Ciężkie dzieciństwo i wczesne macierzyństwo a depresja.

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Ciężkie dzieciństwo i wczesne macierzyństwo a depresja.

przez hulakula 04 lut 2014, 16:38
Jeszcze kilka lat temu byłam osobą pogodną, pełną życia, a dzis mogłabym cały dzien przesiedzieć na kanapie, rozmyslając o problemach. Nie wiem czy to już dapresja czy dopiero jej początki, ale odczuwam rozmaite lęki, niechęć do życia, czasami nawet nie chce mi sie wstawać z łóżka, nie mam motywacji, miewam obsesyjne myśli, jakby coś strasznego miało się wydarzyć, nie ufam nawet ludziom, którzy nigdy mnie nie zawiedli, straciłam życie towarzystkie, nie mam ochoty nigdzie wychodzic, boję się... to tylko część.

Moi rodzice byli bardzo mlodzi, gdy się urodziłam. Ojciec szybko zwiał, a mama lubiła imprezować, wiec tak naprawde wychowywała mnie babcia. Było mi ciężko, bo choc bardzo mnie kochała to zawsze odczuwałam brak rodziców, zwlaszcza, że rówieśnicy w tej kwestii byli bezlitośni. Miałam bardzo niskie poczucie własnej wartosci, byłam dzieckiem bardzo skrytym i nieśmiały. Nauczyciele niejednokrotnie powtarzali, że coś może być ze mną nie tak, ale każdy to bagatelizował, a babcia po prostu im nie wierzyła. Mama nieczęsto bywała w domu, a kiedy już się pojawiała to tylko krzyczała i miała pretensje, próbowała mnie przekupić drogimi zabawkami (pracowała za granicą), czesto też bywała nietrzeźwa.
Ojca znałam tylko ze zdjęc, nie ukrywam, że bardzo mi go brakowało. Czasem marzyłam o nim, ale tak naprawde nawet nie wiedziałam jak to jest mówić do kogoś "tato", prawdopodobnie nigdy to słowo nie padło z moich ust. Było to dla mnie swoiste tabu. Nie przeszłoby mi przez usta, nawet na ojców koleżanek czy kuzynów nigdy nie mowiłam "twój tato", działało to na mnie jakos dziwnie.

Skończyłam kilkanaście lat, było ciężko, ale babcia wychowała mnie na porządną osobę, dobrze się uczyłam, miałam ambicje i plany. Mama w koncu się "wyszalała" i zaczęła być matką. Było całkiem dobrze, w życiu towarzystkim nagle zaczęło mi się układać, miałam dużo znajomych i przyjaciół. Jednak pojawiło się też usilne pragnienie miłości, znalezienia chłopaka, który będzie o mnie dbał, któremu będzie na mnie zależało. Bardziej niż czegokolwiek innego. Nie mówię, że pierwszy lepszy był moją wielką miłością. Spotykałam się, chodziłam na randki, zawsze się szanowałam w tych sprawach i czekałam na prawdziwą miłość.

Kiedy miałam 18 lat poznałam cudownego, rok starszego meżczyznę. Zakochałam się w nim bez pamięci. Tak bardzo pragnęłam bliskości, uwielbiałam się do niego przytulać godzinami. Nie chodziło tu o seks, ale po prostu poczucie bezpieczeństwa jakie mi dawał. Uwielbiałam jego męski głos, silne dłonie. Teraz wiem, że brak ojca jednak odbił na mnie swoje piętno.
Minęły 2 lata i zaszłam w ciążę. Był płacz, szok, chciałam skonczyc studia, ustatkować się. Ale niestety poszłam ścieżką moich rodziców. Na szczęście mój mężczyzna okazał się odpowiedzialny i nie uciekł, nie zostawił mnie.
Było mi bardzo ciężko, kiedy to moja mama stwierdziła jak bardzo jestem nieodpowiedzialna, jak bardzo ją zawiodłam. A ja po prostu w tamtym czasie nie widziałam świata poza moim partnerem. Tylko on dawał mi szczęście, którego nigdy nie miałam.
Urodzilam zdrowego synka, niestety nie będę mogła mieć więcej dzieci...

Z moim partnerem do dzis jestesmy razem, obiecałam sobie, ze nie bede taka jak moi rodzice, synka wychowuje sama, bez pomocy babć czy dziadków. Chce, zeby był szczesliwy. Obiecałam sobie tez, że nigdy nie zabraknie mu ojca, ze za wszelką cenę bedę walczyć o nasz związek i nasze szczęście. Niestety miewam lęki, bezpodstawny brak zaufania, obwiniam partnera o swój los... Oczywiście wiem, że jest to niesprawiedliwe i pozniej wybijam to sobie z głowy, ale czasami jest mi ciężko. Wciąż mam bardzo niską samoocenę, więc bywam o niego zazdrosna.
Synek niedługo skonczy 2 latka i chciałabym zrobic cos dla siebie i dla nas. Znaleźć jakąś, chocby mało płatną pracę, nie byc tylko matką. Ale boję się, że mi się nie uda, że sobie nie poradze, że ludzie mnie nei zaakceptują. Po prostu nie umiem siedzieć spokojnie, bez zmartwień, bez myślenia o tym "a jeśli..." ciągle się czegoś podswiadomie boję. Nawet tego, ze moj mezczyzna od nas odejdzie, choc wiem, że tego nie zrobi. Ale i tak się boję. Czasami długo nie mogę zasnąć, nie lubię spać sama i być sama w domu, bo mam jakieś dziwne lęki. Nie wiem już co ze mną jest nie tak.
Offline
Posty
6
Dołączył(a)
30 sty 2014, 10:43

Ciężkie dzieciństwo i wczesne macierzyństwo a depresja.

Avatar użytkownika
przez ekspert_abcZdrowie 04 lut 2014, 18:02
Witaj hulakula! Nie będę stawiała wirtualnych diagnoz, bo byłoby to nieprofesjonalne. Twoje objawy jednak są niepokojące i mogą wskazywać na różne problemy natury emocjonalnej, np. depresję albo nerwicę. Bez wątpienia na Twoją kondycję psychiczną miała wpływ przeszłość, m.in. brak ojca. Jesteś pełna lęku - o przyszłość, o to, czy partner Cię nie zostawi, czy sobie poradzisz, czy inni Cię zaakceptują. Ten lęk bardzo Cię paraliżuje i odbiera szczęście. Może warto wybrać się na konsultację do lekarza psychiatry? Podczas bezpośredniej wizyty lekarz będzie miał szansę Cię zdiagnozować i zaproponuje leczenie. Pozdrawiam!
Psycholog
Posty
7583
Dołączył(a)
22 sie 2011, 15:11

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 18 gości

Przeskocz do