Partnerzy/partnerki schizofreników.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Partnerzy/partnerki schizofreników.

Avatar użytkownika
przez 8th_circle_of_hell 28 lut 2015, 01:51
Czy są tutaj osoby, które są w związkach z ludźmi chorymi na schizofrenię? Jak wygląda wasze życie, jak sobie radzicie, jak wyglądają wasze związki? Macie jakieś rady dla osób w podobnej sytuacji? I przede wszystkim: czy takie związki mają przyszłość, czy da się to wytrzymać?

Piszę, ponieważ ta sytuacja dotyczy mojego związku, mój partner jest chory, został zdiagnozowany we wrześniu, po próbie samobójczej spowodowanej tym, że myślał, że źli ludzie, których znał w przeszłości (ponad 10 lat temu) śledzą go i chcą jego (i mnie) skrzywdzić. Spędził po tym 2 miesiące w szpitalu, dostał leki, które pomogły, od czasu wyjścia ze szpitala bardzo dobrze nam się układało, podczas remisji to cudowny człowiek, rozmawialiśmy o wspólnym mieszkaniu i ślubie w przyszłości.
Od kilku dni jest źle, znowu wydaje mu się, że jest śledzony, boi się o siebie i o mnie, powtarza, że ci ludzie nie chcą, żeby był szczęśliwy i mogą coś mi zrobić, żeby unieszczęśliwić jego. Jest mi ciężko, bo jego urojenia są kompletnie niedorzeczne, a on przez nie płacze, boi się i znowu mówi o samobójstwie. Przeraziłam się i zmusiłam go, żeby zadzwonił do swojego lekarza, dostał polecenie żeby zwiększyć dawkę leków i ma zgłosić się na wizytę w poniedziałek rano. Boję się, że sobie coś zrobi, nie mam możliwości pilnowania go przez cały czas, jego rodzice też nie, chociaż staramy się (mój partner i ja nie mieszkamy jeszcze razem). Nie wiem, skąd takie pogorszenie, sumiennie brał leki i nie rozumiem, czemu mimo to sytuacja tak nagle się zmieniła. Jestem w rozsypce, może ktoś wie jak sobie radzić z taką sytuacją? Co robić? Jak mu pomóc? Jesteśmy ze sobą od czerwca 2014.
Czy takie sytuacje zdarzają się też u was? Jak sobie z tym radzić?
Posty
83
Dołączył(a)
29 wrz 2013, 14:34
Lokalizacja
Lublin

Partnerzy/partnerki schizofreników.

Avatar użytkownika
przez agusiaww 28 lut 2015, 12:01
8th_circle_of_hell, tez bylam ze schizofrenikiem ale inna odmiana, hebefreniczna. Nie miał urojen, ale mial inne zachowania, z ktorymi ciezko było wytrzymac tym bardziej ze nie chciał sie leczyc. I tak długo z nim wytrzymałam(3 lata), poniewaz wszystkie jego wczesniejsze i pozniejsze zwiazki sie rozpadały po około 2 miesiacach(niestety ludzie ogolnie nie sa matkami Teresami). U mnie tez sie rozpadł ale nie tyle przez jego chorobe, co przez inne zachowanie, nie majace zwiazku z choroba(absurdalne :) Natomiast wie ze to jest ciezko, bardzo ciezko w takim zwiakzu bo wszystkie obowiazki spadaja na Ciebie, niestety sa okresy ze jest bardzo zle, a sa okresy ze chory ma sie dobrze, w takich przypadkach wlasnie pomaga zwiekszanie lekow, pobyt w szpitalu. Nie ma złotej rady na taki zwiazek jak i na zadny inny, albo trzeba to zaakceptowac i probowac z tym zyc, z jego choroba albo i tak sie rozpadnie. U mnie z perspektywy czasu wiem ze mi wyszło na dobre rozstanie chociaz bardzo cierpiałam i odchorowałam to ciezka depresja.
Warto żyć, warto marzyć, bo to co osiągalne możliwe jest do zdobycia.
Avatar użytkownika
Offline
Posty
6261
Dołączył(a)
05 mar 2009, 09:22

Partnerzy/partnerki schizofreników.

Avatar użytkownika
przez 8th_circle_of_hell 01 mar 2015, 03:27
Dzięki, jest ciężko, ale tylko podczas zaostrzenia choroby, w remisji jest naprawdę dobrze. Jak na razie nie mam problemów z tym, że są okresy, kiedy mam więcej obowiązków i muszę go mocniej wspierać, bardziej mnie boli bezradność wobec jego bólu w takich sytuacjach. Chociaż myślałam już o tym, że byłoby dużo trudniej gdybyśmy kiedyś np. mieli dziecko, taka kompletna niedyspozycja jednej osoby w związku byłaby znacznie bardziej dotkliwa.
Posty
83
Dołączył(a)
29 wrz 2013, 14:34
Lokalizacja
Lublin

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Partnerzy/partnerki schizofreników.

Avatar użytkownika
przez bittersweet 01 mar 2015, 07:58
8th_circle_of_hell, nie boisz sie ze dziecko mogłoby odziedziczyc schizo ?
kto walczy, czasami przegrywa - kto sie poddaje, przegrywa zawsze
Avatar użytkownika
Offline
Posty
5143
Dołączył(a)
21 lut 2012, 21:03

Partnerzy/partnerki schizofreników.

Avatar użytkownika
przez 8th_circle_of_hell 01 mar 2015, 09:21
bittersweet napisał(a):8th_circle_of_hell, nie boisz sie ze dziecko mogłoby odziedziczyc schizo ?


Sama nie wiem, trochę się boję, a z drugiej strony, mój chłopak po nikim tego nie odziedziczył, w jego rodzinie nigdy nie było przypadków żadnych chorób psychicznych. Jego problemy zaczęły się po tym, jak na studiach przez jakiś czas palił marihuanę, spróbował też kilka razy innych narkotyków. (Nie oceniam go za to, to było ponad 10 lat temu, ludzie robią błędy.) Więc może jego choroba nie ma podłoża genetycznego- szkoda, że nie ma 100% sposobu, żeby to sprawdzić. Na razie nie planujemy dziecka, ale czasem zastanawiam się, czy powinniśmy w ogóle, chociaż oboje byśmy chcieli.
Posty
83
Dołączył(a)
29 wrz 2013, 14:34
Lokalizacja
Lublin

Partnerzy/partnerki schizofreników.

przez oaza 19 kwi 2015, 10:40
Osobiście nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko z osobą chorą na schizo, choćby dlatego,że podłoże choroby nie jest do końca znane. W kwestii relacji, wiele zależy od samego chorego, jego podejścia do leczenia i własnego stanu.Uważam jednak, że nikt nie ma prawa oczekiwać od partnerów trwania w relacji z osobą chorą.Szczególnie, że niektóre przypadki bywają drastyczne.

Znam przypadek, gdzie chory leczył się przez wiele lat i nawroty były rzadkie (ostatni ok 10 lat wcześniej). Kiedy poznał partnerkę, w której zakochał się szaleńczo uznał, że w jego życiu wszystko układa się tak dobrze, że ...wyzdrowiał. Ukrywał, że odstawił leki. W rezultacie, nastąpił pierwszy atak, bardzo gwałtowny. Po powrocie ze szpitala starali się wrócić do normalności. On zapewniał, że się leczy. Oczywiście, zmianę zachowania tłumaczył tym, że musi dojść do siebie po szpitalu. Życie stawało się dla dziewczyny coraz trudniejsze, coraz częstsze stany apatii, pobudzenia, poddenerwowanie, dziwne zachowania. Chory zaczynał życ w swiecie soich fantazji, coraz czesciej wciagajac w nie partnerke i upatrujac w niej wroga.Minął miesiąc od pobytu w szpitalu, w trakcie miesiąca chory odstawił leki oszukując wszystkich wkoło, a swoje zmiany w zachowaniu tłumaczył powrotem do zdrowia po szpitalu i zmianie leków. Zaczynało się dziać bardzo żle, ale wszelkie próby namowy do wizyty u lekarza kończyły się zachowaniami agresywnymi. Pewnego wieczora sytuacja stała się niebezpieczna i rodzina chorego zdecydowała się wezwać lekarza do domu. Zarówno rodzina, partnerka i lekarz stali się obiektem agresji wynikającej z przekonania, że chory jest jedynym inteligentnym, zdrowym człowiekiem, a reszta walczy na tej wojnie przeciwko niemu. O samych urojeniach nie bede wspominac, Dziewczyna żyła w piekle przez ostatnie tygodnie ale tego wieczoru zostało wezwane pogotowie i policja. To co działo się tego dnia to po prostu scenariusz z najgoszego filmu. Chory czerpał dziką radość z psychicznego maltretowania partnerki i rodziny. Pojawiły się uzasadnione obawy o bezpieczeństwo zarówno jej jak i jego. Zanim udało się go zabrać do szpitalu były ataki agresji, pasy, manipulacje psychiczne. Teraz przebywał w szpitalu znacznie dłużej. Dziewczyna się poddała, a kolejne smsy, które otrzymywała (jednego dnia zapewnienia wielkiej miłości, kolejnego dnia groźby, wyzwiska i zarzuty o byciu wysłannikiem piekieł) tylko utwierdziły ją w przekonaniu, że nikt nie ma prawa oczekiwać od osoby zdrowej trwania w związku z osobą chorą. Nikt kto nie był w takiej relacji, nie ma prawa również oceniać.

Do dziś powtarzam jej, że zrobiła bardzo dobrze odchodząc i wiem również, że do końca życia będzie mierzyła się z traumą, jaką przeżyła przez te kilka miesięcy.
Offline
Posty
41
Dołączył(a)
18 mar 2015, 14:19

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości

Przeskocz do