Skocz do zawartości
Nerwica.com

Też witam wszystkich nerwicowców:)


Katarzynka35

Rekomendowane odpowiedzi

Cześć nerwicowcy:) POdczytywałam Was od jakiegos czasu aż w końcu dołączyłam już oficjalnie:) W "kupie" siła i zawsze raźniej:) Z nerwicą boryma się już hmmm od 19 roku życia, a teraz mam 35... czyli niestety długo... TYlko nikt w wieku 18 lat nie postawił mi dobrej diagnozy... moje oslabienie, bóle głowy i niepokoje zdiagnozowana jako padaczkę:( choć napadu nigdy nie miałam (diagnoza na podstawie zapisu eeg), potem jakiś był spokój względny, bez żadnych tabletek, potem propranolol na szybsze bicia serca... potem metocard na jeszcze szybsze bicia... wszytskie badania zawsze były ok: jedyne co przez lata mnie męczyło to niski poziom żelaza, za niski i to niby dawało te nerwicowe objawy:( w każdym razie niepokój i lęki towarzysza mi od wielu lat, choć zmagam się z nimi bez tabletek uspokajajaących i pomocy psychologa... walczę sama... staram się być dzielna i nie poddaję się, ale cos czuję, że organizm jednak potrzebuje wsparcia. Czytam wasze forum i wielu z Was/Nas bierze tabletki by moc normalnie funkcjonować i się wyciszyć i wrócić do normalnośc. Chyba też powinnam... W każdym razie opiszę moją walkę, a tak poza tym witam wszytskich cieplutko:) Najważniejsze jest to, że wspieracie się wzajemnie a to jest bardzo ważne, szczególnie, gdy rodzina chce pomóc, ale jedyne co potrafi to w kółko zdanie " no staraj się wziąc w garść, nie panikuj"...ale czasmi trudno brać się w garść, prawda? pozdrowionka:) Katarzynka35

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj :)

 

Tak, ''weź się w garść'' to - chociaż czasem prawdziwa - jedna z głupszych rzeczy, która można usłyszeć w nerwicy, gdybyśmy mogli się wziąć w garść tak po prostu, nie potrzebowalibyśmy ich ''gadania''. Inna rzecz, że czasem ludzie, chociaż nie wiedzą, jak nam pomóc i reagują błędnie - mają naprawdę dobrą wolę... A to zawsze warto docenić.

 

W pewien sposób mogę się zidentyfikować z tym co czujesz - ja na nerwicę natręctw cierpię od najmłodszych lat, a naprawdę leczenie rozpocząłem dopiero przez dwudziestką... Mam nadzieję, że będziesz się tu czuła dobrze - ja w każdym razie na pewno zawsze chętnie przeczytam, a jeżeli coś mi wpadnie do głowy, to i odpiszę :)

 

Zwróciłem uwagę na to, co napisałaś o ''profesjonalnym '' leczeniu - tu również u mnie jest identycznie. I wiesz co? Owszem, można ''wyleczyć'' się samemu. Jednak czym jest wyleczenie? Tabletki mogą w tym pomóc, ale (jeżeli nie cierpimy na depresję endogenną, a to zdarza się bardzo rzadko) nie zlikwidują powodów - wyleczy nas tylko dojście do źródeł tego, co maskujemy reakcjami nerwicowymi. Można do tego dojść samemu, ale po co utrudniać sobie życie? Profesjonalna terapia może pozwolić nam rozwinąć skrzydła dużo szybciej... A przy odpowiednim nastawieniu, na pewno nie zaszkodzi. A czasem tylko ktoś z zewnątrz potrafi obiektywnie naprowadzić nas na najsilniej ''maskowane'' sposoby ucieczki.

 

Trzymaj się, a ja trzymam kciuki... :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dzięki za szybką odpowiedź i ciepłe powitanie. Ja tez z Poznania jestem:)

Wybieram się do psychologa... ale jakos tak się składa, że mam w rodzinie dwóch i jakoś nie potrafili mi pomóc... notabene sobie również. Psycholodzy też popadają w depresję:( Najciemniej pod latarnią, alebo szewc w dziurawych butach chodzi można by powiedzieć....

Inna sprawa, że ja wiem - nieskromnie tak mi się wydaje - gdzie jest źródło mojego lęku...MYlna diagnoza mnie dobiła... Bo jak dr 19-letniej dziewczynie mówi, że ma padaczkę, nie może chodzić na dyskoteki, na obóz nie może wyjeżdżać, prawie nic nie może robić, bo może mi się coś stać, moge dostać napadu na ulicy, w liceum itp. to wprowadza taką osobę stan fatalny. I aktywnej, energicznej dziewczyny stałam się wylęknionym osobnikiem, wrakiem wręcz, ktory zaczął się bać jeździć do szkoły, potem na uczelnie, wręcz chodzić po ulicach, bo w głowie tkwiły mi slowa pani dr, ze moge dostać ataku padaczki...Niestety za "moich" czasów nie było jeszcze luksusu jakim jest rezonans i niekt nie sprawdził, czy diagnoza jest słuszna... Oczywiście koniec końców nigdy ataku epilepsji nie miałam, za to zaczęły się pojawiac napady leku i strachu... Jadąc autobusem, czy trawmwajem kontrolowałam tylko stan swojego organizmu, badałam tetno, cały czas wszędzie kołatała tylko w mózgu jedna mysl, czy padnę kiedyś na ulicy... Tak mi się wydaje, że nietrafna diagnoza mocno niestety negatywnie wpłynęła na moje życie....

Pozdrawiam raz jeszcze:)

PS> a znasz może jakiegos godnego zaufania psychologa albo psychiatre z Poznania???

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Witaj Katarzynko35, miło Cię poznać. Trzeba próbować mimo wcześniejszych niepowodzeń bo warto ;) W w subforum Oferty na pewno znajdziesz jakieś ciekawe namiary. Pozdrawiam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×