Moje kruche życie.

Metody rozwiązywania konfliktów w związkach. Problemy oraz sposoby radzenia sobie z "trudnymi" partnerami. Przemoc w rodzinie.

Moje kruche życie.

przez Alvinek 31 sie 2010, 22:47
Witam. To chyba ostatni krok jaki zrobię dziś.
Nie wiem gdzie szukać pomocy. wiem, że zaraz posypia się teksty typu szybko do psychologa, psychiatry itp.

Po prostu chcę komuś w wielkim skrocie opowiedzieć o tym co się u mnie dzieje. Będe wdzięczna jeśli ktoś to przeczyta i da mi choć kilka miłych słów. Może na początek się przedstawię.
Jestem 19-latką o dwóch twarzach. Przesadnie wesołą, o niekończącym się uśmiechu i chęcia pomocy dla ludzi na zewnątrz i cichą, spokojną w domu.
Moje problemy zaczęly sie 5 lat temu.
Matka straciła prace, dlaczego? Pracowała jako przedstawiciel handlowy, narobiła manka i długi wyniosły około 75tys zł. Gdzie te pieniądze straciła? nikt nie wie. Popadła w depresje. Ojciec wziął kredyty na siebie, byśmy mogli spłacić dług. Teraz wiem, że był to najgorszy jego blad w zyciu.
Ojciec tulal sie po znajomych, byleby pozyczyc pieniadze na splacenie dlugu. W chwili obecnej mamy kredyt do splacania jeszcze przez 11 lat. Kwota wynosi 500zl miesiecznie.

Nasz dom zawsze byl otwarty na ludzi, zawsze pelno gosci, zarowno rodzicow jak i moim znajomych ktorym akceptuja i swientie sie z nimi dogaduja.
MAtka zostala zwolniona dyscyplinarnie, dlatego tez w Polsce nie dostalaby pracy. Zaczela wyjezdzac do Niemiec jako opiekunk do osob starszych.
Wraca do domu co ok2-3 miesiace na ok poltora meisiaca. Ten czas kiedy jest tutaj, to dla mnie horror.

Matka jest osoba ktora nie potrafi przyznac sie do bledu, nie uroni ani jednej lzy. Ona jest zawsze najmadrzejsza, ciagle chodzi z glowa podniesiona wysoko. Uwaza sie za niewiadomo kogo. Jej siostra(moja dobra ciocia ktora stara sie pomoc mi jak umie, chociaz mieszka 400km od nas) ma dwoch synow, ledwo co ukonczyli studia, ozenili sie i po znajomosci zalatwili dobrze platne prace. Ich tez uwaza za najlepszych.

A ja, skonczylam liceum, zaczelam robic studium farmaceutyczne, chcialam zrobic technika farmacji i pracowac w aptece. Niestety kierunek byl swiezo co otwarty w moim miescie i sie nie utrzymal. Po polroczu przestalam chodzic. Po skonczeniu liceum poszlam od razu do pracy, pracuje w szklarniach w pomidorach, nie jest lekko na dodatek za marne grosze.

Mam brata, ktory zawsze byl oczkiem w glowie matki, ciagle byl lepszy, chociaz caly dzien by spal, zawsze byl bardziej zmeczony niz ja po 8h pracy w szklarni.

A ojciec, jest najukochanszym tata na swiecie, kocham go i nie wyobrazam sobie zycia bez niego. Od 5 lat codziennie chodzi na nocki do pracy, przychodzi i gotuje obiad, sprzata, prowadzi razem ze mna dom. W zeszlym roku mial wylew.

Do rzeczy. Moja matka, nie dosyc ze narobila dlugow, to uwaza sie za niewiadomo kogo. Wszystkich traktuje jak smieci.
Caly czas jak tu siedzi mamy gosci w domu. 1 tydzien ciocia z wujkiem. 2 kuzyn z zona i 3tydz drugi kuzyn z zona i dziecmi. Ja i brat poszlismy w odstawke. Traktuje ich lepiej, a nas jak popychadla. Jak nie ma kuzynow to brat jest tym lepszym. kolejne 2 tyg byli matki znajomi z niemiec. Cale pieniadze ktore zarobila przez 3 miesiace pobytu w niemczech wydala na gosci. My w naszym domu czulismy sie obco. Wiem, bo widze to ze matka ma depresje. Jak to wszystko wyszlo na jaw, te dlugi i kredyty, mialam 14 lat, nie mowiono mi o wielu rzeczach. Tęsknilam za matka, codziennie dzwonilam do niej zaplakana do niemiec, chcialam i blagalam zeby wrocila, czulam sie tak strasznie sama. Gdy wraca jest tyranem. Kiedy to wszystko sie stalo potrafila wejsc do mnie do pokoju w nocy, wyrzucic mi wszystkie rzeczyz szafy i kazala posprzatac.

Na dodatek w tym wszystkim jest zaklamana i robi z siebie ofiare. Kiedy wraca wszystko musi byc po jej stronie, na jje wyjsc, ojciec ledwo wiaze koniec z koncem, teraz od 3 tyg sie do nas nie odzywa,a ni do mnie, do brata, a ojciec jest jej najgorszym wrogiem. Chcielismy sie wyprowadzic do dziadkow, ale ojciec za bardzo ja kocha, pomimo tego co robi, pomimo tego ze zniszczyla nasza rodzine. Nie wiemy juz co robic. Moja ciocia doskonale wie jak jest, po ichu rozmawiamy tez z nia i ona mieszka za daleko, zalamuje juz rece. A ja zdaje sobie sprawe, ze gdybysmy odeszli od matki, targnela by sie na swoje zycie. Chociaz staram sie niewiadomo jak bardzo, wiem, ze mnie nie pokocha. A ja nie wybaczylabym sobie tego gdyby jej sie cos stalo, wiem, ze mialabym wyrzuty sumiania, chociaz nie powinnam ich miec, poniewaz naprawde robie wszystko by utrzymac w miare dobre relacje. Ale ostatnio to o sie dzieje kompletni emnie przerasta.

Zawsze mialam problem z nadwaga, gdy jej nie bylo potrafilam sie opanowac, schudlam prawei 20kg, w odkad wrocia, przez poltora tygodnia przytyla 8 kg(odchudzlaam sie z dietetykiem, zdrowa dieta) Jak sie denerwuje najpierw ide do lodowki sie najesc a potem ide sie wyryczec. Gdy jestem cihco nic nie mowie, jest awantura, gdy chodze smutna, wrzeszczy na mnie, wyzywa, gdy placze bo juz nie moge jest jeszcze gorzej.

Wiem, ze matka ma nas dosyc, ja o tym wiem. Ona ma nad nami wladze.

Mam chlopaka, od 3 lat, ma 24 lata, pracuje, dobrze zarabia. kocha mnie ale nie mam w nim wsparcia, on po prostu nie zna takich rzeczy, a ja przy nim staram sie wyladowac cala moja pozytywna energie, mam dobry humor, czuje sie doceniana. Czasami mam wrazenie ze nei wierzy mi gdy mu o tym wszystkim opowiadam(matka przy nim jest jak aniol).
Dostaalm tez od niego ukochanego psiaczka, ktory ostatnio wpadl pod samochod[*][*][*]

Wlasnie gdy byl kuzyn z dzieckiem(nieusluchany 5latek, nad ktorym wszysyc skacza a zarazem nie moga sobie poradzic z jego zachowaniem) bawil sie drzwiami, maly wybiegl na ulice i otarl noskiem o nadjezdzajacy samochod. Matka stwierdzila ze nic sie nie stalo, ze chlopiec jest maly i ze tak musialo byc... Kuzynowi i jego zonie zrobilo sie glupio za malego i pojechali do domu. Mam zal, tyle razy wszyscy mu mowili, ze ma zamykac drzwi, on sie nimi specjalnie bawil.

Nie moge sobie tego wybaczyc, ten maluszek zawsze czekal na mnie az nie wroce z pracy, byl ze mna kiedy nie bylo mojego chlopaka, ufal mi i kochal mnie. Byl malutki, a ja czulam ze jestem mu potrzebna. Mam zal, okropny zal ze to sie stalo.

Nie wiem, tyle mysli chodzi mi po glowie. Wiem, ze juz duzo napisalam dlatego nie bede pisala dalej.
Chcialam po proistu komus sie wygadac, kimkolwiek ta osoba bedzie, choc watpie by komukolwiek chcialo sie czytac te wypociny.

Mam dosyc mojego zycia, nic mi nie wychodzi. Tesknie a zarazem nienawidze mojej matki. Teraz ide na studia, za ktore musze sobie sama zaplacic. Mam prace ktorej mam juz dosyc, jestem nia zmeczona, za takie marne grosze. Tęsknie za moim dziecinstwem, mialam wtedy wszystko, przede wszystkim kochajaca matke, bynajmniej innej jej nie pamietam.

Nienawidze jej, mam do niej okropny zal, ja juz nie umiem z tym zyc.

Ostatnio mam mysli samobojcze, czasami mysle ze jakby mi sie cos stalo, moze wtedy by mnie pokochala i moze wtedy by sie zmienila. Moja matka jest tyranem. Tyran, ktory zniszczyl moja psychike, a ja nie chce byc taka jak ona.

Chce umrzec, ale boje sie zostawic tu ojca i chlopaka, a po drugie...boje sie tego co bedzie tam, w trumnie. Ze bedzie zimno i ciemno...Wiem, chcialabym biegac z moim Alvisiem, on teraz jest za Teczowym Mostem i biega z innymi pieskami.

Boje sie dalej zyc i nie mam juz sily.

Nie chce mi sie o tym wszystkim pisac, jest wiele spraw i historii, ja nie umiem sie z tego uwolnic.
Wszyscy mysla ze jestem szczesliwa,a ja jestem szczesliwa gdy jestem poza domem. Chce uchronic przede wszystkim ojca i siebie. Chcialabym wykrzyczec matce to wszystko co czuje, co zrobila i co robi dalej, ale boje sie ze targnie sie na swoje zycie, a tego bym sobie nie wybaczyla nigdy w zyciu. ale wiem ze predzej czy pozniej zrobie to sama, ale dla swietego spokoju, bo dusze to w sobie od kilku lat.

Boje sie, boje.

[Dodane po edycji:]

Szkoda.... :( pa
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
31 sie 2010, 21:59

Re: Moje kruche życie.

Avatar użytkownika
przez A26 02 wrz 2010, 02:31
Dużo napisałaś i to dobrze. Ale wygadanie się to tylko ulga chwilowa, choć potrzebna. Nie zaskoczę Cię odpowiedzią - powinnaś pójść do psychologa.

Nie możesz być zakładnikiem emocjonalnym matki. Siłą Cię nikt w domu nie trzyma, ale siłą psychiczną owszem. Musisz zburzyć te mury i odzyskać wolność. Ona się żywi Twoimi wyrzutami sumienia. Dobrze wie, jaką ma władzę.

Mogłabym się rozpisać ale żadne słowa nie zmienią Twojego nastawienia natychmiast, teraz. Tutaj jest potrzebna terapia. Długa terapia, najlepsza dla Ciebie inwestycja w przyszłość.

Teraz w to nie wierzysz, ale będziesz jeszcze szczęśliwa, masz szansę.
Avatar użytkownika
A26
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
07 mar 2010, 17:15

Re: Moje kruche życie.

przez Alvinek 02 wrz 2010, 19:19
JA wiem o tym, naprawde najchetniej wynioslabym sie z domu, ale nie chce zostawic tutaj taty samego, ona go wykonczy, a tak jestesmy chociaz we dwoje. Poza tym, gdy siedzi w Niemczech to jej nie ma i jest dobrze, jest po prostu spokoj.

Wiem, ze powinnam zrobic cos, co sprawiloby ze zaczne jakis nowy etap w zyciu, ale naprawde innego wyjscia niz przeprowadzka nie widze, przeprowadzka ktorej na razie chce uniknac.

Boje sie tez ze w pewnym momencie nie wytrzymam i wyrzuce jej wszystjko z siebie, ze narobila dlugow, ze zniszczyla i ciagle niszczy nasza "rodzine", i wiele wiele innych, oraz to ze nie czuje i ze nie jest juz moja matka, jest mi ppo prostu obojetna.

Ale boje sie ze wtedy moze stac sie cos zlego..

Ale, dlaczego my mamy cierpiec za to, ze ona jest chora? no dlaczego?

Ojciec nie umie tego skonczyc, teraz matka obrala taktyke, ze zaczela sie odzywac do ojca. do mnie i brata wogole, ale ojcu byle jak ale zawsze cos powie/odpowie. Ojciec mysli ze zle dni mijaja, ale tak jest w kolko, a on nie potrafi tego zakonczyc. ja juz sama nie wiem...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
31 sie 2010, 21:59

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Moje kruche życie.

Avatar użytkownika
przez A26 07 wrz 2010, 03:58
Skoro tata nie umie tego skończyć, to wyprowadź się sama. Może się komuś moje zdanie nie podoba, ale on jest dorosły i odpowiedzialny za siebie, a Ty masz jeszcze szansę na normalne życie.

Poza tym nie pomyślałaś, że gdybyś odeszła z domu to i on by się nad tym zastanowił? Może zobaczyłby rzeczy, których nie widzi teraz, coś by do niego dotarło gdyby został sam?

NIE MUSISZ ponosić konsekwencji złych decyzji innych ludzi, nawet rodziny.
Avatar użytkownika
A26
Offline
Posty
51
Dołączył(a)
07 mar 2010, 17:15

Re: Moje kruche życie.

przez Alvinek 08 wrz 2010, 15:51
To wszystko jest po prostu straszne... wczoraj mialam straszna awanture w ktorej ja nic nie powiedzialam, matka mnie po prostu od gory do dolu opieprzyla i koniec. Wracalam z mista i ona jechala samochodem, spojrzala sie na mnie bezczelnie i nawet nie zatrzymala sie chociaz wiedziala ze wracam do domu i ona tez wracala. czuje sie okropnie. Za tydzien jade na wakacje na tydzien,jak wroce jej juz nie bedzie. Nie umie mi nawet odpowiedziec czesc jak wroce do domu.

Zawsze wyejzdzala na 2-3 miesiace do pracy, a teraz wypowiedziala sie cioci ze bedzie chciala wyjechac na pol roku. Czyli wniosek: ma nas dosyc i po prostu chce wyjechac i koniec. bedzie miala swiety spokoj. tak, najlepiej jest namieszac, poklocic sie a potem wyjechac, po prostu uciec.

Wyowiedziala sie etz przed moja babcia ze ja jestem u niej skonczona, a brat jesli nie zrobi magisterki(zrobil licencjat i teraz dorwal dobrze platna prace m.in w weekendy) to tez jest przegrany.

jestem zrozpaczona.
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
31 sie 2010, 21:59

Re: Moje kruche życie.

Avatar użytkownika
przez soulfly89 13 wrz 2010, 09:55
Alvinek napisał(a):JA wiem o tym, naprawde najchetniej wynioslabym sie z domu, ale nie chce zostawic tutaj taty samego, ona go wykonczy, a tak jestesmy chociaz we dwoje.

Czyli że na razie wykańcza was dwoje.

Jesteś dorosła i powinnaś wziąć życie w swoje ręce, Twoja matka też jest dorosła i sama odpowiada za swoje decyzje. Nie jesteś za nią odpowiedzialna. W tej sytuacji zdrowy egoizm powinien wziąć górę - pomyśl o sobie. Tym bardziej, że masz wsparcie w chłopaku. Najlepiej po prostu zamieszkajcie razem, skoro piszesz, że on nieźle zarabia. Porozmawiaj też z ojcem i bratem, może znajdziecie jakieś wspólne wyjście z tej sytuacji.

Co do Twojej pracy, to jeśli jej nie lubisz i jest za marne grosze - po co tam pracujesz?
Taka praca jest dobra na wakacje ale nie na dłużej, bo robiąc to czego nie lubisz tylko niszczysz swoją psychikę. Poszukaj czegoś co będzie dla Ciebie lepsze.

Tak naprawdę boisz się chyba cokolwiek zmienić i Twój własny strach to największa przeszkoda.
Mam nadzieję, że jak wrócisz z wyjazdu poczujesz się lepiej i jeszcze raz przemyślisz swoją sytuację.
Pozdrawiam :)
Avatar użytkownika
Offline
Posty
775
Dołączył(a)
06 lut 2010, 02:23

Re: Moje kruche życie.

przez Alvinek 15 wrz 2010, 19:11
Nie, mysle ze glownym powodem przez ktory nie chce sie wyprowadzic jest to ze to moj rodzinny dom i rozlaka z ojcem. Jutro wyjezdzam, jak wroce matki nie bedzie juz w domu, wiec bedzie spokoj.

A co do mojej pracy to studiuje zaocznie fizjoterapie i dwa razy w roku przez poltora miesiaca mam praktyki ktore musze odbyc. nikt nie da mi urlopu tak ot, nikt mi nie pojdzie tak na reke. a Tu moge sie dogadac i przychodzic sobie popoludniami.

No nic wyejzdzam, mam nadzieje ze jak wroce przeczytam wiecej wpisow, zajrze za tydzien:)

pozdrawiam i dziekuje
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
31 sie 2010, 21:59

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 15 gości

Przeskocz do