Ja już nie mam siły............walczę, ale już nie mogę

Hasiok.

Ja już nie mam siły............walczę, ale już nie mogę

przez r 15 gru 2006, 20:32
To jest moja wypowiedź z innego tematu na tym forum, napisałam ją jeszcze raz by się z Wami podzielić moją sytuacją.
Wiem że pewnie każdy tak mówi, ale po krótce przybliżę swoją sytuację:
Wszystko się zaczęło sypać ok 10lat temu, wówczas moja mam była już w zaawansowanej chorobie nowotworowej, wkrótce zmarła, ja miałam za 4 miesiące maturę (presja rodziny - ojca , babci - że muszę zdać bo renta i inne takie rzeczy jak wstyd, co ludzie powiedzą) babcia do niedawna mnie obwiniała za śmierć mamy, nie wiem czemu...... To straszne zamiast służyć dobrym słowem, to awsze miała do mnie jekieś pretensje i zarzuty.
maturę zdałam , skończyłam studia. Wyszłam za mąż i trzy tygodnie po ślubie poszłam do szpitala na drugą operację kregoslupa (wcześnij jeździłam po Polsce po różnych lekarzch, gdyż żaden nie chciał się podjąć, bojąc się że mnie sparaliżuje. Trzy tygodnie po ślubie poszłam na operację i jak się okazało lekarz który mnie operował 15 lat temu, nie ma pojęcia o wstawianiu śrub i prętów w kregoslup. Tego samego dnia się wypisałam (mając w pamięci że poprzednią operację troszeczkę mi popsuł, więc nie chciałam być królikiem doświadczalnym), wybłagałam innego lekarza żeby spróbował mnie zoperować, jest najlepszy w Polsce, zgodził się, w szpitalu lezalam 2 miesiące przed operacją, co tydzien mi ją przekładano (siadała mi psychika, już nie miałam siły się co tydzien nastawiać na operację) lekarze kazali mi się nastawić na najgorsze; paraliż i nawet śmierć, operacja trwała 8 godzin, chodzę- super, bo z tym stopniem wady już się nie chodzi. Miesiąc później zus zabral mi rentę po mamie, bo nie uwierzył że jestem chora, zostałam bez środków do życia i ubezpieczenia (byłam wowczas w gipsie i nie mogłam w ogole siedziec , nawet w ubikacji, ale dla zusu było wszystko ok.
pozwałam zus do sądu, po 1,5 roku wygrałam. Ale przez ten okres musiałam sobie jakos radzic maz zarabial 700zł, z czego rachunki u mojego ojca wynosiły 500. Oczywiście nie mógł wspaniałomyślnie powiedzieć że skoro mam tak cięzka sytuację to żebym mu nie płaciła. Jedzenie oczywiście mamy swoje, plus rachunki u ojca, bo z nim nadal mieszkamy. Mama mojego męża również zagarnęła rentę po jego tacie i nie można było na to wpłynąć. Chora sytuacja.
Obecnie, ja szukam od 3 miesięcy pracy, pies zachorował na raka, ja prawie to pewne , nie mogę mieć dzieci, ze względu na kregosłup.
I nie pociesza mnie fakt że inni mają gorzej, ponieważ w swoim środowisku nie znam pary która ma taką beznadziejną sytuację. Ja mam bóle takie jak przed operacją (stanie 10min, siedzenie 2h) w pracy na prawdę zagryzałam zęby z bólu, nie mogę już brać morfiny (którą brałam tylko w domu , ponieważ działa psychotropowo i w pracy nie mogłam brać) jestem juz tak bardzo uczulona, że lekarz zabronił mi ją brać gdyż mogę dostać zapaści, na inne leki, albo nie działją, albo mam uczulenie.
Od tygodnia chodzę do psychologa, ocenił że mam lekką depresję prawdopodobnie od kilku lat. Nieraz myślałam o samobójstwie , ale za bardzo się boję, poza tym nie chcę stracić tego czego jeszcze nie przeżyłam i nie widziałam. Generalnie jest mi smutno, jestem przygnębiona, ale jeszcze walcze. Chodzę na rozmowy, nawet przechodzę do 2 etapów rozmów w sprawie pracy. Czyli nawet nieźle.
Ale ja już nie mam siły.............po prostu, już nie mogę.
pa pa :cry:

(dop*DA)r załozyłeś już temat w którym opowiadasz swoja historie....jest ponizej, wiec dopisz sie do niego a nie zakładasz nowy wątek.....
http://www.forum.nerwica.com/nie-mam-si ... t5174.html
Dlatego zamykam!!!
r
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
14 gru 2006, 01:44
Lokalizacja
WARSZAWA

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości

Przeskocz do