Niekończąca się opowieść...

Subforum poświęcone nerwicy lękowej.

Niekończąca się opowieść...

Avatar użytkownika
przez OnHorseback 24 mar 2014, 06:24
Witajcie,
jest 4:50 a ja wciąż nie śpię. Albo jestem wyjątkowym przypadkixeem hipohondryka (wybaczcie, jeśli źle napisałam) albo walczę z tyloma chorobami/zaburzeniami, że mogę nazwać siebie prawdziwym bohaterem. Mam 20 lat. Jestem studentką 1 roku fizyki. Zawsze marzyłam o studiowaniu jej. Moja cala historia z nerwicą rozpoczęła się wraz z rozpoczęciem studiów. Drugi dzień nauki minął cudownie, nowo wynajęty pokój, komputer, gra i wtedy... Ludzie, pamiętajcie, że jeśli macie słabą psychikę, nie raczcie jej horrorami. Tej nocy zaczęłam poważnie schizować. Od dłuższego już czasu odnosiłam wrażenie (głównie przed snem) iż ktoś przebywa ze mną w pokoju. Towarzyszyło temu mnóstwo niepokoju i pewność, że gdy odwrócę się tyłem do drzwi, obok nich pojawi się sylwetka ducha. Żywcem ściągnięty scenariusz z Klątwy. Otóż nie... Moje Ja postanowiło skojarzyć to z zupełnie czymś innym! Jako że byłam właśnie wtedy w toksycznym związku, namawiana przez partnera do brania psychodelików (taki typ narkotyków, ale radzę się w to nie wgłębiać), a znajomi mojego "lubego" od dragów trafili ostatnio do szpitala psychiatrycznego, z zapałem szukałam na internecie informacji o tejże chorobie. "Odczuwanie obecności wrogiego osobnika mniej czy. bardziej określonego." No i w ten sposób właśnie upewnilam się, że z pewnością też na nią cierpię. Noc była długa. Bardzo długa. Lęk przed schizo był tak duży, że nie. pozwalał mi się uspokoić aż do wizyty u psychiatry. Dostałam zapewnienie, że moje obawy nie są słuszne. Borykałam się z lękiem przed chorobą psychiczną przez parę tygodni. Ale nie... To nie mógł być koniec. Zakradł się kolejny. Tym razem przed samą sobą. Dziwne, bo zaczęło się od tego, że wyobraziłam sobie długopis wybijający się do oka. Uwierzcie mi. Przez 3 tygodnie wyłam z lęku przed zrobieniem sobie krzywdy. Na szczęście poznałam mojego nowego towarzysza, ktory też miewał podobne myśli, dlatego też od jakiegoś czasu już nie patrzę że strachem na ręce. Następne było serce. Dostałam nerwicęserca. Rzecz jasna wmawialam sobie ciężkä niewydolność. Do kardiologa mam zamiar iść. Ostatnio przyszedł strach przed opetaniem. Po prostu. Byłam pewna, że potrzebne będą ciężkie egzorcyzmy i mimo, że teraz ustało to głupie uczucie, sprawa jest wciąż "świeża". Czy wspomnialam o tym, że wszystkiemu towarzyszy bezsenność? Tak już mamy czerwiec, fatalnie jak na mnie zdaną sesję, mnóstwo opuszczonych z powodu braku snu zajęć i mnóstwo do nadrobienia. Topię się w morzu stresu i lęku, a mój Romeo robi wszystko, żeby mi pomóc a ja mam tylko wrażenie, że wtrącam go powoli w depresję. Wcześniej byłam radosną, energiczną dziewczyną a teraz muszę ciężko pracować nad tym, żeby nie myśleć, że całe życie będę taplać się w tym smrodzie. Nie życzę tego wszystkiego nawet najgorszemu wrogowi...
"I'd rather be with you and fly through space..."
Avatar użytkownika
Offline
Posty
20
Dołączył(a)
02 paź 2013, 18:58

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google Ads [Bot] i 23 gości

Przeskocz do