Czy to depresja?

Forum poświęcone depresji oraz CHAD. Jeżeli czujesz, że sam/a sobie nie radzisz, nie zwlekaj z napisaniem o tym. A jeżeli depresje masz za sobą - możesz podzielić się wskazówkami.

Czy to depresja?

przez jeszczemloda 27 sty 2010, 16:11
Witam!
Jestem nowym użytkownikiem.Założyłam to konto w celu uzyskania obiektywnej opinii.Mam 18 lat,chodzę do 2klasy liceum.Od pewnego czasu zauważyłam u siebie dość duże zmiany,głównie dotyczą podejścia do życia.
Wiem,że moje problemy są związane z rodziną.. A raczej jej nieprawidłowym funkcjonowaniem.Moja matka jest chora na alzheimera.Pierwsze wyraźne objawy choroby rozpoczęły się,gdy byłam jeszcze w 6klasie podstawówki.Nie jest to choroba,która ujawnia się z dnia na dzień,więc już wcześniej wiedziałam,że coś "jest nie tak".Z perspektywy czasu mogę powiedzieć,że byłam za mała,że to wszystko zrozumieć.Jeżeli chodzi o ojca.. Jest on dla mnie nikim.Odkąd pamiętam był alkoholikiem i jest nim do chwili obecnej.Oczywiście.W ogóle ze sobą nie rozmawiamy,ja go nie obchodzę on mnie.Ale nie o to chodzi-ja się akurat cieszę,że ten człowiek mnie w niczym nie ogranicza.Wiem,że mama się wiele nacierpiała przez niego.Jeszcze zanim zachorowała.Mieszkam razem z ojcem,matką oraz staszym bratem.No właśnie rodzeństwo.Oprócz brata posiadam jeszcze dwie starsze siostry,ale nie mieszkają z nami(jedna za granicą).Tak naprawdę dzieki nim jeszcze się jakoś trzymam.Siostra przejęłam obowiązki typu chodzenie na zebrania do szkoły itp.Sama jednak ma już swoją rodzinę i często muszę sobie "radzić sama".Nie mam jej tego za złe,myślę,że wiele mnie to nauczyło,usamodzielniło.Na początku było mi bardzo trudno,bo wbrew pozorom dziecko w podstawówce jeszcze potrzebuje rodziców,szczególnie matki.Często płakałam,ale się nikomu nie przyznawałam.Myślę,że i tak sobie dobrze radziłam.Szczególnie moja motywacja wzrosła w ostatniej klasie gimnazjum.Zależało mi na tym,żeby iść do liceum,później na studia.Dostałam się tam,gdzie chciałam,na mój "wymarzony" profil.Nigdy nie byłam złą uczennicą,to na pewno.Od samego początku nieświadomie przykułam uwagę dwóch nauczycielek(w tym wychowawczyni).Było to związane z tym,że "wybijałam się" z klasy właśnie z przedmiotów wiodących."Wyłapały" mnie tylko i wyłącznie na podstawie sprawdzianów oraz odpowiedzi ustnych.No,właśnie może na trochę na około poszłam,ale tutaj mój kolejny problem.Nigdy,ale to nigdy się nie zgłaszałam na lekcjach.Mogłam znać odpowiedzi na wszystkie pytania nauczyciela i siedzieć jak jakiś dekiel,spuścić głowę jak reszta klasy.Tak miałam od zawsze.Być może jest to związane z moją obniżoną samooceną.Nigdy jakoś nie zależało mi na tym,żeby ktoś wiedział,że "ja wiem".. wystarczyła mi taka jakby.. satysfakcja wewnętrzna.Nie powiem,że pochwały nauczycielek nie były miłe,ale zawsze miałam problemy z okazywaniem uczyć,włącznie z przyjmowaniem komplementów.Stało się to jednak dla mnie trochę kłopotliwe,bo wraz z komplementami pojawiały się propozycje udziału w olimpiadach przedmiotowych,na które nie miałam najmniejszej ochoty(a może miałam,ale się czegoś bałam?).Pierwszą klasę LO zakończyłam z 3 średnią w klasie.Nie powiem,że nie odczułam satysfakcji.Ale miałam wrażenie,że tylko ja.Czułam się niedoceniona.Szczególnie w domu.Siostra zawsze zajęta,pogratulowała,ale czułam coś takiego jak obojętność.Z ojcem jak mówiłam nie chcę żadnych kontaktów(czy on w ogóle wie,do której klasy chodzę?!).No i właśnie.Przyszła druga klasa,a ja od samego początku czułam ,że mi nie zależy.Newiele się uczyłam,z wyjątkiem jednego przedmiotu wiodącego,który uwielbiam.Ale to chyba "wina" nauczycielki,która potrafi świetnie zmotywować człowieka.Nawet poszłam na konkurs z tego przedmiotu,ale to chyba dla tego,bo widziałam,że tej nauczycielce bardzo zależy(jeszcze bardzo młoda osoba).Zdawałam sobie sprawę,że na mnie liczy i nie chciałam zawieść,po prostu.A poza tym to kompletne nieróbstwo.Tzn nie miałam jakieś tragedii znowu(5 średnia w klasie),ale to poniżej moich oczekiwań.Nigdy nie miałam takiej średniej i to mnie jeszcze bardziej zdołowało.Wiem,po prostu mogłam się uczyć.Ale ja nie mogłam naprawdę!Miałam jakąs blokadę wewnętrzną,nigdy czegoś takiego nie miałam.Baa,dalej tak mam.Chce mi się ryczeć.Teraz szczególnie,bo siedzę w domu z powodu ferii.Podobną sytuację miałam w święta.Po prostu ryczałam,zdawałam sobie sprawę jak wiele tracę,że dla niejednego człowieka są to najlepsze dni w roku,ciepła radości.Coś czego,ja nie będę mieć nigdy.W sumie to nigdy święta u mnie nie były jakieś "kolorowe".Nie lubię tego stanu,dziwnie się czuję.Ostatnio miałam podobnie kilka lat temu.Gdy zaczynała się "moja przygoda z alzheimerem" jak patrzyłam na moją matkę,pierwsze objawy.Później przyjęłam taktyką "olewczą" stałam się zimna w środku(stąd problemy z okazywaniem uczuć),myślę,że wbrew pozorom mi to pomogło.Inaczej bym chyba zwariowała,jakbym się miała wszystkim przejmować.Te spojrzenia sąsiadów itp(mieszkam w bloku,a moja matka potrafi drzeć się w niebogłosy cały dzień o jakieś głupoy).Wiem,że matkę straciłam na dobre.Jestem z tym pogodzona,zdaję sobie sprawę,że będzie tylko gorzej.Jednocześnie nie lubię przebywać w domu.Ta choroba jest straszna.Wydaje mi się czasami,że sama dostanę szału.Matka potrafi wrzeszczeć cały czas,nie da się jej wtedy uspokoić.Myślałam,że świetnie sobie radzę.Czułam się silna.A teraz,po kilku latach znowu potrafię leżeć i ryczeć.Jest mi smutno po prostu,bo zdaję sobie sprawę,że przynajmniej niektórzy mają normalne(?),a na pewno normalniejsze ode mnie życie.Zaznaczam,że nigdy nie miałam myśli samobójczych itp,nie zdobyłabym się na to i tak.Jedynie często zdarzało mi się zastanawiać "dlaczego ja" itp.Wydaje mi się,że tego typu pytania są i tak "w miarę normalne".

Przepraszam,że się tak rozpisałam,ale chciałam streścić(!) moje życie,pokazać zarys sytuacji..Posiadam wielu znajomych,w grupie jestem bardziej "duszą towarzystwa".Niewiele osób zna mnie od tej drugiej strony.Spodziewam się,że niektórzy,gdyby to przeczytali to doznaliby niemałego szoku.Wiem,że są osoby,które mi nawet zazdroszczą(ocen).Zastanawiam się,czy tego typu reakcje są normalne.Czy po prostu każdy czasem musi się "wyryczeć".Podkreślam,że długo ten ból tłumiłam w sobie,zgrywałam twardą.Czy te wydarzenia mogą w znaczący sposób odbić się na moim dorosłym życiu?

Dziękuję wszystkim,którym udało się przeczytać mój niekrótki post.
Pozdrawiam!
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
27 sty 2010, 15:02

Re: Czy to depresja?

przez celineczka3 27 sty 2010, 17:14
Dużo przeszłaś i nadal przechodzisz. W takiej sytuacji równowaga psychiczna jest trudna do osiągnięcia.Potrzeba dużo samozaparcia a czasem i pomocy innych by jakoś się trzymać.Myśle że byłoby dobrze pogadac z psychologiem albo pedagogiem w szkole o tym co tutaj nam napisałaś. Na pewno to nie jest prawdziwa depresja, jeśli już coś to nerwica która powoduje stany obniżonego nastroju.
celineczka3
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 12 gości

Przeskocz do