Skocz do zawartości
Nerwica.com

Osobowość chwiejna emocjonalnie (typ BORDERLINE)


atrucha

Rekomendowane odpowiedzi

Myślę, że to ma bardziej związek z perfekcjonizmem i pragnieniem kontroli. Jeśli mamy parę, paręnaście kilogramów więcej, nieidealną skórę, blizny, z którymi sobie nie radzimy- to już daje nam znak, że nie panujemy nad wszystkim w stu procentach i pojawia się frustracja. Chcemy mieć wszystko w swoich rękach, pod okiem, nic nie może się wymykać.

 

Może to, co napiszę, nie do końca podchodzi pod zaburzenie, ale tak rozsadza mnie od środka, że muszę. Myślałam, że nigdy nie dojdzie do momentu, w którym będę myślała tak intensywnie o uczuciach względem drugiej osoby. Tymczasem cała czułość, zrozumienie, chęć podarowania komuś części siebie i całego pozytywnego potencjału mojej osoby- zbiera się we mnie tonami i za nic w świecie nie może znaleźć ujścia, trafiając na niepodatny grunt. Mogłabym mieć wiele kobiet, jakoś tak wyszło, że to piękna płeć jest mną bardziej zafascynowana. Pewnie jakiś facet by się znalazł, ale akurat nie w typie, który toleruję. Tymczasem muszę popadać w masochizm i wszystkie co we mnie najlepsze pakować w osoby, które pozostają i pozostaną dla mnie niedostępne (Pewnie wszystko prysnęło by, gdyby okazało się nagle inaczej ,ale nie mam okazji się o tym przekonać). Aktualnie oboje to mężczyźni. Nie dziwi mnie to, bo generalnie psychika męska jest dla mnie jakimś cudem bliższa i darzę ją większą tkliwością oraz zaangażowaniem, albo są to po prostu pewne cechy, bo zdarzyło mi się kochać(?) kobietę, która charakterem była bardzo podobna, abstrahując już od moich niewyjaśnionych preferencji seksualnych, które zawsze pewnie pozostaną niewyjaśnionymi i nieokreślonymi, tym bardziej teraz, gdy na psychotropach coś takiego jak podniecenie nie istnieje, a libido jest poniżej zera i wszystko ma wymiary wyłącznie emocjonalne. Jednego z nich widuję maksymalnie raz na trzy miesiące, ale za każdym razem - od dwóch bitych lat - gdy spotykam go ponownie, wszystko budzi się na nowo. Jego charakter, trudny, a zarazem podobny do mojego, charyzma, pociągająca androgyniczność oraz zranione wnętrze, które łatwo dostrzegam zapalają alarm w mojej psychice; rozumiem go, chciałabym poznać coraz bardziej i bardziej, podarować ciepło, czułość, którego sama nie otrzymałam, być dla niego, a przy odrobinie szczęścia otrzymać coś z tego dla siebie? Gdy musimy znowu się rozstać, on przyjmuje to bez cienia smutku, ja potrafię skończyć ze łzami w oczach. Jednostronne uczucie. Nie wiem, czy mogłoby się rozwinąć nawet, gdybyśmy mieszkali bliżej siebie. Abstrahując już od faktu, że jest biseksualistą, ale idącym wyłącznie w stronę facetów "z przyzwyczajenia". Drugiego widzę na co dzień. Dostrzegam pod maską skurczybyka to i owo, budzą się podobne uczucia jak w pierwszym przypadku, ale doskonale wiem, że on jest zbyt niedojrzały, a może po prostu nic do mnie nie czuje, żeby nie wspomniec o negatywnych odczuciach fizycznych, o których kiedyś komuś po kryjomu wspominał... Wybaczcie, chyba nie jestem stuprocentowo trzeźwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zielona - tak miałam niższe BMI ale było to dawno temu w okresie zanim można mi było diagnozować zaburzenia osobowości. Generalnie nie zgadzam się z takim pomysłem, można przeczytać o różnych rodzajach anoreksji, które występują przy różnych tendencjach osobowościowych (np Józefik, 1996?)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czy z borderline i osobowosci chwiejnej emocjonalnie mozna wyrosnac z wiekiem? Cos mi sie obilo o uszy, ze tak. Czy wtedy po prostu zabiera sie te kategorie pacjentowi czy tez uznaje, ze do konca zycia ma zaburzenia? Przy czym pacjent nie ma objawow chwiejnosci emocjonalnej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja ostatnio chodzę rozdrażniona i niby jest okej, ale w duszy czuję, że jednak nie jest. Wczoraj rodziciel szanowny ujawnił swój talent, to jest doprowadzenie mnie do płaczu i drgawek, no chyba jeszcze trochę i dostałabym ataku apopleksji i bym mu pogratulowała. Fajnie, że to ja jestem tą winną za złą sytuację rodzinną, do której nikt się nie przyzna, iż jest zła, i ogólnie wszystko to moja, moja wielka wina, łącznie z tym, że sąsiad zapchał kanalizację oraz deszcz pada. Jestem tą z papierami, na którą można zrzucić odpowiedzialność za swoją niedojrzałość i idiotyzm. Otóż - a przypominam, że nie mam jeszcze osiemnastu lat, bo w przeciwnym razie to by była inna sytuacja - jako, że mój kochany rodziciel uważa mnie za wrzód na dupie, wyżerający wszystkie jego pieniądze (Chociaż każdy przyzna, że nie jestem materialistką i nie potrzebuję wiele, nie jaram się rzeczami, czasem tylko lubię gdzieś pojechać) i podlicza za wszystko na każdym kroku, poszło o jakieś dwadzieścia złotych, które wydałam na jedzenie podczas wyjazdu na sesję zdjęciową oraz parę groszy, które matka z rana rzuca mi na żarcie do szkoły. Doliczył mi to do swojej listy kasy, którą mam mu oddać (Ciekawe, czy dostanę kiedyś rachunek za całe osiemnaście lat), nie, żebym przez 4 miesiące nie widziała pieniędzy na oczy z wielkim fochem o wcześniej wymienione i to jak ja nigdy nie doceniam, choć nigdy nie miałam pretensji o to, że czegoś nie mam. Dyskusja doszła do tego, że stwierdził, cytuję, iż "Na takie gówno (w sensie moją osobę) wydaję tyle pieniędzy" po czym gdy krzyknęłam, że jak on mnie, do ch.uja, nazwał, rzucił się z furią w moją stronę i nienawiścią, złapał za kark (A facet umięśniony i silny) i prawie walnął pięścią w twarz. Po czym poszedł żalić się matce na moje okropieństwo, a ta przytaknęła z pokorą i już dziś miała jakieś fochy co do tego, jak się zachowuję, do niczego się nie mające. Rano zostawiłam im tylko swoje ostatnie pieniądze, które zarobiłam na tłumaczeniach z języków, i oczywiście chwilę później ich nie było.

Mamusia oczywiście jest tak inteligentna, że najpierw sama wciska mi kasę, a potem ja odpowiadam za to, że ciągnę od niej, i to, co dostaję, to naprawdę kasa, którą powinnam oddać ojcu. Idzie oszaleć, ratujcie. Sytuacja sytuacją, ale czekam tylko, aż rodzicielka ze łzami w oczach przyjdzie i zacznie wymyślać, co mi jest i czemu jestem taka porąbana, choć oni to ideały. Ku.rwa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

rdzaa moim zdaniem to wszystko zależy. Każdy ma jakąś osobowość, a po swoich przygodach ze szpitalami i terapiami wiem, że ludzie w różnym wieku i w różnych stadiach przychodzą po pomoc. A nieprawidłowe cechy osobowości były w różny sposób nasilone. Ale też spotkałem się z takim poglądem, że z czasem pewne rzeczy łagodnieją, ale to jak zrozumiałem, bierze się bardziej z refleksji nad wieloma rzeczami, która zmienia w człowieku zachowania i przekonania. Tak w skrócie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Keji, czytam ten fragment i nie wiem na ile nasze sytuacje są podobne, ale mi też się obrywa ciągle za ostatnie głupoty, typu źle postawiony karton, źle zrobiony porządek w pokoju, ubrane nie te klapki na podwórko i mógłbym tak wymieniać.

 

Zaraz chyba sobie pogram w Mortal Kombat i porywam sobie karki ludziom, bo jestem autentycznie sfrustrowany. :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ta, a teraz rozgrywają się tradycyjne sceny, a ja nie dość, że mam napad depresji, marazmu i słabego samopoczucia, to czuję się w jakimś domu opieki nad ludźmi niedorozwiniętymi umysłowo. Matka chodzi za mną jak kaczka, zadając idiotyczne pytania i próbując wymusić na mnie miłe zachowanie, żeby połechtać jej ego, co jakiś czas zabawiając się w małego dyktatora i pouczając, w jaki sposób mam nie mówić i jak się nie zachowywać (Boże, ile nerwów mnie kosztuje, żeby nie wszcząć awantury i nie doprowadzić jej do łez!), żeby potwierdzić, iż wciąż ma nade mną nutkę władzy, bo przecież jako jej dziecko jestem jedyną osobą, której ona, nieporadna, może dyktować zachowanie niczym rozkapryszona dwulatka. Uwielbiam, jak ktoś stara się wyrównać mnie do obrazka za każdym razem, gdy się z niego wymykam i robi ze mnie jedyną winną. Ojciec natomiast nie widzi problemu, stwierdził, że mam swoje humory i się obrażam. Nie, żeby oragnął złamać mi kark w pewnym momencie i wyzwał od najgorszych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Keji, świetnie, DOSKONALE rozumiem to, o czym pisałaś dwa posty wyżej. Ten cały pakiet, jaki by się chciało dać... a trafia na niepodatny grunt. To chyba my mamy coś nie tak, bo wybieramy osoby, które... nas nie chcą?

Kurwa, ale to żałosne.

 

Mnie się to wzięło z (a jakże) dzieciństwa. Lgnęłam do tych, którzy byli najdalej.

Ale mam tego serdecznie dość. Chciałabym skupić się na sobie i swoim wnętrzu i mieć wyjebane na innych.

 

Fakt, że moja osobowość, charakter mi w pełni na to nie pozwalają (ja po prostu kocham ludzi, fascynują mnie i chociaż czasami ich nienawidzę równie mocno, to nie potrafię, nie umiem przejść obojętnie). Ale to, co da się zrobić, robię.

 

Gdzieś tam wyżej ktoś pytał, czy border przechodzi z wiekiem. Z wiekiem to on się gówno robi, chodzi o doświadczenie - refleksje nad życiem i sobą, wyciąganie wniosków, uczenie się na własnych błędach, spostrzeganie konsekwencji... i w miarę, im więcej się tego ma to bardziej człowiek się uspakaja. Jak chcecie, nazwijcie to wiekiem.

Ja się czuję w dużej mierze "uspokojona" pod wieloma względami. Szukam harmonii i to jest jednym z moich celów terapeutycznych. Różnymi sposobami... przez chwile dane mi było zobaczyć świat bez soczewek zaburzeń. To było piękne doświadczenie. I do tego będę dążyć.

 

-- 24 maja 2013, 22:04 --

 

o a tu kuhwy nie można napisać xD cenzura się pojawia. co za ograniczenie wolności słowa :>

a ja tak lubię podbijać emocjonalnie swoje wypowiedzi, no.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Helvetti, nic nie jest "tak po prostu" ;) Widać teraz jeszcze nie pora, abyś zauważyła swoje (i jego) błędy, ale myślę, że przyjdzie z czasem i baczną obserwacją. Dużo obiektywizmu. Dużo.

 

A u mnie znowu rozterki z orientacją seksualną. Tak mnie irytują pytania "Czym ty w końcu jesteś, lesbą, bi, hetero?" i "Czy wyobrażasz sobie życie z facetem czy z kobietą?". Gdyby tylko ludzie dali mi więcej poczucia, że jest okej nawet, jeśli się nie okreslam i nie przyklejam etykiety, nie potrafię ustosunkować. Nie byłam nauczona, by się określać. Zawsze działałam po swojemu, bez tego nacisku. Nie potrafię określić nawet swojego ulubionego koloru, filmu, niepotrzebne mi to. Nie wiem, w facetów angażuję o wiele bardziej emocjonalnie, czuję, że do części z nich jest mi bliżej, ale to nie znowu żadna większość, wyjątki. Podobnie z kobietami. Paradoksalnie uwielbiam facetów wykazujących cechy typowe dla kobiet, i kobiety o charakterze, którego wytyczne podpisuje się kulturowo do mężczyzn. Nie ogarniam siebie, ale coraz częściej się uczę, by przestać to na sobie wymuszać. A z drugiej strony jeśli nie mam etykiety, to czuję, że coś udaję, że sprawa jest oczywista, a ja boję się do czegoś przyznać po prostu. W moim wypadku straszniejsze byłoby okreslenie się jako hetero, taka już jestem dziwna.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli była pierwsza od dawna, to nie powinnaś się przejmować. Nie jesteśmy ideałami, nie daj się zdeptać przez perfekcjonizm. Ważne jest to, że przez długi czas byłaś w stanie się powstrzymać, a że czasem ludzie wybuchają, to normalne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

zastanawiam się po prostu, czy mój wewnętrzny skurwiel - to ja (ja zaburzona)

czy efekt nie brania leków.

Ciągle rozkminiam, czy je brać czy nie.

 

Psychiatra namawia mnie na powrót do stabilizatora i antydepa (paroksetyna) ale z drugiej strony... od kiedy nie biorę paroksetynki to moje libido wzrosło, a jak - no wiecie - to odczuwam samospełnienie cuuuudoooownie.

Aż szkoda, że nie mogę tego wypróbować z kimś xD

(tak, tak, tylko seks mi w głowie teraz)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Psychiatra namawia mnie na powrót do stabilizatora i antydepa (paroksetyna) ale z drugiej strony... od kiedy nie biorę paroksetynki to moje libido wzrosło, a jak - no wiecie - to odczuwam samospełnienie cuuuudoooownie.

Aż szkoda, że nie mogę tego wypróbować z kimś xD

(tak, tak, tylko seks mi w głowie teraz)

 

Bicz plis. To jest straszne. Zmieniałam już dwa leki z tego względu, ale na marne, nawet dalej nie próbuję. Te piękne orgazmy kiedyś! :lol: A teraz nawet nie pamiętam, co to jest podniecenie. Akurat jak zaczął mi się najlepszy wiek i sposobność do obopólnych kontaktów w tej dziedzinie... Musiałabym odstawić, żeby w ogóle wiedzieć, co mnie kręci.

 

-- 31 maja 2013, 04:35 --

 

Przeżyłam dzisiaj bardzo dziwny atak paniki, czując także, jakbym rozpadała się na dwie zupełnie różne osoby, a w dodatku przeżywając głęboką derealizację. Głowę prawie mi rozsadziło, było przeraźliwie niedobrze. Dlaczego? Po Lenie jest mężczyzna, którego naturalnie nie mogę mieć, a którego od dwóch lat darzę miłością i zrobiłabym dla niego wszystko, choć nie utrzymujemy częstego kontaktu. W pewnym momencie zorientowałam się, że nie mogłabym być z nim fizycznie i że cała jego osoba, także wewnętrznie, mnie odrzuca. Nie potrafiłam pogodzić tych dwóch sprzecznych uczuć, spanikowałam. Nie rozumiem tego. Żeby się uspokoić zreszztą zaczęłam pisać coś na kształt książki, patrząc na siebie w formie trzeciej osoby, ale wcale to nie wyjaśniło tej beznadziejnej sytuacji.

 

Jakby się komuś nudziło:

 

 

Znowu śniłam o tobie. Błądząc po przestrzennych, a jednocześnie chłodnych i surowych ulicach nieznanego mi miasta, rozglądałam się po zszarzałych od dymu papierosowego oraz chronicznego przygnębienia twarzach. Przeraźliwe pragnienie i tęsknota były odczuwalne tak do bólu realistycznie, iż budząc się miałam oczy mokre od łez, a ręce przyciśnięte zawzięcie do piersi tak, jakbym była o krok od próby wyszarpania z niej paznokciami czegoś na kształt palącej trucizny. Choć gdzieś tam w górze świeciło słońce, otoczenie miało aurę zgoła nieprzyjazną i emanującą wrogością. Pozostawałam w nieświadomości co do przyczyny żalu, jaki czułam, dopóki znienacka zza czyichś pleców nie wyłoniła się twoja postać, aby parę sekund później ponownie zniknąć bez śladu, zostawiając mnie na pastwę samej siebie, nieżyczliwych obcych oraz palącego niespełnienia. I byłabym gotowa nazwać cię po imieniu, choć raz w życiu nadać postać i realną przyczynę dla głowy spuszczonej w dół, gdy idę ulicą, oraz dla śladów paznokci na przedramionach, bo innej czułości podarować sobie nie potrafię, tylko co to da, jeśli wszyscy i tak uciekamy od siebie, jak pieprzeni wariaci, z uszami zakrytymi dłońmi biegnąc do miejsc, w których nikt na nas nie czeka?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pojawiła się jak zwykle bez najmniejszej zapowiedzi. Zupełnie niczym ćma, którą zwabił rozbrzmiały nagle blask, demolujący niezachwianą do tej pory ciemność. Bądź, to znacznie lepsze porównanie, jak zwierzę drapieżne, które - wypatrzywszy ofiarę- instynktownie rzuciło się do przodu, by zanurzyć pazury w ciele pulsującym jeszcze życiem. Z tą jedną różnicą, iż w tym wypadku obchodzi się bez krwi i wrzasku oraz, co gorsza, dziwności niektórych stanów zachodzących w ludzkiej psychice nie idzie uzasadnić racjonalnym prawem natury i typowe zjawiska przyrodnicze urastają przy nich do miary kiczowatego banału. A może odwrotnie? W umyśle spętanym przez narastającą panikę nie ma miejsca na doszukiwanie się ukrytych analogii.

 

,,Chyba zaraz umrę."

 

Palce stukające nerwowo w klawiaturę telefonu drżały. Dym z niedogaszonego w popielniczce papierosa unosił się niespokojnie w przestrzeń oświetloną zaledwie blaskiem płynącym od pobliskiej latarni. Wystarczyła jedna, niby nieznacząca, acz problematyczna myśl, aby nakręcić szaleńcze koło gwałtownych emocji i wątpliwości tak licznych, że prowadzących wyłącznie do narastającej sprzeczności, a tym samym- poczucia sięgania obłędu. Sprzeczność to niepewność. Niepewność zaś tworzy poczucie zagrożenia, które z kolei jest właściwie sygnalizowane przez organizm. W teorii wszystko brzmi tak logicznie. Tymczasem jej ciało rwało się do ucieczki przed czymś nieistniejącym.

 

,,Komunikat: Wiadomość nie została wysłana"

 

- Pieprz się... - mruknęła, chowając twarz w poduszkę. Ból głowy pojawił się znikąd i narastał stopniowo. Zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem nie wzięła dziś podwójnej porcji tabletek, ale takie rzeczy na ogół uchodziły jej pamięci. Zacisnęła powieki, nie starając się powstrzymywać natrętnych myśli przepływających przez jej głowę, a wręcz sama nakręcała ich bieg, powtarzając i smakując tę truciznę.

 

Tym razem zaczęło się od nagłego poczucia awersji, jaką poczuła, patrząc na Jego zdjęcie. Biorąc pod uwagę dotychczasową fascynację jego osobą, wydało jej się to przeraźliwie nie na miejscu. Wewnętrznie tak niestabilna, nie potrafiła jednocześnie zaakceptować jakichkolwiek zmian w odczuwaniu, toteż jakiekolwiek odchyły od panującego schematu i własnych oczekiwań, nawet w postaci ,,złego dnia", nie były tolerowane. Fakt, iż umiejętność przeżywania swojego wnętrza została porzucona na rzecz chorobliwej potrzeby reżyserowania własnej postaci, każdego pojedynczego pierwiastka składającego się na jej osobowość, wydawała się być jej największym problemem. Nie był to świadomy wybór, prędzej klecona starannie przez osiemnaście lat, pod surowym okiem i przymusem otoczenia, zbroja obronna. Nie mogła pojąć - i wpędzało ją to w narastającą frustrację - gdzie do cholery pojawiły się całe niewyładowane pokłady czułości, jakie dla niego żywiła, całe pragnienie wraz z męczeńską tęsknotą do jego osoby. Co stało się z uczuciem rozlewającego się na każdym centymetrze jej ciała ciepła, na samą myśl chociażby o przyjacielskim uścisku, i czemu, do cholery, zastąpiła je awersja? Czy chodziło o płeć? Niemożliwe. Prawdopodobnie przez zbyt duże uprzedzenie do przedstawicieli obu stron nie była w stanie określić swoich preferencji seksualnych, żyła jednak w utopijnym przekonaniu, iż jest on kolejną z niewielkiej grupy osób, które mogłaby kochać bez względu na ilość poszczególnych hormonów w organizmie i to, co znajduje się między ich nogami. Chwilę później zaczęła wyobrażać sobie, jakże nierealny, moment zbliżenia oraz obserwować reakcje organizmu. Były negatywne. Nie mogąc znieść faktu owej uczuciowej niedyspozycji, a także nie będąc w stanie zaakceptować przejścia z totalnego uwielbienia w fizyczną oraz psychiczną odrazę, zaczęła popadać w paranoję. Ciało zdawało się teraz być kruchą skorupą, pękającą z chrzęstem, spod której wyłonić miała się osoba zupełnie jej obca i negująca to, co do tej pory znała. Wszystko zresztą wydawało się przeraźliwie obce.

 

Jak odnaleźć się w sobie, balansując w życiu od skrajności do skrajności, będąc pozbawionym możliwości rozsądnego wyboru? Czemu w ogóle trzeba wybierać, czy nie prościej byłoby pozostać w pozycji biernego uczestnika zachodzących zdarzeń? Nie potrafię rozróżnić dwóch najsilniejszych i przeciwstawnych uczuć. Czy naprawdę można pomylić miłość z awersją?

Kocham Cię, możesz wziąć ode mnie wszystko. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego.

 

-- 31 maja 2013, 04:36 --

 

Przeżyłam dzisiaj bardzo dziwny atak paniki, czując także, jakbym rozpadała się na dwie zupełnie różne osoby, a w dodatku przeżywając głęboką derealizację. Głowę prawie mi rozsadziło, było przeraźliwie niedobrze. Dlaczego? Po Lenie jest mężczyzna, którego naturalnie nie mogę mieć, a którego od dwóch lat darzę miłością i zrobiłabym dla niego wszystko, choć nie utrzymujemy częstego kontaktu. W pewnym momencie zorientowałam się, że nie mogłabym być z nim fizycznie i że cała jego osoba, także wewnętrznie, mnie odrzuca. Nie potrafiłam pogodzić tych dwóch sprzecznych uczuć, spanikowałam. Nie rozumiem tego. Żeby się uspokoić zreszztą zaczęłam pisać coś na kształt książki, patrząc na siebie w formie trzeciej osoby, ale wcale to nie wyjaśniło tej beznadziejnej sytuacji.

 

Jakby się komuś nudziło:

 

 

Znowu śniłam o tobie. Błądząc po przestrzennych, a jednocześnie chłodnych i surowych ulicach nieznanego mi miasta, rozglądałam się po zszarzałych od dymu papierosowego oraz chronicznego przygnębienia twarzach. Przeraźliwe pragnienie i tęsknota były odczuwalne tak do bólu realistycznie, iż budząc się miałam oczy mokre od łez, a ręce przyciśnięte zawzięcie do piersi tak, jakbym była o krok od próby wyszarpania z niej paznokciami czegoś na kształt palącej trucizny. Choć gdzieś tam w górze świeciło słońce, otoczenie miało aurę zgoła nieprzyjazną i emanującą wrogością. Pozostawałam w nieświadomości co do przyczyny żalu, jaki czułam, dopóki znienacka zza czyichś pleców nie wyłoniła się twoja postać, aby parę sekund później ponownie zniknąć bez śladu, zostawiając mnie na pastwę samej siebie, nieżyczliwych obcych oraz palącego niespełnienia. I byłabym gotowa nazwać cię po imieniu, choć raz w życiu nadać postać i realną przyczynę dla głowy spuszczonej w dół, gdy idę ulicą, oraz dla śladów paznokci na przedramionach, bo innej czułości podarować sobie nie potrafię, tylko co to da, jeśli wszyscy i tak uciekamy od siebie, jak pieprzeni wariaci, z uszami zakrytymi dłońmi biegnąc do miejsc, w których nikt na nas nie czeka?

 

Pojawiła się jak zwykle bez najmniejszej zapowiedzi. Zupełnie niczym ćma, którą zwabił rozbrzmiały nagle blask, demolujący niezachwianą do tej pory ciemność. Bądź, to znacznie lepsze porównanie, jak zwierzę drapieżne, które - wypatrzywszy ofiarę- instynktownie rzuciło się do przodu, by zanurzyć pazury w ciele pulsującym jeszcze życiem. Z tą jedną różnicą, iż w tym wypadku obchodzi się bez krwi i wrzasku oraz, co gorsza, dziwności niektórych stanów zachodzących w ludzkiej psychice nie idzie uzasadnić racjonalnym prawem natury i typowe zjawiska przyrodnicze urastają przy nich do miary kiczowatego banału. A może odwrotnie? W umyśle spętanym przez narastającą panikę nie ma miejsca na doszukiwanie się ukrytych analogii.

 

,,Chyba zaraz umrę."

 

Palce stukające nerwowo w klawiaturę telefonu drżały. Dym z niedogaszonego w popielniczce papierosa unosił się niespokojnie w przestrzeń oświetloną zaledwie blaskiem płynącym od pobliskiej latarni. Wystarczyła jedna, niby nieznacząca, acz problematyczna myśl, aby nakręcić szaleńcze koło gwałtownych emocji i wątpliwości tak licznych, że prowadzących wyłącznie do narastającej sprzeczności, a tym samym- poczucia sięgania obłędu. Sprzeczność to niepewność. Niepewność zaś tworzy poczucie zagrożenia, które z kolei jest właściwie sygnalizowane przez organizm. W teorii wszystko brzmi tak logicznie. Tymczasem jej ciało rwało się do ucieczki przed czymś nieistniejącym.

 

,,Komunikat: Wiadomość nie została wysłana"

 

- Pieprz się... - mruknęła, chowając twarz w poduszkę. Ból głowy pojawił się znikąd i narastał stopniowo. Zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem nie wzięła dziś podwójnej porcji tabletek, ale takie rzeczy na ogół uchodziły jej pamięci. Zacisnęła powieki, nie starając się powstrzymywać natrętnych myśli przepływających przez jej głowę, a wręcz sama nakręcała ich bieg, powtarzając i smakując tę truciznę.

 

Tym razem zaczęło się od nagłego poczucia awersji, jaką poczuła, patrząc na Jego zdjęcie. Biorąc pod uwagę dotychczasową fascynację jego osobą, wydało jej się to przeraźliwie nie na miejscu. Wewnętrznie tak niestabilna, nie potrafiła jednocześnie zaakceptować jakichkolwiek zmian w odczuwaniu, toteż jakiekolwiek odchyły od panującego schematu i własnych oczekiwań, nawet w postaci ,,złego dnia", nie były tolerowane. Fakt, iż umiejętność przeżywania swojego wnętrza została porzucona na rzecz chorobliwej potrzeby reżyserowania własnej postaci, każdego pojedynczego pierwiastka składającego się na jej osobowość, wydawała się być jej największym problemem. Nie był to świadomy wybór, prędzej klecona starannie przez osiemnaście lat, pod surowym okiem i przymusem otoczenia, zbroja obronna. Nie mogła pojąć - i wpędzało ją to w narastającą frustrację - gdzie do cholery pojawiły się całe niewyładowane pokłady czułości, jakie dla niego żywiła, całe pragnienie wraz z męczeńską tęsknotą do jego osoby. Co stało się z uczuciem rozlewającego się na każdym centymetrze jej ciała ciepła, na samą myśl chociażby o przyjacielskim uścisku, i czemu, do cholery, zastąpiła je awersja? Czy chodziło o płeć? Niemożliwe. Prawdopodobnie przez zbyt duże uprzedzenie do przedstawicieli obu stron nie była w stanie określić swoich preferencji seksualnych, żyła jednak w utopijnym przekonaniu, iż jest on kolejną z niewielkiej grupy osób, które mogłaby kochać bez względu na ilość poszczególnych hormonów w organizmie i to, co znajduje się między ich nogami. Chwilę później zaczęła wyobrażać sobie, jakże nierealny, moment zbliżenia oraz obserwować reakcje organizmu. Były negatywne. Nie mogąc znieść faktu owej uczuciowej niedyspozycji, a także nie będąc w stanie zaakceptować przejścia z totalnego uwielbienia w fizyczną oraz psychiczną odrazę, zaczęła popadać w paranoję. Ciało zdawało się teraz być kruchą skorupą, pękającą z chrzęstem, spod której wyłonić miała się osoba zupełnie jej obca i negująca to, co do tej pory znała. Wszystko zresztą wydawało się przeraźliwie obce.

 

Jak odnaleźć się w sobie, balansując w życiu od skrajności do skrajności, będąc pozbawionym możliwości rozsądnego wyboru? Czemu w ogóle trzeba wybierać, czy nie prościej byłoby pozostać w pozycji biernego uczestnika zachodzących zdarzeń? Nie potrafię rozróżnić dwóch najsilniejszych i przeciwstawnych uczuć. Czy naprawdę można pomylić miłość z awersją?

Kocham Cię, możesz wziąć ode mnie wszystko. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

A u mnie znowu rozterki z orientacją seksualną. Tak mnie irytują pytania "Czym ty w końcu jesteś, lesbą, bi, hetero?" i "Czy wyobrażasz sobie życie z facetem czy z kobietą?". Gdyby tylko ludzie dali mi więcej poczucia, że jest okej nawet, jeśli się nie okreslam i nie przyklejam etykiety, nie potrafię ustosunkować. Nie byłam nauczona, by się określać. Zawsze działałam po swojemu, bez tego nacisku. Nie potrafię określić nawet swojego ulubionego koloru, filmu, niepotrzebne mi to. Nie wiem, w facetów angażuję o wiele bardziej emocjonalnie, czuję, że do części z nich jest mi bliżej, ale to nie znowu żadna większość, wyjątki. Podobnie z kobietami. Paradoksalnie uwielbiam facetów wykazujących cechy typowe dla kobiet, i kobiety o charakterze, którego wytyczne podpisuje się kulturowo do mężczyzn. Nie ogarniam siebie, ale coraz częściej się uczę, by przestać to na sobie wymuszać. A z drugiej strony jeśli nie mam etykiety, to czuję, że coś udaję, że sprawa jest oczywista, a ja boję się do czegoś przyznać po prostu. W moim wypadku straszniejsze byłoby okreslenie się jako hetero, taka już jestem dziwna

O Boże, jesteś mną :shock: To, co pogrubiłam, to po prostu żywcem wyjęte z mojej głowy. Teraz jestem w związku z facetem i już powoli znów zaczyna mi się włączać rozmyślanie nad moją orientacją :roll:

 

Ale ja nie mam stwierdzonego bordera (nigdy nie byłam u żadnego lekarza od łba).

 

Z drugiej strony coraz częściej myślę, że mogę na to cierpieć... Chciałabym, żeby ktoś wszedł w moją głowę i zobaczył, co naprawdę czuję, bo ja nie mam pojęcia. Mam wrażenie, że wszystkie emocje są gdzieś tam zamknięte i docierają do mnie tylko strzępki, że nie mogę się do nich dostać.

Mój związek bardzo na tym ucierpi (tzn. jeszcze trzymam to wszystko w sobie, ale niedługo pewnie zacznę być jędzą). Już zaczynam być zazdrosna o wszystko, a każda najdrobniejsza uwaga na mój temat doprowadza mnie do pasji. Poza tym mam huśtawki uczuć. Zeszłej nocy na przykład nienawidziłam swojego chłopaka, chciałam mu przyłożyć :lol: i zostawić, choć nic mi nie zrobił (potrafiłam z boku ocenić, że nie mam prawa być na niego zła i jakoś się hamowałam), a już następnego dnia rano kochałam go nade wszystko. Poza tym bez przerwy (no dobra, z przerwami) trzęsę się o to, że mnie zostawi. Bywają momenty, że boję się cokolwiek powiedzieć, choć nie dał mi powodu, bym bała się, że odejdzie.

 

Co to, kurna, jest? Od zawsze uciekałam od ludzi, gdy tylko robiło się poważniej i teraz też mam ochotę spierdzielić :-|

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
×