Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Korat

Why suicide?

Rekomendowane odpowiedzi

Chodząc na terapię zauważyłem, że kompletnie nie potrafię opisać słowami dlaczego pragnę odebrać sobie życie. Pomimo tego, że w umyślę widzę przyczyny jak na dłoni , to werbalnie nijak nie jestem w stanie tego przekazać. Dlatego też stworzyłem metaforę (co ciekawe potrafię tworzyć metafory, ale jestem kompletnym nieudacznikiem jeśli chodzi o odczytanie tych , które nie są stworzone przeze mnie), w której w przenośni zawarte są powodu tego, dlaczego chcę umrzeć. Być może są tu ludzie z tym samym problemem co ja, którym ta opowieść pomoże zrozumieć siebie.

 

Dlaczego samobójstwo?

Wyobraź sobie, że od młodości żyjesz na statku mając postępującą chorobę morską. Ciągle wypadasz za burtę, przy czym każdy kolejny pobyt poza statkiem jest coraz dłuższy. W efekcie jesteś na etapie, że za burtą w zimnej wodzie spędzasz właśnie któryś z kolei rok i zapominasz już nawet jak było na pokładzie łącznie z obowiązującymi tam zasadami. Gdy cudem udaje ci się tam wrócić, czujesz się zagubiony i nie potrafisz się odnaleźć. Znowu wypadasz za burtę, ale już z coraz mniejszym zapałem starasz się dogonić statek. Ucieka ci on na coraz większe odległości. Do tego dostrzegasz, że ten statek powoli tonie. Nabierasz zwątpienia czy w ogóle warto tam wracać. Nad tobą gromadzą się czarne chmury, morze staje się coraz bardziej wzburzone, a na dodatek czujesz zbliżające się wygłodniałe rekiny. Chcesz zabić się osobiście, zanurzając się głęboko pod wodą i utonąć. Po to by uniknąć okrutnego końca z rąk niebezpieczeństw, które nieuchronnie się zbliżają. Twój jedyny ratunek, statek. Czy tam mam się udać?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Chodząc na terapię zauważyłem, że kompletnie nie potrafię opisać słowami dlaczego pragnę odebrać sobie życie. Pomimo tego, że w umyślę widzę przyczyny jak na dłoni , to werbalnie nijak nie jestem w stanie tego przekazać.

 

Mam dokładnie tak samo.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

to wyglada jak sen po ktorym budzisz sie wycienczony grozą jaką w nim przeżywasz , z tym ze to nie sen a twoje zycie. Naprawde wspolczuje ludziom, pieskom tonacym w powodziach i zyciu calemu, ktore rownie pelne jest szczescia jak i cierpienia innych

 

ten statek jest tak beznadzjejnym miejscem do twojego bytu ze on tonie, natomiast ta woda jest miejscem ostatecznej zagłady twojego zycia, jadnak ciagle zyjesz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Myślę, że ludzie chcący umrzeć nie zabijają się ze strachu.. Jak było źle, to też chciałam umrzeć, ale najlepiej żeby coś mnie przypadkiem zabiło, sama panicznie bałam się to zrobić. I jakoś żyję. W sumie dobrze, świat pomimo wszystko, poza tym społeczeństwem, poza miastami, poza ludźmi, poza całą naszą cywilizacją jest piękny. (Czyżby wino już działało?)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Przekazywanie tego rodzaju mysli jest b trudne ja pól roku nosiłam sie z zamiarem opisania ich na terapii w koncu sie udało ale nim to osiągnełam to pisałam sobie listy do terapeuty których nie wysyłałam tam przez tydz 2 tworzył sie list który ostatecznie zaniosłam na terapie i przeczytałam .Miałam nadzieje ze jej go dam i przeczyta...ona kazała mi to zroobic samej...strasznie ciezko mi było z tym czułam przzede wszystkim strach bałam sie co mi powie jak sie dowie co we mnie siedzi po przeczytaniu załowałam ze nie potrafie zapasc sie pod ziemie.psycholog była zaskoczona ze tak bardzo emocjonalnie zareagowałam na ten list

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Korat, genialna metafora. Chociaż do mnie nie odnosi się ta końcówka. Ja po prostu mam już dość tego gnicia, rozmiękania w wodzie, gdzie jestem na wpół przytomna, i już dawno dawno nie jestem tą osobą z pokładu. Gdyby tak móc znów tam być. Nie muszę tam wcale pasować, byle widzieć świat nie spod tafli wody, nie tak oddalony ode mnie. Żeby móc w końcu dotknąć czegoś stałego, prawdziwego, realnego. Tak już mam dość tej derealizacji. Tak mam dość już nic-nie-odczuwania. Żeby chociaż czuć tęsknotę za statkiem, czuć złość na to, że odpływa, albo na siebie, że wypadłam/inni mnie wypchnęli..? A tu nic, powolne kołysanie, dryfowanie, i ten ciągły, wielki wysiłek by nie stać się rośliną, by wstawać, robić cokolwiek.

Czemu nie skończyć? Why suicide? Czyż nie dobija się koni? Czy nie mogę liczyć na tyle miłosierdzia i litości jakie otrzymuje cierpiące zwierzę?

Ale nie, jeszcze się nie poddałam. Jeszcze będę sięgać rękoma przed siebie szukając oparcia. Może inne leki? Może terapia? Może jakiś cud, jakaś magia...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×