Witam wszystkich.

Jesteś nowy na forum ? Masz okazję przywitać się z innymi forumowiczami.

Witam wszystkich.

Avatar użytkownika
przez Ferrel 25 cze 2013, 22:49
Mimo że zbytnio nie lubię mówić o sobie, pomyślałam że jednak muszę się gdziekolwiek wygadać..

Mam 15 lat. Mimo tak wczesnego wieku zauważyłam u siebie zmiany, uciążliwe zmiany. Wychowywałam się w pełnej rodzinie, niczego w sumie mi nie brakowało.. Przetrwałam jakoś trudne początki moich rodziców, miałam dobre dzieciństwo. Beztroskie. Niewiele z niego pamiętam, ale potrafiłabym wymienić rzeczy które były dobre i złe. Zawsze wszyscy mówili że jestem nieśmiałym i dzikim dzieckiem, ale dużo osób ma takie początki i zwykle udaje się im poukładać sobie wszystko w życiu, prawda? W każdym razie, kiedyś było w porządku..

Gdy poszłam do szkoły coś zaczęło się mieszać. Nie potrafiłam nawiązywać kontaktów społecznych, ludzie mnie nie lubili. Miałam właściwie dwóch przyjaciół.. Tak samo dziwnych jak ja. Ale nie byli to dobrzy przyjaciele od serca. Słabo dogadywałam się nimi, ale żeby nie być samemu trzymaliśmy się razem. Razem skończyliśmy tą szkołę. Ale pod koniec podstawówki zaczynałam mieć dziwne myśli. Miałam problemy ze snem, potrafiłam płakać każdej nocy.. Moi rodzice nigdy tego nie widzieli. Nie chciałam żeby to zauważyli. Dopiero po jakimś czasie moja matka usłyszała że wyłam do poduszki. Nie była takim typem mamusi że porozmawia ze mną na spokojnie, pogłaszcze po główce i powie że będzie dobrze. Wcale nie. Chociaż właściwie nie tego oczekiwałam. Gdy pytała mnie co się stało, ja nie byłam w stanie jej odpowiedzieć. Po prostu było mi źle. Tak jakby całe życie w jednej chwili straciło sens. Po jakimś czasie uspokajałam się, udało mi się powrócić do neutralnego stanu. Moja mama zapominała, myślała że to tylko hormony i w końcu mi przejdzie.. Ja też tak myślałam, w tym wieku to było całkiem normalne.

Wakacje zleciały, dłużyły się, nie umiałam się nimi cieszyć tak jak dawniej. W końcu, kto byłby zadowolony siedziąc w jednym pokoju przez dwa miesiące, obarczony własnymi myślami? Nie miałam żadnych koleżanek ani kolegów, więc ciągle siedziałam w domu. Czasami zdarzało mi się gdzieś wyjść z 'przyjaciółmi', ale nie był to dobrze spędzony czas. Dobijała mnie monotonia, siedząc z rodzicami którzy pouczali mnie potrafił doprowadzić do szału. Ale ja byłam spokojna. Zawsze spokojna. Nigdy nie zdarzało mi się krzyczeć, tak jak mojej mamie. Można powiedzieć że nie rozmawiałam z nikim. Jedynie rozważałam jakieś sprawy we własnej głowie, prowadziłam swoją własną konwersację. Wszyscy mówili mi że uciekam od świata, że nic nie potrafię zrobić porządnie. Rodzice narzekali że nie potrafię zrobić najprostszej rzeczy i na pewno nie poradzę sobie w życiu. Nie wiedziałam co mam zrobić. W takich chwilach zwykle czekałam na moment aż mogłabym popłakać w spokoju, pocieszałam mówiąc że wszystko będzie dobrze. Ale kurcze, ile można wciskać sobie samemu? Nic się nie poprawiało.

W gimnazjum było tylko gorzej. Nie potrafiłam się uczyć. Gdy siadałam przy książce od razu napadały mnie złe myśli. Nic pożytecznego nie wchodziło mi do głowy. Moje oceny były beznadziejne, a przecież tak bardzo chciałam coś z tym zrobić. Jedyne co wychodziło mi dobrze, to prace artystyczne. Uwielbiam rysować, jedyne co w jakimś stopniu mnie uspokajało, wychodzi mi całkiem nieźle. W końcu musiałam się czymś zająć ciągle siedząc w domu. Dwójka moich przyjaciół pokłóciła się, ale im było to już obojętne. Najwyraźniej byli silniejsi ode mnie. Nie rozmawiamy już tak jak wcześniej. Nie spotykamy się wcale. Ja nie jestem już samotna. Ja jestem sama. Jest coraz gorzej. Teraz mogę przesypiać całe dnie, ciągle jestem senna. Jakiś temu doszło mi okaleczanie się. Ból potrafił postawić mnie na nogi. Ale na krótko. Moja matka zauważyła na moim ciele rany, i kazała mi przestać. Wychowywała się w patologicznej rodzinie, wiem że chciałaby mieć normalną.. Wiem że jestem złą córką, bo nie potrafię nic zrobić dobrze. Ona wie że to już nie chodzi o ten okres.. Ze mną po prostu jest coś nie tak. Któregoś dnia zadzwoniła do niej wychowawczyni, i powiedziała że musi jak najszybciej przyjść na rozmowę do pedagoga szkolnego. Powiedziała to co było wiadome już od dłuższego czasu: Musi pani wiedzieć, że córka nie poradzi sobie w życiu. Proszę iść z nią do psychologa jak najszybciej, albo to się źle skończy. Mojej mamie było wstyd, chciała wmówić sobie że wcale nie jestem nienormalna. Koniec końców jednak nie zaprowadziła mnie do psychologa. Nie miała czasu. Właściwie, teraz bardzo rzadko się widujemy. Rodzice zwykle są czymś zajęci, rozmawiają. Ale gdy spytałam jej czy mogłabym brać jakieś leki na uspokojenie, to tym razem ojciec się nie zgodził. Mówił mi żebym przestała się wygłupiać, i mam wziąść się w garść. Jakby to było takie proste.

Czytałam na internecie o depresji, dystymii i nerwicy.. Myślałam że objawy mniej więcej pasują, to trwa już od dłuższego czasu. Ale nie chciałam w to wierzyć. Chciałabym ułożyć to wszystko, póki nie jest za późno..
Avatar użytkownika
Offline
Posty
7
Dołączył(a)
25 cze 2013, 21:36

Witam wszystkich.

Avatar użytkownika
przez deader 25 cze 2013, 22:58
Sorry że króciutko, bo właśnie kładę się spać, ale - po pierwsze: witaj, a po drugie:
Ferrel napisał(a):Wiem że jestem złą córką, bo nie potrafię nic zrobić dobrze.

to wcale nie jest prawdą. Jeżeli masz jakieś problemy emocjonalne, jakieś zaburzenia, chorobę - to nie jesteś złą córką, złą osobą. Jesteś jedynie osobą z problemami. A z problemami da się walczyć. Na sam początek weź napisz te "jestem złą córką" na kartce, podrzyj ją, spal, wyrzuć popiół za okno a przede wszystkim - wyrzuć to zdanie z głowy. Bo to co stwierdzasz nie jest prawdą, a moze przyczynić się do pogłębienia problemów z którymi się zmagasz. Tak więc - najpierw zacznij pozytywniej myśleć sama o sobie i przestać patrzeć na rzeczy przez pryzmat tego jak ci się wydaje że twoi rodzice te rzeczy widzą. Jak na nastolatkę jesteś wyjątkowo mało zbuntowana :P
When I die, bury me upside down so the world can kiss my ass
Avatar użytkownika
Offline
Posty
4882
Dołączył(a)
14 lut 2013, 10:41

Witam wszystkich.

przez vifi 26 cze 2013, 00:55
Masz w szkole jakiegoś psychologa szkolnego? Może mogłabyś z nim porozmawiać na początek?
Mama nie musi zaprowadzić cię osobiście na terapię, wystarczy żeby się zgodziła. Powinna w końcu się zgodzić, jak ją poprosisz.
Offline
Posty
1424
Dołączył(a)
20 lis 2011, 21:02
Lokalizacja
Warszawa

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Witam wszystkich.

Avatar użytkownika
przez *Monika* 26 cze 2013, 01:53
Ferrel, witaj na forum :D
Obrazek
Avatar użytkownika
Offline
Główny Moderator
Posty
18813
Dołączył(a)
16 paź 2009, 19:20
Lokalizacja
Ślązaczka z krwi i kości

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości

Przeskocz do