złamanego nosa i byłam bardzo, bardzo zła. Czyli podnosiłam głos i bluzgałam jak szewc, jak to ja. Poleciała jakaś wiązanka. Oczywiście któraś z plotkar to usłyszała i co? Szanowna pani przybiegła do mnie na drugie piętro przed lekcją, najpierw doczepiła się nie wiadomo o co do mojego znajomego, po czym cała czerwona krzykiem palnęła mi wykład, jak to nie działam jej na nerwy, wstydu nie przynoszę, nie zachowuję się jak kobieta, jak to nie fair wobec nie co cały czas robię i że powinnam ją przepraszać. I jeszcze wymyśliła swoją wersję zdarzeń na temat poranka. Biorąc pod uwagę, że mój nastrój się nie poprawiał i miało mnie w szkole nie być w ogóle, nie wiem, jakim cudem nie rzuciłyśmy się sobie do gardła, ale ludzie dookoła nie wiedzieli, kogo pierwszego będzie trzeba trzymać. Chyba ją, bo jakimś cudem ja się opanowałam i nie powiedziałam, co o niej myślę. Mruknęłam zaledwie, że mnie nie obchodzi, co pracownicy szkoły robią po godzinach i że mam prawo się wkurzyć i nikomu nic do tego. Jutro chyba się pomordujemy. Mam dosyć tej paranoi i robienia ze mnie czegoś na kształt najbardziej niereformowalnego człowieka tej ziemi, oraz trucia non stop moim rodzicielom, jaka to nie jestem zła, straszna i nic tylko mnie do zakładu zamkniętego wsadzić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wczoraj prawie rozpadł się mój związek. A ja siedziałam i patrzyłam jak rozpada się na kawałki. Nie potrafiłam zrobić nic. Chciał deklaracji, zapewnień, obietnic. A ja już prawie pogodziłam się z jego stratą, choć chyba tego nie chcę. Chyba- bo nie jestem pewna... Nie wiem, czy kocham jego, czy sam fakt że przy mnie jest. Krzyczę na niego, wściekam się o byle co, i nie potrafię przestać. Złość w sobie miałam od zawsze, i miała ona tylko dwa ujścia- a innych (krzyk) albo na siebie (autoagresja). Nie potrafię inaczej. Nie wiem już co zrobić.

 

-- 06 cze 2013, 11:01 --

 

A, no i On chciał jakiejś zmiany, na tu i teraz. Mówię, że idę na intensywną terapię, a jego ta zmiana nie zadowala... On chce coś więcej, szybciej,...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wprawdzie na mojej przerwanej terapii nie było żadnych diagnoz to do jednej rzeczy z terapeutką się zgodziliśmy: do widzenia wszystkiego podwójnie przeze mnie jako cechy borderline'a. Teraz mam ustabilizowany lekami nastrój ale bez nich to była prawdziwa huśtawka emocjonalna, boże święty, jak można na kogoś się zawziąć, o byle jaka głupotę, powoli z tego się leczę, bo znalazłem psychiatrę z powołania ale ona mi dała diagnozę "Zespół depresyjno - urojeniowy"...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy ktoś z was doswiadcza pozytywnych skutków zielonej herbaty pod postacią tabletek lub proszku? Pytam, bo gdzies zdarzyło mi sie przeczytac, że ma ona działanie stabilizujące na BPD. Szukam jakiegoś naturalnego stabilizatora.

 

Poza tym mam pytanie o srednią wieku tu - sa jakies osoby w okolicy 30 i STARSZE?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ch* wie co mi jest, ale mam już tego dość. Bliższe relacje (nie licząc kilku przyjaciółek, które znam od bardzo dawna i upewniłam się - narazie - co do tego, że mnie nie odrzucą...), zdaje się, nie wchodzą w grę. Zawsze to samo. Totalna huśtawka, wszędzie widzę drugie dno i napięcie we mnie rośnie... Dopóki nie zbliżyłam się do kogoś, było w miarę dobrze. Jeszcze do tego bliższe kontakty z dwoma innymi osobami i dobija mnie już ta derealizacja i zatracanie się w rzeczywistości, poczucie bliskości, a potem milczenie.

Czy zaznam kiedyś spokoju?!

Znalazłam sobie magiczny sposób na lęk przed opuszczeniem - słowa "zostanę bi" służa zmniejszeniu napięcia... A raczej - zamiana tejże emocji we wściekłość.

Nie wytrzymuję już tego. Było dobrze, a teraz znowu czuję się jak kilka osób w jednym ciele i nie mam pojęcia co zrobić. Najchętniej uciekłabym daleko, zniknęła... Zaczynam nienawidzić siebie i czuć się bezwartościowa, kiedy tylko zaczyna mi zależeć na kimś.

Nie wiem, nie wiem już nic. Musiałam się tym z kimś podzielić. Co do tego, czy tu "pasuję" - też nie wiem. To w końcu tylko diagnozy. Pytałam z resztą moją psychoterapeutkę o opinię i (raczej) pewne jest jedynie to, że mam problemy na tle osobowościowym, ale nie nazwałaby tego BPD, czy os. zależną (wspomniałam o jednym i drugim), bo jestem zbyt młoda na twarde diagnozy (lat dziewiętnaście). Poza tym można mieścić się na różnym kontinuum zaburzenia - pomiędzy zdrowiem, a zaburzeniem. Nie dziwi się jednak moim skojarzeniom...

Myślałam przez jakiś czas, że wszystko jest na dobrej drodze. Tak. Jest. Dopóty, dopóki... I znowu się zaczyna - wściekłość, czucie umierania, autoagresja. Narazie jeszcze w miarę kontoluję sytuację, ale boję się co będzie dalej, bo nigdy wcześniej nie czułam takiej bliskości. A to przecież rzecz bardziej straszna, niż piękna...

Pewnie tylko mi się wydawało. Mnie się zawsze wszystko tylko wydaje.

I znowu walę głową w beton.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Keji, a ja jako eks nauczycielka jakoś ciut inaczej tę Twoją widzę. Może uznała, że masz talent, na swój sposób zaczęło jej na Tobie zależeć i okazuje to jak okazuje. Z jej perspektywy troszczy się o Ciebie starając, żebyś się w nic nie wpakowała i nie zniszczyła życia. ;-) Może Cię to wpieniać, bo border, bo wiek, bo babka sobie wybrała nieszczególny sposób okazywania troski, ale patrząc z boku to myślę sobie, że nie tak znów wiele osób interesuje się nami tak zupełnie bezinteresownie i okazuje jakąkolwiek troskę w jakikolwiek sposób, żeby warto się o to było mocno wściekać. ;-)

 

Znasz dramaty Sarah Kane? Jeśli nie, podrzuć mail na pw, powinny Ci się spodobać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O tak Sarah Kane... Widziałam kilka spektakli w teatrze przed laty, ale ich nie zrozumiałam. Dopiero kiedy zaczęło się ze mną "coś" dziać, wróciłam do nich i zobaczyłam jakie są prawdziwe. niestety.

 

rdzaaa ja mam bliżej do 30 niż do 20 już. Podobno się stabilizuje z wiekiem. Ale ja jestem teraz w wieku, w którym podobno najmocniej dowala...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nienormalna21, czułam to samo w chwili dostania takiej diagnozy. Czułam, że to oznacza że jestem złym człowiekiem

Trochę dobrym a trochę złym. A raczej czasem dobrym a czasem złym, jak każdy. Z tą różnicą, że Wy jesteście bardziej - bardziej złe i bardziej dobre. Ot, cała filozofia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

nienormalna21, czułam to samo w chwili dostania takiej diagnozy. Czułam, że to oznacza że jestem złym człowiekiem

 

Mnie jakoś etykiety zawsze bardziej uspokajały. Inne niż schizofrenia oczywiście. Bo że coś zawsze było ze mna nie tak, to przywykłam, natomiast przynajmniej mogłam się ubrać w jakieś kryteria, ogarnąć to. Chociaż do tej pory nie mam stuprocentowej diagnozy, tylko generalną chwiejnych zaburzeń emocjonalnych, borderline, histrioniczna, jeden kij.

 

Odstawiłam Zoloft. Spuściłam tabletki do kibla. W pewnym krytycznym momencie już wiedziałam, że moja gruntowna zmiana, popadnięcie ze skrajności w inną skrajność, agresywnej buntowniczki, było spowodowane (między innymi) podwyższonym poziomem agresji i drażliwości, jakie wzbudzał ten lek. Byłam doszczętnie bezczelna, nerwowa i napastliwa. I tak, zaczęlo się w niedlugim okresie po wizycie u byłego-aktualnego psychiatry, choć długo zajęło mi dojście do tego. Pewnie nastąpi zmiana za jakiś czas i wrócę do bycia zapyziałą psychicznie, znerwicowaną dziewczynką, ale trudno. Może przynajmniej wreszcie będę miała orgazm (Plusy i minusy się liczą, c'nie). Będzie nieciekawie, natomiast mam taką cechę charakteru, że jak coś pieprzę, to do końca, po czym jest moment krytyczny wcześniej wspomniany i odbijam się od dna. Choć za ten rok będę długo odpowiadać, narozrabiałam genialnie, parę osób muszę porządnie przeprosić.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×