Skocz do zawartości
Nerwica.com

Witam wszystkich


regent

Rekomendowane odpowiedzi

Mam 27 lat i ,,leczę się'' z nerwicy od jakichś 10 lat.Za sobą mam dwie kilkumiesięczne terapie grupowe,jedną dwuletnią indywidualną i oczywiście całe spektrum leków.Prawdę mówiąc dalej jestem w punkcie wyjścia.Naprawdę nie wiem co jest przyczyną moich problemów.Jakieś tam zachowania nerwicowe miałem od zawsze.Od małego.Z początku były to jakieś krótkotrwałe lęki.Potem te lęki trwały coraz dłużej,aż trwały prawie bez przerwy.Wtedy pierwszy raz trafiłem do psychiatry.Miałem 17 lat.Dostałem leki sulpiryd i coś na depresję.Leki po jakimś czasie zaczęły działać.Chyba był to jedyny czas,kiedy czułem się sobą.Robiłem rzeczy,których wcześniej nie robiłem.Zacząłem słuchać muzyki takiej którą lubię,zacząłem grać na gitarze,spotykać się ze znajomymi w knajpach,podrywać dziewczyny.Wcześniej tego nie robiłem.Nie wiem dlaczego.To,że jakieś tam symptomy nerwicy zaczęły się już od małego,wskazywałoby na to,że przyczyną moich problemów jest moja rodzina.Wałkowałem ten temat przez te wszystkie terapie.Doszedłem gdzieś tam do wniosku,że bardzo brakowało mi taty.Mieszkałem z mamą i młodszą siostrą w małej miejscowości.Trudno jest tu znaleźć dobrą pracę.Tata pochodził ze śląska i tam po liceum skończył jakąś dwuletnią szkołe górniczą ,czy coś takiego.Pracował na śląsku a do nas przyjeżdżał w weekendy.Tak było od zawsze.Psychoterapia w jakimś tam stopniu pozwoliła mi wyrzucić z siebie gniew.Najpierw ten gniew kierowałem przeciw niemu.Stwierdziłem na terapii wtedy,że pewnie miał nas w dupie i tylko pieniądze się dla niego liczyły.Chociaż tak naprawdę jakichś specjalnych luksusów w domu nie było.Ot ,przeciętnie.Stary kilkunastoletni samochód , dom ,ogród,jakieś ubrania często kupowaliśmy na rynku.Gdzieś tam na kolejnej terapii stwierdziłem,że pewnie jestem zły na to wszystko,bo pieniądze rządzą światem.No i w tej Polsce jest tak do dupy,że żeby zapewnić rodzinie byt tata musiał pracować na tym śląsku.No ok. Prawdę mówiąc cały czas mam nerwicę.Ja w jakiś sposób gdzieś tam chyba wiążę to ze swoją matką.Nie wiem dlaczego.Owszem,przez jakiś czas byłem wściekły na to,że pozwoliła tacie na to,żeby pracował gdzie indziej i że w jakiś sposób nie zmusiła go do powrotu.No ale to nie to.Wyrzucanie złości na to nic mi nie pomogło.Naprawdę już nie wiem.Moi rodzice naprawdę mnie kochali.Widzę to teraz.Od dłuższego czasu przez tą nerwicę siedzę w domu,nie pracuję.Mimo to oni mnie wspierają.Czasem słyszę od nich ,że dla nich największym szczęściem byłoby gdybym ja był szczęśliwy.Nie krzyczeli na mnie jakoś specjalnie,po tyłku dostałem od taty pasem może kilka razy w życiu.Mama nigdy nie była jakaś zaborcza ani nadopiekuńcza.Zbyt surowa chyba też nie.Nikt nie zmuszał mnie do nauki itd.Mimo wszystko od małego byłem jakiś dziwny.Mało wychodziłem do innych dzieci.Najbardziej lubiłem siedzieć sam i z książką.Uczyłem się bardzo dobrze,ale było w tym coś dziwnego.Odczuwałem paniczny lęk przed tym,że czegoś nie będę umiał.Dlatego uczyłem się bardzo dużo.Praktycznie bez przerwy.Nie miałem już czasu na zabawę.Nie wiem skąd się to wszystko wzięło.Kiedy zapomniałem w podstawówce np .zeszytu potrafiłem się rozryczeć.Coś tam w środku mnie krzyczało tak jakby,,mamo błagam! Nie zostawiaj mnie!''.To było bardzo dziwne.Zawsze mogłem zwrócić się do niej o pomoc a tu takie coś we mnie.Naprawdę nie wiem skąd to.Nie wiem.Jest mi tak przykro.Myślę,że oni zrobili wszystko co mogli,żebym był szczęśliwy.No a tu takie coś.Nigdy mi nie wypominali,że w jakiś sposób się dla nas poświęcają.Moja siostra nigdy nie miała żadnych problemów ze sobą.Ja praktycznie od zawsze.Te lęki szkolne przybierały na sile. Na dodatek potem pojawił się ciężki trądzik.Trwał jakieś 10 lat,do tego łojotokowe zapalenie skóry.Myślę,że w ten sposób coś próbowało ze mnie wyleźć.Jakaś złość której już nie rozumiem.Przez jakiś czas miałem zresztą obsesję na punkcie swojej twarzy.Pryszcze obwiniałem o swoje lęki.Potem już poszedłem na te wszystkie terapie i zacząłem grzebać gdzieś tam w rodzinie i szukać przyczyny.Tyle,że po tylu latach dalej jej nie rozumiem.Jest we mnie coś dziwnego.Tak jakby potrzeba symbiozy z matką,potrzeba żeby się mną ktoś opiekował.Nie wiem skąd to się bierze.Tak jak już wspominałem moja mama zajmowała się mną i siostrą dość dobrze.Tak myślę.Nie wymagała cudów ani też nie wchodziła nigdy z butami w nasze życie.Nie zwierzała mi się ze swoich problemów.Nie wiem naprawdę już nie wiem.Prześledziłem już chyba wszystkie zdarzenia w swoim życiu ale nie widzę prawdziwej przyczyny moich problemów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

No dokładnie tak to wygląda.Cały czas myślę o tym skąd to się wzięło.No bo skądś musiało.Myślę o tym prawie bez przerwy,ale mi to nie pomaga.Chyba wszystkie psychoterapie dążą gdzieś do poznania przyczyny i jakiegoś tam źródła problemów.Na tym się to zasadza.No chyba,że się mylę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×