Rozwalam swoje małżeństwo, rozwalam siebie samą...

Forum o nerwicy natręctw: doświadczenia, historie, pytania.

Rozwalam swoje małżeństwo, rozwalam siebie samą...

przez Bella Luna 28 maja 2009, 13:09
Witam. Moja nerwica natręctw męczy mnie już trzy lata. Chodziłam do psychologa, ale rozmowy były zbyt trudne, za bardzo mnie upokarzały, a tym samym nie przynosiły żadnych rezultatów. Po kolejnym bezsensownym ,,wylaniu siebie,, , swojego bólu przed psychologiem ... zrezygnowałam. Chore obrazy w mojej głowie połączone z zazdrością, niemoc wobec nich, niemożność pozbycia się ich sprawia, że trace siły, tracę wszelką radość... Zaczęło się od tego, że mój chłopak (wtedy jeszcze chłopak) opowiedział mi o swojej przeszłości. O swoich seksualnych doświadczeniach z dziewczyną, z którą był przede mną. Pytałam o to nieświadoma tego iż kiedyś ta ,,prawda,, przekształci się w moje natręctwa. On był moim pierwszym. Miałam zupełnie inną przeszłość od niego. Zawsze trzymałam facetów na dystans. Za każdym razem po kilku spotkaniach rezygnowałam ze znajomości. Byłam dość zamknięta i nieufna. On miał kilka dziewczyn, jednak tylko z jedna był ,,fizycznie,,. Gdy po raz pierwszy mówił mi o tym, mówił bardzo ogólnie, nie wchodząc w szczegóły. Przeżyłam szok, bo choć nie wiem dlaczego, przez te wszystkie miesiące bycia razem stworzyłam sobie jakis jego obraz i nie przepuszczałam, że on, mój wartościowy i porządny facet poleciał na jakąs łatwą, doświadczoną laskę, którą znał bardzo krótko. Całe moje wyobrażenie o nim rozsypało się w drobny mak. Myślałam wtedy, że poznałam go już wystarczająco dobrze, że mamy podobne wartości, że ... jest inny. Zaczełam sobie wyobrażać ich razem, w mojej głowie powstały obrazy, nad którymi stopniowo zaczęłam tracić kontrolę. Z biegiem czasu stałam się więzniem własego umysłu, własnych wyobrażen, które niszczyły mnie psychicznie. Mimo tego iż rozwałał moje wyobrażenia, tłumaczył mi w szczegółach, że nie wyglądało to wszystko tak, jak ja sobie myslę, że nie wychodziło im razem, że był z nią zaledwie 2 miesiące, że nie kochał jej więc w porównaniu z nami nie miało to dla niego znaczenia. Mój umysł pozostał głuchy na jego słowa. Tak jakbym została zaprogramowana na codzienne myslenie o nim i o niej. Jesteśmy juz małżeństwem. Miałam nadzieję, że gdy zostanę jego żoną moja obsesja minie. Że wtedy już naprawdę poczuje sie wyjątkowa dla niego. Nie jest tak. On strasznie mnie kocha i jest szalenie cierpliwy. Ale każdego dnia widzi, jak cierpię, jak nie daje sobie z tym rady. Nic nie sprawia mi przyjemności. Gdy mnie całuje myślę sobie : ,,co z tego, ją też całował,, , gdy budze się przy nim rano myślę, że kiedys budził się przy niej. Nie mówiąc juz o innych obrazach, o których nie potrafię juz nawet mówić czy pisać, zbyt mocno mnie bolą. Wydaje mi się, że tkwię w jakimś martwym punkcie, że oprócz tych natręctw mam już depresję. Są chwile kiedy boję się, że zwariuję, albo że już zwariowałam. Nie potrafie się cieszyć życiem, małżeństwem, niczym! Kiedyś byłam radosną i szczęśliwą osobą. Do czasu kiedy jego przeszłość stała się moją obsesją. Nie daje rady. Są momenty, że z tej bezsilności mam ochotę odebrać sobie życie, uderzyć tak mocno tą chorą głową o ścianę, że albo przestanę o tym myśleć, albo sie zabiję. Mój mąż też powoli traci wiarę, że kiedyś to się zmieni. Nikt kto nie miał do czynienia z nerwicą natręctw tego nie rozumie. Krytykują, że sama na siłę chcę być nieszczęśliwa. A tak nie jest!!! Oddałabym wszystko, aby znowu poczuc czym jest szczęscie.... I wolność umysłu... :cry:
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 maja 2009, 11:11

Re: Rozwalam swoje małżeństwo, rozwalam siebie samą...

przez betty_boo 28 maja 2009, 13:30
hmmm...pomyśl sobie ze ludzie sie zmianiaja i on tez sie zmienił! a czy ty zawsze jestes i bylas idealna? facet po prostu dorósł i tyle. wybral powazny zwiazek a nie łatwy seks. to tak naprawde dobrze o nim swiadczy!

dziwne ze twoim jedynym natrectwemm jetst jego przeszlośc seksualna. przeciez mnostwo ludzi zmienia partnerów z róznych powodów (chociazby wdowy) i je tez kiedys ktos dotykał. i co z tego?

przeciez twoj facet nie mial szklanej kuli i nie wiedział ze spotka ciebie...poza tym, skad wiesz ze on bedzie twoim partnerem do konca zycia? moze bedzie to jeszcze kiedys ktos inny, np za 20 lat? skad wiesz co przyniesie los?

wyjdz poza ciasne ramy takiego myslenia, popatrz na historie ludzi dookoła, znajomych... - moze ci to pomoże?

a moze problem tkwi tak naprawde gdzie indziej a myslenie o tamtej lasce to tylko jaki s pretekst ??? może to niskie poczucie własnej wartosci u ciebie? albo jakies radykalne przekonania moralne lub religijne?
Offline
Posty
1232
Dołączył(a)
11 maja 2008, 08:58

Re: Rozwalam swoje małżeństwo, rozwalam siebie samą...

przez Bella Luna 28 maja 2009, 14:38
Dziękuję za odzew... Wiesz betty boo, ja zdaję sobie sprawę z absurdu tych wyobrażeń, wiem, że ni powinnam mieć do niego o to pretensji, wiem, że to jest chore i oddałabym wszystko aby pozbyć się tych myśli. No ale własnie ta choroba, nerwica natręctw na tym polega - zdajemy sobie sprawę w bezsensowności tych myśli/czynności ale to dzieje się jakby poza nami, poza naszą wolą. Wiele razy zastanawiałam się jaka jest przyczyna mojej choroby. Przecież kiedy zaczęliśmy być ze sobą nie pytałam go o to czy był już z kimś, nie wiedziałam czy z kimś sypiał czy nie bo nie miało to dla mnie znaczenia! Dopiero po kilku miesiącach bycia razem, gdy stworzyłam sobie jakis jego ,,portret,, i on został brutalnie rozwalony...dopiero wtedy zaczęły odtwarzać się w mojej głowie te obrazy... Może kiedyś dojdę jaka jest przyczyna... Może faktycznie jest to moje niskie poczucie własnej wartości...? Choć on daje mi tyle miłości, tyle ciepła, że powinnam czuć się naprawdę piękna i wyjątkowa, jak ciągle mi to podkresla, że nawet wszystkie te jego byłe razem wzięte nie dostały od niego tyle co ja... Też zastanawia mnie dlaczego to właśnie jego przezycia seksualne tak bardzo mi dokuczają :cry: Jeszce raz dziękuję za odpowiedz...
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 maja 2009, 11:11

Doradca Nerwica.com

przez Doradca Nerwica.com
Polecam tych psychologów i psychoterapeutów z Twojej okolicy
Doradca Nerwica.com

Re: Rozwalam swoje małżeństwo, rozwalam siebie samą...

przez MartaF 28 maja 2009, 23:35
Witaj, od długiego czasu nie udzielam się na forum, ale Twój post bardzo mnie poruszył. Może dlatego, że sama jestem mężatką, że sama borykam się z myslami, że nie kocham mojego męża, a jednak mimo tych strasznych stanów i myśli zdecydowałam się na małżeństwo. Podobnie jest i z Tobą, pomyśl jak bardzo musisz kochać, że zdecydowałaś się wyjść za Niego mimo męczących myśli. Wiem co przeżywasz kiedy nie możesz się cieszyć małżeńskim szczęściem, ale damy sobie radę - zobaczysz :). Kochamy jak nie wiem co, a miłość zwycięża wszystko :).
Piszesz, że zachowałaś swoją czystość aż do ślubu, domniemywam więc, że jesteś osobą wierzącą. Skoro przeszkadza Ci seksualna przeszłość Twojego męża to też pewne wartości są dla Ciebie istotne. Zobacz, ludzie popełniają jakieś błędy, nie zawsze myślą tak jak my bysmy sobie tego życzyli, i trzeba to uszanować i to przyjąć :). Podchodząc do sprawy z punktu widzenia religii, to Bóg wybaczył Twojemu mężowi dawne zachowanie, i nigdy więcej do tego już nie wraca. Dlaczego i Ty nie miałabyś tego zrobić? Dlaczego zachowujesz sobie prawo do rozpamiętania czyiś błędów, czy grzechów, zależy jak na to patrzeć? To chyba wyłącznie sprawa między Nim, jego sumieniem i Bogiem, Ty masz obowiązek tego nie roztrząsać. Zresztą i po co? Czy nie jest dla Ciebie ważniejsza TERAŹNIEJSZOŚĆ? I to jakim człowiekiem jest dla Ciebie Twój mąż? Jaki jest dobry, czuły i cierpliwy?? Chyba to się liczy, a nie jakaś przeszłość prawda? Co z tego, że sypiał kiedyś z jakąś kobieta, a kto z nas nie robi czasami głupich rzeczy? Choć pewnie nie każdy uzna to za głupią rzecz. Kochana, ciesz się tym, że masz u swojego boku wspaniałego mężczyznę, na którym możesz polegać - a jakie mój Boże znaczenie ma Jego przeszłość?? Tobie nie zdażyło się robić rzeczy, z których ktoś inny mógłby nie być zadowolony?? Pamiętaj, Twoim obowiązkiem jest mu wybaczyć wszystko, nie rozpamiętywać tego - a resztą niech zajmie się Pan Bóg :). Zresztą jeśli sama miałabyś jakieś doświadczenia seksualne wcześniej, to pewnie sama nie zwracalabyś na nie teraz uwagi, sama wiedziałabyś, że mąż jest dla Ciebie najważniejszy. I tak na pewno jest u Niego. Jestem pewna, że dla Niego niewiele to znaczy - daj mu szansę i nie skreślaj Go!!
Wiem, że trudno się radzi komuś kto cierpi, ale spróbuj Go kochać jakim jest, a może z czasem te natrętne myśli sobie pójdą jak im się znudzi. Ale stanie się to wówczas wtedy, kiedy zmienisz swoje myslenie, kiedy uwierzysz w to, że przeszłośc nie ma znaczenia i kiedy w sercu prawdziwie wybaczysz - a wtedy będzie pięknie :)
Trzymaj się ciepło !! :)
Offline
Posty
76
Dołączył(a)
05 maja 2008, 11:07

Re: Rozwalam swoje małżeństwo, rozwalam siebie samą...

przez Bella Luna 29 maja 2009, 09:35
Dziekuję Martusiu, bardzo dziekuję:)

[Dodane po edycji:]

Szkoda, że tak mało osób pisze... :(
Offline
Posty
4
Dołączył(a)
27 maja 2009, 11:11

Re: Rozwalam swoje małżeństwo, rozwalam siebie samą...

przez April 25 sty 2010, 12:42
Hej Bella Luna, bardzo poruszył mnie twoj list. Wiem ze psalas go dawno bo w maju 2009 i mam nadzieje ze juz sobie poradzilas ze swoimi problemami ale jeżeli nie to chcialam ci napisac pare słow. Piszesz ze przed swoim mezem nie ukladalo ci sie z innymi facetami,byłas nieufna i szybko od nich uciekalas. Jednak mezowi pozwolilas sie dosiebie zblizyc, dlaczego? czym cie uzekł? czyms musial wzbudzic twoje zaufanie, czym? On Cie kocha ty tez go bardzo kochasz ale tak bardzo sie boisz ze moglabys zostac sama ze stwozylas sobie w glowie to urojenie. Mysle ze powinniscie szczerze porozmawiac. Powiedz mu dlaczego go cenisz jako czlowieka meczyzne meza. I on niech ci powie co kocha w tobie.Powinnas mu uwierzyc w koncu to ciebie wybral sposrod innych. To z toba zdecydowal sie spedzic reszte zycia. Musi byc w tobie cos wyjatkowego:). Pozwol sobie w to uwierzyc. Pokonac lek jestbardzo trudno, ja tez borykam sie ze swoimi. Tez mojego chłopaka dlugo nie wpuszczalam do mojego swiata, nie chcialam sie otworzyc, balam sie zaufac. Ale powoli sie odkrywalam, a gdy mnie nie zawodzil odkrywalam wiecej i tak malymi kroczkami. Nie ufam mu w 100% bo tak nie potrafie, ale pokonuje siebie, kazdego dnia. Trudno jest sie otworzyc, mowic otym co sie czuje. JA nie wiem skad umnie sie wziela nieufnosc wobec innych, ciekawe czy ty wiesz skad jest u ciebie? zastanawialas sie kiedys? Przykro mi ze nie pomogla ci psychoterapia, ciekawa jestem jak sobie teraz radzisz, napisz cos.. Pozdrawiam
Offline
Posty
1
Dołączył(a)
25 sty 2010, 12:05

Re: Rozwalam swoje małżeństwo, rozwalam siebie samą...

przez etien 03 lut 2010, 01:02
Bella Luna jeśli te myśli wciąż Cię męczą i dodatkowo przybierają na sile to może warto by pomyśleć o lekach. Leki pomagają szczególnie w tych najtrudniejszych momentach kiedy nie dajemy sobie rady. Nie twierdzę abyś całkowicie przestawiła się na branie leków, bo ja akurat nie jestem zwoleneniczką brania ciągle leków. Ale czasem są one niezbędne. Wydaje mi się, że w Twoim przypadku jedynie leki mogłby ukrócić te obsesje, dać Ci jakomś realną ulgę. Leki pozwolą Twoim myslą trochę odpocząć, umniejszą odczuwany lęk, jak również przymus myślenia o tym wszytskim. Leki mogą też stać się dla Ciebie dobrym gruntem dla terapii. Myślę, że leki mogą spowodować, iż terapia dawałaby Ci lepsze efekty w powrocie do normalności.
Niesamowita, nieodgadniona i jakże samotna,
Niewzruszona, a jednak płacze…
Potrzebuje, choć się nie przyznaje,
Ona tęskni i chce…
Offline
Posty
246
Dołączył(a)
13 lip 2008, 15:20

Re: Rozwalam swoje małżeństwo, rozwalam siebie samą...

przez paradoksy 03 lut 2010, 01:04
Bella Luna - Ostatnia wizyta: 07 Lip 2009, 09:53

wątpię, żeby to przeczytała...
paradoksy
Offline

Sortuj wg

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości

Przeskocz do