Skocz do zawartości
Nerwica.com
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gusia0312

Jak mamy przetrwać ten kryzys :-(

Rekomendowane odpowiedzi

Nasza ogólna sytuacja :( oj ciężko mi o tym pisać ale postanowiłam po raz kolejny szukać pomocy bo nie wiem co dalej robić...?

Z M jesteśmy prawie 13 lat małżeństwem w tym przed ślubem

prawie 4 lata.

Znamy się jak łyse konie i zawsze z największych kłopotów wychodziliśmy z

jeszcze umocnionym związkiem. Ale teraz po prostu leżymy i nie umiemy się

podnieść. A o co chodzi? o to, że ja czuję się samotna a mój mąż nie ma co

gorsze chyba nie potrzebuje aby ze mną / z nami spędzać wolnego czasu :why:

 

Jego stały argumenty

ja przecież pracuję i to ty chciałaś dzieci.

 

Tak wiem ja chciałam on nie ale kompromisem zaszliśmy z obecną liczbą w

rodzinie. On pracuje, ja sama zajmuje się domem. On wolne chwile spędza albo

na rybach albo coś trzeba w samochodach naprawić albo do kogoś jechać. Czy pół

dnia na 2 tygodnie to dla rodziny nie za mało?

Gdy zapyta się ktoś trzyletniego synka gdzie jest tata ? zawsze powie (pokaże) że tata

pojechał samochodem na ryby. Mój M praktycznie wogóle nie spędza z dziećmi czasu, nie ma wobec nich żadnych obowiązków w domu.

Gdy ostatnio w towarzystwie padło słowo "rządzić" moja córka dała mi do

myślenia, mówiąc "u nas w domu mama rządzi tata tylko rządzi rybami"

Wiadomo trzeba rozmawiać, rozmawialiśmy tysiące razy przez ostatnie lata,

tylko chyba jest co raz gorzej zamiast lepiej sad Spotykamy się praktycznie

tylko w łóżku i ok pół dnia na 2 tygodnie.

 

Dwa tygodnie temu odbyliśmy poważną rozmowę z łzami i wywróceniem wątroby na lewą stronę.

cyt "ale pooooooo ogromnie ciężkich dniach. Wbrew pozorom bez awantury czy gniewu.

Ciężko mi nawet o tym wszystkim pisać bo to była dla nas trudna strasznie

lekcja. Chyba pierwszy raz w życiu aż tak ciężka.

Sceny niczym z filmów romantycznych: Kocham cię ale nie umiem z tobą być! tony

łez i co chyba najgorsze dla mojego M wypowiedziane wszystkie żale bez

wyrzucania winy itp. Rano się wyprowadzał - wieczorem tulił

Oboje dostaliśmy zimny kubeł wody na głowę. Ja bo poznałam strach bycia samą

prze kilka godzin On bo wie, że mogę to zrobić (zostawić), że nie pije, nie bije

i nie krzyczy nie znaczy że nie trzeba jeszcze coś dać od siebie.

I tu chyba mój M jest trwalszym partnerem bo ja działam pod wpływem emocji "JUŻ"

nie zaraz. To ja kazałam mu się wynieść już!!! On zapakował samochód i odczekał

kilka godzin aby upewnić się czy na pewno? Mam wrażenie, że oboje dostaliśmy

nauczkę i ja i on.

Po burzy jak to wiadomo słońce. Przyjechał z końca Warszawy na wspólne

śniadanie, kawkę, całuje po paluszkach u stóp i bawi się z dziećmi

I co najważniejsze oczy ma inne, takie, których nie widziałam chyba od dobrych

paru tygodni."

 

Od przedstawionej sytuacji minęło 15 dni i wróciliśmy do punktu wyjścia. M w tygodniu czas poświęca na pracę i siłownie. Pół soboty i niedziele poświęcił swoim wędkarskim sprawom. A gdzie w tym wszystkim jestem "JA" tylko do łóżka? gotowania? prania i sprzątania? Siedzę i płaczę po raz enty już w tym tygodniu z żalu, z bezsilności i z braku pomysłów. Zadaję sobie pytanie jak mam długo jeszcze walczyć o czas dla mnie? Przecież to takie poniżające :cry:

Jestem osoba wymagająca jeśli chodzi o związek. Dla mnie nie ma na pół

gwizdka, albo dla pokazania, żeby ludzie nie gadali. Jest mi źle gdy czuję

się samotna. Nie chcę tak żyć!!!! najbardziej boli mnie to, że ja mam w

sobie pragnienie spędzania czasu z nim a on chyba już NIE :cry::cry::cry:

 

Pomóżcie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gusia0312,

Gdybyś poszła do pracy....zmieniłby sie Twój punkt widzenia. Wyjdź do ludzi!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja myślę, że praca niekoniecznie. Jeśli zdecydowała się być w domu z dziećmi i jej to odpowiada, to czemu to zmieniać? Chodzi raczej o to ,żeby znaleźć jakiś sposób , żeby mąż spędzał z Nimi więcej czasu. Może są jakieś formy wspólnego spędzania czasu, które satysfakcjonowały by obie strony. Może jak mąż jedzie na ryby, powinnaś spakować dzieci i jechać razem z nim? Jakiś czynny wspólny wypoczynek np wycieczki rowerowe. Rozumiem ,że mąż pracuje i uważa,że gdy ma wolne należy mu się odpoczynek. Ale powiedz mu ,że Ty też pracujesz w domu i też Ci się jakiś odpoczynek należy. Poza tym chcesz spędzać więcej czasu z Nim. Porozmawiajcie. co moglibyście robić wspólnie i dawałoby Wam to zadowolenie. Myślę ,że można znaleźć jakiś kompromis i wyjście, oczywiście pod warunkiem ,że obie strony tego zechcą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ja myślę, że praca niekoniecznie. Jeśli zdecydowała się być w domu z dziećmi i jej to odpowiada, to czemu to zmieniać? Chodzi raczej o to ,żeby znaleźć jakiś sposób , żeby mąż spędzał z Nimi więcej czasu. Może są jakieś formy wspólnego spędzania czasu, które satysfakcjonowały by obie strony. Może jak mąż jedzie na ryby, powinnaś spakować dzieci i jechać razem z nim? Jakiś czynny wspólny wypoczynek np wycieczki rowerowe. Rozumiem ,że mąż pracuje i uważa,że gdy ma wolne należy mu się odpoczynek. Ale powiedz mu ,że Ty też pracujesz w domu i też Ci się jakiś odpoczynek należy. Poza tym chcesz spędzać więcej czasu z Nim. Porozmawiajcie. co moglibyście robić wspólnie i dawałoby Wam to zadowolenie. Myślę ,że można znaleźć jakiś kompromis i wyjście, oczywiście pod warunkiem ,że obie strony tego zechcą.

 

Ale my jeździmy czasami wszyscy nad wodę na ryby. Jeździliśmy również w plener pod namiot itp. Natomiast taki wypad 3 x w tygodniu jest nie możliwy a nawet nie miałabym na to ochoty. Rozmów było setki, tysiące... zawsze wracamy do punktu wyjścia a problem się niestety nasila :-(

Przykład czasu spędzonego:

piątek: zabawa na weselu - było bardzo fajnie :-)

sobota: zaraz po rannej kawie M wyszedł na godzinę (wrócił po 5) po powrocie wyszliśmy wspólnie na działkę, skończyło się na tym, że ja spędzałam czas z dziećmi on pojechał z wędka na bliska wodę.

niedziela: od rana go nie widziałam do 19.00

poniedziałek: powrót do domu o 21.30

wtorek: powrót o 22.00

środa: jest dziś dzień ojca, córka zrobiła laurkę, maluch kupił batonika a jego jeszcze nie ma :cry:

 

Czy tak powinno być? Jeśli przesadzam uświadomcie mi to!!! bo może ja się czepiam już sama nie wiem

 

[Dodane po edycji:]

 

Gusia0312,

Gdybyś poszła do pracy....zmieniłby sie Twój punkt widzenia. Wyjdź do ludzi!

 

Młodszy syn idzie od września do przedszkola a ja będę szukała pracy. Nie wiem tylko czy napracuję się do jego pierwszej choroby :roll:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale mi argument. Ty chciałaś dzieci to je wychowuj? Twój mąż zwyCzajnie bredzi. Co to za podejście? Typowe męskie szowinistyczne stwierdzenie. Żona do garów , łóżka i wychowania dzieci a mąż do czego? Do dupy jak dla mnie. To jego święty obowiązek pomagac nie tylko przy dzieciach , ale takze Tobie. Wcale nie przesadzasz ani się nie czepiasz. Masz prawo wymagać od faceta pomocy. Nie robi nic w domu , bo pracuje? A Ty co robisz jak nie pracujesz? Tyrasz 24 godziny i takie masz podziękowanie za swój trud?

Weź go trochę do galopu , jak sie nie zmieni powiedz , żeby szedł w kibinimater do tych swoich rybek. Wykorzystuje sytuacje , bo pracuje , nie pije i generalnie jest dobry. Czasem trzeba przełozyc swoje hobby na dobro rodziny. Postaw sprawę jasno. Powiedz , ze oczekujesz pomocy. Jak nie to trudno. Czasem lepiej nie mieć takiego faceta w domu. Ty kazałaś mu sie wynieść i on to zrobił!!??? Zostawił Ciebie i dzieci? Na kilka godzin?

Wiesz , ja też cały zeszły rok pracowałem. Po 16 godzin , w weekendy po 30 , 40. Przyszedłem , pospałem i brałem dziecko na spacery , pokazywałem świat. I do głowy mi nie przysżło tak sie zachować. Moje hobby to moja rodzina.Ale to nie tylko hobby , to także odpowiedialność. Za kilka lat jak dzieci bedą sprawiać kłopoty ludzie powiedzą , ze Ty źle wychowałaś dzieci. Mąż też nie omieszka Ci wypomnieć.

Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Myślę, że z jakiegoś powodu to wspólne spędzanie czasu przerasta Twojego męża i można spróbować tego powodu poszukać. Ewidentnie szuka spokoju, może po pracy nie jest w stanie znieść dalej wielu bodźców, hałasu i ma potrzebę skupić się na swoich myślach, bo w pracy pewnie też musi skupiać uwagę na czymś przymusowo, jak każdy. To go oczywiście nie usprawiedliwia, ale może jest jakiś sposób, żeby mu ułatwić to spędzanie czasu razem. Może np. powinien być wtedy w centrum Twojej uwagi, mimo, że jest dorosły? Może np. traktujesz go jak jeszcze jedno dziecko, a nie jak mężczyznę? To oczywiście gdybanie, nie chodzi mi o to, że ktoś jest winien, tylko, żeby uwzględnić jego możliwości emocjonalne w tym momencie. I tylko Ty możesz je próbować zrozumieć, bo my nie znamy Twojego męża. Może jest coś, co go specjalnie męczy, albo sprawia, że się nudzi? Może nie chce mu się słuchać ciągle o sprawach domowych i problemach z dziećmi? Albo w ogóle po godzinach najbardziej go nęci cisza, więc ucieka od gadania? Wiem, że to niesprawiedliwe, że często kobiety muszą być bardziej dojrzałe i starać się dostosować, ale to tylko punkt wyjścia, a wszyscy na tym zyskują.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Ale mi argument. Ty chciałaś dzieci to je wychowuj? Twój mąż zwyCzajnie bredzi. Co to za podejście? Typowe męskie szowinistyczne stwierdzenie. Żona do garów , łóżka i wychowania dzieci a mąż do czego? Do dupy jak dla mnie. To jego święty obowiązek pomagac nie tylko przy dzieciach , ale takze Tobie. Wcale nie przesadzasz ani się nie czepiasz. Masz prawo wymagać od faceta pomocy. Nie robi nic w domu , bo pracuje? A Ty co robisz jak nie pracujesz? Tyrasz 24 godziny i takie masz podziękowanie za swój trud?

Weź go trochę do galopu , jak sie nie zmieni powiedz , żeby szedł w kibinimater do tych swoich rybek. Wykorzystuje sytuacje , bo pracuje , nie pije i generalnie jest dobry. Czasem trzeba przełozyc swoje hobby na dobro rodziny. Postaw sprawę jasno. Powiedz , ze oczekujesz pomocy. Jak nie to trudno. Czasem lepiej nie mieć takiego faceta w domu. Ty kazałaś mu sie wynieść i on to zrobił!!??? Zostawił Ciebie i dzieci? Na kilka godzin?

Wiesz , ja też cały zeszły rok pracowałem. Po 16 godzin , w weekendy po 30 , 40. Przyszedłem , pospałem i brałem dziecko na spacery , pokazywałem świat. I do głowy mi nie przysżło tak sie zachować. Moje hobby to moja rodzina.Ale to nie tylko hobby , to także odpowiedialność. Za kilka lat jak dzieci bedą sprawiać kłopoty ludzie powiedzą , ze Ty źle wychowałaś dzieci. Mąż też nie omieszka Ci wypomnieć.

Pozdrawiam.

Świetna wypowiedź.

Tak myśli naprawdę dojrzały i odpowiedzialny mężczyzna :brawo:

 

Ale mam wrażenie, że takowych mężczyzn to ze świecą szukać. Ja nie miałam tego szczęścia, ale w sumie to ja sama wybrałam sobie takiego męża... A teraz się męczę niestety :?:?:?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mój M ma kłopoty w pracy, przez co cierpię oczywiście ja :!:

Bo musi dłużej zostać to ja go nie mam, bo nie ma kasy to nam nie da i tak w koło...

 

Rozmów było kilka ale mam wrażenie, że ja mówię do ściany a nie inteligentnej osoby myślącej. Wczoraj mu powiedziałam, że strasznie mi ciężko z nim żyć. Cały czas myślę o rozstaniu chodź najbardziej bym chciała zobaczyć że się stara. :cry::cry::cry:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Czytałam kiedyś, że wg specjalistów od terapii par większości rozwodów dałoby się uniknąć, gdyby pary chciały pracować nad swoimi problemami.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Czytałam kiedyś, że wg specjalistów od terapii par większości rozwodów dałoby się uniknąć, gdyby pary chciały pracować nad swoimi problemami.

A co jeśli jedna strona chce, a druga nie?? W tym topiku właśnym o tym mowa.

Kobieta się stara, a facet ma to gdzieś.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziś wróciłam z długo wyczekiwanej wizyty lekarskiej. Za 3 tyg. lekarze kładą mnie na odział w celach diagnostycznych ( z biopsją włącznie) po tej wizycie na następne 2 tyg. znowu. Dlatego swój kryzys małżeński od dziś odkładam na dalszy plan. Muszę zadbać o swoje zdrowie bo jestem jeszcze młoda i mam małe dzieci. A jak to wpłynie na moje stosunki z M czas pokaże. Bardzo dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Wypowiedzi osób obiektywnych są dla mnie bardzo cenne. Każdego dnia budząc się rano zastanawiam się nad tezą, że straszne to jest gdy przychodzi czas "że miłość to za mało"

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Masz rację. Zadbaj o siebie przede wszystkim.

Moja rada to zdrowo się odżywiaj, tzn. warzywa, owoce, orzechy, nasiona, kasze, ryż ciemny, a mocno ogranicz mięso w diecie i nabiał. To bardzo ważne w diecie antyrakowej, bo się domyślam, że coś tutaj jest niedobrze??

Pij dużo wody i soków - sama je przygotowuj z owoców i warzyw.

 

Napisz tu jeszcze co u Ciebie.

Trzymaj się

 

[Dodane po edycji:]

 

Poczytaj o diecie dr Gersona, w internecie znajdziesz o nim informacje. Tą dietą da się wyleczyć nowotwór nawet w 4 fazie zaawansowania.

Postaraj się mieć dystans do lekarzy, którzy proponują tylko operacje i chemię. Posłuchaj swojego ciała i intuicji, zdaj się na nią, zdaj się na siebie, a nie innych.

Proszę Cię. Moja przyjaciółka zmarła na raka, ja nie zdążyłam jej pomóc, za późno dowiedziałam się co jest przyczyną raka i jak wspomóc organizm w chorobie nowotworowej.

Nie chemią bynajmniej...

 

 

Pozdrawiam

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość

Ale może się okaże, że to nic poważnego, nie martw się póki co, na to jest zawsze czas. Mam nadzieję, że mówisz o wszystkim mężowi, może zrozumie wreszcie, że go potrzebujesz. Warto to mówić, "potrzebuję Cię " to jakiś przekaz pozytywny. Może w końcu załapie, mężczyźni wolno niestety myślą, czasem miesiącami. Dlatego może warto małymi krokami rozmawiać o konkretnej chwili i problemie, bo sugestia rozstania to ostateczność i nie ma dużego potencjału na co dzień moim zdaniem, żeby mężczyzna się rozwijał. ;) W każdym razie jeżeli to tylko słowa, to przestaje szybko działać i niczego dobrego nie buduje. Ale może się mylę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O żadnym raku na razie nie myślę. w 2005r. miałam tragiczne cięcie c po którym mam problemy, z którymi żaden lekarz nie może się uporać. Zobaczymy czy poradzą sobie na oddziale. Mężowi oczywiście, że mówię o wszystkim. My w brew wszystkiemu raczej dużo ze sobą rozmawiamy. (Oprócz cichych dni) jeśli się zdarzają. Wymieniamy codziennie relacje z naszego życia. O Moim myśleniu o rozstaniu też rozmawialiśmy. M stwierdził, że tyle już ze sobą przeżyliśmy, mieliśmy tak w życiu różne chwile, że to byłoby bez sensu. Wie o wszystkich moich uczuciach i o tym, że czuję się samotna. Usłyszałam, że On też czuje się samotny i ma poczucie ogromu odpowiedzialności, które go chyba przerasta...

Spędziliśmy miło weekend bez żadnych przymusów, pretensji czy wymagań. To lubię czuję się wtedy dla niego ważna i kochana. Jak będzie dalej zobaczymy... czas pokaże. Nie podchodzę z ogromem entuzjazmu ale z nadzieją, że jakoś pokonamy ten kryzys.

 

Apropo żywienia jestem zwolenniczką zdrowych nawyków żywieniowych i stosuje to w życiu. Nie jadam tłustych potraw, nie piję słodkich napoi a posiłki staram się bilansować prawidłowo (białko, węglowodany, tłuszcze) makarony zamieniliśmy na pełnoziarniste, mięso jemy z warzywami. Bez żadnych diet schudłam 10 kg, regularnie ćwiczę.

Różnica w samopoczuciu jest ogromna !!!! Cera świeża bez problemów. Wszystkim polecam :!:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gusia co do tematu męża- ewidentnie widać ,że szuka on spokoju, wyciszenia, ma potrzebę zdystansowania. nie goń za nim, daj mu odpocząć, niech sam za toba zatęskni. Jak to kiedyś wyczytałam w książce Mężczyźni są z Marsa,kobiety z Wenus - on udał się obecnie do swojej jaskini. Daj mu luz. Zajmij sie w tym czasie sobą, zabierz dzieci z koleżanką na spacer, zapisz sie może na jakiś kurs, zrób sobie w łazience salon piękności. On sam do ciebie wróci. Napisałam co wiedziałam :pirate:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witajcie kochani...

Mam problem w małżeństwie, zktórym już sobie nie radzę...Może jak ktoś spojrzy obiektywnie-coś do mnie dotrze...

Mam 28 lat. Mężatką jestem od 2,5 roku ale jesteśmy ze sobą od 12 lat. Wszyscy mają nas za niesamowicie kochającą się parę i pewnie tak jest...ale...

7 lat temu zaczęłam mieć wątpliwości czy kocham...Zadręczałam się strasznie, popadłam w depresję. Walczyłam pół roku aż się rozstaliśmy... Bawiłam się i umawiałam z innymi. Było mi dobrze...ale czułam że nie o to w życiu chodzi żeby się wiecznie bawić i żyć jak 15 latka. Nie zaangażowałam się w żaden ze związków. Postanowiłam po 6 miesiącach wrócić do obecnego męża. Wiedziałam że mnie kocha,czułam że to co nas łączyło było czymś wyjątkowym...Chciałam żeby było jak kiedyś...ale nie było. Wciąż miałam natrętne myśli czy kocham...Irracjonalne- bo troszczylam się o niego, chcialam z nim spędzać każdą chwilę, tuliłam i głaskałam...i wciąż wątpiłam... Radziłam sobie z tym jakoś. Potem był ślub, 1,5 roku później upragniona ciąża... Podczas niej nie miałam żadnych wątpliwości- czułam że kocham męża całą sobą, ze jesteśmy rodziną, czułam się dumna że dam jemu syna... Niestety nasz synek urodził się w 26 tygodniu i zmarł na naszych rękach. wogóle nie przeżyłam żałoby...Zacięłam się... Miesiąc później kolejny pogrzeb, potem choroby bliskich... I kiedy pierwszy stres opadł, moje wszystkie lęki wróciły...ze zdwojoną siłą... Nagle poczułam że chcę uciec od męża, zacząć od nowa!!! Przecież to chore- mogłam mieć wątpliwości, ale zawsze czułam że chcę z nim być! Tak się nakręciłam w negatywnym myśleniu, że z troskliwej czułej żony, stałam się zimnym murem. Nie mogłam na niego patrzeć, nie miałam ochoty na jego towarzystwo. Teraz wyjechał do pracy i jestem spokojniejsza ale już się boję jak to będzie jak wróci.... Nie rozumiem siebie. Byłam u psychiatry i terapeuty ale boje sie ze moje małżeństwo się rozsypie, że ucieknę sama nie wiem czy przed nim czy przed sobą. Moze to po prostu zmęczenie, lęk? Doradźcie mi coś bo mam wrażenie że wariuję... Zacisnąć zęby i przeczekać? Jak zmienić nastawienie? Jak sprawić by znów mi się chciało?POMOCY

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gusia co do tematu męża- ewidentnie widać ,że szuka on spokoju, wyciszenia, ma potrzebę zdystansowania. nie goń za nim, daj mu odpocząć, niech sam za toba zatęskni. Jak to kiedyś wyczytałam w książce Mężczyźni są z Marsa,kobiety z Wenus - on udał się obecnie do swojej jaskini. Daj mu luz. Zajmij sie w tym czasie sobą, zabierz dzieci z koleżanką na spacer, zapisz sie może na jakiś kurs, zrób sobie w łazience salon piękności. On sam do ciebie wróci. Napisałam co wiedziałam :pirate:

 

Myślałam o tym sama co ty napisałaś. Poświęciłam 3 tygodnie (prawie) na organizowanie mi i dzieciom dnia/wakacji. Jestem pięknie opalona, mam na głowie nowy kolor i piękny płaski brzuszek po ćwiczeniach. Mężowi do pracy woziłam w te upały zimne napoje, zdecydowałam się również na "pewną" zabawkę w łóżku :mhm:

efekt

TRAGEDIA!!!

Mojego M nie ma wcale w domu. W poprzedni weekend pojechał niby na

zabezpieczanie zawodów o 16.00, wrócił o 10.00 w niedziele rano czuć było

alkohol, nie napisał przez ten czas ani smsa, ani nie zadzwonił ( a

my często kontaktujemy się telefonicznie). Cały tydzień znów wracał

po 21.00 w piątek koło południa wyjechał na weekend z kolegami od

połowów. Jeszcze przed wyjazdem powiedziałam mu, że nasz dom to ani

nie hotel a dzieci nie są sierotami. Zapytałam czy zostawia nas tak

bez skrupułów? Czy nie ma wyrzutów sumienia? powiedział, że nie,

przyszedł piątek - wyjechał.

Minęło prawie miesiąc wakacji mój M nie zorganizował swoim dzieciom

nawet JEDNEGO !!!! dnia.

Mimo rozmów które ciągną się od początku czerwca nie widzę w nim

mojego męża, tylko jakiegoś człowieka dla którego jestem nikim :-(

 

Wrócił w niedzielę, usiadł na łóżku zapytał "I co separacja" ?

- "Moja motywacja ratowania tego małżeństwa spadła do zera" odp.

mój M "Całkiem do zera"?

 

miałam wrażenie że pyta mnie czy dzisiaj będzie sex? wstałam,

wyszłam z domu.

 

Szkoda, że nie mam gdzie się wyprowadzić, przez to muszę znosić jego

obecność. Można powiedzieć, że nie jesteśmy już razem tylko ze sobą

mieszkamy. Mimo wszystko szkoda, że tak to się kończy. Swoim

zachowaniem zranił mnie bardzo a ja nie wybaczam tak łatwo! Jestem

bardzo pamiętliwa. Przez te 1,5 tygodnia nie spadła mi z tego powodu

nawet kropla łezki a w sercu czuję tylko złość i żal. Może to jakiś

przełom?

 

Pomijając całe te moje odczucia itp. nie wiem jak zorganizować całą

resztę. Ja nie pracuje, nie mam dochodów, chyba powinnam usiąść z

nim i podzielić półki w lodówce. Kurde nie wiem co mam robić?

Na razie czekam na ten szpital to jakoś dni zlecą ale później trzeba

będzie to jakoś zorganizować.

 

[Dodane po edycji:]

 

Witajcie kochani...

Mam problem w małżeństwie, zktórym już sobie nie radzę...Może jak ktoś spojrzy obiektywnie-coś do mnie dotrze...

Mam 28 lat. Mężatką jestem od 2,5 roku ale jesteśmy ze sobą od 12 lat. Wszyscy mają nas za niesamowicie kochającą się parę i pewnie tak jest...ale...

7 lat temu zaczęłam mieć wątpliwości czy kocham...Zadręczałam się strasznie, popadłam w depresję. Walczyłam pół roku aż się rozstaliśmy... Bawiłam się i umawiałam z innymi. Było mi dobrze...ale czułam że nie o to w życiu chodzi żeby się wiecznie bawić i żyć jak 15 latka. Nie zaangażowałam się w żaden ze związków. Postanowiłam po 6 miesiącach wrócić do obecnego męża. Wiedziałam że mnie kocha,czułam że to co nas łączyło było czymś wyjątkowym...Chciałam żeby było jak kiedyś...ale nie było. Wciąż miałam natrętne myśli czy kocham...Irracjonalne- bo troszczylam się o niego, chcialam z nim spędzać każdą chwilę, tuliłam i głaskałam...i wciąż wątpiłam... Radziłam sobie z tym jakoś. Potem był ślub, 1,5 roku później upragniona ciąża... Podczas niej nie miałam żadnych wątpliwości- czułam że kocham męża całą sobą, ze jesteśmy rodziną, czułam się dumna że dam jemu syna... Niestety nasz synek urodził się w 26 tygodniu i zmarł na naszych rękach. wogóle nie przeżyłam żałoby...Zacięłam się... Miesiąc później kolejny pogrzeb, potem choroby bliskich... I kiedy pierwszy stres opadł, moje wszystkie lęki wróciły...ze zdwojoną siłą... Nagle poczułam że chcę uciec od męża, zacząć od nowa!!! Przecież to chore- mogłam mieć wątpliwości, ale zawsze czułam że chcę z nim być! Tak się nakręciłam w negatywnym myśleniu, że z troskliwej czułej żony, stałam się zimnym murem. Nie mogłam na niego patrzeć, nie miałam ochoty na jego towarzystwo. Teraz wyjechał do pracy i jestem spokojniejsza ale już się boję jak to będzie jak wróci.... Nie rozumiem siebie. Byłam u psychiatry i terapeuty ale boje sie ze moje małżeństwo się rozsypie, że ucieknę sama nie wiem czy przed nim czy przed sobą. Moze to po prostu zmęczenie, lęk? Doradźcie mi coś bo mam wrażenie że wariuję... Zacisnąć zęby i przeczekać? Jak zmienić nastawienie? Jak sprawić by znów mi się chciało?POMOCY

 

Co to znaczy, że nie przeżyłaś żałoby? że nie umierałaś z żalu? Ja również straciłam dziecko i wiem, że żałobę należy przeżyć inaczej wszystko wróci. Może teraz wraca? Z mężem nie wiem co mam ci radzić sama ze swoim sobie nie radzę :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Jestem pięknie opalona, mam na głowie nowy kolor i piękny płaski brzuszek po ćwiczeniach. Mężowi do pracy woziłam w te upały zimne napoje, zdecydowałam się również na "pewną" zabawkę w łóżku :mhm:

efekt

TRAGEDIA!!!

(

Ano właśnie, staranie się nic nie daje. Moja rada jest taka: zacznij go olewać, wychodź z domu(kiedy on będzie) kiedy chcesz, niech on zostanie sam z dziećmi, nie pierz mu, nie gotuj, nie podstawiaj jedzenia kiedy wraca. Totalna olewka! Możliwe że facet dopiero wtedy przejży na oczy. Staraj się mu jak najczęściej zostawiać dzieci, jak będzie taka możliwość, a Ty wychodź sama na zakupy, do koleżanki itp.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Gusiu przykro mi, że sprawy tak wyglądają ale przynajmniej spróbowałaś i sie przekonałaś. Gdybym była na twoim miejscu zrobiłabym podobnie jak radzi Lili-ana. Zacznij życ własnym życiem. Może jemu własnie na tym zależy. Trzymaj sie kochana

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cóż Gusiu, niektórzy faceci tak mają, np ja. Też były prośby ex o spędzanie wspólnego czasu, o moje większe zaangażowanie się w sprawy rodziny. W przeciwieństwie do twojego męża ja byłem w domu cały czas co jeszcze bardziej pogarszało sprawę. Z czasem ex mnie znienawidziła i ostatecznie zaczęła układać życie od nowa. Trochę za późno bo dopadła ją poważna choroba. Dziecku teraz poświęcam więcej czasu spotykając je 2 razy w tygodniu po parę godzin niż jak mieszkało ze mną (obok mnie) przez cały tydzień.

Też były rozmowy po których podobno bywałem lepszy przez parę dni ale potem wszystko wracało do "normy".

Chciałbym wrócić czas ale to niemożliwe, dla was może jeszcze jest nadzieja tylko mąż musi sobie uświadomić, że straci COŚ bezpowrotnie jeśli się nie opamięta.

Dlaczego taki byłem? Naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć. Co prawda znalazłem sobie wytłumaczenie, że byłem chory ale przecież dalej jestem chory bo jeszcze się nawet nie leczę a widzę beznadziejność swojego postępowania. Kuriozalnie nie jestem w 100% przekonany, czy mając obecną wiedzę nie zacząłbym się znów tak samo zachowywać, otaczać swoją ochronną skorupą, izolować w swoim świecie. Nie wszystkim pisane jest szczęście rodzinne :why:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wywlekłam ten wątek i przeczytałam go cały post po poście.

Dziś jestem inna kobietą. Skończyłam 33 lata. Jeszcze bardziej polubiłam sex, bardziej się sobie podobam, podobno jestem cudowną kobietą

i co z tego....

 

Cały rok był w naszym małżeństwie taki jak w tym wątki: wysoka góra, niski dół. Gdy wylądowałam w szpitalu obiecalismy sobie, że to może jakis krysys, ze sytuacja się ustabilizuje, że niezależnie od sytuacji w tym roku sie nie rozejdziemy. I tak wytrwaliśmy :-)

Grudzień zrobił sie taki dziwny, jakby był porzegnaniem. Żadne z nas nie chciało drugiego urazić, M kupował kwiaty ale równocześnie czułam jak dusi się w moim towarzystwie.

Dziś 1 styczeń więc zaczęliśmy rozmawiac o tym co odwlekliśmy. Zapytałam go "czy chce mi coś powiedzieć, coś stwierdzić, coś zmienić?" A mój M powiedział "rozwodu"

Rozmawialiśmy bardzo spokojnie, zapytałam czy kogoś ma? powiedział, że nie i nie wie dlaczego tego rozwodu chce :-(

Na końcu poprosiłam go, ze jeśli chce odejść niech to zrobi szybko. To mój M się zdziwił bo on chciał jeszcze w łazience porobic jakieś sprawy remontowe, rozliczyć się z należnych pieniędzy z pracy i dopiero w tedy wynająć sobie mieszkanie.

 

Ubrał kurtkę, wyszedł, po 4 godzinach zadzwoniłam co jest grane. Powiedział oschłym tonem, że jest w terenie i pije wódkę u kolegi.

 

Ja już wypłakałam chyba wszystkie łzy, dobrze, ze nie ma go w domu bo bym chyba mu odwaliła jakąś histerie. Nie mogę uwierzyć w to co sie dzieje. Miałam cały czas nadzieję, ze zależmy mu na mnie jeszcze choć trochę i jakoś to przejdziemy. Czuję się taka bezradna :-(((((

Zostanę sama :-(((((( Boże jak ja sobie poradzę????? Przecież on to był mój cały świat od piętnastego roku życia! Moja rodzina mi nie pomorze są zimni i wredni, zostanę z dziećmi sama SAMA!!!! (przeciez ja tak bardzo się boję samotności) :(

Jak on mógł tak olać to wszystko, nie spróbował zawalczyć, nie wiem jak ja to przeżyje. Narazie jade na prochach ale się skończą a z łóżka przecież trzeba będzie wstać.

Nie mam pracy, prawie żadnych oszczędności. Nawet jak znajdę pracę kto będzie siedział z chorym Maciusiem?

Jak ja mam to powiedzieć Andżeli. Ona juz cos kuma bo łazi i mnie tuli, cały czas pyta o ojca (ona jest bardzo za nim),.

Powiem wam, że nawet ten tekst o rozwodzie mnie tak nie zabolał jak to, że On nie chce ze mną być. To mnie zabija :-((((

Jak ja to wszystko przeżyje.....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×