Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Starsza Siostra

Witam wszytkich , chcę pomóc Bratu dlatego tu jestem ....

Rekomendowane odpowiedzi

Gość

Witam,postanowiłam tu napisać bo być,chciałabym pomóc mojemu młodszemu bratu... pokrótce opiszę co i jak....

Cała ta sytuacja zaczęła się w 2008 roku, od tego, że rozpadł się jego związek z dziewczyną z którą był ponad 4 lata. Brat próbował jeszcze ten związek ratować , lecz jego ex postawiła kropkę na "i", jednakże podczas rozmów z nim całą winę za rozpad próbowała zawinić na niego, argumentując mu w różny sposób, np. że był mało ambitny ( on ma zawodówkę no a ona poszła na studia więc miała się za lepszą ), mało stanowczy itp, itd. Owszem próbował się jakoś otrząsnąć, kupił sobie samochód, odnowił stare znajomości, jednak z tego co wiem kontaktował się z nią licząc na jej powrót , a ona za każdym razem atakowała go że on był taki i owaki .W każdym bądź razie On sobie to przybierał i przybierał ... pewnego dnia już nawet nie był w stanie wstać z łóżka, mówiąc że jest nikim, że nic nie potrafi, że głos wewnątrz mu mówi że jest nikim. Poszliśmy z Ojcem z nim do lekarza, lekarka dał mu leki, jednak potem okazało się że musi być hospitalizowany... na święta Bożego Narodzenia 2008 puścili go na przepustkę , wspólna wigilia, prezenty, uśmiechy ,i te jego błądzące oczy ... niby wszytko ok, a jednak ... na drugi dzień świąt wyjechałam ze swoja rodziną do siostry męża , Brat został z rodzicami w domu. W południe dostał sms od byłej brata, że napisał jej tak jakby pożegnalnego sms i teraz ma wyłączone tel, zadzwoniłam więc do Taty zapytać , gdzie jest Brat...Tata powiedział był się przejść , a teraz jest u siebie w pokoju, po czym wszedł do niego ...Brat upadł w tym momencie na podłogę... przyjechało pogotowie, w szpitalu zrobili mu płukanie żołądka, okazało się ze leki popił wódką , chciał się zabić miał napisany list pożegnalny... jego ex dzwoniła do mnie co się z nim dzieje, napisał jej wiązankę , aby raz na zawsze się od niego odczepiła. Na drugi dzień odwieźli go do Szpitala Psych., był tam ok 2 mc, jego stan uległ poprawie, jednak nadal był jakiś inny, na wypisie napisali schizofrenia. Wrócił do domu, tabletki rzuciła jak to stwierdził, łapy mu się od nich trzęsą ... z powrotem wrócił do pracy, zaliczył wszystkie badania psychotechniczne, w niedługim czasie zdał na prawko... Niby wrócił do siebie jednak , zupełnie przestał się interesować domem, liczył się tylko on jego ego, imprezy, kumple, laski zmieniał jak rękawiczki... Sytuacja uległa zmianie w lipcu tego roku, zerwał z laską z którą się spotykał ( na boku mając inne), za bardzo nie rozpaczał... pojechał z kumplami na Przystanek Woodstock, i gdy wrócił z tamtąd koszmar się zaczął ... spotkał tam swoją niedawną byłą z nowym gościem, i go tknęło, że jednak coś więcej do nie czuje , więc zaczął do niej pisać , jeździć ... ta jednak nie chciała powrotu bo wiedziała że jej poroże dostawiał. Brat zaczął być znowu smutny, nieobecny , zapłakany, non stop wygarniał sobie to, że zranił swoją byłą, że jest taki i owaki. Pewnego razu wyszedł z kumplami na piwo... wieczorem zadzwonił że sam zgłosił się do szpitala bo nie mógł sobie ze sobą poradzić , jest załamany. Wypisał się na własne żądanie po 3 dniach, wrócił do domu, wsiadł do auta... potem zadzwonił do nas kumpel, że Młody napisał mu, że jedzie ze sobą skończyć... Mój mąż i kumpel i tata pojechali go szukać , mnie w między czasie udało się do brata dodzwonić, wymamrotał gdzie jest... gdy przyjechali po niego był nieprzytomny, wezwał karetkę , znowu szpital, płukanie żołądka, list pożegnalny i odwiezienie do Szpitala psych., pobył tam 3 tyg. zdiagnozowali zaburzenie osobowości. Niby się uspokoił, niby czuł się lepiej. Na wypisie napisali , że zalecana była by terapia w Krakowie w Szpitalu Babińskiego na oddziale leczenia zaburzeń osobowości i nerwic. Pierwszy dzień w domu był super, potem już tylko gorzej, z uśmiechu w płacz, ze złości w radość, i ciągłe te zagubione oczy. Gdy mówiłam rodzicom, że go nie wyleczyli , że on potrzebuje pomocy Ojciec zbywał mnie hasłem, ze pogoda jest brzydka i dlatego źle się czuje. Pojechali z nim jednak do Krakowa, efekt tego taki że ustalili mu konsultacje na luty :(((( wrócił wiąc do domu i różowo nie było, rodziców zaczął obwiniać o wszytko np. o to że nigdy Tata mu porządnie nie przylał, że zawsze miał ze wszystkim pobłażanie, itp. itd. najchętniej spał albo po prostu leżał w łóżku. Za moją namową pojechali z nim do prywatnego psychiatry, ten po rozmowie z nim dał mu skierowanie do szpitala gdzie on leczy, leki mu też zmienił. Od początku września kolejna hospitalizacja od dnia dzisiejszego nadal ... na początku było dużo lepiej, nawet wypuścili go na przepustkę na uroczystość rodzinną , miał wyjść już ... jednak sytuacja odwróciła się tydzień po imprezie rodzinnej .. przyjechałam do niego w odwiedziny, wyszedł zapłakany, skołowany, w rozmowie ze mną non stop obwiniał siebie , rodziców itd. mówiąc że np. nic nie osiągnął... starała się go podbudowywać , przytakiwał mi głową i tyle...Na drugi dzień podczas rozmowy z Panią Ordynator dowiedziałam się, że znowu miał myśli samobójcze... Na chwile obecną uspokoił się , jednak nadal jest smutny i ciągle potarza że w Krakowie mu tylko pomogą...

Dodam jeszcze że obecna diagnoza dla brata brzmi :zaburzenie osobowości z depresją :((( Brat jest młody ma 24 lata... chciałbym aby wyzdrowiał...chciałabym mu pomóc...

Przepraszam, za tak długi post... ale muszę się gdzieś wygadać, wyżalić ... bo ciężko samemu ze wszystkim...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

W takich przypadkach najlepiej jest gdy rodzina wspiera pacjenta. Niestety z doświadczenia wiem, że to nie możliwe dopóki rodzina sama nie zacznie się leczyć. Dlatego polecam pójść do lekarza pierwszego kontaktu i dostać skierowanie do psychologa i tam rozpocząć pomoc bratu, tyczy się to przede wszystkim rodziców. Niech twój brat zobaczy, że cała rodzina potrzebuje leczenia, że sami zaczną się leczyć bo tego potrzebują bo przyczynili się do stanu twojego brata. Tylko proszę nie mówić jemu, że robicie to dla niego bo to wprowadza pacjenta w późniejszym czasie w poczucie winy. Rodzice powinni zrozumieć i przyznać się przed sobą, że wpłynęli w jakiś sposób na sytuację twojego brata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

To samo stwierdziła lekarka Brata podczas rozmowy z rodzicami... Niestety to nie takie proste, oni nie potrafią się dogadać sami ze sobą , wręcz skaczą sobie do gardeł obwiniając się o całą tą sytuację nawzajem :( wynajdują stare brudy , z igły potrafią zrobić widły. Ja osobiście zastanawiam się nad odwiedzeniem psychologa, bo czuję że ta cała sytuacja źle wpływa również na moją rodzinę - męża i dzieci... Ale jak wytłumaczyć moim rodzicom, że oni przede wszystkim powinni się udać do psychologa ?? Jak ?? Kiedyś wspominałam Tacie, aby poszedł pogadać do psychologa , to wyskoczył na mnie z hasłem " co ty chcesz mi wmówić ", a ja widzę że to wszytko bardzo go męczy i post tym emocji kieruje na Mamę , dogadując coś bezsensownie, mrucząc coś pod nosem itp. Mama natomiast powiedziała kiedyś że że przydałaby się jej wizyta u psychologa, ale potem stwierdziła że ona nie ma na to pieniędzy... ale ona inaczej odnosi się do tej sytuacji, ona o tym rozmawia ze mną, ze swoim rodzeństwem. Wiem że sama rozmowa z kimś bliski też coś daje , jednak uważam że psycholog jest jak najbardziej potrzebny, osoba obca jest bardziej obiektywna , osoby bliskie nie koniecznie...

 

aleksandraaniela dzięki za odp. na mojego posta, doradź jeszcze jak mam rodziców przekonać

pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Proponuję umówić rodziców do lekarza pierwszego kontaktu, poprosić ich żeby tam poszli po skierowanie do psychologa. Wizyty u psychologa w poradni zdrowia psychicznego są darmowe w ramach NFZ. Spróbuj sobie wypisać argumenty które są za tym żeby rodzice chodzili do psychologa. Tzn. kolejny raz polecam mapę myśli. Weź dużą kartkę, w centralnym punkcie napisz psycholog bądź rodzice albo inne słowo bądź zdanie. Usiądź w spokojnym miejscu, weź kilka pisaków i pisz swoje skojarzenia z tym, jakiekolwiek, wszystko co ci przyjdzie do głowy. Jeżeli stwierdzisz, że nie masz innych już pomysłów odpocznij sobie, zajmij swoją głowę innymi sprawami. Powróć do zadania i weź nową kartkę. Zrób to co poprzednio. Po jakimś czasie porównaj kartki. Możesz ich zrobić o wiele więcej jeżeli będziesz potrzebowała. Wypisz na nowej kartce to co uważasz za najważniejsze i podkreśl to co się powtarza. Po takim ćwiczeniu uświadomisz sobie co jest dla ciebie ważne, że to nie tylko brat potrzebuje pomocy a rodzice mają wiele innych problemów. Z tak przygotowaną mapą myśli możesz udać się do rodziców, każdy punkt na mapie wytłumacz, jak ty to czujesz i postrzegasz. Zrób sobie notatki na temat pracy psychologa, terapeuty i wspierania chorych. Znajdź poradnie, przekaż że to jest darmowe i spotkania można dostosować do każdego.

 

To jest sugestia, nie musisz tego robić... a ty jak byś chciała ich namówić?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To wspaniałe, że tak pomagasz bratu. Dobrze, że dostrzegasz tak wiele, więcej niż wasi rodzice. Pomoc najbliższych to bardzo ważna sprawa.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

próbowałam już ich przekonywać ... dzisiaj po raz kolejny. Mówiłam im, że przeczesuje neta, czytam o chorobie brata, o sytuacji rodzin, czytam porady na forum . Próbuję wpierw uświadomić im, że to co teraz co spotkało mojego brata , spotyka wiele osób w różnym wieku, różnej płci, zawodu itp. Tłumaczę im że pójście do psychologa to tak samo jak pójście do dentysty, tyle że dentysta leczy zęby , psycholog duszę ... w USA prawie wiele osób ma swojego psychologa, terapeutę ... u nas niestety psycholodzy, psychiatrzy traktowani są za lekarzy którzy tylko leczą dewiantów , a nie w tym rzecz , prawda?? niestety wiele osób tak twierdzi, a zwłaszcza tych starszych... obawiam się że moi rodzice może nie mówią tego głośno , ale chyba obawiają się że jak tam pójdą to nie które osoby taką plakietkę im mogą przylepić ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Starsza Siostra, ja sama miałam obawy by iść do psychologa. Teraz nie moge się doczekać kolejnych spotkań. A może poleć rodzicom by poszli na spotkanie razem z bratem. Zobaczą, że psycholog to czlowiek i, że leczy nie tylko "czubków"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czy twoi rodzice muszą innym mówić gdzie chodzą? Lekarz ma obowiązek zachowania tajemnicy lekarskiej więc od niego nie wyjdzie, a poradnie można wybrać w innej części miasta, nie ma przecież rejonizacji.

A jak rodzice odpierają Twoje namowy? Co mówią?

 

Paranoja ma rację, może rodzinne spotkanie by pomogło, choć sama w to wąpię po przykładzie mojego narzeczonego a przede wszystim swoim. Spróbować nie zaszkodzi...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Oni byli z nim u psychiatry jeszcze przed pobytem w szpitalu, w zasadzie to on uświadomił im m.in. to że Brat wymaga dalszego leczenia, hospitalizacji, że w domu nikt go nie przypilnuje ... byli pod dużym wrażeniem tego lekarza, coś mamrotali, że może i oni by się do niego wybrali... ale na gadani się skończyło. Po tym jak przyjęli Młodego do szpitala, oboje mieli rozmowę, w zasadzie wywiad z Ordynatorką... potem ja z nią rozmawiałam , określiła moich rodziców takim słowami "Mama obraża się o wszytko, a Tacie nie idzie nic wytłumaczyć , on ma swoje zakreślone na dany temat i tego się trzyma"..."już dawno powinni się rozwieść nie tylko dla swojego dobra , ale przede wszystkim waszego"..."to co Brat widział , słyszał w dzieciństwie, ich relacje między sobą , wywarły wpływ na to co teraz z nim jest"... Tak więc oboje nasłuchali się już powinni też po pomoc iść, ja ze swojej strony będę nadal im przypominać aby poszli do psychologa, tyle mogę ...

Bogu dziękuję, że mam cudownego męża, który wspiera mienie w tym wszystkim, chociaż wiem że jest przemęczony całą tą sytuacją, poza tym jego dziadkowie którzy go wychowywali ciężko zachorowali (Dziadek ma raka),więc i jego nie jest łatwo także i z mojej strony i z jego jakiś cios ... życie nas chyba sprawdza

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

byli u psychiatry a nie u terapeuty a to wielka różnica... czy któreś z was powiedziało rodzicom że obwiniacie ich za to?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

No właśnie fakt... co innego psychiatra co innego terapeuta ...

Tak Brat im to powiedział ... ja nie dosłownie, ale dawałam przykłady jakie ich zachowania były dla nas jako dzieci, degradujące i jakie zachowania są nadal , tyleż ma Mama zaraz odwraca kota ogonem i zwala wszelką winę na Ojca i On tak samo zwala winę na nią ...np. dzisiaj zapytałam się Mamy dlaczego nigdy nas nie zabierała na Wawel , a każde wakacje spędzaliśmy u Babci na wsi blisko Krakowa, odpowiedziała mi "to Ojciec powinien was zabrać , on miał samochód to mógł przyjechać i was zabrać na wycieczkę ". Wiele rozmów kończy się w ten sposób, oboje nie widzą winy w sobie , widzą winę tylko w tym drugim ...

... będę nad nimi pracować aby ich przekonać , mam nadzieję że mi się uda ...

dzięki aleksandraaniela

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

jeszcze jedno... dla niektórych rodziców najlepsza jest terapia szokowa, ja ją zastosowałam i udało mi się - nie napisze ci na czym to polega bo każdy ma innego rodzica i inny problem ale każdy człowiek ma swoje granice, czasami warto przekroczyć je...

 

Pozdrawiam Cię cieplutko i trzymam za Ciebie kciuki;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
jeszcze jedno... dla niektórych rodziców najlepsza jest terapia szokowa, ja ją zastosowałam i udało mi się - nie napisze ci na czym to polega bo każdy ma innego rodzica i inny problem ale każdy człowiek ma swoje granice, czasami warto przekroczyć je...

 

Sama jestem matką młodzieńca z depresją i dla mnie próba samobójcza dziecka byłaby terapią szokową. Ale tak jak piszesz, rodzice są różni. Sama musiałam się bardzo zmienić, było trudno ale warto. Syn nadal boryka się z depresją ale coraz bardziej potrafię mu pomóc zwykłą spokojną rozmową. Nie byłabym również w stanie mu pomóc gdyby on sam się nie leczył.

A może warto,może na początek mamie bo wydaje mi się z Twoim opisów bardziej otwarta, pokazać to forum, Twój wpis i odpowiedzi. Tak zrobił mój syn. Wołał pomocy a ja nie słyszałam. Poprosił abym poczytała. Pomogło.

Dasz radę, nie poddawaj się, trzymam za was kciuki :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ewidentnie, rodzice wypierają, to bardzo częsty przypadek. Ich poczucie winy jest prawdopodobnie tak wielkie, że sama myśl o tym co "skopali" jest nie do zniesienia. Wina i jej poczucie to straszny demon, któremu trudno zagląda się w oczy.

Czy jest jakaś możliwość przedstawienia im sprawy tak aby spróbowali chociaż, zająć się swoją częścią bez oglądania się na siebie?

Myślę, że masz jeszcze jedną możliwość. Zobacz w necie strony Berta Hellingera i spróbuj skontaktować się z kimś kto najbliżej Ciebie zajmuje się terapią systemową BH.

Cały Twój system rodzinny robi wrażenie baaardzo uwikłanego. Świadczy o tym wypieranie Twoich rodziców a Ty jesteś integralną częścią tego systemu i chyba jakimś cudem najmniej obciążoną .

Moim zdaniem wiele się wyjaśni jeśli zrobisz sobie ustawienie całego systemu rodzinnego, znajdziesz miejsce swoje, rodziców i brata. Jest wielce prawdopodobne, że wtedy też uwolni się duża część, nazwałbym to, przytkanej energii. Podczas ustawień dzieje się wiele cudów, również z ludźmi których ustawienia dotyczą, a którzy nie są w sam proces zaangażowani.

Teraz poruszasz się w totalnej niemocy... niestety. Podczas ustawiania systemu, być może dowiesz się, czy cokolwiek możesz a jeśli tak, to w jaki sposób.

Ponadto istnieje cała tzw. Biblioteka Hellingerowska, z szeregiem pozycji dotyczących tej tematyki. Książka, która naświetli Ci metodę i o co w niej biega ma tytuł "Bez korzeni nie ma skrzydeł". Autorem jest uczeń Hellingera, którego nazwiska niestety nie pamiętam. Możliwe, że teraz już są lepsze pozycje, od trzech lat nie zajmowałem się Hellingerem bliżej, wiec nie jestem na bieżąco, a z tego co wiem metoda cały czas ewoluuje .

Mam głębokie przekonanie, że to może być bardzo pomocne w odnalezieniu dla Was wszystkich drogowskazu w tej cholernie trudnej sytuacji.

Pozdrawiam serdecznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ewidentnie, rodzice wypierają, to bardzo częsty przypadek. Ich poczucie winy jest prawdopodobnie tak wielkie, że sama myśl o tym co "skopali" jest nie do zniesienia. Wina i jej poczucie to straszny demon, któremu trudno zagląda się w oczy.

 

To poczucie winy nalezy schować głęboko w....... Trzeźwo przyznać że się "skopało", stwierdzić że nie da się tego odwrócić i zmienić się teraz tak aby wesprzeć dziecko. Prawda, że stwierdzenia: "co ze mnie za matka", bardzo cięzko się pozbyć. Ale mozna. Tylko zastanawiam się jak mozna przejść do "porządku dziennego" po próbie samobójczej własnego dziecka? Czy poczucie winy aż tak potafi zaślepić? Nie wiem, mnie nie zaślepiło, kocham własne dziecko i chcę mu pomagać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

To poczucie winy nalezy schować głęboko w....... Trzeźwo przyznać że się "skopało", stwierdzić że nie da się tego odwrócić i zmienić się teraz tak aby wesprzeć dziecko.

 

 

Ale najpierw, jak rozumiem to co piszesz, musiałaś się z nim zmierzyć, uznać to, potem dopiero schować głęboko w..... ? chmmmm?

I to właśnie nie jest wyparcie. Natomiast szukanie winy we wszystkich dookoła tylko nie w sobie, brak przyznania się przed sobą "oki, skopałem, skopałam, biorę to co moje a reszta niech zostanie ze swoim", to jest całkowite wyparcie.

To też jeden z elementów procesu uwalniania energii w TS BH.

Czy spotkałaś się z ta metodą? Może i Tobie wiele by to wyjaśniło? Jak rozumiem świetnie sobie radzisz, dodatkowe narzędzie może być jak modernizacja maszyn w fabryce, przyspiesza i usprawnia proces produkcji. ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tao. Czy świetnie sobie radzę? Nie wiem. Czasem płaczę w poduszkę, czasem skaczę z radości. To zależy w dużej mierze od nastroju mojego depresyjnego syna. Okropnie było słuchać tych zdań wypowiadanych przez moje dziecko. Ale wiedziałam że musimy wyjaśnić sobie wszystkie bolączki bo inaczej proces zdrowienia może być niezdrowy. Oczywiście na początku było wypieranie: bo ja chciałam dobrze, bo to dla twojego dobra itp itd. Postanowiłam jednak słuchać i czuć co czuło moje dziecko w różnych spowodowanych przeze mnie sytuacjach. Cały czas się uczę, pomogły mi książki Ellisa (nie wiem czy dobrze napisałam nazwisko). Teraz coraz lepiej się dogadujemy, nie wrzeszczę, nie krzyczę, nie osądzam. Mam nadzieje że będzie dobrze :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
agi114
chciałabym żeby moja mama była na tym samym etapie co ty... niestety ona słucha tego co jej mówię, przytaczam jej sytuacje które "spieprzyła" i widzę, że w myślach powtarza sobie "byłam beznadziejną matką", cholera tylko, że ona nadal nią jest i mówię jej co robi źle, co mogłaby robić... jest teraz na terapii w Komorowie... ja sama próbuje jej pomóc... daje jej przykłady, analizuje... ale ona ma taki bałagan w głowie, że nie wie co ma zrobić... jutro idę na terapię, kolejny raz... nie wiem co mam robić... jak jej pomóc tak żebym i ja sobie pomogła... to jest tak skąplikowane... czytam o różnych formach terapii min. BH.. ale ja sama nie jestem w stanie nic zrobić... nie mam pieniędzy na terapie prywatną... i tak sobie myślę, że jak jutro pojadę na terapie to się rozsypie do końca... bo nie mam siły... noszę na sobie odpowiedzialność za matke za siebie i po części za mojego partnera... to mnie przerasta... mówię do niej ale chyba ona mnie nie słyszy... od dawna się tak źle nie czułam... i poczucie winy mnie dobija, takie którego nie potrafię zracjonalizować...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Pozwolę sobie napisać jeszcze, jako ojciec 4-ki dzieci, kilka prywatnych obserwacji w połączeniu z wiedzą tzw. wyczytaną i przetrenowaną gdzieś tam...

Miłość dzieci do rodziców jest bezwarunkowa i nieprzemijalna, nawet jeśli twierdzą na zewnątrz coś zupełnie innego, nawet jeśli są w jakimś stopniu świadome krzywd, których doznały od rodziców.

Wielokrotnie dzieci widząc swoich rodziców nieszczęśliwymi chcą za wszelką cenę przejąć ciężary dźwigane przez ukochane przez nie osoby. Stąd tutaj moja sugestia TSBH

Często takie sytuacje bywają chęcią odwrócenia uwagi rodziców od ich problemów. Zaznaczam, że nie jestem fanatykiem Hellingera, mam do tej metody a zwłaszcza do osoby samego Hellingera wiele dystansu, niemniej uważam, że wiele skorzystałem biorąc udział w ok 50 ustawieniach. Łącząc to z odkryciami, jakich dokonali; Ney, Alice Miller, Firestone i Cuttlet chociażby, myślę że przynajmniej mgliste pojęcie o takich relacjach mam.

Ponadto bardzo mi się podoba podejście Colina Tippinga z jego "Radykalnym wybaczaniem"(w necie link do "Metoda Tippinga") do relacji spotykających się na tym świecie ludzi.

 

Stąd moje sugestie zarówno w Twoją stronę, jak i w stronę założycielki wątku.

 

[Dodane po edycji:]

 

aleksandraaniela,

No bo moim zdaniem popełniasz klasyczny błąd. Nie jesteś w stanie pomóc mamie, a już na pewno nie pokazując jej, jej błędy, zwłaszcza kiedy jest na terapii. Obawiam się że to powoduje właśnie jeszcze większy mętlik w jej głowie. Moim zdaniem w takiej sytuacji nie ma przestrzeni na przyglądnięcie się sobie i dokonanie wielu odkryć na swój temat. Twoje próby, mimo że pełne dobrych intencji, mogą działać na nią jak pranie mózgu.

Szczerze, to współczuję jej. Z jednej strony terapeuta, z drugiej córeczka ze swoimi, no co tu dużo mówić, pretensjami. Nie istotne czy słusznymi czy nie.

Twoja matka, jak rozumiem, zdecydowała się spojrzeć demonowi lęku w oczy, to wielka rzecz, bo zdecydowała się an terapię. Czyli nie odrzuca myśli "to ja skopałam".

To co robisz, to dowalanie jej, a nie pomoc.

Możesz pomóc tylko sobie... patrząc na siebie, zmieniając siebie tak, aby nie grać w grę którą uprawia Twoja matka. To samo z partnerem i każdym innym napotkanym człowiekiem.

Zaglądnij może do netu na Metodę Tippinga. Książka "Radykalne Wybaczanie" to koszt ok 30 zeta wraz z wysyłką o ile pamiętam.

Również z uwagi na to, że ustawienia Hellingerowskie z reguły są prowadzone z udziałem dużych grup, koszty są niewielkie, dwa lata temu, to było ok 30 zeta za udział i 70 do 150 za ustawienie własnego systemu. System ustawia się raz na parę lat, rzadko częściej, zatem nie jest to chyba jakiś nadzwyczajny koszt, biorąc pod uwagę to co można z tego wyciągnąć dla siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zgodzę się z tym, że robię jej krzywdę... będąc z nią i rozmawiając...

moja matka nie ma terapii indywidualnych, niestety... grupowki nic jej nie daja bo nie poruszaja tam zadnych waznych dla niej spraw, a przynajmniej ona tak uwaza... probuje ja zmobilizowac... nic wiecej... i nie mam juz sily tego robic...

chcialam zeby zaczela byc konsekwenta w swoim dzialaniu, ale nie potrafi... moze i powinnam pozwolic jej spasc na sam dol , w wielkie dno... ale ja na tym oberwe i nie bede miala za co jesc i pic... a zaporzyczanie sie u ludzi nie jest przyjemne...

jestem zlem calej rodziny, wymagam szacunku i nie pozwalam robic sobie krzywdy bo cale lata nikt nie potrafil przyplnowac tego za mnie...

Tao jest ci latwo pisac i doradzac, niestety, mam bardziej skaplkowana sytuacje w domu niz ci sie wydaje i pisanie o jakim kolwiek ustawianiu nie wchodzi tutaj w gre... szukam alternatyw i wsparcia... tylko to moge...

dajesz za pewne bezpieczenstwo swoim dzieciom, dach nad glowa i wsparcie... ja nie mam tak dlatego probuje zrobic cos z tym...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tutaj nie pozostaje nic innego jak oprzeć się na tym co można przeczytać.

Reszta to już sfera wyobrażeń i staram się tego unikać. To właśnie dlatego używam zwrotów: możliwe że, prawdopodobnie, moim zdaniem, etc...

Sprawy zawsze będą takimi, jakimi będziesz chciała je widzieć.

Jeden mówi: "OOO! Ta szklanka jest do połowy pełna!!!" :great:

Inny powie: "EEEE.... Ta szklanka jest do połowy pusta..." :hide:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Witam , na wstępie dzięki TAO za rady... poczytałam coś nieco o ustawieniach, ciekawa forma terapii , aczkolwiek kosztowna ( 250 - 300 zł ustawienie , 100 zł uczestnictwo)...podrukuję dla rodziców trochę na ten temat, pogadam z nimi może dadzą się przekonać, na pewno warto spróbować. Wiem jedno to jacy są , jak zachowują się wobec siebie, wobec nas to wpływ tego co kiedyś miało miejsce i uświadomiłam sobie to dogłębnie czytając na temat metody BH. Co do brata, to metoda ta odpada, ponieważ jest na lekach, ale już jest w domu i Bogu dzięki jest w miarę ok ...

dla mnie szklanka zawsze jest do połowy pełna :) pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Witam , na wstępie dzięki TAO za rady... ...podrukuję dla rodziców trochę na ten temat, pogadam z nimi może dadzą się przekonać, na pewno warto spróbować.

dla mnie szklanka zawsze jest do połowy pełna :) pozdrawiam

 

NIEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!! :hide::hide::nono::nono:

Zostaw ich w spokoju, samym sobie, Ty to zrób, przeczytaj proszę UWAŻNIE MOJEGO POSTA!!!!!

A co do ceny... chmmm aż dziw że tak podskoczyła... myślę że na grupówkach bywa jednak taniej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

TAO

no teraz to zdębiałam :bezradny: ... może nie do końca rozumiem tę metodę ... puki co zacznę od książki , bo obecnie nawet gdym chciała to nie mam szans wyrwać się na ustawienie ...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ustaw swój system i przyjrzyj się mu. Do tego rodzice są zbędni. Oni wypierają, poza tym to żaden trener TSBH, nie pójdzie na układ ustawiania waszej trójki i to jeszcze przy was.

Jeszcze raz:

Ty jesteś częścią systemu i Ty siebie samą, pod wpływem pewnych czynników zewnętrznych, ustawiłaś na jakiejś tam pozycji w systemie. Rodzice będą mieli swoje tajemnice... uczucia do których nie przyznają się, ale podczas ustawienia reprezentanci Twoich rodziców będą jasno czuli to co czują twoi rodzice, i jak oni się ustawili w systemie. Na tym polega magia tego systemu. Wtedy zobaczysz jak ustawili się wobec Twojego brata, wobec ciebie, itd. To ze Ty ich i siebie widzisz jakoś tam, nie znaczy że oni widzą to tak samo.

 

Rzeczywiście, najpierw przeczytaj książkę sama, a potem jak uznasz za stosowne to podziel się ta wiedzą z rodzicami, ale ja bym nie oczekiwał cudów.

 

Wejdź na wątek "złote myśli", tam na siódmej stronie wątku streszczam fragment pewnej książki...

każdy ma swoje wyobrażenia o sobie... Może to Ci pomoże zrozumieć, czemu mam takie zdanie.

Zawsze możesz mieć inne, nie spiesz się tylko może zbytnio, jesteś moim zdaniem na dobrej drodze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×