Prawidłowy rozwój a inność, moralność i sens życia

Inne zaburzenia.

Prawidłowy rozwój a inność, moralność i sens życia

przez Mojmira 31 sie 2014, 15:20
Torres, chyba usiłujesz przejąć odpowiedzialność za innych ludzi, to znaczy martwisz się, że Twoje szczęście odbierze szczęście komuś innemu i że TY jesteś za to odpowiedzialny, że wygrana zawsze oznacza czyjąś inną przegraną. Tak jest i nie jest, bo to ,że np zdobędziesz pracę gdzieś, tj. wyeliminujesz kogoś na rozmowie kwalifikacyjnej, nie znaczy, że tamten człowiek nie znajdzie roboty gdzie indziej, która też mu będzie odpowiadała. Kasy na świecie jest sporo, więc to, że zarobisz jej dużo nie znaczy, że ktoś inny się też nie będzie mógł wokół niej zakręcić. Interesy ludzkie są nie raz sprzeczne, ale też czasem dlatego, że nie są elastyczni. Pewnie, że jeśli ktoś się upnie, że jak kupi ostatnią gazetę w kiosku to ktoś inny jej nie będzie miał, ale czy to taki problem że nie będzie miał akurat tej, albo że kupi ją jutro? Można analogicznie podawać "poważniejsze" przykłady.

Jeśli chodzi o wartośći, to moim zdaniem wartość tkwi sama w sobie w ludziach. Tkwi też w ideach i rzeczach jeśli dają satysfakcje, są przyjemne, dają spełnienie. Czy mógłbyś być szczęśliwy nie porównując się? Spróbuj trochę...

Miłość jest tylko trzeba ją nosić przede wszystkim w sobie, ona nie tylko pochodzi ze związków damsko męskich, może być po prostu takim fajnym ciepłym wypełniającym uczuciem pomiędzy ludzmi, więzią, życzliwością. To można zainicjować samemu. Nie musisz przyjaźnić się z przechodniami, możesz mieć fajną więź z kilkoma ludźmi (może takich masz a może takich poznasz) i z tego czerpać siłę.

Wolność na pewno nie będzie absolutna, bo żyjemy aktualnie w takiej strukturze, że chociażby trzeba chodzić do roboty, ale możesz mieć na tyle wolności ,żeby wybierać gdzie chcesz pracować, z kim chcesz się widywać, jak chcesz organizować sobie dzień, dążyć do tego żeby rzeczy wyglądały po Twojemu.

Do tego potrzebne jest trochę kompromisów z rzeczywistością. Nie da się przerobić struktury świata, wywalić wszystkich uwarunkowań, ale to, co możesz zrobić , to zmienić filozofię. Sam powiedziałeś, że nie ma obiektywnej miary. Może to wcale nie jest przerażające? Może to jest właśnie uwalniające, że nie musisz marnować energii na to żeby w kółko wszystko ze sobą porównywać, oceniać, wywyższać się, zaniżać.

Wszyscy są równi jeśli przestajesz ich oceniać non stop, jeśli będziesz usiłował patrzeć na równość w kategoriach jakiegoś kryterium, to nigdy jej nie uzyskasz, chyba, ze zrobisz tu drugą Koreę, gdzie wszycy będą łazić na defilady w tych samych mundurkach i nie będą mieć prawa do żadnych przemyśleń. Ale to faktycznie jest przerażające i nie ma sensu.

Poza tym skoro chcesz coś myśleć a myślisz inaczej, to pewnie jest jakiś powód. Nie dziwię się, że dziwnie się czujesz w swoich rozmyślaniach próbując odrzucić całego siebie. Poza tym jak to możliwe, że wszystko co lubisz ma skutki uboczne i jest negatywne? Nie wierzę w to. :)
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
31 sie 2014, 13:20

Prawidłowy rozwój a inność, moralność i sens życia

przez torres 31 sie 2014, 16:02
W pojedynczych sytuacjach tak ale w momencie kiedy ja jestem wartościowy ponieważ ktoś jest mniej wartościowy to zawsze będą ludzie, którzy pod tym względem będą mieć gorzej. Zakładając nawet, że udałoby się zbudować na Ziemi system idealny pod względem finansów tak, że nie byłoby biedy to i tak ludzie będą cierpieć z powodu takiego, że są gorsi. I ja się specjalizowałem w technikach przekonujących do tego, że wcale tak nie jest. Ale jeśli zostanę coachem i ludzie dzięki mnie będą czuć się bardziej wartościowi, będą tak tez postrzegani przez innych i będą odnosić sukcesy. Jeśli wszyscy będą to automatycznie trzeba będzie zrobić coś więcej niż inni żeby jednak dalej mieć wartość. Czyli na rękę jest mi to żeby inni byli głupsi albo myśleli, że racy są bo wtedy ja mogę wygrać. Ale to się wiąże z żalem i poczuciem niesprawiedliwości.

Jeśli chodzi o wartośći, to moim zdaniem wartość tkwi sama w sobie w ludziach. Tkwi też w ideach i rzeczach jeśli dają satysfakcje, są przyjemne, dają spełnienie. Czy mógłbyś być szczęśliwy nie porównując się? Spróbuj trochę...


Sama w sobie nie tkwi. Tkwi w wartości jaką ci ludzie przedstawiają. W pewnym sensie szanuję każdego ale są pewni ludzie, którzy są lepsi i ja też chcę do nich należeć. Nie umiem być szczęśliwy bez porównywania się, chyba że jak znieczulę się używkami. Nawet jak słucham muzyki to czerpię głównie przyjemność z tego, że jest bardziej kozacka moim zdaniem od tego co słucha większość ludzi, których nazywam plebsem.

Więź z ludźmi mam ale nie wnoszę żadnej wartości do ich życia. Lubią mnie bo znają inny mój obraz niż jestem naprawdę a nie chcę żeby ktokolwiek poznał moje prawdziwe ja. Tylko, że przez to relacje nie wyglądają tak jak powinny a i tak ludzie dodają dużo od siebie i kłamią żeby przedstawić się w lepszym świetle. Mam coraz mniejszą ochotę na relacje z ludźmi a strasznie nie chcę być sam. I robię wręcz wszystko żeby nie być samemu, a jak nie mam z kim gadać i siedzę przy kompie to siedzę na fejsie albo jakichś forach żeby tylko mieć kontakt z ludźmi. Jak zostaję sam ze swoimi myślami to wtedy jest koszmar i wewnętrzny głos w głowie obala coraz bardziej całą wartość wszystkiego co w moim życiu ją miało. Niestety to co było do tej pory nie broni się logiką a prawda jaką odkrywam jest okropna dla mnie.

Jeśli chodzi o wolność to mam na myśli to, że rząd i ludzie dla pieniędzy manipulują prawdą i właśnie przez to niczego nie wiadomo. To ostatecznie odbiera chęć do życia bo wcześniej swoją wartość zbudowałem na tym, że mam spójny światopogląd i nie da się go podważyć. Specjalnie taki budowałem żeby móc osiągnąć spokój a to i tak padło.

Najgorsze jest z kobietami. Nie dość, że podobają mi się nie takie jak powinny i nie da się ich kochać i szanować bo mają zły charakter (tak, tylko że kocham co powoduje okropne rozdarcie wewnętrzne), też złe poglądy, też te cechy jakie miałem do tej pory i uważałem za pozytywne. Inna nie ma szans mi się spodobać bo nie ma tej wartości i "tego czegoś" a z taką na pewno nie zbuduję bliskości i pewnie by mnie prędzej czy później zdradziła albo cały czas okłamywała. Muszę więc pozbyć się jedynego pragnienia jakie mam czyli miłość, związek i założenie rodziny. Ale dziewczyna musi mieć wartość i ja muszę ją mieć a tak nie jest tylko wręcz przeciwnie. Ludzie potrafią być tacy spokojni, prowadzić normalne życie i nie piją nawet kawy i nie jedzą mięsa a ja lubię wszystko to co złe. Zaczynając od jedzenia, poprzez używki i muzykę, a kończąc na ludziach, których lubię i upodobaniach do dziewczyn, które mają nadwagę co już jest samo w sobie niezdrowe i do tego ten charakter - do tej pory myślałem o dziewczynach prawie non stop, zawsze kiedy chciałem się pocieszyć a teraz te myśli dalej przychodzą automatycznie ale powodują ból i okropny dysonans plus poczucie, że przez to zawsze będę sam. Zawsze myślałem, że wygląd dziewczyn jakie mi się podobają odzwierciedla taki charakter i cechy jakich szukam a jest odwrotnie. Pocieszałem się też wspomnieniami jak robiłem coś dobrze, wymyślałem błyskotliwe riposty i gry słów, które są moją wartością a z pkt widzenia duchowego/moralnego brakiem szacunku do innych. Bez tego braku szacunku do jednych nie umiem zbudować szacunku do innych. Mógłbym nic nie robić tylko siedzieć i palić skuna ale ostatnio nawet na to nie mam ochoty bo zioło przypominało mi zawsze o tym co lubię a teraz nie ma czegoś takiego.

Poza tym czuję niechęć do spokojnego nudnego życia, do ludzi niepijących alkoholu, nie palących zioła (nie chodzi o to, że nie lubię takich ludzi tylko, że te cechy są dodatnie dla mojego postrzegania kogoś, podobnie jak spryt i poczucie humoru łamiące tabu i autorytety bo nie lubię zasad społecznych ustalonych i narzuconych z góry). Lubię takich ludzi i potrafię się z nimi dogadać ale spotykając się na co dzień z nimi nie miałbym o czym rozmawiać i ich towarzystwo by mnie zbudziło. W tej sytuacji chyba tylko samobójstwo albo pozbycie się sumienia i pragnienia miłości może pomóc. Póki co chyba dzieje się to drugie.

-- 31 sie 2014, 16:16 --

Przez to wszystko znienawidziłem siebie i totalnie nie ufam mojej podświadomości. Boję się, że wymyśli coś jeszcze gorszego i dojdę do jeszcze gorszych wniosków. To się jakoś połączyło z tym, że jak sobie coś przypominam to myślę, że źle pamiętam (sprawdzam zawsze i okazuje się, że dobrze) i jak coś mówię to się zastanawiam czy powiedziałem prawdę, czy to co mówię jest logicznie prawidłowe itd.
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Prawidłowy rozwój a inność, moralność i sens życia

przez abrakadabra xx 31 sie 2014, 16:17
Nie da się tego zagadnienia rozwiązać. Moralność nie istnieje, sens życia też ani nawet prawidłowy rozwój. Sami sobie tworzymy to wszystko.
Za prawidłowy rozwój uważamy ten który daje jak największe szanse dla przetrwania gatunku biorąc pod uwagę "zdrową większość". Jednak są ludzie daleko odbiegający od normy, mogący być uznanymi za innych nie prawidłowo rozwiniętych jeżeli to ma negatywne skutki dla nich bądź innych ludzi, chociaż nie zawsze bo mogą sobie istnieć jednostki dobrze czujące się ze sobą ale odbiegają od normy. Dajmy np. psychopatę i geniusza. Ten pierwszy jest uznany za zagrożenie, jego osobowość ma charakter destrukcyjny dla ludzi a drugi za konstruktywny, chociaż w niewielkiej ilości procentowej z punktu widzenia dobra ogółu tacy ludzie mogą być przydatni. A że ten pierwszy może wybić trochę społeczeństwa jest wykalkulowane przez naturę. Ogólnie to służyło do tej pory całkiem dobrze ludzkości pomijając niewielkie straty w ludziach. Z różnych punktów widzenia moralność jest różna. Nie istnieje prawda, natura nie wie co jest dobre a co złe, ona wie co jest dobre dla naszego przetrwania ale też nie do końca. Bo to że jest głupia jak but to inna sprawa. Psychopata może zniszczyć ludzkość, chory człowiek może ją zniszczyć, frustrat może to zrobić mając obecną technologię o której natura nie wie. Więcej geniuszy może się przyczynić do szybszego rozwoju ludzkości ale to nie ma znaczenia (chociaż może mieć z innego punktu widzenia). Natura, ewolucja ma to gdzieś, nie rozumie tego, nie ma osobowości.

Powszechnie uznajemy że sprawianie cierpienia innym jest nie moralne, z naciskiem na cierpienie ludzi a pewne bardziej skomplikowane normy ulegają zmianie, wraz z rozwojem zrozumienia.
Ja, ty inni, każdy ma inny punkt widzenia. Również wiąże się to z naszymi doświadczeniami, przeżyciami. Ktoś kto doświadczył cierpienia ma inne normy których ktoś może nie rozumieć. Wcale to nie musi oznaczać gorszej inności. Jeżeli ktoś się rodzi bardziej wrażliwym lub/i nabywa tych cech nie koniecznie jest gorszy, słabszy. Gorsza może być większość, nie akceptująca jego inności. Takie cechy jak pracowitość, rzetelność, uczciwość ponad normę może przyczynić się do rozwoju zaburzeń i jednostka może być uznana za gorszą, jednak to nie koniecznie jest prawda. Gdyby inni ludzie byli jak ten osobnik nie wykształcił by w sobie takich cech. Nie miałby czego, kogo się bać.

Nie istnieje jakaś jedna najwyższa moralność. Co niektórzy nawet uważają że lepiej by było żeby życie nie istniało, bo gdzie życie tam cierpienie. Nie istnienie nie zawiera w sobie bólu, więc z pewnego punktu widzenia jest lepsze niż życie z cierpieniem jak i też ze szczęściem. Czy ważniejsze jest dobre samopoczucie jednych podczas gdy inni cierpią? Można się zastanawiać czy ból jednych jest do przyjęcia dla dobra innych, dla wyższych idei. Ludzkość kiedyś może daleko zajść a nawet cierpienie może nie istnieć ale kosztem bólu przez tysiące, miliony(?) lat.

Dlatego takie dylematy będą zawsze i nigdy ich nie rozwiążemy, chyba że będziemy wiedzieć "wszystko", wtedy z tego punktu widzenia będzie można lepiej ocenić jakie co jest.
abrakadabra xx
Offline

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Prawidłowy rozwój a inność, moralność i sens życia

przez torres 31 sie 2014, 16:42
No właśnie nie wiadomo czy moralność nie istnieje. Rozwinięci duchowo buddyści i oświeceni ze wschodu są np bardzo moralni. Ja do tego chciałem dążyć bo tak mi mówi sumienie a serce mówi coś całkowicie odwrotnego. Zgadzam się z tym, że lepiej nie istnieć niż żyć i cierpieć.

A co do rozkminy to jeszcze bycie kozakiem opłaca się bo wtedy dziewczyny są namiętne i nie patrzą tylko na kasę i status. Większość facetów ma seks z braku laku i związki, które się sypią nie z powodu różnicy charakterów tylko braku namiętności. Sama miłość musi być połączona właśnie z tym.

-- 31 sie 2014, 17:19 --

Jest jeszcze coś takiego, że żebym mógł osiągnąć spokój musiałbym wiedzieć, że to co obserwuję jest takie jakie to widzę. 1% cienia wątpliwości na jakąś kwestię przekreśla ją. Nie wiem skąd brać teraz swoje przekonania skoro nic nie wiadomo. Niech ten koszmar życia się już skończy :why:
Offline
Posty
643
Dołączył(a)
20 sie 2013, 19:21

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości

Przeskocz do