Czy sprzeciwianie się natręctwom jest groźne?

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Czy sprzeciwianie się natręctwom jest groźne?

przez Above 13 kwi 2007, 13:29
Witam!
Wpadłem tutaj poprzez google. Wpisałem nerwica natręctw. Chciałem komuś wkleić linka o tym co mnie trapi. Chyba jedyna spoza rodziny której się przyznałem.
Nie, nie mogę się przyznać. Bo sobie radzę jakoś. A kosztuje mnie to często stany depresyjne i poddepresyjne. Wiecie dlaczego jeśli macie nerwice natręctw prawda?
Jeśli walczysz z tym to masz z wyczerpania doline totalną.
Ostatnimi czasy starałem się tak ułożyć struktury myślowe i nastawienie do wszystkiego, żeby lżej znosić do gówno. Często też nie myśle o tym.
To tragedia człowieka. Żałosne gówno. Dla kontrastu: rok do wykształcenia wyższego, przystojny ponoć, sympatyczny. Nikt nie wie o problemie. Mam go i często zachowuję się dziwnie.
Co to znaczy dziwnie? Proszę o uwagę a rozpozancie siebie samych w tym...a jeśli jesteście na wcześniejszym etapie to patrzcie co was czeka.
Walcząc z tym wyrobiłem sobie taką moc (a może po części tak jest ze wstydu przed tym, no przecież publicznie nie będę kilka razy drzwi zamykał!!!), że gdy jestem wśród ludzi, np. na uczelnii to nie mam myśli takich jak w domu typu: zamknij ponownie drzwi bo zginiesz, jeszcze raz zamknij drzwi bo coś się stanie bliskiej osobie itd. Ale za to, że to blokuje, jestem ograniczony w sensie - spięty wiecznie. Schematyczny. Dogmatyczny. Jestem niedostępny i zdystansowany. A jeśli jestem normalny i z każdym zagadam i luzik, na świeczniku człowiek jest...wiecie o co chodzi...to lęki przychodzą.
Wiecie jakie lęki? Że coś się stanie zaraz złego. Że tak nie powinno być. Że to nie naturalne. Zaraz przychodzi obniżenie własnej wartości i się wycofuje z wszystkiego. Później wszyscy się dziwią co się stało, co się dzieje.
Itd. itd.
Popierd**** to wszystko, ciężko. Piszę tutaj ponieważ sprzeciwiłem się pewnemu przymusowi.
Sprzeciwiłem się ponownemu, dokładnemu zamknięciu drzwi. I teraz mam lęki. Parcie na psychike mam. Nieokreślone już. Najgorsze to, że jest NIEOKREŚLONE i nie potrafie tego zwalczyć zaraz pójde i zamknę bo to będzie mi siedziało w głowie.
Powiedzcie mi szczerze, że nic się nie stanie jak nie wykonam rozkazu. No niby nic.
A wiecie co jest NAJGORSZYM KOSZMAREM?? Piszą w książkach o tym, że to są absurdalne czynności i niczemu nie grożą.
Mi grożą. Kiedyś sprzeciwiałem się rozkazom to się rozchorowałem.
Bo nerwica natręctw połączyła się z nerwicą wegetatywną!!!!!!!!!!!!
Ale wał. Ale wał. Ale wielki wał. I co ja mam zrobić? Psycholog doradzi żebym nie wykonywał bo nic się nie stanie. Ale mi się stanie: od nerwobólu mięśnia łopatki po grypę!!
Opisałem z żalem to co mnie dręczy. Dręczy ale nie jest źle. Napisałem to w stylu Waszym, żebyście widzieli że nie jestem jakimś tam uzdolnionym kimś. Jestem zwykłym człowiekiem który myślał totalnie nad rozwiązaniem. I oto wam podaje je.
Chodzi o to, że miałem kiedyś takie straszne bicia jak wy. Płytki na ulicy? Jakieś inne rzeczy? To straszne...
Można to zredykować jeśli pracuje się nad sobą. Ja zredukowałem to do takiego stopnia, że tylko zamykam czasami drzwi kilka razy a to ze względu na nerwice natręctw perfekcyjności - w dodatku jeśli odpowiednio energię się skieruje można wiele osiągnąć dzięki temu.
Uwierzyć mi na słowo. Oto porada która ma podłoże 2000 tys lat nauk i moje doświadczenie:
Otóż musicie przestać bać się tego. Uciekać od myśli natrętnych nie możecie. Rozkaz? Wykonajcie, jeśli macie powiązanie z wegetatywną, że jak nie wykonacie zacznie coś boleć. Ja tak mam. Ale to przy ostatnim etapie uwolnienia się od tego tak jest.
Gdy uciekasz od tego to bronisz się i natręctwa mają nad Tobą kontrolę.
Zrób któregoś razu tak, że gdy będzie rozkaz...najlepiej w domu to zrobić...to nie wykonaj go. Połóż się wygodnie i staw czoła problemowi. Spójrz prawdzie w oczy. Spójrz w oczy natręctwu.
Jeśli tak zrobisz, rozpoznasz tego naturę. Jeśli nie za pierwszym razem, to następnym albo którymś w kolejności (dajcie sobie czas, uszanujcie się, to zajmuje trochę czasu w zależności od osoby).
I tu nie wpadajcie w pułapkę myślową. Zawsze pragniecie znaleźć metodę a ja wam ją podaję. Pułapka polega na tym, że gdy już dostaniecie metodę, nie wierzycie w nią albo uważacie że jest nieskuteczna. JEST skuteczna i to jedyna metoda! Raz zaufajcie, wykonajcie to, nic się nie stanie jeśli to zrobicie. Stanie się tylko to, że zaczniecie sobie radzić.
I nie myślcie, że mi się udało bo jestem jakiś tam zdolny albo mam słabsze od was. To są właśnie chamstwa EGO. To są pułapki myślowe umysłu który powoduje to, że oddalacie się od rozwiązania problemu.
Więc z pełną determinacją wykonajcie. Obserwujcie się. W momencie gdy nie wykonacie a przyszedł rozkaz, starajcie się obserwować spokojnie sytuację i sam rozkaz. Wgłębcie się w to. Jeśli przestaniecie uciekać albo wykonywać, to natręctwo ucieknie od was i rozpłynie się w umyśle zrozumienia.
Każdego rodzaju natręctwo ma swoją przyczynę a skutkiem jest to co robisz. Jeśli zdemaskujesz natręctwo, poobserwujesz, odkryjesz jego naturę (którą w istocie nie ma, bo to twór Twojego umysłu) to natręctwo zaniknie. Ja tak pozbywałem się ich.
Nie traktuj natręctwa też jako pasożyta choć można tak przyjąć. Bo jeśli tak robisz to lepiej dla niego. Zaakceptuj, obserwuj a zdemaskujesz i zaniknie!
Musicie podejść metodą i inteligencją.
Co jest ważne przy tym wszystkim? Co się z metodą wiąże? KONCENTRACJA. Nie, spokojnie. Ja też uważałem, że ona nie dla mnie.
Ale trzeba poświęcić czasu i samo przyjdzie. Są metody. Sprytne i sprawdzane od tysięcy lat. Medytacja: VIPASSANA.
Ten tekst wprowadzeniem. Zadowoli was. Balsam dla umysłu: http://www.vipassana.webpark.pl/vipassana.htm
Później idzcie dalej ... znajdziecie sami resztę.
Skołowany człowieku. Jeśli masz problem z religią i masz jeszcze klapy...pisz. Wyjaśnię Ci. Nie bój się tego bo to jakaś tam medytacja. Egzotyka. Musisz się od tego gówna uwolnić. Wiedz, że ja nie wierze w Boga. Ja nie muszę. Ja wiem że on jest. Więc nie muszę wierzyć. Wielkie doświadczenie które też możesz osiągnąć. Religia w obecnej postaci BLUŹNI bo nie ma pojęcia o jego wielkośći. Więc jeśli masz obawy co do tego co tu za linki wkleiłem to zaufaj na słowo: że to jest światło które Ci pomoże! Nie wiem czy to powinienem pisać bo masz nerwicę natręctw. ja też kiedyś od takich rad uciekałem. Ale bądź odważny człowieku i spróboj a nie pożalujesz.
Dlaczego chcę pomóc? Bo jestem dzieckiem indygo z ADHD które miało cięzkie dzieciństwo dzięki temu nauczyło się empatii potężnej i chcę żebyście w końcu wyluzowali i zaczęli ŻYĆ PIĘKNIE! To jest w zasięgu ręki.
A wiecie co najlepsze? Może tego nie dostrzegacie. Nie wiem jak Wy ale...ja stałem się dzięki temu krzyżowi lepszy. Stałem się pełnym człowiekiem ponieważ to nauczyło mnie pokory do życia i nadal uczy. Inni zwyrodniali są w swoich myślach i czynach. Ja poznałem życie dzięki męce jak niejeden 60 latek z całym doświadczeniem wstecz.
Wy też tak będziecie mieli. Wszystko ma swoją przyczynę. Ten krzyż czemuś służy i gdy się uwolnicie, pojmiecie czemu to służyło.
Podsumowując:
teorią jest i ogólną prawdą:
- zaakceptuj natręctwa bo są tworem Twojego własnego umysłu, sam je tworzysz
- obserwuj, zdemaskuj a zanikną
praktyką która pomaga jest:
- np. medytacja Vipassana...uczy koncentracji itd. - to taka dźwignia która pomoże bardzo
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
13 kwi 2007, 13:17

przez uleczalna 13 kwi 2007, 22:40
O właśnie tak to dziś było, wpisałam w google nerwica natręctw. Moja historia jest jak setki innych i przebiega tak samo, płyty chodnikowe, liczenie kafelków, zapalanie i gaszenie światła, poczucie wiecznej obserwacji, sprawdzanie po 10 razy drzwi, kurków, okien, mycie rąk... i tak w nieskończość. Miliony przymusów, które musze spełniać. Tłumacze sobie, ze to „dmuchanie na zimne”, wiecie, przecież wrócenie się i dotkniecie drzewka nic nie kosztuje, a być może uratuje sobie albo komuś życie! Paranoja!

Mam 20 lat, studiuje, mam znajomych, uczestniczę w swoim życiu jak normalny człowiek, mam wszystko! Tego z zewnątrz nie widać, to jest w środku mnie. Różnica polega na tym, ze każdy dzień pochłania mi 100 razy więcej energii, niż tym, którzy nie musza pamiętać żeby skrzyżować palce przechodząc miedzy słupami hehe...

Nie musze się przyglądać Twojemu postowi Above, bo widzę tam siebie...

Opowiem Wam cos, zachorowałam. Pół roku temu trafiłam do lekarza, ot tak, nawet nie pamiętam, dlaczego i się zaczęło. Okazało się ze mój organizm produkuje straszne ilości kortyzolu, to hormon stresu, jest wydzielany w sytuacjach „kryzysowych”, w dużych ilościach przez max 20 min, a normalnie rano mamy go więcej, wieczorem spada itd. Przez dwa miesiące bujałam się od badania do badania. Średnio raz w tygodniu słyszałam wyrok. Guz. Może nadnerczy, może przysadki, może... i tak w kółko. Miałam USG chyba każdej części ciała, tomografia, krew dwa razy dziennie, wszystko! I nic! Nic nie znaleźli .Oprócz cyferki na kartce z wynikami badania krwi nie mam żadnych objawów!!! Ani w środku ani na zewnątrz! Nic..
Zmieniłam lekarza, powiedział mi, ze to żadna patologia, powiedział, ze to jest we mnie! Dostałam tonę lęków, na wyrównanie tego wszystkiego na sześć miesięcy, ale zacząć musze od tego, co jest we mnie.
Pytał się mnie czy cos się stało ostatnio w moim życiu przykrego, tragicznego... nic nie przychodziło mi do głowy. Fakt, miałam nawrót depresji, ale wydawało mi się, ze to nie miało żadnego wpływu, a jednak. I nie tyle, co miało jakiś wpływ, co było po prostu jego przyczyną. Później dopiero się dowiedziałam, że to jeden wielki łańcuch, paranoje, natręctwa i stres jemu towarzyszący, depresja i na końcu wyraźne zmiany w funkcjonowaniu organizmu. Podobno organizm tak się „broni”.


Są leki, wierze, że pomagają, mam nawet dwie recepty na leki psychotropowe, których nie zrealizuje. Ja tak mam, postanowiłam, ze nie będę się „ogłupiać”. Choć to pewnie mój błąd.

Moja rada?

Staram się i choć czasami chce umierać, walczę.
Najgorzej być niewolnikiem własnego ja.
Nic się nie stanie jak nie zamkniesz drzwi, nic!
Rzeczywistość jest taka, jaką ją widzimy i kreujemy, jeśli chcesz widzieć konsekwencje z niewykonania rozkazu to je widzisz, a jeśli chcesz zachorować, zachorujesz tak jak ja.
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
13 kwi 2007, 22:12

przez Above 14 kwi 2007, 00:49
Uleczalna dzięki za posta. Rozumiem Cie doskonale. Pojmuje w 100%. Masz racje piszac to o czym warto pamietac. Jednak to nie jest łatwe. Wiadomo. To jest cholernie trudne. Poniewaz polaczenia pomiedzy neuronami tak sie urobiły, że ciężko nam się wyzwolić z tego.
To poprostu rosło w postępie geometrycznym a teraz mamy ciężko. A kiedy ta nerwica powstała? W przeciągu lat...z powodu stresów.
Ktoś musiałby źle urodzić się jeśli nie przeszedł sytuacji traumatycznych w których później tłumił emocje i przez to powstało to co powstało.
Większość ludzi na tym forum na bank miała złe dzieciństwo lub ma je...ja np. kiedyś byłem inny. Tęsknie za tym ale cóż...takie życie. Life is brutal. A my musimy sobie poradzić.
Też padliśmy ofiarą własnej warażliwości. Tu z reguły są ludzie dobrzy bo gdyby nie byli tak wrażliwi to nie mieliby tych natręctw. Pełno pewnie tutaj dzieci indygo albo kryształowych oraz wrażliwców.
Wiesz...tu chodzi już o chemię i neurony.
Ciężko samemu to przejść o czym pisałem w innym poście ale jest to możliwe. Wymaga jednak bardzo wielkiego wysiłku i zmiany struktur myślowych.
To ten hormon stresu...Ty chyba masz identyczne to co ja. Bo właśnie mnie nachodzi wtedy gdy się stresuję. Ale jak jestem sam. Zawsze. Gdy jest ktoś obok potrafię się opanować. Wcześniej tak nie było oczywiście pracowałem nad tym.
Płytki na chodniku? Przykra sprawa...ja zredukowałem to do zamykania drzwi i sprawdzania rożnych rzeczy - jak Ty.
Najgorsze jest to, że gdy się zwalcza to masz problem wegetatywny. Na ostatnim etapie oczywiście.
Cholera młody jestem nie wiesz jak się wystraszyłem gdy z powodu sercu miałem imitacje zawału. Kilka razy na pogotowiu albo karetka wzywana.
Raz mnie złapało serce ale zacząłem płakać (rzadkooo się to dzieje) i jak ręką odjął. Poprostu kumulacja emocji.
Może my nie potrafimy się wyrazić....uzewnętrzniać jak niektórzy. Przejmujemy się za bardzo itd.
A i dobrze ze te leki odstawka. Ja brałem na depresje....UZALEZNIŁEM SIĘ! Gdy nie brałem ich drugi dzień (bo później zredukowałem do co drugiego dnia) to czułem się jakbym odchodził a kręcenie się w głowie było totalne. Ciesze się że się uwolniłem od tych tabletek. Odradzam.
Itd. itd. senny jestem ide spać.
Tu coś pisałem...
Offline
Posty
5
Dołączył(a)
13 kwi 2007, 13:17

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

przez uleczalna 14 kwi 2007, 11:47
„Ofiara własnej wrażliwości”- masz racje! Do tej pory myślałam, ze jestem w tym sama, ze po prostu urodziłam się inna, nadwrażliwa na wszystko, co dzieje się wokół. My po prostu myślimy inaczej, inaczej odbieramy rzeczywistość. I to udawanie, ze wszystko jest ok., chowanie wszystkich emocji?! Czemu nie potrafimy ich po prostu wyrazić, wyrzucić z siebie jak inni...

Wiesz, czasami jak to wszystko zbiera się we mnie i rośnie, i rośnie, wtedy mam w sobie tyle energii, agresji! Każdy mięsień jest napięty, czuje, ze zaraz wybuchnę, takie niesamowite spięcie i bum, wystarczy walnąć w ścianę, jakoś to wyładować, płakać i na końcu wziąć głęboki oddech. I przeszło.

Ja od dziecka pisałam, najpierw jakieś pamiętniki, później tak po prostu, co mi przyszło do głowy, opisywałam to, co czułam, co mnie bolało, pomaga mi to. Wrażam się przez to, choć na chwile moje emocje mają jakieś ujście.

Mówisz, chemia organizmu, dużo czytałam o tym, niesamowite, ze cos takiego jak uczucia i emocje, coś, co wydawałby się ze jest gdzieś poza człowiekiem jest dokładnie w jego mózgu. A, więc można to zmienić?

Zdrowy człowiek odpowiedziałby; leki i terapia, a my doskonale wiemy, ze leki zwalczają skutki a nie przyczyny, a terapia? Ilekroć zjawiałam się u psychologa przepisywali mi leki, miałam 15-16 lat jak dostałam psychotrop nasenny!! No proszę Ciebie... ostatnio nawet byłam u psychiatry, jeden z lepszych prywatnych ośrodków terapeutycznych, i co? Już po pierwszym spotkaniu wyszłam z receptą i pani terapeutka kazała mi to brać i wrócić za miesiąc!!! No to jest chore!

A propos depresji, słyszałeś o pięciu błędach logicznego myślenia?
Niestety posłużę się tu opcja, kopiuj-wklej:)

Błędy logicznego myślenia. Beck jest zdania, że systematyczne błędy logiczne stanowią drugi mechanizm depresji. Według niego, cierpiący na depresję popełnia w myśleniu pięć błędów, z których każdy przyćmiewa jego doświadczenia, należą do nich: arbitralne wnioskowanie, abstrakcja selektywna, nadmierne uogólnianie, wyolbrzymianie i pomniejszanie oraz personalizacja. Arbitralne wnioskowanie odnosi się do wyciągania wniosków na podstawie niewielkiej liczby przesłanek lub pomimo ich braku. Abstrakcja selektywna charakteryzuje się skupieniem na nieistotnym szczególe, przy jednoczesnym pominięciu ważniejszych aspektów danej sytuacji. Nadmierne uogólnianie odnosi się do wyciągania ogólnych wniosków dotyczących braku wartości, zdolności lub działania na podstawie jednego faktu. Wyolbrzymianie i pomniejszanie to poważne błędy oceny, w których małe negatywne wydarzenia są wyolbrzymiane, a pozytywne pomniejszane. Wreszcie, personalizacja polega na braniu na siebie odpowiedzialności za negatywne wydarzenia na świecie.

Chyba bardziej nie da się tego rozłożyć...
Podobno, aby pokonać wroga trzeba go dobrze poznać.
Ja jestem (chyba) zdania, że należ poznać mechanizmy naszych relacji z otoczeniem, naszych natręctw, stresów, myśli i emocji i je po prostu zaakceptować. Jak myślisz?

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu
Offline
Posty
3
Dołączył(a)
13 kwi 2007, 22:12

przez mieciu 14 kwi 2007, 12:47
Witajcie
Mi się wydaje, że zaakceptowaliśmy nasze relacje z otoczeniem i to wcale nie jest takie dobre. Tu chodzi chyba o to, że nasze relacje są nie do końca "normalne". Jesteśmy odmienni, wrażliwsi i jeśli się tego nie pozbędziemy to zostaniemy już tacy na zawsze, na każdym kroku narażeni na potężne stresy. Większość ludzi nie przejęłaby się wydarzeniami, które w nas wywołują piekło na ziemii. Piekło, z którym sami ( może czasem z odrobiną pomocy z zewnątrz ) musimy sobie dać radę. Musimy bo to nasze życie, prawdopodobnie jedyne życie... jakie to wszystko popier....lone. Pozdrawiam i życzę miłego weekendu
Offline
Posty
188
Dołączył(a)
10 sty 2007, 17:12

Re: Czy sprzeciwianie się natręctwom jest groźne?

Avatar użytkownika
przez prdl 16 kwi 2007, 21:08
Above napisał(a):Witam!
Wpadłem tutaj poprzez google. Wpisałem nerwica natręctw. Chciałem komuś wkleić linka o tym co mnie trapi. Chyba jedyna spoza rodziny której się przyznałem.
Nie, nie mogę się przyznać. Bo sobie radzę jakoś. A kosztuje mnie to często stany depresyjne i poddepresyjne. Wiecie dlaczego jeśli macie nerwice natręctw prawda?
Jeśli walczysz z tym to masz z wyczerpania doline totalną.
Ostatnimi czasy starałem się tak ułożyć struktury myślowe i nastawienie do wszystkiego, żeby lżej znosić do gówno. Często też nie myśle o tym.
To tragedia człowieka. Żałosne gówno. Dla kontrastu: rok do wykształcenia wyższego, przystojny ponoć, sympatyczny. Nikt nie wie o problemie. Mam go i często zachowuję się dziwnie.
Co to znaczy dziwnie? Proszę o uwagę a rozpozancie siebie samych w tym...a jeśli jesteście na wcześniejszym etapie to patrzcie co was czeka.
Walcząc z tym wyrobiłem sobie taką moc (a może po części tak jest ze wstydu przed tym, no przecież publicznie nie będę kilka razy drzwi zamykał!!!), że gdy jestem wśród ludzi, np. na uczelnii to nie mam myśli takich jak w domu typu: zamknij ponownie drzwi bo zginiesz, jeszcze raz zamknij drzwi bo coś się stanie bliskiej osobie itd. Ale za to, że to blokuje, jestem ograniczony w sensie - spięty wiecznie. Schematyczny. Dogmatyczny. Jestem niedostępny i zdystansowany. A jeśli jestem normalny i z każdym zagadam i luzik, na świeczniku człowiek jest...wiecie o co chodzi...to lęki przychodzą.
Wiecie jakie lęki? Że coś się stanie zaraz złego. Że tak nie powinno być. Że to nie naturalne. Zaraz przychodzi obniżenie własnej wartości i się wycofuje z wszystkiego. Później wszyscy się dziwią co się stało, co się dzieje.
Itd. itd.
Popierd**** to wszystko, ciężko. Piszę tutaj ponieważ sprzeciwiłem się pewnemu przymusowi.
Sprzeciwiłem się ponownemu, dokładnemu zamknięciu drzwi. I teraz mam lęki. Parcie na psychike mam. Nieokreślone już. Najgorsze to, że jest NIEOKREŚLONE i nie potrafie tego zwalczyć zaraz pójde i zamknę bo to będzie mi siedziało w głowie.
Powiedzcie mi szczerze, że nic się nie stanie jak nie wykonam rozkazu. No niby nic.
A wiecie co jest NAJGORSZYM KOSZMAREM?? Piszą w książkach o tym, że to są absurdalne czynności i niczemu nie grożą.
Mi grożą. Kiedyś sprzeciwiałem się rozkazom to się rozchorowałem.
Bo nerwica natręctw połączyła się z nerwicą wegetatywną!!!!!!!!!!!!
Ale wał. Ale wał. Ale wielki wał. I co ja mam zrobić? Psycholog doradzi żebym nie wykonywał bo nic się nie stanie. Ale mi się stanie: od nerwobólu mięśnia łopatki po grypę!!
Opisałem z żalem to co mnie dręczy. Dręczy ale nie jest źle. Napisałem to w stylu Waszym, żebyście widzieli że nie jestem jakimś tam uzdolnionym kimś. Jestem zwykłym człowiekiem który myślał totalnie nad rozwiązaniem. I oto wam podaje je.
Chodzi o to, że miałem kiedyś takie straszne bicia jak wy. Płytki na ulicy? Jakieś inne rzeczy? To straszne...
Można to zredykować jeśli pracuje się nad sobą. Ja zredukowałem to do takiego stopnia, że tylko zamykam czasami drzwi kilka razy a to ze względu na nerwice natręctw perfekcyjności - w dodatku jeśli odpowiednio energię się skieruje można wiele osiągnąć dzięki temu.
Uwierzyć mi na słowo. Oto porada która ma podłoże 2000 tys lat nauk i moje doświadczenie:
Otóż musicie przestać bać się tego. Uciekać od myśli natrętnych nie możecie. Rozkaz? Wykonajcie, jeśli macie powiązanie z wegetatywną, że jak nie wykonacie zacznie coś boleć. Ja tak mam. Ale to przy ostatnim etapie uwolnienia się od tego tak jest.
Gdy uciekasz od tego to bronisz się i natręctwa mają nad Tobą kontrolę.
Zrób któregoś razu tak, że gdy będzie rozkaz...najlepiej w domu to zrobić...to nie wykonaj go. Połóż się wygodnie i staw czoła problemowi. Spójrz prawdzie w oczy. Spójrz w oczy natręctwu.
Jeśli tak zrobisz, rozpoznasz tego naturę. Jeśli nie za pierwszym razem, to następnym albo którymś w kolejności (dajcie sobie czas, uszanujcie się, to zajmuje trochę czasu w zależności od osoby).
I tu nie wpadajcie w pułapkę myślową. Zawsze pragniecie znaleźć metodę a ja wam ją podaję. Pułapka polega na tym, że gdy już dostaniecie metodę, nie wierzycie w nią albo uważacie że jest nieskuteczna. JEST skuteczna i to jedyna metoda! Raz zaufajcie, wykonajcie to, nic się nie stanie jeśli to zrobicie. Stanie się tylko to, że zaczniecie sobie radzić.
I nie myślcie, że mi się udało bo jestem jakiś tam zdolny albo mam słabsze od was. To są właśnie chamstwa EGO. To są pułapki myślowe umysłu który powoduje to, że oddalacie się od rozwiązania problemu.
Więc z pełną determinacją wykonajcie. Obserwujcie się. W momencie gdy nie wykonacie a przyszedł rozkaz, starajcie się obserwować spokojnie sytuację i sam rozkaz. Wgłębcie się w to. Jeśli przestaniecie uciekać albo wykonywać, to natręctwo ucieknie od was i rozpłynie się w umyśle zrozumienia.
Każdego rodzaju natręctwo ma swoją przyczynę a skutkiem jest to co robisz. Jeśli zdemaskujesz natręctwo, poobserwujesz, odkryjesz jego naturę (którą w istocie nie ma, bo to twór Twojego umysłu) to natręctwo zaniknie. Ja tak pozbywałem się ich.
Nie traktuj natręctwa też jako pasożyta choć można tak przyjąć. Bo jeśli tak robisz to lepiej dla niego. Zaakceptuj, obserwuj a zdemaskujesz i zaniknie!
Musicie podejść metodą i inteligencją.
Co jest ważne przy tym wszystkim? Co się z metodą wiąże? KONCENTRACJA. Nie, spokojnie. Ja też uważałem, że ona nie dla mnie.
Ale trzeba poświęcić czasu i samo przyjdzie. Są metody. Sprytne i sprawdzane od tysięcy lat. Medytacja: VIPASSANA.
Ten tekst wprowadzeniem. Zadowoli was. Balsam dla umysłu: http://www.vipassana.webpark.pl/vipassana.htm
Później idzcie dalej ... znajdziecie sami resztę.
Skołowany człowieku. Jeśli masz problem z religią i masz jeszcze klapy...pisz. Wyjaśnię Ci. Nie bój się tego bo to jakaś tam medytacja. Egzotyka. Musisz się od tego gówna uwolnić. Wiedz, że ja nie wierze w Boga. Ja nie muszę. Ja wiem że on jest. Więc nie muszę wierzyć. Wielkie doświadczenie które też możesz osiągnąć. Religia w obecnej postaci BLUŹNI bo nie ma pojęcia o jego wielkośći. Więc jeśli masz obawy co do tego co tu za linki wkleiłem to zaufaj na słowo: że to jest światło które Ci pomoże! Nie wiem czy to powinienem pisać bo masz nerwicę natręctw. ja też kiedyś od takich rad uciekałem. Ale bądź odważny człowieku i spróboj a nie pożalujesz.
Dlaczego chcę pomóc? Bo jestem dzieckiem indygo z ADHD które miało cięzkie dzieciństwo dzięki temu nauczyło się empatii potężnej i chcę żebyście w końcu wyluzowali i zaczęli ŻYĆ PIĘKNIE! To jest w zasięgu ręki.
A wiecie co najlepsze? Może tego nie dostrzegacie. Nie wiem jak Wy ale...ja stałem się dzięki temu krzyżowi lepszy. Stałem się pełnym człowiekiem ponieważ to nauczyło mnie pokory do życia i nadal uczy. Inni zwyrodniali są w swoich myślach i czynach. Ja poznałem życie dzięki męce jak niejeden 60 latek z całym doświadczeniem wstecz.
Wy też tak będziecie mieli. Wszystko ma swoją przyczynę. Ten krzyż czemuś służy i gdy się uwolnicie, pojmiecie czemu to służyło.
Podsumowując:
teorią jest i ogólną prawdą:
- zaakceptuj natręctwa bo są tworem Twojego własnego umysłu, sam je tworzysz
- obserwuj, zdemaskuj a zanikną
praktyką która pomaga jest:
- np. medytacja Vipassana...uczy koncentracji itd. - to taka dźwignia która pomoże bardzo


[ Dodano: Dzisiaj o godz. 9:12 pm ]
Coś pomotałem na górze :/
Stary....
Co Ty tutaj napisałeś.... i do tego jeszcze soundtrack z kodu da vinci - PARANOJA - chyba wreszcie odkryłem siebie, zaczynam własnie od teraz...
odezwe sie za pare dni

ale klepie...
Avatar użytkownika
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
16 kwi 2007, 20:57
Lokalizacja
Lublin

przez Pietrass 18 kwi 2007, 15:01
Prdl - Bardzo dobry sposób co powiedziałes. Medytacja Vipassana w pewnym sensie napewno sie uwolni od takich natręctw.. Szkoda że są tylko 3 terminy na cały rok Grupowe...

Wracając do tematu.. Dla mnie Sprzeciwianie sie natręctwom jest jedynym rozwiazaniem.. Dla mnie przynajmniej jedynym z możliwych
Wiesz że masz nerwice .. Co by było jakbys tego nie wiedział ? Wiesz ze to masz i starasz sie nie miec tego.. Wmów sobie natręctwo że nie masz nerwicy.. :)
Offline
Posty
11
Dołączył(a)
01 kwi 2007, 22:04

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości

Przeskocz do